Czechow w OFFiCYNIE

Niepostrzeżenie przybył stolicy nowy klimatyczny teatr. Na warszawskiej Pradze, w kameralnej teatrze-galerii OFFiCYNA można obejrzeć żartobliwe „Dzieło sztuki” wg Antoniego Czechowa.

To jest Czechow humorysta, kreślący bez nadmiernie finezyjnych analiz sylwetki bliźnich w zaskakujących, czasem groteskowych, czasem dwuznacznych sytuacjach. Ale co Czechow to Czechow, nawet jeśli to tylko literackie wprawki, a najczęściej drobiazgi produkowane doraźnie, dla podreperowania budżetu chudego literata.
Takie właśnie jest „Dzieło sztuki”, humoreska naszkicowana zamaszyście, w której tytułowy obiekt, jak go opisuje Czechow, to „nieduży kandelabr ze starego brązu kunsztownej roboty. Wyobrażał grupę: na piedestale stały dwie postacie kobiece w strojach Ewy, w pozach, dla opisu których brak nam śmiałości. Postacie uśmiechały się zalotnie i sprawiały w ogóle takie wrażenie, że można by sądzić, że gdyby nie obowiązek podtrzymywania świecznika, zeskoczyłyby z piedestału i zrobiłyby w pokoju coś takiego, o czym nawet myśleć nie wypada”. Otóż owo dzieło sztuki staje się dziełem przechodnim, początkowo trafiającym w podzięce w ręce początkującego lekarza, a właściwie jeszcze studenta medycyny w dowód wdzięczności za fachową pomoc okazana pewnej starszej kobiecie przez jej syna niedysponującego tymczasem groszem, aby się wypłacić lekarzowi. Lekarz wkrótce pozbędzie się tego krępującego obiektu, trafi on w ręce dyrektora teatru, a potem kilkukrotnie zmieniwszy właściciela znowu z w ręce naszego lekarza. Pomysł może niezbyt oryginalny, ale w sam raz na opowiadanko, wiele razy w literaturze wykorzystywany, czasem nawet rozpisywany na długi utwór, jak choćby w „Rewolwerze” Aleksandra Fredry.
Humoreska „Dzieło sztuki” to tekścik króciutki, zaledwie parę stroniczek, nie starczyłoby jej na cały spektakl, toteż Żanna Gierasimowa, która wykorzystała tytuł tego opowiadanka, zbudowała scenariusz spektaklu w „OFFiCynie” Małgorzaty Dudy-Kozery i Krzysztofa Kozery, na kilku doszytych opowiadankach Czechowa, które razem złożyły się w zabawny portret drobnomieszczan i artystów, których połączył teatr, może niezbyt awangardowy, przeciwnie, raczej tradycyjny, ale dający jakie takie gwarancje oderwania od szarej egzystencji. Trzeba przyznać, że fastryg nie było widać, scenariusz (umiejętnie stosując drobne wstawki i łączniki) biegnie wartko, przynosząc kolekcję barwnych postaci, próbujących z życia uszczknąć coś dla siebie. Pierwszy beneficjant dzieła sztuki, czyli młody prawie-lekarz na początku pełni funkcję swego rodzaju gospodarza terenu, a szefowa nowego teatru, czyli Małgorzata Duda-Kozera, jak na szefową przystało stoi w progu, kieruje przybywających do wnętrza, słowem sprawuje nadzór nad interesem. A tymczasem lekarz Koszelkov, w zamaszystym wykonaniu dobrze zapowiadającego się aktora, Filipa Lipieckiego prowadzi przybyłych gości „po obiekcie”, czyli galerii obrazów Krzysztofa Kozery – wszyscy mogą zajrzeć w każdy kąt pomieszczenia, a potem zająć miejsca na prowizorycznej widowni. Przy czym wszyscy aktorzy, jak się okazuje, ubrani są na wzór i podobieństwo obowiązującej mody przełomu wieków XIX i XX, a we wnętrzach króluje raczej leciwe umeblowanie. Żadnego więc uwspółcześniania, przeciwnie, raczej stylizacja na czasy minione, epokę Czechowa.
Panuje raczej ziąb, bo to klimatyczne miejsce, oficyna przy Radzymińskiej 57 na warszawskiej Pradze od bardzo niedawna znalazło się w rękach pary energicznych artystów, którzy nie mając jeszcze znikąd wsparcia, sami z udziałem zaprzyjaźnionych wolontariuszy oficynę jako tako wyrychtowali do użytku, a żeby było cieplej lekarz dorzuca drewienek do niewielkiego żelaznego piecyka. Proponuje herbatę albo inne napitki, ale okazuje się, że nie ma, więc tylko z uśmiechem demonstruje gospodarstwo, a kiedy salka się już wypełni (mieści mniej więcej 50 osób) szefowa sprzedaje bilety „co łaska” i spektakl się zaczyna. Wtedy właśnie chudy student zostanie obdarowany „dziełem sztuki”. Na tym kończy się część pierwsza i wtedy przechodzimy dalej, wyprowadzani na chwilę na zewnątrz, a potem schodkami w górę do pomieszczeń na piętrze – tam dopiero mieści się właściwa sala teatralna. Oczywiście, także zaimprowizowana, bo zebrano tu wszystkie krzesła świata, każde z innej „wsi”, na ścianie wiszą plakaty teatralne, a przede wszystkim z „Otella”, bo teraz na scenie jest grany, a my znajdujemy się na zapleczu w gabinecie dyrektora, który od czasu do czasu zamienia się w garderobę. Przed ścianą przeciwległą do paru rzędów krzeseł kilka czarnych kotar na całą wysokość sali, kiedy trochę nimi pomanipulować, zobaczyć można typową toaletkę do aktorskiej charakteryzacji. To właśnie tutaj wdzięczna za zaproszenie do teatru student medycyny wręczy dyrektorowi „dzieło sztuki”, pozbywając się niefortunnego prezentu. Dyrektor (ze swadą grany przez Artura Pastuszkę) ma jednak inne kłopoty. Po pierwsze żona, która właśnie wróciła z Krymu. wygada się o nazbyt bliskich relacjach z pewnym miejscowym Tatarem, a po drugie tylko patrzeć, a na dyrektora z furia nastawać będzie niejaka Szczukina, domagając się zadośćuczynienia finansowego swemu mężowi, zdymisjonowanemu asesorowi kolegialnemu. Pieprzu tej humoresce dodaje fakt, ze Szczukina domaga się odszkodowania od dyrektora banku, w którym jej mąż-urzędnik nigdy nie pracował. Żanna Gierasiomowa te okoliczności jeszcze wzmocniła, bo łącząc opowiadanie „Bezbronna istota” z „Dziełem sztuki” (i innymi tekstami Czechowa), dyrektora banku uczyniła dyrektorem teatru, co jeszcze bardziej uwydatniło groteskowy charakter spotkania dyrektora z petentką. Dynamika tego spotkania przerasta wszelkie wyobrażenia – w postać Szczukiny wcieliła się bowiem Małgorzata Duda, która z nieposkromioną energią, pasją, natarczywością, nawet fizyczną, osacza wątłą postać dyrektora, dosłownie uginającego się pod jej ciężarem. Duda potrafi z siebie żartować, a jest przecież kobietą słusznej budowy, co też dodatkowo zabarwia wyznanie, które wkłada w usta Szczukiny Czechow: „— Jestem kobieta chora — mówiła Szczukina — może na pozór jestem krzepka, ale jeżeli się przyjrzeć, to we mnie ani jednej żyłki zdrowej nie ma. Ledwo na nogach stoję i apetyt straciłam… wprawdzie, piłam dziś kawę, ale zupełnie nie czułam jej smaku”.
Doprawdy brawurowo, w świetnym tempie to poprowadzona scena, wywołująca salwy śmiechu i… niemal apopleksję znękanego dyrektora.
W spektaklu Gierasimowej pojawiają się drobne intrygi teatralne, charakterystyczna rywalizacja konkurujących o sławę i pieniądze gwiazdeczek, zadufanie pierwszego tenora itp., itd. Słowem wieczór pełen wigoru, zabawy i zadumy nad minionymi czasy, kiedy inaczej rozkładały się akcenty życia towarzyskiego – bez laptopów, komórek i sieci, ale za to w sieci intryg i zależności, co Czechow z talentem obserwatora potrafił zauważyć i uwiecznić.
Ten spektakl to jedno z wielu już zdarzeń, które w nowym teatralno-artystycznym miejscu Pragi mają miejsce. Kozerowie dopiero nabierają tempa i snują rozmaite plany. „Dzieło sztuki”, sympatyczna propozycja na wieczór, wprawiająca w dobry nastrój, to zachęcająca rekomendacja nowej placówki, zwłaszcza że Małgorzata Duda to duch nieposkromiony, żywiołowy, artystka nieunikająca karkołomnych zadań. Dość przypomnieć jej owocną współpracę z Wojciechem Siemionem i Adamem Hanuszkiewiczem, czy płytę „Samotność” ze śpiewanym Mickiewiczem, pop-rockowymi interpretacjami poezji wieszcza (jedyna wersja śpiewanej Wielkiej Improwizacji!). Tylko pozazdrościć temperamentu i gotowości do podejmowania nowych wyzwań.

DZIEŁO SZTUKI Antoniego Czechowa, tłum. Robert Worsztynowicz, reżyseria, scenariusz, scenografia, choreografia, kostiumy Żanna Gierasimowa, dźwięk KJ, światło Krzysztof Kozera, Teatr OFFiCYNA, premiera 28 lutego 2019.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *