Człowiek na sprzedaż. Dlaczego Marks wciąż jest aktualny

19 kwi 2026

Napisz kilka zdań o sobie. Tak zaczyna się dziś nowoczesna selekcja. CV, profil zawodowy, LinkedIn, „krótka autoprezentacja”. Brzmi niewinnie. W praktyce chodzi o wycenę. Masz opisać siebie nie jako człowieka, ale jako pakiet funkcji. Co umiesz, co dowozisz, jakie masz przewagi, jaką wartość wniesiesz do cudzego obiegu. Im nowocześniejszy rynek pracy, tym bardziej ten mechanizm jest bezwstydny. Niby słyszymy o wolności, mobilności i rozwoju. W praktyce chodzi o jedno – sprzedać samego siebie możliwie drogo.

Globalizacja miała połączyć świat. Połączyła go przede wszystkim jednym językiem – językiem rynku. Nie chodziło tylko o szybszy przepływ towarów i kapitału. Chodziło o rozszerzenie logiki wymiany na kolejne sfery życia. Najpierw produkcja. Potem usługi. Potem wiedza, komunikacja, kultura i relacje. Na końcu sam człowiek. Miał być pluralizm dróg rozwoju, wyszła jedna wielka szkoła wyceny. Pytanie przestało brzmieć, co jest potrzebne społecznie. Zaczęło brzmieć, ile to kosztuje, ile przynosi i czy da się to obrócić.

Dlatego lewica musi wrócić do Marksa. Właśnie teraz, wbrew jego demonizowaniu przez tych, którzy od lat walczą nie z jego myślą, ale z własną karykaturą. Z dużą częścią antymarksowskich polemik jest ten sam problem. Nazwisko zostaje, treść znika. W miejsce analizy utowarowienia człowieka, alienacji i władzy rynku nad życiem społecznym wjeżdża odruchowy magazyn skojarzeń z XX wieku. Związek Radziecki. Gułag. Urzędnik z pieczątką. Centralny plan. Policyjna pałka. Tyle że to nie jest odpowiedź na Marksa. To jest wygodny sposób, żeby nie odpowiedzieć na to, co naprawdę napisał. Nie po to, by wracać do relikwii, lecz do autora, który trafnie zobaczył najważniejszy ruch kapitalizmu – zamianę człowieka w funkcję obiegu.

Najgroźniejsze zniewolenie nie polega dziś na tym, że ktoś stoi nad człowiekiem z batem. Polega na tym, że człowiek sam zaczyna patrzeć na siebie jak na towar. Jak na zasób. Jak na kapitał ludzki. Jak na projekt do zoptymalizowania. Nie pyta już, kim jest. Pyta, jak się pozycjonuje. Liberał odpowie, że przecież nikt nikogo do niczego nie zmusza. Rynek daje możliwości, a nie nakazy. Kto chce, ten wchodzi do gry. Kto nie chce, ten nie. Tyle że to bajka dla ludzi, którzy udają, że życie da się przeżyć poza ekonomią. Nie da się. Dziś cenę ma wszystko, co podstawowe – dach nad głową, leczenie, nauka, opieka, a w końcu nawet własny spokój. Rynek nie jest już wtedy jednym z narzędzi organizacji życia. Staje się jego środowiskiem. I dlatego działa tak skutecznie. Nie wygląda jak przemoc. Wygląda jak natura.

Najlepiej widać to tam, gdzie cena zderza się z ludzką motywacją. I tu akurat nie trzeba niczego zgadywać. W badaniu Joan Costa-Fonta, Mireii Jofre-Bonet i Stevena Yena, opartym na danych z 15 krajów europejskich, osoby oddające krew okazały się mniej skłonne popierać pieniężne nagrody za dawstwo, a bardziej skłonne akceptować zachęty niepieniężne. Gotówka nie wzmacniała sensu tego działania. Podgryzała go, bo transakcja wypierała gest. To nie jest drobiazg. To jest cios w cały liberalny banał, że wystarczy dobrze ustawić bodźce, a człowiek zrobi resztę. Nie zrobi. Nie wszystko, co ważne społecznie, działa lepiej po dodaniu pieniędzy. Są sfery życia, w których rynek niczego nie porządkuje. On po prostu psuje relacje, bo zamienia wspólnotę w cennik.

Marksizm nie był i nie jest prostą obietnicą „więcej państwa” ani grubszego socjalu. Marksizm jest buntem przeciw światu, który wszystko potrafi wycenić, ale coraz mniej rzeczy potrafi ocalić. Chodzi o coś poważniejszego – o odtowarowienie. O wyrwanie logice rynku tych obszarów życia, które nie mogą być dalej traktowane jak pozycje w cenniku. Krótko mówiąc – o przywrócenie człowieka samemu sobie. To brzmi dziś podejrzanie tylko dlatego, że przez lata wtłaczano nam do głów tani szantaż. Albo rynek, albo biurokratyczny koszmar. Tymczasem sprawa jest prostsza. Nie chodzi o to, żeby wszystko oddać urzędnikowi. Chodzi o to, żeby nie wszystko oddawać cennikowi. I nie, nie uniewinnia to XX wieku. Wielka obietnica wyzwolenia potrafiła zamieniać się w aparat, który poświęcał człowieka w imię przyszłości. Ale z tego nie wynika, że sama diagnoza była fałszywa. Była tak trafna, że nawet jej przeciwnicy mówią dziś językiem problemów, które Marks zobaczył dawno temu.

Widać to na każdym kroku. Pracownik ma być elastyczny, responsywny, odporny i stale gotowy do aktualizacji jak aplikacja w telefonie. Nawet język codzienności brzmi już jak podręcznik zarządzania. Człowiek nie rozwija się – inwestuje w siebie. Nie odpoczywa – regeneruje zasoby. Nie buduje więzi – zarządza relacjami. To nie jest niewinna nowomowa. To jest porządek społeczny, który wchodzi do głowy i urządza się tam na stałe. Spór nie idzie o to, czy ktoś znów będzie machał Marksem na wiecu. Chodzi o granicę. O to, czy istnieje jeszcze jakaś strefa życia, do której rynek nie ma prawa wejść. Jeśli tej granicy nie postawimy, dalej będziemy żyć w świecie, w którym wszystko można kupić, wycenić, zoptymalizować i obrócić. Towaru mamy dziś pod dostatkiem. Coraz bardziej brakuje już tylko ludzi, których nie próbuje się sprzedać.

Najnowsze

Mistrzostwa Trumpa

Mistrzostwa Trumpa

Human Rights Watch ostrzega, że mundial 2026 w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie wystartuje w „klimacie...

Cena niemieckiej hipokryzji

Cena niemieckiej hipokryzji

Niemcy po raz pierwszy przegrały walkę o niestałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Głosowanie odbyło się 3 czerwca...

Sprawdź również

Bezsilność filozofii wobec głupoty i zła

Bezsilność filozofii wobec głupoty i zła

Dylematy filozoficzne: Po dziś dzień, filozofia (i astronomia) - to moje hobby, na dowód czego przedstawiam niniejsze opracowanie Szanownym Czytelnikom. Filozofia (z greckiego) oznacza umiłowanie mądrości, naukę wszech nauk. Jestem filozofem – amatorem. Stosuję...

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Jak system podtrzymuje w nas poczucie winy za brak zatrudnienia?

Mój cykl pt. „Jak się czujesz, gdy nie możesz znaleźć pracy?” spotkał się z zainteresowaniem czytelników portalu Dziennik Trybuna. Postanowiłam więc kontynuować temat psychologicznych i społecznych aspektów bezrobocia, choć przyznaję, że nie jest to jedyny powód....

Czy woda wykończy gastronomię?

Czy woda wykończy gastronomię?

Zapachniało PRL-em, Bareją, a być może, nie bójmy się mocnych słów, gułagiem. Otóż od sierpnia restauratorzy będą musieli podawać kranówkę za darmo. To koniec, branża się nie podniesie. Już fakt konieczności płacenia pracownikom jest ledwo do udźwignięcia, a teraz...

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Posttrumpizm. Skończmy ze wzrostem gospodarczym

Los ludzkości spoczywa w dziś rękach tytanów kapitału w rodzaju Jeffa Bezosa czy Elona Muska. To ich pasje i fobie – a nie publiczna debata i decyzja – przesądzają o zakresie prywatności, o pracy dla wszystkich bądź bezrobociu, o jakości życia ludzi i ich relacji z...

Sztuka dyplomacji

Sztuka dyplomacji

Szczęki z wrażenia poopadały zebranym w warszawskiej Filharmonii podczas uroczystości z Dnia Republiki. Święta Azerbejdżanu upamiętniającego powstanie pierwszego, nowoczesnego państwa azerskiego. Demokratycznej Republiki Azerbejdżanu. Szczęki opadały kilka razy, bo...

Grzech ubóstwa

Grzech ubóstwa

Jest w części naszego społeczeństwa skłonność do obwiniania przegrywających o ich porażkę. Po prostu łatwiej zwalać winę za krzywdy na pokrzywdzonych niż przyznać, że żyjemy w niesprawiedliwym systemie. Ta postawa uśmierza lęki, bo pozwala wierzyć, że jeżeli będziemy...

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Orzeł Biały kontra Michał Archanioł czy tryzub?

Zełenski oczywiście popełnił błąd nadając jednostce wojskowej miano bohaterów UPA, a z polskiego punktu widzenia nawet zniewagę pamięci polskich ofiar Ukraińskiej Powstańczej Armii. Powinniśmy jako państwo domagać się naprawienia tego błędu. Zdecydowanie. Pewnie...