Czy chcecie aby Ukraińcy powrócili do siebie?

Już szósty rok przyszło milionowi uciekinierów wojennych, Ukrainek i Ukraińców mieszkać w Polsce. Czasem bliżej, czasem dalej z Polakami. Dzięki temu trochę już poznaliśmy się, a przeprowadzane badania opinii publicznej sugerują co Polacy i Ukraińcy naprawdę o sobie myślą. Choć nie zawsze chcieliby głośno o tym powiedzieć.

Dlatego wszystkim polecam publikowane właśnie raporty Centrum Mieroszewskiego.

Co my NATO

Nadal ponad połowa, bo 52 procent, ankietowanych obywateli polskich popiera członkostwo Ukrainy w NATO. Przeciwnych jest 24 procent. Ale przeciwnicy stale rosną w ostatnich latach. Zapewne ich sprzeci wynika z lęku przed wciągnięciem NATO i Polski do wojny z Rosją, wysłaniem naszych żołnierzy na front.

Za to wojna Ukraińców z Rosją bywa powszechnie akceptowalna przez polskich obywateli, ale pod warunkiem, że walczą ze sobą tylko nasi słowiańscy sąsiedzi. Gdyby zaczęli ginąć tam Polacy, nastoje pacyfistyczne wzrosły by w Polsce od razu. Tak zresztą było w USA w czasie wojny wietnamskiej i w ZSRR podczas wojny z Afganistanem.

Nic dziwnego, że wśród Ukraińców popularne są opinie, że Polacy wspierają ich w wojnie, bo traktują Ukraińców polisę ubezpieczeniową wobec zagrożenia pożarem rosyjskiej agresji. Dlatego Polacy goszczą Ukraińców i na ich wojnę z Rosją regularnie płacą.

Paradoksalnie, to polskie poparcie dla walczącej Ukrainy i jej północnoatlantyckich aspiracji, stałe podgrzewają antypolskie, agresywne wypowiedzi rosyjskich liderów politycznych i publicystów. Lekceważące pęczniejących teraz z dumy Polaków. Każdy przejaw starej wielkorosyjskiej, imperialnej buty to dodatkowy argument na polsko-ukraiński mariaż. Choćby tylko z rozsądku.

Ciekawe jak zmieniłyby się w Polsce nastroje gdyby w rosyjskiej Dumie powstała Partia Przyjaciół Polski?

Również 52 procent przebadanych przez Centrum Mieroszewskiego obywateli polskich popiera przyszłe członkostwo Ukrainy w UE.

Ale tu mamy już litanię argumentów i warunków stawianych wobec Ukrainy: „Tak, bo tego wymaga bezpieczeństwo Europy” (15 proc. poparcia), „tak, gdy tylko Ukraina spełni kryteria” (20 proc.) oraz „tak, gdy Ukraina spełni kryteria i rozwiąże problemy z Polską na tle historii i gospodarki” (17 proc.).

Wielu Polaków pamięta długą drogę Polski do UE. Pewnie niejeden popierający Ukrainę uważa też, że prognoza „gdy tylko spełni pełni kryteria i rozwiąże problemy z Polską na tle historii i gospodarki” to synonim „ad casledras graecas”.

Integracji Ukrainy z UE nie chce 25 procent badanych Polaków. To wzrost d grudnia 2024 roku. Zdania w tej kwestii nie ma 23 procent badanych.

Ankietowani przez Centrum obywatele polscy musieli też ustalić priorytety polityki państwa polskiego wobec Ukrainy. Ocenić ich ważność w skali od 1 do 10.

Najważniejszymi, na poziomie 7,0, uznano sprawy pochówku polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów, zwłaszcza na Wołyniu. Drugim w skali ważności okazała się popularyzacja polskiej kultury i języka polskiego wśród Ukraińców (6,3). Na trzecim uplasował się postulat zaprzestania upamiętniania przez państwo ukraińskie osób lub formacji odpowiedzialnych za popełnione w przeszłości zbrodnie na Polakach (6,2). Dopiero jako czwarte wskazano „ułatwienie działania polskiego biznesu na Ukrainie” (6,2).

Potwierdza się, że w polskiej polityce i mediach ton relacjom z Ukrainą nadal nadają historyczne krzywdy i ofiary walk sprzed 80 już lat. Kresowe resentymenty, misje krzewienia polskiej kultury na Wschodzie.

Jednocześnie w polskich mediach stałe obecne jest typowo polskie dziamgolenie i biadolenie prognozujące, że kiedy już nastąpi ta odbudowa Ukrainy, to kasę zarobią Niemcy, Turcy i Chińczycy. Zaś pomagającym teraz Polakom zostanie ręką w nocniku.

Polscy politycy i publicyści ciągle czerpią energię z wołyńskich trupów, rachunków krzywd. Taka tematyka dominuje w mediach i internecie. Jednocześnie 31 procent ankietowanych Polaków uważa Ukraińców za pożądanych partnerów gospodarczych, sojuszników i chce z nimi robić interesy ponad historycznymi krzywdami. Ale oni nie przebijają się w mediach.

Nadal nie stworzyli Partii Przyjaciół Polsko – Ukraińskich Korzyści.

Po stronie ukraińskiej aż 33 procent ankietowanych nie dostrzega „istotnych sporów w relacjach polsko-ukraińskich”. Ale już 23 procent ankietowanych Ukraińców wskazuje na Rzeź Wołyńską. Więcej niż w badaniach poprzednich.

Już 54 procent badanych uważa, że Ukraina wraz z Polską powinny stworzyć komisję historyczną do zbadania zbrodni na Wołyniu i w Galicji, 24 procent wyraziło opinię, że Ukraina powinna wyjaśniać Polakom, skąd bierze się pozytywny stosunek Ukraińców do UPA. Pozostali, 19 procent, zajęli stanowisko, że to wewnętrzna sprawa ich kraju, nie muszą odpowiadać na polskie oczekiwania. Za odrzuceniem polskich postulatów opowiedziało się 5 procent, zmianę pomnikowego stosunku do UPA poparło 4 procent.

Polacy postrzegani są przez Ukraińców przede wszystkim jako sąsiedzi i sojusznicy. Bliscy pod względem kulturowym (44 procent). Na Mołdawian, którzy zajęli drugą pozycję, wskazało jedynie 8 proc. badanych. Aż 43 proc. uczestników badania wyraża pozytywną opinię o Polakach. Złą ma łącznie jedynie 9 procent ankietowanych.

Niepoprawni niewdzięcznicy

Szok w polskich mediach wywołały opinie Ukraińców odpowiadających na pytania dotyczące skali pomocy wojskowej i humanitarnej dokonanej przez europejskie państwa. Okazało się, że pierwsze miejsce w rankingach dawców zajęła Wielka Brytania, potem Niemcy, a Polsce przyznawano dopiero trzecie miejsce.

Znów odżyły hasła o braku ukraińskiej wdzięczności. Chociaż w rankingach wizerunku europejskich polityków Polacy przodują. Premier Tusk dostał 47 procent pozytywnych ocen, mnister Radosław Sikorski 37 procent, a prezes Jarosław Kaczyński mocne 25 procent. Nietrudno zauważyć, że prezes Kaczyński ma na Ukrainie popularność do podobną aktualnie w Polsce. Większą na Ukrainie niż prezydent Nawrocki.

Dodatkowo prezes Kaczyński ma rodzinę w Odessie i Połtawie. Mają oni wspólnego pradziadka. Pułkownika Stanisława Jasiewicza, który za czasów carskich wykładał w połtawskiej szkole artylerii. Nie jest zatem Kaczyński zdany jedynie na łaskę Orbana.

Darczyńską popularność Niemiec i Wielkiej Brytanii, tak tłumaczy Bartosz Cichocki, ambasador RP w Kijowie za rządów PiS: „Niemcy są mistrzami świata w autopromocji. Brytyjczycy zaś mocno zaznaczają swoją obecność na Ukrainie – są lepsi w maratony, podczas gdy my wyspecjalizowaliśmy się w sprincie. Polskie władze pomagają, ale wraz ze wzrostem postaw sceptycznych niekoniecznie się tym chwalą. Poza tym nasze zasoby są na wyczerpaniu: nasz przemysł obronny nie jest w stanie produkować tyle, co niemiecki”, mówił w „Rzeczpospolitej”.

Pożytki z nich

Sześć lat wspólnego pożycia polsko-ukraińskiego przynosi pożytki, czasem przez Polaków nieoczekiwane. Badania Centrum Mieroszewskiego pokazały nie tylko nędzę polskiej autopromocji w świecie.

Bo zamiast skupiać się na oczekiwaniu aktów wdzięczności od ukraińskich uchodźców, powinniśmy już w 2022 roku opowiadać Europie i światu o polskiej autentycznej, niespotykanej gdzie indziej obywatelskiej, spontanicznej mobilizacji. O pomocy ponad milionowej grupie uchodźców wojennych. Pomocy skutecznej, bo oddolnej. Prawdziwym dowodzie polskiej gościnności.

Powinniśmy o naszej szczodrobliwości opowiadać stale społeczeństwom bogatym. I poklasku, wdzięczności oczekiwać od bogatego Zachodu. A nie biedniejącej, stale bombardowanej Ukrainy.

Dzięki żyjącym u nas Ukraińcom rozpoczęliśmy ciągle odkładaną dyskusję o 800+. Zaczęło się od postulatów zabrania tego świadczenia dzieciom ukraińskim. Teraz poważni już eksperci proponują aby to świadczenie nie wypłacać bogatym rodzinom. Przeznaczyć pozyskane oszczędności na rzeczywiste społeczne potrzeby.

W trakcie debaty obalono też kłamstwa, że Ukraińcy mieszkający w Polsce żyją z polskiego socjalu. Okazało się, że „polski socjal” to oksymoron. Bo nie da się w Polsce przeżyć jedynie z polskiej pomocy społecznej. Ani Polakom, ani Ukraińcom, Niemcom nawet.

Obecnie w ZUS zarejestrowanych jest 857 tysięcy ukraińskich pracowników. Na drugim miejscu są Białorusini, 138 tysięcy, potem 26 tysięcy Gruzinów.

Choć statystyki zagranicą imponują, to polscy eksperci zauważają, że pozyskiwanie nowych pracowników staje się coraz trudniejsze. Głównymi barierami pozostają skomplikowane procedury wizowe oraz ograniczona wydolność urzędów wojewódzkich i konsulatów. A nie niechęć cudzoziemców do pracy.

W Polsce nadal nie ma państwowej polityki migracyjnej. Nie ma też jasnej, długofalowej polityki wobec ukraińskich uchodźców wojennych.

Nie wiadomo czy państwo polskie chce by ci, zadomowieniu już Ukraińcy, zostali u nas czy pragnie aby wyjechali kiedy tylko nastanie rozejm.

Nie ma prognoz jak ewentualny wyjazd miliona ukraińskich konsumentów i pracowników wpłynie na polskie PKB. Nie ma żadnej polityki poza taktycznym szczuciem na migrantów w czasie kampanii wyborczych.

Trwającym w radosnej bezmyślności polskim elitom politycznym i eksperckim polecam film Sergio Arau produkcji USA, Hiszpanii, Meksyku.

Zatytułowany „Dzień bez Meksykanów”. O tym jak z Kalifornii znika jedna trzecia populacja mieszkańców.

Polska wersja mogłaby mieć tytuł „Bez Ukraińców, czyli nareszcie sami tylko swoi”.

PS. Więcej w Tygodnik NIE

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Kapitalizm nie spadł z nieba

Następny

PiS może rządzić z Braunem, mówi Czarnek