Deportacja „Poznaniaków” do Sokołowa w dziennikach dobrego Niemca Hosenfelda

8 paź 2023

Od pani Urszuli Trochimiuk, uczącej historii mojego wnuczka Kacpra w szóstej klasie szkoły podstawowej nr 1 mieszczącej się w „Ruskich Dołach”, gdzie tuż po wojnie i ja się uczyłem, dostałem interesującą książkę powstałą z listów i dzienników kapitana Wilma Hosenfelda pt. ”Staram się ratować każdego”. Na blisko tysiącu stron zapisków prowadzonych przez niemieckiego oficera udokumentowano koszmar wojny i okupacji w Polsce.

W listach do żony i dzieci kapitan Hosenfeld opisuje szczerze i wnikliwie swoje codzienne życie nie skrywając wewnętrznej zmiany, jakiej sam doznaje widząc i analizując skutki niemieckich represji wobec Polaków i Żydów. Te jego osobiste obserwacje i doświadczenia wyniesione z Siedlec, Węgrowa, Sokołowa a także z Kałuszyna i Jadowa doprowadzają go do radykalnej zmiany postawy moralnej w stosunku do wojny, faszyzmu i niemieckiej polityki eksterminacyjnej na terenach okupowanych. We wrześniu 1939 roku zdeklarowany nazista, kapitan Wilm Hosenfeld jako oddany członek NSDAP i SA wierzył, że wyrusza na sprawiedliwą wojnę i nie krył zadowolenia z sukcesów Wehrmachtu. Jednakże obserwując z bliska zbrodnicze poczynania niemieckiej armii i administracji stał się innym człowiekiem i wzorem chrześcijanina ratującego Władysława Szpilmana ukrywającego się w ruinach Warszawy. Tą właśnie historię pokazano w oskarowym filmie Romana Polańskiego pod tytułem „Pianista” i dzięki niemu polski Żyd Władysław Szpilman i ratujący go niemiecki oficer Wilm Hosenfeld stali się postaciami znanymi na całym świecie. A dla nas – mieszkańców podlaskich i mazowieckich miast i wsi interesujące są także zawarte w pamiętniku świadectwa rodzinnych obyczajów, tradycyjnych świąt kościelnych oraz stosunków społecznych w latach 1939 – 1944, w tym godnej postawy Polaków wobec nieludzkich warunków życia pod niemiecką okupacją.

Hosenfeldowie, Thalau 1936 r.: Wilm, Jorinde, Detlev, Anemone, Annemarie i Helmut. Zdjęcie z zasobów rodzinnych Hosenfeldów.

Kapitan Wilm Hosenfeld – wzór prawdziwego chrześcijanina i antyfaszysty pisał niemal codziennie listy do żony i dzieci z miejsc swojego zakwaterowania i dzięki temu możemy jego oczami zobaczyć tragiczne losy przesiedlanych w grudniu 1939 roku polskich rodzin z Wielkopolski, Pomorza czy Śląska do Sokołowa i innych miejscowości Generalnej Guberni. Plastyczność i realizm tych relacji pozwalają zajrzeć w głąb historii dziejącej się w Sokołowie tak, jakby mogła ją zarejestrować kamera filmowa. Oto fragment jego listu do żony z 13 grudnia 1939 roku:

Kochana Annemarie!

Byłem dzisiaj w Sokołowie. Przyjechał tam pociąg z uchodźcami. Zacząłem obserwować. Ze szczelnie wypełnionego pociągu wypadli biedni ludzie, wlokąc za sobą swój nędzny dobytek, chwiejący się na nogach starcy i staruszki, mężczyźni, kobiety i mnóstwo dzieci. W dziecięcym wózku siedziała mała dziewczynka zgnieciona prawie przez paczki i koce, ale to było takie słodkie, rozkoszne dzieciątko o takich błyszczących, radosnych dziecięcych oczach, że wcale nie chciałem odchodzić. A czarnowłosa dziewczyna, która musiała pchać ciężki wózek przez śnieg i zimno, trzymając go kurczowo zaciśniętymi palcami wcale nie była smutna i zmartwiona. Uśmiechała się do mnie i chciała coś powiedzieć, ale ja nie rozumiałem. I nagle łzy napłynęły mi do oczu. Dziewczynka zauważyła to i powiedziała do swojej matki: „Panie puakai”. (Ten pan płacze). Kobieta nie mogła tego widzieć, bo się od niej odwróciłem, ale wstała z paczki i spojrzała mi w oczy. Ach, to głupie współczucie! Odszedłem i kazałem ludziom zejść z ulicy, bo nadjeżdżały nasze ciężarówki. Wyczułem w kieszeni rolkę cukierków na kaszel, które Sebald przysłał mi kilka dni temu. W kotłującym się, krzyczącym, nawołującym tłumie odnalazłem obie moje dziewczynki i położyłem małej na kocu cukierki. Jak szybko to stworzonko wyjęło rączki z pod koca i sięgnęło po prezent. Z wielką zręcznością rozerwało zębami papierek i wyjęło cukierki. Starsza dziewczyna stała uśmiechając się obok i cieszyła ze swoją siostrzyczką, która teraz, wydając radosne okrzyki częstowała matkę i ojca – powiedz „danke schön”, powiedz „danke schön”, ale dziecko miało już tyle cukierków w buzi, że nie mogła nic powiedzieć. Ciemność połknęła bezdomnych, a ja poszedłem w stronę dworca, gdzie czekali urlopowicze.

I kolejny zapis z dziennika kapitana Hosenfelda z 14 grudnia 1939 roku:

W Sokołowie na dworcu: 10 rano, stoi pociąg, z przodu kilka wagonów osobowych, z tyłu dużo wagonów bydlęcych. We wszystkich ciasno upchani Polacy, wypędzeni z byłych polskich terenów, które teraz stały się częścią Niemiec. Jakaś kobieta pyta mnie, gdzie może dostać ciepłą wodę dla swojego dziecka. Wartownicy nie wpuszczają jej na dworzec. Pokazuję jej wyjście. Ludzie siedzą już trzeci dzień stłoczeni w pociągu. Po południu, koło trzeciej wracam tam. Deportowani są właśnie wyładowywani. Stoją przed dworcem i nie wiedzą dokąd mają iść. Obraz nędzy i rozpaczy. Wśród wielu innych, moją szczególną uwagę zwrócił starszy mężczyzna. Zagaduję go, mówi to samo, co wszyscy inni: „Co mamy robić? Dokąd mamy iść?” Ma miłą, starczą twarz, jest 76 – letnim chłopem. Wpędzono go z jego gospodarstwa razem ze wszystkimi innymi. Mężczyźni i kobiety otaczają mnie, wszyscy pytają o to samo, jeden z mężczyzn pokazuje małe dzieciątko, które leży przemarznięte w rozpadającym się wózku. Nie ma już siły, żeby krzyczeć. Śnieg wiruje i pokrywa ludzi białym puchem. Stoją bezbronni, opuszczeni. Jeden z mężczyzn podchodzi do policjanta, który konwojował pociąg: „Mój panie, co mamy robić?”. Ma na sobie stare futro, za nim stoi jego żona. Mężczyzna płacze. „Wróciłem z lasu z moimi końmi i moim wozem, od razu powiedzieli mi: „Wynoś się stąd natychmiast, wszyscy mają się wynosić, twoja żona i dzieci, za dziesięć minut ma cię tu nie być”. Moi starzy rodzice mają już po 80 lat, mam 6 dzieci. Od trzech dni nie dostaliśmy nic do jedzenia. Moje dzieci umierają z głodu. Nie mogłem ze sobą nic zabrać, nie mam pieniędzy”. Wyciera sobie twarz spracowanym dłońmi, stoi przede mną bezradny. A ja nie mogę im pomóc. To nieszczęście chwyta mnie za serce. Tak wyglądają te przesiedlenia, o których mówi się tak podniosłym tonem.

Jedną z takich rodzin deportowanych siłą z Poznania zaopiekowali się mieszkańcy ulicy Siedleckiej, wśród nich i moja mama. W oborze pana Bałkowca mieliśmy krowę – żywicielkę. Moja siedmioletnia siostra Janka po każdym udoju nosiła do domu, gdzie zamieszkali państwo Kwiatowie ciepłe jeszcze mleko. Raz wróciła niezadowolona ze swojej misji, bo nie wiedziała skąd weźmie dla podopiecznych oczekiwane przez nich „pyry”. Kartofli mieliśmy całą piwnicę, ale pyry ani jednej. Sprawa się wyjaśniła następnego dnia, gdy zaniosła im kosz ziemniaków. Po wojnie państwo Kwiatowie pisali do mojej mamy listy z Poznania zapraszając do odwiedzin, a mieszkali na ulicy Kwiatowej właśnie. Kiedy siostra odbywała praktykę dziennikarską w zakładach Cegielskiego w Poznaniu bodaj w 1957 roku, odwiedziła naszych znajomych sokołowskich „poznaniaków”. Było o czym rozmawiać a wspomnieniom nie było końca. Wielka szkoda, że w Uniwersytecie Warszawskim nie zadano jej takiego tematu na zaliczenie dziennikarskich studiów. Pamiętająca czasy okupacji pani Jadwiga Bałkowcowa, także mieszkająca na ulicy Siedleckiej mówiła mi, że poznański naukowiec badający deportacje mieszkańców dawnego woj. poznańskiego po wcieleniu połowy ziem polskich do Wielkiej Rzeszy Niemieckiej na podstawie dekretu Hitlera z 8 października 1939 roku przesłał naszemu Domowi Kultury obszerny pamiętnik jednej z rodzin, która znalazła się w Sokołowie. Jak dotąd nie udało się go odnaleźć, ale warto szukać dalej, bo losy wysiedleńców w Sokołowie to ciągle mało nam znana karta w historii naszego miasta.

Najnowsze

Światowy Dzień Cukrzycy 

Światowy Dzień Cukrzycy 

Ponad połowa dzieci w Polsce z nowo zdiagnozowaną cukrzycą typu 1 doświadcza kwasicy ketonowej, co może prowadzić do śmierci. Eksperci oraz Polskie Stowarzyszenie Diabetyków apelują o wprowadzenie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych, aby zminimalizować dramaty zdrowotne i zainwestować w profilaktykę zamiast w leczenie konsekwencji. Projekt miałby obejmować wczesną diagnostykę dla dzieci oraz osoby z grup ryzyka. Ponadto, wczesne wykrycie cukrzycy może ograniczyć koszty związane z hospitalizacją oraz polepszyć jakość życia pacjentów i ich rodzin.

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

W lipcu 1945 roku Mao Zedong wskazał, że demokracja jest kluczem do uniknięcia upadku władzy, w co wpisał się Xi Jinping w 2021 roku, proponując samorewolucję KPCh jako sposób na dostosowanie się do zmieniającego się świata. KPCh, poprzez ciągłą modernizację i odpowiedzialne zarządzanie, osiągnęła znaczący rozwój gospodarczy, występując jako druga potęga światowa. Przykładem lokalnych reform jest zielona skrzynka na listy w Chongqingu, która umożliwia mieszkańcom zgłaszanie problemów. Efekty tych działań oraz przeciwdziałanie korupcji podkreślają znaczenie odpowiednich kadr dla przyszłości Chin i globalnej gospodarki.

Strażnik konstytucji nie może wybierać, kiedy jej przestrzega. PiS, Nawrocki i cena politycznego podziału

Strażnik konstytucji nie może wybierać, kiedy jej przestrzega. PiS, Nawrocki i cena politycznego podziału

Karol Nawrocki, jako prezydent, próbuje grać rolę obrońcy konstytucji, ale blokuje jej postanowienia, co jest hipokryzją. Nie ma prawa decydować o wyborze sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to Sejm pełni tę rolę. Jego działanie, polegające na nieprzyjmowaniu ślubowania od wybranych sędziów, narusza konstytucję i podważa jego wiarygodność. Konflikt wokół Trybunału stwarza podziały w społeczeństwie, z obroną prawa jako narzędziem politycznej manipulacji. Nawrocki traci autorytet jako strażnik konstytucji, gdyż jego działania nie są spójne z jego zadaniami, a sama konstytucja nie jest narzędziem w rękach władzy.

Raport Morawieckiego: Jak rząd nie chronił klientów w krypto?

Raport Morawieckiego: Jak rząd nie chronił klientów w krypto?

Rząd Prawa i Sprawiedliwości miał szczegółową wiedzę o zagrożeniach rynku kryptowalut już w 2018 roku, co potwierdza utajniony raport z 42 rekomendacjami dotyczącymi ochrony klientów. Mimo tych ostrzeżeń, wiele proponowanych rozwiązań nie zostało wdrożonych, co rodzi pytania o odpowiedzialność polityczną w kontekście późniejszych problemów giełdy Zondacrypto.

Goethe-Institut otwiera placówkę w Lublinie. Nowy rozdział polsko-niemieckiej przyjaźni

Goethe-Institut otwiera placówkę w Lublinie. Nowy rozdział polsko-niemieckiej przyjaźni

Polska i Niemcy rozwijają współpracę kulturalną, edukacyjną i społeczną, otwierając Goethe-Institut w Lublinie 8 listopada 2026 roku. Placówka podkreśla znaczenie relacji między narodami, a jej lokalizacja ma wymiar geopolityczny. Współpraca kulturalna nie tylko wspiera dialog, ale też angażuje młodzież w międzynarodowe projekty i wymiany.

200 milionów linii kodu na czterech kołach. Cyberataki na samochody mogą zagrozić bezpieczeństwu państwa

200 milionów linii kodu na czterech kołach. Cyberataki na samochody mogą zagrozić bezpieczeństwu państwa

Współczesne samochody stają się komputerami na kołach, zbierającymi dane o kierowcach i łączącymi się z internetem, co rodzi nowe zagrożenia, w tym cyberprzestępczość i szpiegostwo. Równocześnie Polska ma potencjał, by rozwijać sektor cyberbezpieczeństwa, co wymaga współpracy przemysłu, nauki i odpowiednich regulacji.

Sprawdź również

Żółty Październik

Żółty Październik

W lipcu 1949 roku wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Chin Liu Shaogi odwiedził Moskwę. Stalin potraktował go jak wasala. Pokazał mu mapę Europy i Azji. Potem pouczył, że nowa Chińska Republika Ludowa nie będzie wtrącać do spraw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie...