Plus na plus

Budżet państwa polskiego bieży do oceanu budżetowego deficytu. Dlatego warto się już zastanowić po co dawać budżetowe pieniądze tym, którzy ich naprawdę nie potrzebują? Kiedy każdy publiczny złoty ma coraz większe znaczenie.

Wprowadzony w 2016 roku program 500+ był pierwszym w Polsce powszechnym programem wpierania rodzin bez spełniania przez nie kryterium dochodowych. Deklarowana przez państwo pomoc przy wychowaniu dziecka nie była już uzależniona od poziomu dochodów rodziców i decyzji urzędników.

Była to też zmiana w społecznym myśleniu o zasadach pomocy socjalnej państwa. Od wtedy przyjęło się, że państwo będzie ci pomagać niezależnie od twojej sytuacji materialnej. Bo wszyscy Polacy to jedna rodzina.

Wbrew oficjalnie deklarowanym przez polityków intencjom program 500+ zrodził się też z politycznych kalkulacji. Z woli utrzymania zdobytej władzy.

Eksperci od początku nie oczekiwali od tego programu radykalnego wzrostu dzietności narodu polskiego. Bo program był przede wszystkim politycznym przesłaniem dla wyborców, zwłaszcza tych młodszych, że teraz kończy się czas ciągłych wyrzeczeń.

Politycy PiS nie bali się złamania liberalnych zasad przy tworzeniu budżetu państwa. Wizji spłat budżetowych długów. Bo zaczną się dopiero po kilku kadencjach, kiedy ich w parlamencie już nie będzie.

Wzrosło, spadło

Na pewno po wprowadzeniu programu 500+ zmniejszył się poziom ubóstwa dzieci. W roku 2014 przekraczało ono poziom dziesięciu procent, teraz plasuje się poniżej pięciu.

Wzrósł też początkowo wskaźnik dzietności Polaków. Ale po kilku latach zaczął znów spadać. Dziś jest poniżej poziomu z roku 2016.

Politycznie tłumaczono ten spadek radykalnym spadkiem poczucia bezpieczeństwa wśród polskich obywateli. Bo wybuchła pandemia, potem wojna w Ukrainie, nasiliły się wojny polityczne między PiS i KO.

Niezależnie od racji tych tłumaczeń, wszelkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że przy tej polityce demograficznej nowych dzieci nie ma i nie będzie.

W 2019 roku pragnąca demograficznego sukcesu władza PiS zniosła kryterium dochodowe wymagane do otrzymywania 500+ przy posiadaniu jedynie jednego dziecka. Dało to rzecz jasna podwojenie kosztów programu. Oczywiście na takiej decyzji najbardziej skorzystały rodziny bogate.

Wtedy to pojawiły się w mediach matki deklarujące, że wydają te pięćset na przysłowiowe waciki. Dodatkowe waciki pozyskały po 2024 roku, kiedy to świadczenie podniesiono do poziomu 800+.

Po dziesięciu latach funkcjonowania programu okazało się, że dzięki jego wypłatom zmniejszyło się ubóstwo wśród najbiedniejszych, wrósł poziom wydatków na dzieci w rodzinach średniozamożnych, i jeszcze bardziej wzrosły wydatki na „waciki” u najbogatszych. Dzieci w polskich rodzinach nie przybywało jak oczekiwano.

Co robić?

Trzeba przywrócić, zwaloryzowane rzecz jasna, kryterium dochodowe dla przyznawania tego świadczenia rodzinom posiadającym jedynie jedno dziecko. Oczywiście tak, aby przy okazji nie wykluczono z pomocy rodzin mniej i średnio zamożnych, jedynie rodziny bogate.

Bardziej efektywnym dla wzrostu polskiej dzietności i obniżania poziomu ubóstwa mogłoby być wprowadzenie zasady progresji świadczenia. Wtedy rodzice na pierwsze dziecko dostawaliby te 800 złotych miesięcznie, ale na drugie już 1000 złotych, a na trzecie i kolejne po 1600 złotych.

Oczywiście od razu rozległby się w mediach, zwłaszcza internetowych, wrzask, że doprowadzi to do wzrostu rodzin żyjących jedynie z posiadania licznych dzieci. Ale coś za coś. Skoro polscy patrioci marzą o wzroście polskiej substancji narodowej to trzeba za to zapłacić. Tonący demograficznie naród i „dziecioróbek” się chwyta.

Poza tym przecież rodzenie i wychowanie dzieci to jedna z najpoważniejszych prac na rzecz wielkiego Narodu Polskiego. Za efektywną pracę powinna być dobra płaca.

Niedawno toczyła się burzliwa dyskusja czy wypłacać świadczenie 800+ wszystkim Ukraińcom mieszkającym w Polsce, czy tylko tym pracującym. Uważam, że to świadczenie, po proponowanych wyżej modyfikacjach, należy się wszystkim dzieciom przebywającym w Polsce.

Jedynym dodatkowym kryterium powinno być uczestnictwo w polskim systemie edukacyjnym. Kiedy dziecko nie chodzi do polskiej szkoły to ma świadczenie zawieszone. Oczywiście takie zawieszenie nie wyklucza ewentualnej pomocy socjalnej dla dzieci biednych, ale wypłacanej z innych programów pomocowych.

Zmodyfikowane świadczenie 800+ powinny dostawać też dzieci wychowywane w związkach nieformalnych, partnerskich, przez singli i singielki, rodziny zastępcze.

Pozyskane dzięki kryteriom dochodowym pieniądze można będzie przeznaczyć na inne zachęty demograficzne. Jak choćby dopłaty na wynajem, remont, wkład własny do pozyskania pierwszego mieszkania. Co sprzyja posiadaniu dzieci.

Można przeznaczyć je też na edukację, służbę zdrowia, infrastrukturę. Czyli to co również wpływają na polską jakość życia. Nawet księży katolickich, którzy też dzieci wielce kochają.

Amen.

PS. Więcej w tygodniku „Fakty Po Mitach”.

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

Rząd: Nie będzie podwyżek dla pracowników socjalnych, „bo Unia tak każe”

Następny

Samorządowe gierki