„Pogranicze powieści”

W historii polskiej krytyki literackiej „Pogranicze powieści” Kazimierza Wyki jest nie od dziś pozycją klasyczną, nie tylko z uwagi na rangę intelektualną i uniwersytecką autora w dziejach polskiej teorii literatury. Także z uwagi na syntetyzujący charakter tego głosu, mający ambicje, jak na tamten moment, ujęcia całościowego niektórych ważnych zagadnień polskiej literatury XX wieku.

W znaczącym stopniu jest to zbiór już tylko dokumentalny, bo trudno za inny uznać tom, który światło dzienne ujrzał w 1948 roku (!). Wszakże ja mam przed sobą wydanie II i rozszerzone z 1974 roku, czyli późniejsze o lat 26. To zaznaczenie perspektywy czasowej jest istotne, bo pokazuje rytm ważności w ówczesnej literaturze.
Podkreślam słowo „ówczesnej”, ponieważ fakt, że od wydania II, rozszerzonego upłynęło już 46 lat czyli bez mała dwa razy więcej niż między pierwszym a drugim wydaniem, nie jest już determinujący w decydującym stopniu, bo determinujący jest przede wszystkim fakt radykalnej zmiany (czytaj: radykalnej redukcji) pozycji literatury w dyskursie współczesnym.
W 1974 roku, 26 lat po pierwszym wydaniu, „Pogranicze powieści” było jeszcze odbierane jako głos w ramach literatury współczesnej. Dziś (odpowiednio 72 i 46 lat później) jest już tylko głosem z przeszłości. Pewnie z tego powodu niniejszy tekst może być potraktowany jako sentymentalne (?) nawiązanie do archiwum, a w gorszym razie jako niepoprawny paseizm.
Jest może jednak, jeden, poza ściśle archiwalnym, argument na rzecz przypomnienia zbioru Wyki. Tym argumentem jest wzgląd na niezwykły wprost pietyzm i rzetelność w potraktowaniu przez autora strefy poddawanej analizie. Innymi słowy: nie tyle przedmiot analiz, z bardzo już z zaprzeszłej epoki jest tu istotny, ile sposób, w jaki autor traktował analizowaną materię. Sposób już właściwie dziś nie praktykowany, a jeśli, to śladowo.
Przede wszystkim uderza rozległy zakres tematyczny „Pogranicza powieści”. Podczas gdy współcześni autorzy zbiorów tekstów poświęconych literaturze współczesnej skłonni są zamykać się zarówno w wąskiej perspektywie czasowej, jak i gatunkowo-tematycznej, Kazimierz Wyka sięga rozległym gestem. Otwierają tom trzy eseje zarysowujące generalne idee związane z literaturą ujęte w nadtytuł „Zapowiedzi i postulaty”. W „Tragiczności, drwinie i realizmie” Wyka stawia tezę (pamiętajmy, że to rok 1948), że polska literatura, której klimat, „aura psychiczna” był dotąd determinowany przez tytułowe: tragiczność i drwinę. W tę pierwszą aurę wpisał Wyka n.p. Czesława Miłosza czy Jerzego Andrzejewskiego, w tę drugą Konstantego I. Gałczyńskiego czy Witolda Gombrowicza, a Witkacego jako postać dwoistą w tym względzie. Obszernie definiując cechy gatunku prozy realistycznej Wyka odwoływał się do rozmaitych źródeł, m.in. do Lukacsa, autora studium „Powieść jako mieszczańska epopeja”. W innym szkicu odwołał się też do tytułowych „żywotnych tradycji prozy polskiej” czyli do pozytywizmu.
Po wielu latach wiemy, że postulaty i oczekiwania Wyki nie spełniły się, przynajmniej na miarę jego oczekiwań i realizm nie stał się markową specjalnością polskiej literatury, ale warto odnotować po dziesięcioleciach, że takie aspiracje niektórych ożywiały.
W trzecim szkicu z wstępnej części zastanawiał się nad różnicami w kształtowaniu się rzeczywistości artystycznej w Polsce i Europie po pierwszej i drugiej wojnie światowej. W części „Sprawdzenie”, zgodnie z tytułem Wyka sprawdzał powieść w aspekcie „pogranicza powieści”, pokazując jak nieoczywisty jest postulat realizmu, gdyż realizm „niejedno ma imię”, a sposobów na to jak i z jakich składników jest budowany jest właściwie tyle, ilu prozaików parających się tym gatunkiem. Znaczącą część „Sprawdzeń” poświęcił Wyka obrazowi wojny i okupacji w prozie powojennej ( m.in. „Dymy nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej, „Droga wiodła przez Narvik” Ksawerego Pruszyńskiego, „Wielki Tydzień” Jerzego Andrzejewskiego, „Z kraju milczenia” Jerzego Andrzejewskiego, „Krajobraz niewzruszony” Kornela Filipowicza, „Śmierć liberała” Artura Sandauera, „Pożegnanie z Marią” Tadeusza Borowskiego, „Święta kulo” Jerzego Putramenta, „Czas nieludzki” Stefana Otwinowskiego czy „Miasto niepokonane” Kazimierza Brandysa).
Pokazał przy tym całą subiektywną różnorodność obrazów tego samego czasu pokazanych przez pryzmat różnych osobowości pisarskich. Jednak chyba najważniejszy i z różnych powodów najciekawszy jest szkic „Rozrachunki inteligenckie”, który to tytuł wszedł zresztą jako fraza do języka dyskusji wokół postalinowskich, popaździernikowych rozliczeń. Poświęcił je Wyka czterem najważniejszym powieściom podejmującym owe „rozrachunki”: „Drewnianemu koniowi” Kazimierza Brandysa, „Jezioru Bodeńskiemu” Stanisława Dygata, „Sedanowi” Pawła Hertza i „Sprzysiężeniu” Stefana Kisielewskiego. Przed omówieniem tych powieści określił skład „roztworu inteligenckiego” w obszarze literatury. Za powieść „najgłębiej zanurzoną w tym roztworze” uznał Wyka „Sprzysiężenie” Kisielewskiego.
Inteligenckość tej powieści polega zdaniem Wyki na tym, że jest ona „zbudowana na paradoksie i antynomii. Na paradoksie, czyli trybie dowodzenia rozmyślnie i przekornie odbiegającym od przyjętych sposobów dowodzenia. (…) Na antynomii, czyli stawianiu na równym planie dwóch tez całkowicie sprzecznych, a równie serio udowodnionych. Postulat Irzykowskiego, że każdy krytyk powinien umieć napisać o tym samym utworze dwie sprzeczne recenzje, jedną pochlebną, drugą ganiącą jest stawianiem antynomii jako ideału krytyki”. Owe paradoksy i antynomie uczynił Kisielewski istotą świadomości głównego bohatera swojej powieści, Zygmunta, będącego swoistym, modzieńczym porte parole autora „Sprzysiężenia”. Oto jeden z passusów wprowadzających czytelnika w świat duchowy powieści: „Nieświadomie może osią światopoglądu Zygmunta była myśl, że wszystko co istnieje, wszystko co się odbywa na świecie – musi mieć jakiś ukryty, często na pozór niedostrzegalny, niezrozumiały cel, cel i sens – świat na pewno nie jest nonsensem, nie może istnieć nonsens tak konsekwentnie zbudowany.
Myśl kształtująca świat jest zapewne bardzo prosta, choć zarazem może być perfidna, odwrócona, po prostu paradoksalna: paradoks bywa prosty, będąc zarazem zawiłym – synteza odwrotności, synteza przeciwieństw, prostota i zawiłość, sens i bezsens, cel i bezcelowość, zorganizowany chaos, bezładna na pozór mnogość i prosty w istocie schemat, rozkosz i męka, dążenie i nieosiągalność – wszystko to ułamki, odpadki, etykiety, slogany, puste nazwy myśli i przeżyć przepuszczone przez pryzmat umęczonej, niezwykle wrażliwej i zarazem żywotnej, skręcającej się jak komórka plazmy duszy tworzyło jakiś dręczący, absurdalny fotomontaż, makabrycznie autonomiczny, pozornie głęboki, a w istocie jałowy świat udręki duchowej…”. Inteligenta – dodajmy, bo jaźń i świadomość Zygmunta jest kwintesencją inteligenckości. Kisielewski – stwierdzał Wyka – uczynił z postawy inteligenckiej chirurgię intelektualną”. W „Jeziorze Bodeńskim”, „Sedanie” i „Drewnianym koniu” mamy do czynienia z innymi odmianami syndromu inteligenckiego.
W tym pierwszym występuje on jako egotyzm intelektualny i wzruszeniowy, a jednym z wyrazów tego egotyzmu jest postrzeganie świata, rzeczywistości jako widowiska obserwowanego z dystansu. W „Drewnianym koniu” inteligencki bohater próbuje, bezskutecznie, wydobyć się ze „skorupy wyosobnienia i osamotnienia”, a w „Sedanie” pisarz opisuje „morfologię świadomości, samotnictwa inteligenta podróżującego i przesyconego wyobraźnią erudycyjno-estetyczną”. I właśnie „Sedan” uznał Wyka za swoisty katalog odmian egotyzmu inteligenckiego.
„Mury Jerycha” Tadeusza Brezy przeanalizował jako „powieść o polityce” a nie „powieści politycznej” i tak definiuje tę różnicę: „Kto by w tej książce szukał miejsc, w jakich życie polityki styka się z codziennym życiem prostego człowieka, a ileż takich scen mamy n.p. w powieściach politycznych Kadena-Bandrowskiego, ten ich nie znajdzie. Powieść Brezy jest napisana, żeby tak powiedzieć, odgórnie. Kto natomiast będzie szukał, jak się aranżuje akcje polityczne (…) ten widowisko podobne znajdzie w „Murach Jerycha” w wydaniu ze wszech miar interesującym”. Dużo też miejsca poświęcił Wyka językowi, stylistyce tej powieści, określając ją jako „barokową” i formułując termin „zarośla werbalistyczne”. Szkic „Oblicze świata” poświęcony jest problematyce niektórych nowel i wrażliwości Jarosława Iwaszkiewicza. O „powieści piastowskiej” traktuje szkic o „Bolesławie Chrobrym” Antoniego Gołubiewa i „Srebrnych orłach” Teodora Parnickiego i także w tym tekście imponuje empiryczny sposób odniesienia do utworów literackich, dawno już zapomniany i w piśmiennictwie o literatury niemal nieobecny – drobiazgowe analizy powieściowej treści i tworzywa. Osobne szkice poświęcone są „żołnierskiej gromadzie” i obrazowi wsi w literaturze, na przykładzie choćby „Kordiana i chama” Leona Kruczkowskiego.
W zbiorze „Dopowiedzenia” mnóstwo różności, o krytyce, o poezji, ciekawe powroty do wielkiej klasyki (n.p. do „Klubu Pickwicka” Dickensa) oraz kilka recenzji z późniejszego okresu, dołączonych do omawianego tu rozszerzonego wydania „Pogranicza powieści” z 1974 roku.