Hoży doktorzy

13 lip 2026

Hoży doktorzy kontra chorzy pacjenci, chore Ministerstwo Zdrowia, chore podatki i chory NFZ – taki nasz serial mało komiczny, a bardziej tragifarsa. Lekarze, jak się okazuje, mogą być apolityczni lub raczej lekarzy z PiS wcale nie tak łatwo odróżnić od lekarzy z KO, a już na pewno niełatwo ich odróżnić po wynagrodzeniach. Po kontraktach owszem, można. Kontrakt zamiast umowy o pracę to jedna z ważniejszych patologii systemu publicznych usług, i to nie tylko w opiece zdrowotnej.

Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, w wywiadzie dla Wirtualnej Polski bezczelnie i zarazem celnie wytyka, że „to nie lekarze z własnej woli czy chciwości przeszli na kontrakty. O tej formie wykonywania zawodu zdecydowała swego czasu minister Ewa Kopacz, promował ją ówczesny rząd, forsowali dyrektorzy szpitali, a teraz to nas obarcza się za to odpowiedzialnością, co jest niezgodne ze stanem rzeczywistym”. Oczywiście, odpowiedzialnością należy obciążyć wszystkich ministrów zdrowia i premierów, od Tuska do… Tuska.

Należy też pamiętać, że nikt już nie narzeka na niemal całkiem skomercjalizowaną stomatologię, bo albo ktoś ma pieniądze i zęby, albo nie ma pieniędzy ani zębów. Niewielu jest na tyle odważnych, by podobne zasady przenieść na całą opiekę zdrowotną, a przecież to rozwiązałoby prawie wszystkie jej problemy, a ponadto zlikwidowało kolejki do specjalistów. Nie byłoby już pacjentów, tylko ludzie bogaci, zdrowi oraz martwi.

Zgadzam się z prezesem NIL, że nie należy skupiać uwagi na lekarskich milionerach – na nich niech się skupi Urząd Skarbowy. To przecież ludzie sukcesu, najsprytniejsi ze sprytnych. Jak zresztą podaje Onet na podstawie danych rządowych, przychody przekraczające sto tysięcy złotych miesięcznie osiąga „zaledwie” 625 lekarzy „kontraktowych” oraz – co może być niespodzianką – 49 zatrudnionych na umowę o pracę. Choć nie musi to być przecież jedna umowa.

Ma rację prezes NIL, gdy mówi, że istotnym problem jest wycena procedur medycznych, która powoduje pogoń szpitali za zyskiem i przepłacanie lekarzy wykonujących najbardziej intratne procedury. Koncepcja zyskownych szpitali jest zresztą nie do pogodzenia z efektywnością całego systemu ochrony zdrowia, bo z jednej strony mamy nieuzasadnione zyski, z drugiej – zmniejszanie środków na profilaktykę i podstawową opiekę medyczną. Dochodzimy w tym momencie do sedna: zasadniczym problemem ochrony zdrowia jest bezmyślne zarządzanie (w sumie jednak dotyczy to nie tylko ochrony zdrowia i oczywiście nie tylko sektora publicznego).

System opieki zdrowotnej skupia się na placówkach, a nie na dostępności usług, na procedurach, a nie na skuteczności terapii, na wysoko wycenianych zabiegach, a nie na profilaktyce. To dodatkowo sprzyja powstawaniu kominów płacowych.

Mamy podzieloną odpowiedzialność za placówki: szpitale państwowe, wojewódzkie, powiatowe, kliniki uniwersyteckie oraz tzw. niepubliczne ZOZ-y. Nie ma nikogo odpowiedzialnego za sam system, o ile jakiś system w rzeczywistości istnieje. Narodowy Fundusz Zdrowia płaci (albo i nie), niewiele jednak wymaga, a już na pewno nie kontroluje. Resort zdrowia przygotowuje budżet NFZ, ale szykuje się nam kolejny rok, w którym plan finansowy NFZ nie zostanie formalnie zatwierdzony. Odpowiedzialny minister zdrowia po każdym takim niepowodzeniu podałby się do dymisji, ale odpowiedzialnego za cokolwiek ministra (zdrowia) od dawna przecież nie mieliśmy. Może był nim Marek Balicki, tyle że to już prehistoria.

Tak więc system ochrony zdrowia nie wymaga kosmetycznych reform, ale niemal rewolucji oraz, oczywiście, dodatkowych pieniędzy. A to prowadzi nas do konstatacji, że co najmniej reformy, jeśli nie podobnej rewolucji, wymaga system podatkowy. A przede wszystkim potrzebujemy poczucia odpowiedzialności nie tylko u polityków, ale u nich najbardziej.

Źródło: https://aristoskr.wordpress.com/

Fot. Polina Tankilevitch / Pexels

Najnowsze

Sprawdź również

Ustawa pisana pod „Kacprzyków”?

Ustawa pisana pod „Kacprzyków”?

Rząd zapowiedział koniec lekarskich kominów płacowych. W projekcie ustawy zostawił jednak furtkę, przez którą te same pieniądze mogą wrócić pod nazwą „koordynacji”. Projekt ustawy przewiduje podstawową stawkę nieprzekraczającą 240 zł brutto za godzinę. Przy jednym...

Rozpad PiSu czy ustawka Kaczyńskiego?

Rozpad PiSu czy ustawka Kaczyńskiego?

Istotna grupa komentatorów i ekspertów, nie tylko internetowych, uważa, że Kaczyński swoim ultimatum rozpoczął kolejny etap misternej gry mającej na celu odzyskanie utraconego elektoratu i uzyskanie większości w przyszłym parlamencie. Wiara w jego mądrość i posiadanie...

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Nawrocki chce znów bezzębnej PIP

Prezydent Karol Nawrocki zaskarżył część reformy PIP do Trybunału Konstytucyjnego. Dlatego, że jak domagały się związki zawodowe, powinna być ostrzejsza względem nadużyć ze strony zatrudniających? Wręcz przeciwnie. Domaga się jej osłabienia i ogarniczneia...

Pożegnanie z Jackiem M.

Pożegnanie z Jackiem M.

Z prezydentem Krakowa najdłużej pełniącym swoją funkcję nie sposób rozstać się szybko. To po prostu niemożliwe. Choć formalnie Jacek Majchrowski przestał być prezydentem ponad dwa lata temu, nadal jest punktem odniesienia – zwłaszcza w specyficznej sytuacji, w jakiej...

Ku cywilizacji XXII wieku

Ku cywilizacji XXII wieku

Rozważania wstępne: Futurologiczne przewidywanie rozwoju naszej cywilizacji w XXI i XXII wieku jest przedsięwzięciem niezwykle atrakcyjnym, aczkolwiek bardzo trudnym i ryzykownym – pod względem merytorycznym i intelektualnym. Warto jednak podjąć taką poważną próbę tym...

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Wojna z planetą. Ekologiczne koszty zbrojeń

Trwa debata nad europejską gorączką zbrojeń. W tle konflikty wokół Ukrainy, Iranu, Gazy, Tajwanu. Mącą ludziom w głowach byli wojskowi, pseudoeksperci z think-tanków, z naciskiem na tanki, ale bez własnych myśli. Główne aspekty tego galimatiasu poznawczo-praktycznego...

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Politycy walczą o wpływy, kurierzy o przyszłość

Rozeszli się, a może się nie rozeszli. Morawiecki z ekipą został wyrzucony czy sami odeszli. Mówią, że lewacy dramatyzują, ale wszystkie inby w lewicowych grupkach są niczym w porównaniu z tymi łzawymi spektaklami na prawicy. W dodatku temat został podchwycony i...