W Polsce mamy aktualnie wiele palących i nierozwiązanych problemów społecznych – jak rynek mieszkaniowy z niedoborami i windującymi w kosmos cenami, rozkładający się system ochrony zdrowia, pozostawiający wiele do życzenia rynek pracy i nieprzestrzeganie praw pracowniczych, rosnące różnice majątkowe i malejące wzajemne zaufanie społeczne.
Tym samym zajmowanie się historią OUN-UPA oraz faszystów Bandery, Szuchewycza itd. może mieć w polityce państwa znaczenie co najwyżej drugorzędne. Oczywiście, rozwijany i pielęgnowany we współczesnej Ukrainie kult banderowców jest chory i polskie władze nie powinny go tolerować ani tym bardziej przyklaskiwać, kiedy wynosi się go tam na piedestał. A przez ponad 20 ostatnich lat robiły to kolejne rządy wszystkich opcji, w tym również stanowiące zaplecze obecnie urzędującego prezydenta RP.
Ale my z kolei mamy kult tzw. Żołnierzy Wyklętych, z których część – nie wszyscy – też dopuszczała się niekiedy morderstw na ludności cywilnej, wciąż silny kult rzekomo „wielkiej” Rzeczypospolitej Szlacheckiej, kiedy bezlitośnie niewolono i wyzyskiwano chłopów pańszczyźnianych, kult między innymi marszałka Piłsudskiego, który był jednak przywódcą autorytarnym – vide: Bereza Kartuska – częste stawianie na cokołach postaci związanych z Kościołem, które – choć trudno posądzać je o zbrodnie – miały zarówno swoje blaski, jak i też często przemilczane cienie itd. I wiele własnych, ciągnących się do dziś tzw. przywar narodowych.
Okrucieństwo OUN-UPA w trakcie tzw. rzezi wołyńskiej było ogromne i niemalże bezprecedensowe nawet w dramatycznym okresie II wojny światowej. Miało charakter ultranacjonalistycznej czystki etnicznej. Tym samym nie ma dla niego usprawiedliwienia.
Z przekazów wiadomo mi, że z rąk tamtejszych nacjonalistów zginęła część także mojej dalszej rodziny. I wielu innych polskich rodzin. Jednak nie wszyscy Ukraińcy zamieszkali na Wołyniu i we wschodniej Galicji przyłożyli do tego okrucieństwa swoje ręce. Znane są przypadki udzielania przez niektórych z nich pomocy zagrożonej i dotkniętej zagładą ludności polskiej.
Zbrodnie organizacji nacjonalistycznych oraz części chłopów podburzonych przez nie nie „rozgrzeszają” także władz polskich – przedwojennych – z popełnionych przez nie istotnych błędów, a w tym mocno protekcjonalnego traktowania ludności ukraińskiej w okresie II RP.
Przyczyniało się ono do narastania wówczas nastrojów antypolskich, zakorzenionych jeszcze w uwarunkowaniach z poprzednich stuleci, które następnie – rozbudzone za sprawą agresywnej ideologii banderyzmu oraz za przyzwoleniem III Rzeszy – zebrały swoje tragiczne, krwawe żniwo.
Ludobójstwo dokonywane na Polakach pociągnęło za sobą także później antyukraińskie akcje odwetowe, choć mniej zorganizowane i na znacznie mniejszą skalę.
O tragicznych wydarzeniach na Wołyniu w 1943 r., ich zarzewiu i przebiegu, opowiada m.in. dosadny w przekazie film „Wołyń”. Warto jednocześnie zdawać sobie sprawę, że historia z natury rzeczy jest bardzo złożona i skomplikowana, a różne jej aspekty są inaczej eksponowane lub wyciszane w poszczególnych państwach. Jak stwierdził kiedyś profesor Krawczuk: „historia zawsze była usłużna”.
Współcześnie nie wszyscy Ukraińcy są zwolennikami banderyzmu lub neobanderyzmu. Wielu z nich „wciśnięto” tę symbolikę i frazeologię do głów, jednocześnie wybielając postaci „panteonu” narodowego.
Pomoc udzielana uciekinierom z ogarniętej w ostatnich latach wojną Ukrainy była generalnie zasadna i po prostu ludzka, choć niekiedy mogła generować nadużycia lub prowadzić do przesady.
Obecnie jednak od początkowej fali bezkrytycznego entuzjazmu wobec Ukrainy, jej władz i mieszkańców z 2022 r. przesunęliśmy się, jako społeczeństwo, bardziej ku nastrojom antyukraińskim lub przynajmniej Ukraińcom nieprzychylnym.
Należy także zauważyć, że imigranci i uchodźcy z Ukrainy i innych krajów wschodnich – jeszcze przed wybuchem wojny przed czteroma laty – częściowo wypełnili i nadal wypełniają braki na polskim rynku pracy i deficyty składkowe w powszechnym systemie ubezpieczeniowym.
Odpowiedzialności za błędy, głupotę i bufonadę rządzących polityków – nieważne jakiej nacji czy też opcji – nie przenośmy na wszystkich obywateli i ich „pobratymców”.
Pamiętajmy, że niemal każde społeczeństwo jest zróżnicowane – tak jak zróżnicowana i szeroka jest Ukraina – rozwarstwione, a często nawet wewnętrznie zantagonizowane.
Natomiast historie obu wspomnianych narodów są ze sobą powiązane nie tylko tragicznymi i wrogimi, ale również przyjaznymi doświadczeniami, współpracą oraz pewną dozą pokrewieństwa – zarówno co do ich ogólnej genezy, jak i wielu poszczególnych rodzin.
Rzekoma etniczna „czystość krwi” i narodowości to jedynie nieznajdujący potwierdzenia w rzeczywistości mit stworzony przez ideologów nacjonalistycznych – w tym również polskich – siejących zamęt i dążących do niepokoju pomiędzy narodami. Polakami, Ukraińcami, ale i Rosjanami, Niemcami itd. Nie dajmy się im zwieść.











