Czemu cieniu powracasz?

Powroty bywają męczące. Coś o tym wiem. Ostatnio wracałem do domu z Rzeszowa i do tej pory dochodzę do siebie. Kiedyś jedna z grup młodzieżowych wracała z Łowicza do Warszawy przez 18 godzin. A całkiem niedawno premier Tusk wrócił na łono partii. Dumam sobie od dni paru, czy coś z tego będzie.

Żeby Donald Tusk nie miał za łatwo na nowej-starej drodze życia, PiS odpowiednio się o to zatroszczył na początku tygodnia. Sławomir Nowak dostał nowe-stare zarzuty łapówkarskie. Na konferencji prasowej, prokurator, punkt po punkcie odnosił się do każdego, wykazując dowody w postaci pochowanych po szafach pieniędzy. Nazbierało się tego 4 mln złotych. Inna rzecz, że zarzuty ukraińskiej strony mówią o dużo większych defraudacjach. Sprawa z Nowakiem jest rozwojowa. Zakończy się zapewne skazaniem, chyba że Nowak da PiS-owi na tacy głowę samego Tuska, w co raczej nie wierzę. Chociaż, z drugiej strony, Nowaka sypnęli ponoć jego współpracownicy, dociśnięci w śledztwie, więc kto wie. Napisałem nawet w tej sprawie wiadomość do jednego z byłych, wpływowych polityków PO, że wobec tego co się zadziało i czego dowiedziała się opinia publiczna, skazanie Sławomira N. jest bardziej niż pewne. Nic nie odpisał.
Sondaże po powrocie Donalda Tuska do polskiej polityki dalekie są od hurraoptymizmu. Mimo że całkiem dobre, to nie rewelacyjne. Stara gwardia przybocznych w PO wierzy w charyzmę szefa, ale nowi, młodsi, zdążyli już się oswoić z Trzaskowskim jako liderem. Borysa Budki, oprócz najbliższych partyjnych współpracowników i najbliższej rodziny nikt specjalnie nie uważał, a może i szkoda, bo to postać w polskiej polityce nietuzinowa. Tak czy inaczej, dostało mu się od Tuska i Trzaskowskiego, po informacji, że Budka kluczył w sprawie wspólnego spotkania w sześcioro oczu, które miał zaproponować Tusk, nie chcąc dopraszać nań prezydenta Warszawy. Po tej akcji nikt przez dłuższy czas nie spojrzy nań przychylnie, choć, oczywiście, mozolną pracą może się znowu wspiąć wyżej niż jest, tak jak ongiś Nowak.

Czy wobec takiego obrotu spraw i zwrotnej informacji, że sama osoba Donalda Tuska i jej powrót wcale nie gwarantują Platformie i opozycji sukcesu w walce z PiS-em, może coś z tego być? Odpowiedź tkwi w samym Donaldzie Tusku, który przez lata brukselskiej banicji wewnętrznie się przepoczwarzył, lub przynajmniej, sprawiał takie wrażenie. Znacznie bardziej energiczny, jeszcze bardziej pewny siebie, umocniony i obyty światowiec. W porównaniu do prezesa Kaczyńskiego to niebo i ziemia. Ale cały czas gotów do intryg i szczucia jednych na drugich, jak to polityk. W książkach na temat samego Tuska i jego kariery można wyczytać, że do perfekcji opanował on przez lata umiejętność podkupywania sobie atencji i wdzięczności jednych kosztem drugich. Potrafił np. spotykać się z osobą A. której nadawał na osobę B. żeby za chwilę spotkać się z B. i odwrócić sytuację. A kiedy pragnął wyeliminować kogoś ze swoich politycznych ścieżek, najczęściej sięgał po zauszników i przeprowadzał swoje dintojry w białych rękawiczkach. Pytanie, które wyborcy, przyszli i niedoszli, Donalda Tuska winni sobie dziś zadawać, winno brzmieć: czy szef PO nadal to potrafi, czy może już się tego wyzbył i potrafi grać czysto? Jeśli pobyt brukselski zmienił go na tyle, że pozbył się balastu „wilczych oczu” to już dobrze, bo jakżeż tu ufać komuś, kto potrafi drugiego utopić w łyżce wody za krzywy uśmiech czy damski członek. Po prostu nie godzi się. Ze zwykłej przyzwoitości.

Z drugiej jednak strony, jeśli Tusk postradał swój przyrodzony zmysł łowcy, bo ktoś spiłował mu kły na obczyźnie, może to niezbyt dobrze wróżyć na przyszłość w zbliżającej się walce z Kaczyńskim o kolejną kadencję w Sejmie. Ważną składową wpływu Tuska na Platformę i polską politykę jako taką będzie również dobór najbliższego, politycznego otoczenia. Jeśli bowiem zostanie przekonany do tego, żeby postawić na nowe twarze, poprzyklejane od Petru czy Nowackiej, charaktery mogą nie zagrać i niewiele się uda. Nie wiadomo też, czy wewnętrzna opozycja pozwoli mu na sięgnięcie po starych znajomych z pola boju, bo ten ruch pewnikiem odbije się n paskach TVP. Bo na pewno nie TVN-u, którego niebawem może nie być, choć osobiście nie wierzę w taki scenariusz. Kaczyński po raz kolejny wypuszcza próbny balon, żeby ten rozgonił czarne chmury. Choćby tą, wartą ponad 250 mln. Za respiratory od handlarza bronią z Lublina. Ale przecież cóż to niby za afera? Nie było respiratorów, nie było kasy to i równie dobrze może nie być śledztwa.