Jakiej Polski chcemy?

Odbudować państwo

Epidemia COVID-19 zmieniła wszystko. Runęło kilka mitów. Chociażby przekonanie liberałów, że prywatna opieka zdrowotna jest odpowiedzią na niedowład publicznego systemu opieki zdrowotnej. Albo sprytne myślenie PiS, że wystarczy dać ludziom 500 zł do ręki, za 150 zł pójdą do specjalisty i państwo będzie zwolnione z obowiązku finansowania systemu ochrony zdrowia na europejskim poziomie. Albo przekonanie, że można urzędnikom płacić głodowe stawki i utrzymywać instytucje państwa w stanie niedoborów kadrowych. W sytuacji kryzysu hasło „sprawdzam” pada bardzo szybko. A symboliczny już Sanepid zostaje sparaliżowany w przeciągu kilku dni. I nigdy z tego paraliżu nie wychodzi. Nie są realizowane śledztwa epidemiologiczne pozwalające ujawniać, jak naprawdę się zakażamy. Państwo jest w walce z epidemią ślepe i niewydolne.

To wina zaniedbań ostatnich 30 lat. Skutek przekonań, że państwo optymalne to państwo minimum, a każdy urzędnik to pasożyt. Tak mówiła ulica przez 30 lat. Tak myśleli politycy. Ale to się skończyło. Przed nami zadanie odbudowy silnego i sprawnego państwa. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, jakiego państwa chcemy?

Państwo usług publicznych

Państwo powinno być silne przede wszystkim siłą usług publicznych, które dostarcza obywatelom. Najważniejsze z nich to zdrowie i edukacja. Konieczna jest odbudowa służby zdrowia po COVID-owej katastrofie. Dane NFZ pokazują, że poradnie udzieliły o 20-30 milionów mniej porad. W okresie od marca do lipca tych z użyciem tomografu było o 200 tys. mniej w stosunku do zeszłego roku, a rezonansu – 70 tys. mniej. Zapłacimy za to straszną cenę. Aby zminimalizować straty konieczne jest ostateczne odejście od limitów w służbie zdrowia. I skończenie z oszczędzaniem na tym, co najważniejsze.

Edukacja zdalna to wielkie wyzwanie dla nauczycieli, uczniów, ale też ich rodziców i dziadków. Nie jest to katastrofa. Doświadczenie wielu rodzin jest takie, że jesienią wszystko przebiega lepiej niż na wiosnę. Cała operacja jest jednak wielkim obciążeniem dla całych rodzin, w tym obciążeniem psychicznym dla naszych dzieci i wnuków. Przekonujemy się jednak osobiście, jak bardzo przeciążone są dzisiaj szkolne programy. Jak bardzo potrzebują unowocześnia. I jakim zbytecznym anachronizmem są dwie godziny lekcji religii. To wszystko jest doświadczeniem większości polskich rodzin. Jest jednak grupa, która jest z tego wyłączona. Bo nie ma Internetu, bo łącze jest za słabe, bo nie ma komputera, bo jest jeden komputer na pięcioro dzieciaków. Przyczyn jest wiele. Jest jeden wspólny mianownik: bieda. Dodajmy jeszcze wykluczenie cyfrowe, brak dostępu do nowoczesnej infrastruktury telekomunikacyjnej. SLD zgłaszało kiedyś program laptop dla każdego ucznia. Wtedy się z tego śmiano. Dzisiaj okazuje się, że wyprzedziliśmy epokę.

Lewica powinna być partią usług publicznych. Reprezentować ludzi, którzy je świadczą: lekarzy, pielęgniarki, nauczycieli, kierowców, motorniczych. Tych, którzy organizują ich pracę: urzędników. I przede wszystkim, którzy z usług publicznych korzystają: uczniów, pacjentów, pasażerów. Taką drogę podpowiadał swego czasu Lewicy prof. Rafał Matyja. I chociaż pan profesor bliższy jest innym formacjom, to była to dobra, rozsądna rada.

Mieszkania – wielki projekt

Kolejny aspekt wymagający przemyślenia to mieszkalnictwo. W pandemii zaczęliśmy tłoczyć się w czterech ścianach. Przypomnieliśmy sobie, że w Polsce brakuje dwóch milionów mieszkań. A te które mamy są przeludnione. Brakuje jednego miliona na rynku pierwotnym. I jednego miliona na rynku wtórnym, dotyczy to przede wszystkim mieszkań, które można by – dzięki remontom – przywrócić do dostępnej puli w zasobie komunalnym.

Jednocześnie doszło do paradoksalnej sytuacji. Gospodarka zaczęła się kurczyć, ale ceny mieszkań nie spadały. Dlaczego? Bo w Polsce mieszkania nie służą do zaspokojenia podstawowych potrzeb, ale do inwestowania nadwyżek kapitału. Mieszkań w Polsce – szczególnie w dużych miastach – buduje się sporo. Nie są jednak dostępne dla tych, którzy najbardziej ich potrzebują. Dlatego koniecznością jest stworzenie nowoczesnego programu mieszkaniowego. Opartego o instytucję publicznego przedsiębiorstwa mieszkaniowego, ale również ze znaczącym udziałem samorządów, wsparciem państwa dla budownictwa komunalnego.

Lewica dała Polsce Konstytucję, miejsce w Unii Europejskiej. Teraz chciałbym, aby dała Polsce milion dostępnych mieszkań. To jest dziedzictwo trwalsze niż spiżowy pomnik. Ale program dotyczący mieszkalnictwa wymaga mądrego przepracowania. Czy dać ludziom możliwość dojścia do własności? Czy postawić wyłącznie na mieszkania na wynajem? To żywotny dylemat, który wymaga wniknięcie w stan świadomości Polaków, ich priorytetów, hierarchii wartości. Ale nie wartości, które wyznają dzisiaj, ale będą wyznawali za dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści lat.

Mieszkania nie buduje się na teraz, ale na lata, na dekady, na pokolenia. Przed nami trudne zadanie, zaprojektowania programu, który będzie służył kolejnym pokoleniom. Ale jeśli tak się stanie, to damy milionom Polek i Polaków widomy symbol, aby głosować na Lewicę. Skąd wziąć na to pieniądze? Po pierwsze, z rynku finansowego. Po drugie, z Unii Europejskiej. Dzisiaj Unia nie wspiera wprost budowy nowych mieszkań. Ale powinna zacząć. Jeśli hasłem kluczowego programu UE w nowej dekadzie będzie „Nowe Pokolenie UE” to nowe pokolenie potrzebuje mieszkań. Wczoraj Unia nie finansowała ochrony zdrowia, dzisiaj wchodzi na ten obszar. Tak samo powinno być z budową mieszkań. I po trzecie – TVP. To ma wymiar symboliczny, ale proponuję aby całą kasę, która idzie na PiS-owską propagandę przekierować na budowę mieszkań dla nowego pokolenia. Pamiętajmy, że nie to marzycielstwo, ale twarde stanie na gruncie obowiązującej Konstytucji, której artykuł 2 stanowi, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, a artykuł 20 mówi, że społeczna gospodarka rynkowa stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Więcej Europy w Polsce, więcej Polski w Europie

Unia Europejska w związku z epidemią koronawirusa postanowiła zrobić kilka kroków do przodu. Finansowanie funduszu odbudowy ze wspólnego długu to gigantyczny krok naprzód w stronę pogłębienia integracji europejskiej. Popieramy ten proces. I dajemy jasny sygnał, w sprawie integracji europejskiej Lewica popierała, popiera i będzie popierać wszelkie kroki zmierzające do jej pogłębienia.

Polacy są ambitnym narodem. PiS spycha jednak Polskę na margines. Nasza ojczyzna nie powinna budować niepoważnych koalicji z Węgrami, w której to koalicji jesteśmy zresztą przystawką dla premiera Orbana. Polska powinna wspólnie z Niemcami, Francją, Włochami i Hiszpanią nadawać kierunek rozwoju Unii Europejskiej. Powinniśmy siedzieć przy głównym stole i decydować o kierunkach rozwoju Europy. A kierunek jest prosty: ochrona praw człowieka, zielona transformacja energetyczna, suwerenność cyfrowa Europy, badania naukowe i innowacyjność. To wszystko zapewni Europie rolę silnego podmiotu w warunkach wzrostu potęgi Chin i względnej niestabilności w Stanach Zjednoczonych.

Najważniejsze to jednak być przy stole. A nie starać się ten stół wywrócić. Brytyjczycy wyszli z Unii Europejskiej marząc o odbudowie imperium. Jeśli Polska wyjdzie z Unii Europejskiej, to jedynym imperium do odbudowy, którego się przyczynimy będzie Imperium Rosyjskie. Unia to wielka przestrzeń wolności, praw człowieka, dobrobytu. Pokolenia Polaków marzyły o uczestnictwie w tym klubie. Nie pozwolimy ukraść nam tego marzenia grupie oszalałych, prawicowych karierowiczów.

To zmienia wszystko

Kilka lat temu Naomi Klein, kanadyjska aktywistka i publicystka, napisała książkę „To zmienia wszystko”. Co mianowicie? Kwestia klimatyczna. I nie chodzi nam tylko o topniejące góry lodowe, czy podnoszący się poziom oceanów. Zmiana klimatu oznacza pustynnienie ziem uprawnych, klęski głodu i masowe przemieszczenia ludzi w poszukiwaniu lepszego życia. Może nas czekać wędrówka ludów, przy której fala migrantów spowodowana wojną domową w Syrii będzie przystawką przed daniem głównym. Dlatego cała ludzkość: państwa, korporacje, obywatele muszą realizować ambitną politykę neutralności klimatycznej.

Lewica powinna być w awangardzie tej walki. Naomi Klein sformułowała ten postulat wprost. Uczyniła to w 2014 roku. Niedługo potem wybory w USA wygrał Donald Trump i kwestia klimatyczna została pogrzebana. Dzisiaj karta się odwraca. Stany Zjednoczone wrócą do klimatycznego głównego nurtu. Chiny od kilku lat starają się zawstydzić Amerykanów swoją polityką klimatyczną. A Unia Europejska – przy braku sprzeciwu polskiego premiera – akceptuje ambitniejsze cele klimatycznego. I daje kilkanaście miliardów złotych na sprawiedliwą transformację energetyczną. Od wymiany starych pieców po rozwój odnawialnych źródeł energii. Europejski Zielony Ład to jednak nie tylko szansa na budowę zielonej energetyki, ale przede wszystkim na transformację polskiego społeczeństwa w stronę zbiorowości ceniącej kooperację, samoorganizacje i wzajemne zaufanie. W kierunku zawsze pożądanym przez Lewicę.
Lewica powinna reprezentować również wszystkich tych, którzy kochają dziką przyrodę. Stać po stronie osób postrzegających las nie jako źródło pozyskiwania drewna, ale dom dzikiej przyrody, gdzie człowiek może odpocząć od codziennego zgiełku. Miłość do polskiej przyrody i chęć jej ochrony to przecież jedna z oznak naszego patriotyzmu.

Polska – strefa wolności

Polska powinna być krajem wolnych ludzi. Miejscem, gdzie obowiązuje zasada żyj i daj żyć innym. Państwo nie może wchodzić ludziom do sypialni. Powiem więcej, państwo powinno powstrzymać zakusy tych, którzy chcą nam wejść do sypialni. Niezależnie od tego, czy mają koloratkę, czy tylko święte przekonanie o chęci decydowaniu o życiu innych. Zadaniem państwa jest ochrona wolności każdego obywatela. W Polsce każdy powinien czuć się u siebie, niezależnie od tego kogo i jak kocha, w co wierzy lub nie wierzy, skąd pochodzi i kim byli jego przodkowie.

Jedna teza powinna wybrzmieć: w Polsce nie będzie wolności, takiej jaką znają chociażby Polacy mieszkający na Zachodzie, póki Kościół Rzymskokatolicki będzie uzurpował sobie rolę polityczną, jaką pełni obecnie. A politycy będą to akceptować. Dlatego warunkiem koniecznym ochrony i poszerzania wolności obywatelskich jest realizacja postulatu świeckiego państwa. Bez tego nie ruszymy z miejsca. A kolejne młode pokolenia Polek i Polaków będą się irytować, że nie mogą żyć tak jak ich rówieśnicy na Zachodzie. I korzystać z przywileju otwartych granic.
Polska powinna być domem wszystkich, otwartym dla każdego kto widzi tutaj swoje miejsce na ziemi. Chce pracować na swój i nasz dobrobyt. Takich ludzi jest zresztą coraz więcej. Polska się zmienia. Ukraińcy, Białorusini, Wietnamczycy, nie tylko w wielkich miastach stają się naszymi sąsiadami, współpracownikami, kolegami z klasy naszych dzieci i wnuków. Płacą u nas podatki, współtworzą naszą codzienność. Dlatego powinniśmy rozważyć nadanie obcokrajowcom mieszkającym na stałe w Polsce praw wyborczych w wyborach samorządowych. Pracują w Polsce, płacą w Polsce podatki. Nie widzę powodu, aby nie nadać im możliwości współdecydowania o tym, na co zostaną wydane. Prawo wyborcze w wyborach samorządowych to pierwszy krok. Ale też zachęta, aby zostali z nami. Bo w perspektywie dekad, naprawdę ich potrzebujemy.

Dyskutujmy!

Kwestii do dyskusji i dylematów do rozstrzygnięcia jest wiele. Takiej pogłębionej dyskusji programowej miały służyć – i służyły – wojewódzkie Kongresy Lewicy. Druga fala pandemii COVID-19 przerwała ten proces w połowie. Jednak doświadczenie tych kongresów, które się odbyły jest zachęcające. Udało nam się zebrać przedstawicieli środowisk akademickich, związkowych, pozarządowych. Ludzie o bogatym doświadczeniu życiowym mogli skonfrontować się z przedstawicielami młodego pokolenia aktywistek i aktywistów. Tego, które kilka tygodni po Kongresach Lewicy wyszło na ulicę i zachwiało w posadach zarówno tronem jak i ołtarzem. To było wspaniałe doświadczenie, które będzie kontynuowane. Póki jednak sytuacja pandemiczna uniemożliwia nam spotkania w większym gronie, proponuję aby dyskusję programową kontynuować na łamach „Trybuny”. Wiem, że ona się toczy i śledzę ją z zaciekawieniem. Tutaj też głos prof. Tadeusza Klementewicza ściera się z perspektywą Tymoteusza Kochana. Im więcej takich wolnych głosów, tym lepiej. Dobrze, że łamy „Trybuny” są na nią otwarte.

2021 – czas na nokautujący cios

Jestem przekonany, że w 2021 roku będziemy mogli spotykać się już w warunkach zbliżonych do normalności, że programowe Kongresy Lewicy powrócą i będą okazją do wielu inspirujących dyskusji. Tego chciałbym Państwu życzyć w 2021. Ale rok 2020 był nie tylko rokiem dyskusji, ale przede wszystkim rokiem działania. Setki tysięcy polskich kobiet i ich sojuszników wyszło na ulicę w obronie swojej wolności. Chciałbym im podziękować za ich odwagę.

I jeszcze jedno: rząd PIS szkodzi Polsce i powinien odejść – życzę Państwu, aby nastąpiło to jak najszybciej. Ponadto, życzę Państwu udanego świątecznego odpoczynku w gronie najbliższych. Spokoju ducha, dobrych lektur. I dużo zdrowia w Nowym Roku!