Mam nadzieję, że środowiska laickie na miarę dzisiejszych wyzwań ożywią ścieżkę polskich tradycji oświeceniowych, wiodącą ku postępowi i nowoczesności, nie zapominając również o tym, że byli kiedyś w Polsce tacy księża, którzy starali się Polskę modernizować poprzez edukację, kulturę, doskonalenie struktur państwowych, rozwój nauk ścisłych.
W Warszawie powstaje Stowarzyszenie Polska Laicka, organizuje go grupa zwolenników świeckiego, demokratycznego państwa prawa. Nie jest to jedyne środowisko, które skupia zwolenników świeckości państwa. Od dawna przecież nie ustaje aktywność Towarzystwa Kultury Świeckiej im. Tadeusza Kotarbińskiego, wydającego Res Humana, czy krakowskiego Forum Myśli Wolnej. Z pożytkiem dla odbiorców działa portal „Racjonalista” im. Woltera, Polskie Stowarzyszenie Wolnomyślicieli im. Kazimierza Łyszczyńskiego. Mam nadzieję, że nie zaniechało swojej działalności Stowarzyszenie na Rzecz Państwa Neutralnego Światopoglądowo, które w niedawnej przeszłości wniosło istotny wkład w jakość dyskusji na temat dobrodziejstw, płynących ze świeckości państwa. Wydaje się, że na tym polu aktywizuje się ostatnio również partia Razem, która na swej stronie niedawno ogłosiła stanowisko w sprawie świeckiego państwa. Dla mnie jest to optymistyczna nowina, ponieważ w czasie ostatnich wyborów liderzy Razem wyraźnie odsuwali od siebie problemy światopoglądowe, skupiając się jedynie na kwestiach ekonomicznych.
Teoria i praktyka
Po belfersku rozróżniam „laicyzm” i „laickość”. Według mnie „laicyzm” to koncepcja rozdziału od państwa, warunkująca brak wpływów religijnych na działalność państwową. Z kolei „laickość” skłania się ku realizacji tej koncepcji w praktyce politycznej: państwo uznaje się za niekompetentne w sprawach religii, reprezentuje neutralność światopoglądową, a przy podejmowaniu decyzji żadna z władz nie jest motywowana religijnie. Pozycjonowanie w ten sposób państwa i religii nie wyklucza obszarów współpracy i doradztwa, jednakże przy respektowaniu wzajemnej autonomii.
W dużym skrócie można powiedzieć, że Polska laicka to zamysł państwa świeckiego, neutralnego światopoglądowo, w którym człowiek ma na gruncie prawnym (konstytucyjnym i ustawowym ) zagwarantowaną wolność sumienia i wyznania. Laickość można określić jako cechę państwa, które nie dopuszcza do dyskryminacji w przestrzeni publicznej jego obywateli ze względu na wyznanie, lub bezwyznaniowość, chroni w jednakowym stopniu ludzi wierzących, jak i niewierzących. W tym kierunku idzie otwierająca naszą Konstytucję preambuła, która mówi, że my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga, jak i nie podzielający tej wiary, jesteśmy równi w prawach i powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski. Wierzący mają w Polsce większość, ale i niewierzący, to co najmniej 3 mln obywateli, których interesów nie powinno się lekceważyć.
Ponad podziałami?
Tekst preambuły uważam za humanistyczny majstersztyk, nad jej treścią pracowali zarówno prof. Stefan Wilkanowicz, jak i Tadeusz Mazowiecki. Nie ulega wątpliwości, że tym osobistościom zależało na stworzeniu prawnej podstawy do współpracy ponad podziałami, do poszanowania odmienności światopoglądów, do porozumienia i kompromisu.
Podnoszenie dziś kwestii laicyzacji życia państwowego stało się w Polsce kwestią niemalże kluczową, a to z uwagi na ostre podziały wewnętrzne, które energię społeczną angażują w konflikty wywoływane na tle religijnym, zamiast włączać ją w procesy modernizacyjne, ułatwiające nam wszystkim rozwój i współpracę. Polska to dziś dwa wrogie narody, karmiące się konfliktami, które w większości państw europejskich już dawno zostały przezwyciężone. Rozejrzyjmy się wokół nas: wystarczy, że na scenie teatralnej we Wrocławiu, lub w Warszawie pojawi się sztuka zakwalifikowana jako „obrażająca uczucia religijne”, aby minister PiS wołał na pomoc kółka różańcowe, lub prokuraturę. To we współczesnej Polsce toczą się dyskusje, czy zaznajamiać umysły dzieci z teorią ewolucji i to w sytuacji, gdy katechetka, lub pobożna pani od biologii w salce obok karmi te same umysły pomysłowym kreacjonizmem. To we współczesnej Polsce minister zdrowia podejmuje decyzje, oparte na ideologii religijnej, zaprzeczającej wiedzy i rozumowi. To wreszcie współczesną Polską rządzi grupa dewotów i bigotek, dla których m.in. wizyta u księdza biznesmena Rydzyka warta jest narażenia innych użytkowników dróg publicznych na niebezpieczeństwo i zniszczenie rządowego dobra ( limuzyny). Inny minister związany z księdzem biznesmenem, tytularnie powołany do ochrony środowiska naturalnego, nawołuje kilkakrotnie dziennikarzy, zadających mu krępujące pytania na temat wycinki drzew, aby poszli sobie „z Bogiem”.
Równoległe rzeczywistości
Dodajmy do tego kolorytu polityczno-żałobne „miesięcznice”, czyli pochód grupy osób o zaciętych twarzach (każdorazowo po mszy), który – na czele z Panem Kaczyńskim – pod politycznym grobem nieżyjącego już od 7 lat Lecha Kaczyńskiego (czyli pod Pałacem Prezydenckim) wykrzykują, często z krzyżami w ręku, swoją nienawiść i obietnice zemsty. Są twarzą polskiego katolicyzmu i symbolem „prawdziwego patriotyzmu”. Strach stanąć z nimi oko w oko, bo mogą zwymyślać, zdrowo potarmosić za ubranie, pozłorzeczyć, przecież to ich „święte” prawo, bo z nimi na drabince stoi Pan Kaczyński i zachęca, i obiecuje, i judzi….
Wszystko to sprawia, że żyjemy w równoległych rzeczywistościach. W jednej nasze dobro wspólne – Rzeczpospolita – jest poddana autorytarnym ambicjom zapiekłego w swych grach politycznych lidera, który bezlitośnie wspiera swoje władztwo zgodą na krępowanie naszych wyborów osobistych jedną religią i jej dogmatami. Chwilami wydaje się, że na nasz kraj napadli bezrozumni, za to przebiegli, zachłanni i nieprzewidywalni barbarzyńcy, którym na podbitym terytorium wolno wszystko. Pod przywództwem prawicy Polska nabiera cech wyznaniowego państwa katolickiego, przy czym dla mnie nie ulega wątpliwości, że J. Kaczyński cynicznie posługuje się religią jako instrumentem rządzenia.
Nie do zasypania?
I druga rzeczywistość: to rzesze ludzi, broniących naszej Konstytucji, szacunku do państwa i jego instytucji, w gruncie rzeczy bezradnych wobec politycznej samowoli rządzących. To ci, którzy są „ pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane” i dlatego manifestują przeciwko podziałom chyba już nie do zasypania. Z przestrzeni publicznej zniknął ekumenizm (co się dzieje z Polską Radą Ekumeniczną?), a spróbujmy wskazać choćby jedną organizację, której celem działania jest laicyzacja, która by korzystała z dotacji państwowych, w przeciwieństwie do licznych stowarzyszeń konfesyjnych. W kontekście tych rozważań przypomina się znów wiersz Antoniego Słonimskiego „Dwie Ojczyzny”, napisany w 1938 r. (ponieważ robi się coraz bardziej aktualny).
Nie ukrywam, że każdego dnia narasta we mnie wobec takich zjawisk sprzeciw, zwłaszcza, że nie trudno było przewidzieć skutki takich decyzji, począwszy od żądania natychmiastowego wprowadzenia religii do szkół z pominięciem obowiązującego wówczas prawa ( wystarczyła przecież „instrukcja”), przez podpisanie Konkordatu bez stosownej podstawy prawnej, przez niespotykaną czołobitność wobec Jana Pawła II( któremu świętość nie przeszkadzała przymykać oczu na rozprzestrzenianie się gorszących patologii w Kościele), przez skandaliczne skutki działania Komisji Majątkowej, aż do faktycznej dyskryminacji ludzi niewierzących („neopoganie”). I dalej już poleciało.
Groteska u władzy
Nie ulega wątpliwości, że Polska jest dziś tym wyjątkowym krajem w Europie, w którym kolejne rządy posługują się religią jako środkiem uprawomocnienia swej władzy. Nie wystarcza im, niestety, mandat demokratyczny, ważne jest poparcie biskupów! Bo czymże byłyby dziś rządy PiS, czymże byliby ci groteskowi ministrowie Pana Kaczyńskiego, którzy wykorzystują instrumentarium naszego państwa do zaspokojenia swych światopoglądowych i politycznych urojeń ( lub rozwiązania całkiem prywatnych problemów), gdyby nie poparcie hierarchii kościelnej, gdyby nie kontrola zachowania mieszkańców przez proboszcza w każdej wsi? Niestety, nie można w tym kontekście pominąć smutnego faktu, że przez lata Trybunał Konstytucyjny poprzez orzeczenia, dotyczące spraw światopoglądowych umacniał interesy ideologiczne kościoła, a – według Konstytucji – jego wyroki są ostateczne. Nie bez powodu przecież w 2015r urzędujący Prezes TK – A. Rzepliński przyjął papieski order „Za zasługi dla Kościoła i Papieża”. Zapewne pełniąc tę funkcję włączał się w mesjanistyczne zapędy polskiej prawicy. Na jesieni 2016 r. Maria Janion napisała do Kongresu Kultury: „Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu”. Ja też – w dzisiejszym świecie uważam go za śmieszność.
Wprawdzie wśród publicystów są i tacy, którzy twierdzą, że wpływ kościoła na ludzi jest mocno przeszacowany. Jeżeli uwzględnimy jednak takie cechy, jak konformizm ludzki, oportunizm i asekuranctwo, a nawet zwykłą ciasnotę umysłową, to łatwiej jest nam zrozumieć pewność siebie polityków „dobrej zmiany”. Przecież to wśród nich znajduje się posłanka, która w zapale „patriotycznym” zaproponowała składanie przez ateistów, prawosławnych i muzułmanów oświadczeń, w których deklarowaliby, że znają i zobowiązują się w pełni respektować polską konstytucję i wartości uznane w Polsce za ważne. Stwierdziła również, że ci, którzy tego nie zrobią powinni być z Polski deportowani. Ręce opadają….., bo „Jakże mnie wygnasz z ziemi ojczystej, jeśli jej nie znasz?”
Polska Laicka to organizujący się trend intelektualny, który sprzeciwia się rzeczywistości, kreowanej każdego dnia przez klerykalną prawicę. W polskiej praktyce politycznej potwierdza się znane w socjologii stwierdzenie, że tak długo, jak więzy religijne będą wzmacniać świecką przynależność polityczną, niewielkie są szanse na kompromis i demokratyczne wzajemne ustępstwa. Z tego płynie również i ten wniosek, że prawica jest niezwykle uboga w racjonalne koncepcje rozwoju społeczeństwa i modernizacji funkcjonowania państwa. Co nam dziś potrafi powiedzieć o przyszłości J. Kaczyński, poza zapowiedzią, że na Krakowskim Przedmieściu stanie pomnik jego brata?.
Dał nam przykład…
Laickość państwa nie jest żadną ustrojową nowinką, w Europie jest znana od czasu Wielkiej Rewolucji Francuskiej, a konkretnie od 1795 r., kiedy to Konwent Narodowy przyjął ustawę o wolności religijnej we Francji, co w skutkach oznaczało przyjęcie rozdziału kościoła od państwa. Zburzenie Bastylii w 1789r uważany jest przez historyków za moment, w którym różnowiercy i ateiści mogli wyjść z ukrycia, a całe kolejne stulecie był to czas, w którym Francuzi (ale nie tylko oni) prowadzili konsekwentny proces sekularyzacji służb publicznych, a w tym m.in. likwidowano wpływ kleru na szkolnictwo publiczne.
Ustawa wprowadzająca rygorystyczny rozdział kościoła od państwa została we Francji uchwalona w sto lat po rewolucji, a mianowicie 9 grudnia 1905r. Zasada ta, z pewnymi zmianami, obowiązuje we Francji od 112 lat. Nic więc dziwnego, że w roku 1906 powstała we Francji Polska Liga Wolnej Myśli, która z czasem przeniosła się w granice II Rzeczypospolitej.
Obowiązująca konstytucja V Republiki z 1958r postanawia w art. 1, że „Francja jest Republiką niepodzielną, laicką, demokratyczną i socjalną. Zapewnia ona równość wszystkich obywateli wobec prawa, bez względu na pochodzenie, rasę, lub religię. Respektuje wszelkie przekonania.” Tę definicję konstytucyjną podzielał ówczesny prezydent Francji – Generał Charles de Gaulle.
Co ciekawe, po drugiej stronie sceny politycznej rozumiano to podobnie. W 1976 r. Georges Marchais – sekretarz Francuskiej Partii Komunistycznej tak oto wyjaśniał przepis konstytucyjny na łamach „L’Humanite”: „Chcemy, aby we Francji socjalistycznej respektowane były prawa i swobody wszystkich obywateli, wierzących i niewierzących. Chcemy państwa, które nie będzie własnością żadnej partii, żadnej grupy ludzi, państwa ani ateistycznego, ani chrześcijańskiego, ale po prostu świeckiego. To znaczy państwa, które zapewni materialne i polityczne warunki swobodnego rozwoju i swobody wypowiadania się wszystkim kierunkom myślowym. W tym zawiera się prawo do wolności sumienia i religii.”
Model augsburski
Przytaczam przepisy, należące do francuskiej tradycji państwowej nie bez powodu, ponieważ siły i trwałości jej oddziaływania bardzo Francuzom zazdroszczę, zwłaszcza, że u nas w 2017 r. obowiązuje tryb, przypominający czasy szesnastowiecznych wojen religijnych: czyja władza, tego religia ( cuius regio, eius religio). W dyskusjach na ten temat przywoływane są nieustannie zasługi kościoła dla utrzymania tożsamości narodowej Polaków. Kto zna historię, ten wie, że różnie z tym było. Opisałam to w książce „Orzeł i krucyfiks” i uważam, że bilans się co najwyżej równoważy : tyle dobrego, ile złego. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady, jeśli w Polsce dalej jest nie rozstrzygnięty problem, czyja władza jest zwierzchnia (suwerenna) wobec obywateli – kościelna, czy państwowa. W Polsce byliśmy świadkami nakładania przez sądy sankcji karnych za „obrażanie uczuć religijnych”; natomiast za dyskryminację ludzi niewierzących i ich odczucia sankcji karnych nikt jeszcze nie doświadczył, chociaż powody były, a takie możliwości daje art. 194 kodeksu karnego (Kto ogranicza człowieka w przysługujących mu prawach ze względu na jego przynależność wyznaniową albo bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2).
Ku postępowi
Mam nadzieję, że środowiska laickie na miarę dzisiejszych wyzwań ożywią ścieżkę polskich tradycji oświeceniowych, wiodącą ku postępowi i nowoczesności, nie zapominając również o tym, że byli kiedyś w Polsce tacy księża, którzy starali się Polskę modernizować poprzez edukację, kulturę, doskonalenie struktur państwowych, rozwój nauk ścisłych. Jesteśmy im do dziś za to wdzięczni, więc warto przypomnieć ich nazwiska: Stanisław Konarski (twórca Collegium Nobilium), Adam Naruszewicz, Ignacy Krasicki, Hugo Kołłątaj, Stanisław Staszic. Wymieniam tylko tych najbardziej znanych, ale – co ciekawe – do ich nazwisk i dorobku nie odwołują się współcześni biskupi w Polsce. Ja w każdym razie tego nie zauważyłam.













