18 sierpnia 2022

loader

Prawda o Gierku

Historia ma skłonność do bycia reprodukowaną tylko wtedy, kiedy jest komuś potrzebna lub ideologicznie pożyteczna. Nie inaczej jest z historią polskiego realnego socjalizmu i Edwarda Gierka. Dodany ostatnio do oferty Netflixa film „Gierek” z pewnością należy pochwalić za to, że jest pierwszą po 1989 r. próbą rehabilitacji jakiegokolwiek socjalistycznego polityka w kulturze masowej. Jednocześnie jest to jednak zbiór najgorszych antykomunistycznych kłamstw, prawdziwy wylew IPN-owskiej i PiS-owskiej polityki historycznej. Dzieło artystycznie mierne i historycznie kłamliwe.

Polska Rzeczpospolita Ludowa jest w filmie miejscem rodem z najczarniejszych prawicowych wyobrażeń. To miejsce mroczne, ciasne i w stanie rozkładu. Państwem rządzi KGB i „Maślak” (czyt. Stanisław Kania), któremu asystuje postać będąca kabaretową parodią Wojciecha Jaruzelskiego. W realnym socjalizmie nic nie działa. Stoczniowcy – jedna z najlepiej zarabiających grup zawodowych Polski Ludowej – w filmie sprawiają wrażenie liczących każdy grosz nędzarzy. Autorzy filmu prezentują przy tym we własnym mniemaniu prorobotnicze stanowisko. Nie przysłuży się temu raczej sposób, w jaki sami prezentują oni samych stoczniowców, którzy z gazrurką grożą Gierkowi pobiciem i momentami wyglądają, jak przestępcy.

Edward Gierek w tym „dziele” przedstawiony jest oczywiście w roli antysocjalistycznego bojownika, niczym niedoszły przywódca z PiS-u. Jest antykomunistycznym liderem państwa bloku komunistycznego! Kamuflaż istotnie doskonały. Taki Edward Gierek ewidentnie głosowałby na PiS, bo przecież kocha Kościół, klęka w obliczu wezwań religijnych, a jego najlepszym i najbliższym przyjacielem jest kardynał, praktycznie jedyny – zdaniem filmowców – sojusznik Gierka.

Film powiela mnóstwo tradycyjnych kłamstw dot. Polski Ludowej. Wiele jest jednakże całkiem oryginalnych. Przed epoką Gierka budowano ponoć masowo domy z kuchnią na 5 mieszkań. Ciekawe, że praktycznie żadne z nich się do tej pory nie zachowały. Ekipa scenarzystów wypływa na pełnomorsko-antysocjalistyczną przygodę. Edward Gierek nie tylko jest antysystemowcem, ale i marzy mu się bomba atomowa (zapewne żeby straszyć Moskwę i za jej pomocą uzyskać pełną niepodległość). Autorzy filmu nie doczytali chyba, że w tym okresie w Polsce magazynowano rosyjską broń jądrową i swe rzekome marzenia Edward Gierek mógłby zrealizować zajmując jakiś silos na polskim terytorium.

Długi: mądre czy głupie?

Film jest przy tym projektowany, jako jednoznacznie progierkowska laurka, ale w rzeczywistości przedstawia głównego bohatera w roli niemądrej ofiary. Gierek zaciąga tu bowiem kredyty żeby budować lepszą Polskę, ale nie ma pojęcia, że bankowcy (jak pokazuje to film) dają te kredyty, aby Polskę zrujnować i następnie przejąć. Gierek wpada tu więc w pułapkę oszustów i przyszłych prywatyzatorów. Jest tu nawet grany przez Rafała Wosia bohater-bankier prezentujący przed Gierkiem strategię tworzenia bezrobocia w latach 70-tych. W gospodarce planowej. W socjalizmie… Pozostawmy to bez dalszego komentarza.

Oczywiście film nie mówi o rzeczywistych problemach, które doprowadziły do kryzysu u schyłku gierkowskiej dekady. Problemy ze spowolnieniem wzrostu wydajności pracy nie mieściłyby się bowiem w tak prostolinijnym dziele.

W filmie tym panują przy tym wszelkie możliwe IPN-owskie schematy. W ZSRR panuje niewolnictwo i obłąkanie, a ludzie tam są upośledzeni i lubią cierpieć. Breżniew jest gorszy niż Rasputin, ale potem zamienia się w dobrodusznego kalekę, po którym przychodzą jeszcze gorsze rządy samego KGB. Gierek oczywiście był w stanie manipulować nimi wszystkimi. Tymczasem Jaruzelski to od początku człowiek KGB, który wraz z rosyjskimi agentami planuje obalenie Breżniewa, a nawet wojnę i czasy nowej okupacji. Plany Gierka by postawić się Rosji dzięki broni jądrowej są oczywiście ostatecznie krzyżowane przez – kto by się spodziewał – zamach na polskiego naukowca. Zamachów, układów i spisków jest tu zresztą tyle, że dałoby się nimi obdzielić przynajmniej kilka filmów. Smoleńskie widzenie świata przejawia się nawet w tym, jak przedstawiane jest otoczenie Edwarda Gierka, jak prezentuje się szczyty władzy Polski Ludowej. Otóż Edward Gierek dostaje ataku serca i zawału, bo podmieniono mu sekretarki i pracowały z nim w jego biurze urągające mu agentki. W karetce, która zabiera go do szpitala prawie dochodzi do jego otrucia. A premiera PRL wybierano na podstawie dwusekundowej łapanki. Zaś partia, jako istotne ciało w ogóle i nigdy nie istniała. Rozmach gierkowskich czasów sprowadza się tu do kilkuosobowych narad w ciemnym biurze.

Zdaniem autorów filmu w Polsce Ludowej nie istniały też inne partie polityczne, natomiast podwyżki cen były sztucznym wymysłem KGB i Jaruzelskiego służącym zresztą – oczywiście – do obalenia Edwarda Gierka. Po drodze dowiadujemy się, że wszystkim stale groził głód, choć spożycie mięsa w 1980 r. było na poziomie roku 2005. Gierek ostatecznie staje się opuszczony niczym Jarosław Kaczyński i walczą z nim wszyscy: własna partia, własny wywiad, własna armia, obcy wywiad, obca armia, obce państwa, obcy bankierzy… Tylko nie Kościół Katolicki. Z filmu wycięto też wszelką krytykę działań robotniczych. Tymczasem po latach Edward Gierek wspominał, że Jaroszewicz owszem domagał się usunięcia Kani, lecz w związku ze zbyt późną reakcją ZOMO na podpalenie KW i grabieże sklepów w Radomiu. Tymczasem Jaroszewicz w wersji z filmu domagał się dymisji Kani wyłącznie w związku z osobistymi oskarżeniami.

O niuansach gospodarczych tamtej epoki autorzy filmu wiedzą mniej więcej tyle co o sprawie cukru. Jak usiłują nam wmówić – cukier na kartki był demonicznym wymysłem Jaruzelskiego. Że w tym czasie cukier był tak tani, że pędzono z niego bimber i składowano go masowo w tapczanach oczywiście się nie dowiemy. Żeby przeciwdziałać zbyt wysokiej podaży pieniądza, kryzysowi międzynarodowemu, załamaniu planów pięcioletnich, kryzysowi naftowemu, kryzysowi zadłużenia zdaniem autorów filmu wystarczyło po prostu nic nie robić i nie słuchać żadnych ekonomistów. Taką „mądrość” wypowiada tu zresztą filmowa Stanisława Gierek. W rzeczywistości temat jest znacznie bardziej skomplikowany: zadłużenie gierkowskie było rozsądne z perspektywy początku lat 70-tych, lecz skokowy wzrost poziomu życia i konsumpcji pod koniec dekady nie był już możliwy. Strajkujący robotnicy nie zawsze mają też rację. A socjaliści nie zawsze się mylą. Dziś zaś podwyżki cen porównywalne do tych z czasów realnego socjalizmu nie wywołują już żadnych strajków, bo wszyscy w społeczeństwie uwierzyli w bezosobową władzę maga-kapitału i nie wiedzą nawet do kogo mieć pretensje za ciągłe ciosy, które otrzymują od wyzyskującego ich systemu.

Na osobną uwagę zasługuje zawarta w filmie kompletnie fałszywa ocena stanu wojennego. Wojciech Jaruzelski jest w filmie najgorszym diabłem. W filmie wypowiada zresztą chyba więcej słów niż przez całą swą karierę polityczną. Jaruzelski własnoręcznie przydusza nawet sekretarkę Gierka zmuszając ją do posłuszeństwa. Na koniec na Jaruzelskiego spada cała wina za nieomalże wszystko: podwyżki, kryzys, prywatyzację, stan wojenny itd. Aż dziw, że później sam Edward Gierek proponuje Jaruzelskiemu tekę premiera. Tymczasem opozycja z Kuroniem na czele cały czas pozostaje świątobliwie pominięta. W filmie nie ma też mowy o tym, że stan wojenny był odpowiedzią na paraliż kraju i groźbę wojny domowej. Nie ma mowy o tym, że miał on poparcie przynajmniej połowy społeczeństwa. Poparcie, które – podkreślmy – utrzymuje się w zasadzie aż do dzisiaj. Film i na to znajduje jednak „wyjaśnienie”: zarówno stan wojenny, jak i ulgę po stanie wojennym z góry planowało przecież KGB: najwyraźniej sterujące chyba również – i jak przecież uważa Jarosław Kaczyński – samą „Solidarnością”.

Gierek fałszywy i Gierek prawdziwy

Zamiast rzetelnej historii „Gierek” jest PiS-owskim widziadłem. To płaskoziemski, ahistoryczny twór, który służy w zasadzie tylko jednemu: przekierowaniu sympatii do Edwarda Gierka (i osiągnięć jego epoki) do środowisk kościelnych, prosocjalnych i „patriotycznych” środowisk PiS-u. W tym celu autorzy filmu cały czas posługują się optyką kultu wodzowskiego. W napisach końcowych czytamy nawet, że to „Edward Gierek zbudował ponad 600 przedsiębiorstw…”. Ale przecież to nie Edward Gierek budował. Budował realny socjalizm. Budowali ludzie pracy. Budowała partia. Budowali autorzy i wykonawcy planów. Oni wszyscy są jednak w filmie po stronie diabła. Teza jest tu następująca: Gierek heroicznie próbował, lecz partyjno-wojskowy pucz przeszkodził mu we wszystkim. Takie są efekty ideologii, która odmawia socjalizmowi jakichkolwiek zasług i jakiegokolwiek poparcia społecznego. Takie są efekty ideologii, która na piedestale zawsze stawia kult wodza i gardzi kolektywnym, robotniczym, socjalistycznym trudem.

W zasadzie w pełni opisał to nawet sam Edward Gierek, gdy w 1990 r. mówił: „To komuniści dokonali rewolucji, dzięki której miliony ludzi ze słomą w butach trafiły do miast i miliony ich dzieci zdobyły wykształcenie średnie, a setki tysięcy dyplomy lekarzy, magistrów, inżynierów, i tylko osoby nierozumne lub pełne złej woli mogą twierdzić, że PZPR prowadziła politykę antynarodową. Zresztą w kraju, w którym przeszło trzy i pół miliona ludzi należało w moich czasach do partii, głoszenie takich opinii zakrawa na swoistą paranoję, którą wypowiadać mogą tylko psychopaci, a powtarzać ludzie infantylni lub grający znaczonymi kartami.”

Prawdziwy Edward Gierek był zaś socjalistą, marksistą i człowiekiem socjalistycznej partii robotniczej. Do partii komunistycznej we Francji dołączył w wieku 17 lat i już wtedy czytał klasyków marksizmu. Uważał II RP za czas wyzysku, biedy i katastrofy. Uważał kapitalizm za największe zagrożenie dla ludzkości. Był człowiekiem konsekwentnym, który realnego socjalizmu oraz idei socjalizmu bronił aż do samej śmierci. Był też ateistą, człowiekiem niereligijnym. A uwięziony przez wojskowych został właśnie dlatego, że reprezentował socjalizm demokratyczny i obawiano się jego ewentualnej roli, jako przywódcy czerwonego odłamu PZPR. W tym samym czasie Wojciech Jaruzelski (którego historyczna rola w transformacji oczywiście nie jest pozytywna, lecz bynajmniej to nie on był jedynym złym całej historii) właśnie pacyfikował całą partię organizując odgórne wybory, gdzie partyjne doły głosowały na samym końcu i nie miały już wpływu na wybór innego kierownictwa.
Załamanie się „przerwanej dekady” miało tymczasem swoje rzeczywiste źródła. By sprostować kłamstwa zawarte w filmie o Edwardzie Gierku wystarczy poczytać samego Edwarda Gierka. Od niego dowiemy się, że piastował wysokie stanowiska w Polsce Ludowej już od lat 50-tych. Od niego dowiemy się, że podwyżki cen akceptował już w latach 70-tych, przed Grudniem. Nawet tuż po swym dojściu do władzy Gierek nie mógł szybko obniżyć cen, ponieważ „nie było rezerw, aby można było przywrócić stare ceny”. Edward Gierek sam planował również podniesienie cen przed Sierpniem, aby ratować koniunkturę, bo jak mówił: „wydajność pracy, niestety, nie nadążała za tempem wzrostu dochodów. Błąd nasz polegał na tym, że zamiast natychmiast przykręcić ten stały 7-9-punktowy roczny wzrost płac, zwlekaliśmy z tym jeszcze półtora roku.”

Edward Gierek był też świadomy prawdziwych źródeł załamania gospodarki Polski Ludowej i mówił o krachu konsumpcyjnego stylu życia, który okazał się nie do utrzymania w kryzysowych warunkach. W okresie planowanych podwyżek i jeszcze przed Sierpniem Edward Gierek sam proponował i wspierał planowane podwyżki cen, ponieważ kryzys wykluczał już inne możliwości. Socjaliści tamtych czasów nie byli nieomylni, nie mogli też zaradzić sytuacji międzynarodowej, a wiele ich decyzji ostatecznie obróciło się przeciw nim. Kryształowi nie byli jednak również robotnicy, którzy bynajmniej nie walczyli wcale o lepszy socjalizm, lecz opowiadali się za bliżej niesprecyzowanym projektem natychmiastowego polepszenia – marząc również o bogactwach kapitalizmu. Ci sami robotnicy zachłysnęli się wielkimi sukcesami gierkowskiego socjalizmu. Co więcej – sam kapitalizm traktowali jednocześnie w sposób wyidealizowany i uznawali, że wszelkie zdobycze socjalizmu są im dane raz i na zawsze, a ewentualny kapitalizm oznaczał będzie wyłącznie dalszy progres.

Wodzostwo a socjalizm

W rozgorzałej na nowo debacie o Edwardzie Gierku przejawiają się dwie podstawowe, targające współczesną Polską polityczne sprzeczności. Z jednej strony narrację o Edwardzie Gierku sformatować na swój własny użytek pragnie prawicowy konserwatyzm. To narracja o Gierku-antykomuniście, ludowym i prokościelnym wodzu, znośnym protoplaście kaczyzmu, którą aktywnie współtworzy także film „Gierek”. Z drugiej strony – i w kontrze – występuje narracja liberalna i neoliberalna. Ta z Edwarda Gierka pragnie uczynić ekonomicznego sabotażystę, komunistę-nieudacznika, czerwonego diabła i symbol „rozpasania socjalnego”.

Tymczasem dla pragnącego dorównać osiągnięciom socjalizmu PiS-u postać Edwarda Gierka nigdy nie będzie prawdziwie użyteczną. Po ponad połowie dekady Kaczyńskiego jego partia nie osiągnęła nawet 10% tego, co osiągnął realny socjalizm czasów Gierka. Jak to możliwe skoro obecnie całą władzę dzierży w Polsce jeden prezes, jeden człowiek, do tego 100% katolik i (zdaniem zwolenników) jednoznaczny patriota, niepodległościowiec? Ano tak, że tak samo jak za sukcesem dekady Edwarda Gierka nie stał wcale on jeden, lecz cały system socjalistyczny – tak dziś za sytuację Polski odpowiada system kapitalistyczny. A temu nie przeszkadza głód mieszkaniowy, nie przeszkadza mu katastrofa systemu zdrowia i 150 tysięcy zgonów z powodu jego niewydolności, czy głodowy stan świadczeń rentowych i emerytalnych. Polska Kaczyńskiego niczego nie buduje i niczego nie rozwija, bo troszczy się przede wszystkim o interes zamożnych i posiadających. Ostatnie grosze, które przekazuje emerytom i rencistom są zaś niczym w porównaniu do tego, co w 1980 r. oferował gierkowski socjalizm: mieszkanie po 6 latach oczekiwania.
Wodzostwo to ideologia. O prawdzie i gospodarce decydują zaś nie jednostki, lecz systemy. Polityczną prawdą Edwarda Gierka zawsze był demokratyczny system socjalistyczny. I tak się składa, że dziś znów przydałyby się nam rozwiązania, które już kiedyś się sprawdzały, potrzebny jest nam nowy socjalizm. Zgodnie z przepowiednią samego Edwarda Gierka:

„Mam nadzieję, że ten nowy socjalizm, zmodyfikowany i lepszy, społeczeństwo zbuduje sprawniej niż myśmy to robili. Dlaczego bowiem w bliskiej przyszłości nie mielibyśmy do efektywnej rynkowej gospodarki dorzucić komunistycznego czy socjalistycznego programu społecznego i socjalnego?”

Małgorzata Kulbaczewska-Figat

Poprzedni

Lewica chce bezpiecznej Polski w Zjednoczonej Europie

Następny

Do przewodniczącego Dudy