Słomiane inwestycje

Co to jest słomiana inwestycja? To pieniądze wydane na wiadomo co, tylko nie wiadomo, po co. To wszyscy wiedzą, ale w dzisiejszych czasach termin ten nabrał nowego znaczenia. Coraz częściej, bowiem słomiane inwestycje odbywają się przy akompaniamencie grzmotu oklasków. Mało, kto zastanawia się, po co wydano publiczne pieniądze i jakie będą tego konsekwencje. Miasto, w którym mieszkam, Bytom też nie jest wolne od grzmotu oklasków w tym zakresie. Ale zacznę od słomianej inwestycji w Warszawie.

Budujemy Pałac Saski.

Prezydent RP Andrzej Duda postanowił odbudować Pałac Saski w Warszawie. Oczywiście za nasze wspólne publiczne pieniądze. Pałac nigdy nie był szczególnym klejnotem architektury. W II RP urzędował w Pałacu Sztab Generalny Wojska Polskiego. W arkadach budynku umieszczono w 1925 r. Grób Nieznanego Żołnierza. Po zakończeniu powstania warszawskiego w październiku 1944 r. pałac, który przetrwał walki, został wysadzony przez niemieckich saperów.

Nie ma bardziej przejmującego symbolu zniszczonej Warszawy niż stojący samotnie na placu Piłsudskiego Grób Nieznanego Żołnierza. Prezydent Duda postanowił jednak, że za parę miliardów złotych zasłonimy ten symbol kiczowatym pałacowym gniotem. Złośliwcy twierdzą, iż w gruncie rzeczy chodzi tylko o to, aby przenieść pomnik księcia Józefa Poniatowskiego sprzed Pałacu Prezydenckiego na jego poprzednie miejsce przed Pałacem Saskim, aby zwolnić cokół na pomnik Jarosława Kaczyńskiego wspominającego swego brata Lecha Kaczyńskiego. No i mamy słomianą inwestycję, przy grzmiących oklaskach.

W Bytomiu nie gorsi, już pałac odbudowali.

A ściślej odbudowano w bytomskiej dzielnicy Miechowice jedno skrzydło, kawałek pałacu górnośląskiej linii rodziny Tiele-Wincklerów, spalonego przez żołnierzy radzieckich w 1945 r. Oczywiście przy grzmiących oklaskach. W sieci czytałem już apele o odbudowanie reszty pałacu. Muszę przyznać, iż odbudowa została zrobiona profesjonalnie. No i fajnie, tyle, że brak odpowiedzi, po co? Szczególnym zabytkiem architektury ani pamiątką historyczną pałac w Miechowicach nie był. Po roku 1925 był raczej biurowcem spółki Preussengrube.

Obecny prezydent Bytomia Mariusz Wołosz odziedziczył tą inwestycję po poprzedniku Damianie Bartyli. Sądząc z tego, co obaj publicznie na ten temat mówili nie bardzo wiadomo, co bytomska władza miejska ma z odbudowanym skrzydłem pałacu zrobić. Dyskusja na temat przeznaczenia obiektu rozgorzała …. po zakończeniu inwestycji. Był pomysł, aby przenieść tam Urząd Stanu Cywilnego, chociaż mieści się on w zabytkowej, dobrze utrzymanej willi w śródmieściu. Z władz województwa dotarła sugestia, aby przemieścić tam część zbiorów Muzeum Górnośląskiego. Ostatecznie skrzydłem pałacu obdarowano Bytomskie Centrum Kultury, które ma tam organizować różne imprezy i wystawy. Biorąc pod uwagę niewielką powierzchnię i lokalizację będzie to trudne zadanie a kosztować będzie sporo. Może trzeba było się nad tym zastanowić przed rozpoczęciem odbudowy?

Elektrociepłownię widzę ja wielką.

No i szykuje się w Bytomiu kolejna słomiana inwestycja. Tym razem chodzi o budynek dawnej Elektrociepłowni Szombierki. Nie trzeba go na szczęście odbudowywać, ale jest pomysł, aby go zrewitalizować. W jakim celu, to już jest problem. Pominę trudną historię ostatnich prawie dwudziestu lat, od kiedy zdemontowano z Elektrociepłowni ostatnie urządzenia. Jeśli ktoś chce sobie przypomnieć dziwne manewry kolejnych władz miasta wokół budynku to zapraszam do moich blogowych wpisów z lat poprzednich. Obecnie dawna Elektrociepłownia Szombierki, co ciekawe budowana pierwotnie, jako fabryka amunicji, jest własnością prywatną. Właściciel zdaje się najchętniej by budynek rozebrał i zutylizował.

Jest, więc problem i od paru lat aktywiści z Górnego Śląska domagają się, aby władza miejska, wojewódzka albo centralna budynek Elektrociepłowni przejęła i zrewitalizowała. Ostatnio w akcję zaangażował się prezydent Bytomia z radnymi Rady Miejskiej oraz marszałek Województwa Śląskiego wraz z sejmikiem. Podziwiam zaangażowanie wielu ludzi, którzy z porywu serca chcą bronić dawnej Elektrociepłowni przed ruiną, ale od początku tej historii brakuje mi realnego pomysłu, co dalej miałoby się stać z pamiątką przemysłowej historii regionu. Wiadomo tylko, że będzie to kosztowało kolejne miliony z publicznej kasy. A więc co? Obiekt muzealny? Biorąc pod uwagę kubaturę to zdecydowanie za mało. Centrum Konferencyjne? Takich miejsc w aglomeracji jest już wiele i szansa, że obiekt na siebie zarobi jest niewielka. Zwłaszcza, że do kosztów rewitalizacji i dalszego funkcjonowania trzeba dorzucić miliony na nowy układ drogowy. Trudno, bowiem założyć, że do udostępnionego obiektu będzie się dojeżdżać przez wąski, stary wiadukt nad torem kolejowym. Ciekawe, że gdy uczestniczyłem w paru publicznych debatach na ten temat, moje pytanie o problem drogi, wszyscy debatujący kwitowali milczeniem. Czyżby, zatem kolejna słomiana inwestycja?

To fajnie, że są ludzie, którzy chcą ratować stare budynki, ale nie każdy obiekt na to zasługuje. Warto się wcześniej zastanowić czy na pewno warto wydawać publiczne pieniądze teraz i później. Nie chcę potępiać entuzjastów. Rozumiem ich zaangażowanie. Ale też twardo trzeba chodzić po ziemi. Bo bardzo łatwo zabawić się w inwestora za publiczny grosz przy grzmocie oklasków, ale potem z kacem zostaje się samemu.