Nie ma następców Kamila Stocha

Nasi skoczkowie nie popisali się w miniony weekend na Wielkiej Krokwi. W konkursie drużynowym pewne zwycięstwo zaprzepaścił słabym drugim skokiem Andrzej Stękała, ale następnego dnia zrehabilitował się dobrym występem w konkursie indywidualnym. Adam Małysz był tak zadowolony z jego postawy, że publicznie go pochwalił.

W sobotnim konkursie drużynowym na Wielkiej Krokwi biało-czerwoni przegrali przez Stękałę walkę o pierwsze miejsce z Austriakami, ale w niedzielę ten 25-letni skoczek w konkursie indywidualnym zajął piątą lokatę i był najlepsze z szóstki startujących polskich skoczków (Piotr Żyła został zdyskwalifikowany po piątkowych kwalifikacjach) – Kamil Stoch zakończył zawody na 11. miejscu, Dawid Kubacki na 15., Klemens Murańka na 27., Paweł Wąsek na 28., a Jakub Wolny na 33. Ale trener Michal Doleżal na następny turniej PŚ w Lahti do siedmioosobowej reprezentacji włączył Aleksandra Zniszczoła, lecz nie za najsłabszego w Zakopanem Wolnego, tylko za Murańkę.
Mimo słabszego występu na Wielkiej Krokwi pozycja w reprezentacji Polski „żelaznego tercetu”, czyli Stocha, Kubackiego i Żyły, wciąż jest dominująca, a reszta z liczącej 13 zawodników kadrze skoczków na razie jest skazana na walkę o czwarte miejsce w drużynie i cztery miejsca w ekipie na zawody Pucharu Świata. Na razie nie widać w tym gronie zawodnika, który mógł przerwać hegemonię weteranów kadry, co w perspektywie kolejnych sezonów powinno niepokoić zwłaszcza obecnego dyrektora sportowego Polskiego Związku Narciarskiego Adama Małysza, a jeśli wierzyć plotkom, także przyszłego następcy Apoloniusza Tajnera na fotelu prezesa PZN.
Piotr Żyła ma już 34 lata, Kamil Stoch 33., a Dawid Kubacki 30. Tak dla przypomnienia – Adam Małysz zakończył swoją piękną sportową karierę w wieku 34 lat, co rzecz jasna nie obliguje wymienionej trójki do pójścia jego śladem, ale w perspektywie kilku najbliższych lat kadrę polskich skoczków czeka pokoleniowa wymiana. Problem w tym, że jak na razie za plecami „żelaznego tercetu” nie widać zawodnika z potencjałem na nową gwiazdę zdolną nawiązać do sukcesów Małysza, Stocha i Kubackiego.
Gdy Małysz schodził ze sceny, to już na niej jaśniała gwiazda Kamila Stocha. Teraz takiego przekazania pałeczki raczej nie będzie, bo nie mamy skoczka o zbliżonym choćby talencie do Małysza i Stocha. A bez takiego zawodnika trudno będzie utrzymać popularność tej dyscypliny sportu, czego najlepszym dowodem jest gwałtowny spadek zainteresowania biegami narciarskim odkąd karierę zakończyła Justyna Kowalczyk. 25-letni Andrzej Stękała na razie jest jedynie halabardnikiem w ekipie biało-czerwonych, jak przed nim był Maciej Kot, Stefan Hula i Jakub Wolny. W PZN zrodził się ostatnio pomysł zorganizowania w Polsce zawodów na wzór Turnieju Czterech Skoczni czy norweskiego Row Air. Miałby to być cykl zawodów na skoczniach w Szczyrku, Wiśle i Zakopanem.
Pomysł świetny, pewnie nawet znajdą się sponsorzy gotowi ufundować godziwe nagrody, ale żeby impreza zarobiła furorę wśród polskich kibiców, musimy mieć swoich gwiazdorów.