Niech żyje Palestyna!

Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas przemawia zdalnie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

W ciągu zaledwie dwóch dni aż jedenaście państw Zachodu zrobiło to, czego przez dziesięciolecia unikało – uznało Palestynę. Najpierw Londyn, Ottawa, Canberra i Lizbona, potem Paryż, Bruksela i szereg kolejnych państw Europy. Po raz pierwszy w gronie uznających znalazły się państwa G7 oraz zachodni stali członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ. „Nadszedł czas, by oddać sprawiedliwość narodowi palestyńskiemu” – ogłosił prezydent Emmanuel Macron na forum ONZ. Sala odpowiedziała owacjami. Jedynie Stany Zjednoczone i Izrael odmówiły udziału w części obrad poświęconej Palestynie.

21 września na forum ONZ Wielka Brytania, Kanada, Australia i Portugalia ogłosiły uznanie państwa palestyńskiego. Dla Londynu był to gest szczególnie symboliczny – ponad sto lat po Deklaracji Balfoura, w której zapowiedziano „ustanowienie w Palestynie narodowego domu dla narodu żydowskiego”, i 77 lat po utworzeniu Izraela na terytorium brytyjskiego Mandatu Palestyny. „W obliczu narastającego horroru na Bliskim Wschodzie działamy, aby utrzymać przy życiu możliwość pokoju i rozwiązania dwupaństwowego. Nie możemy pozwolić, by ostatnia iskra nadziei zgasła” – mówił premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer w oświadczeniu wideo. Premier Kanady Mark Carney stwierdził wprost, że Izrael metodycznie uniemożliwia powstanie Palestyny poprzez rozbudowę osad. Premier Australii Anthony Albanese domagał się zawieszenia broni i uwolnienia zakładników, a szefowa australijskiej dyplomacji Penny Wong potępiła politykę zbiorowego karania całego narodu palestyńskiego. Portugalski minister Paulo Rangel przypomniał, że kraj, który przeszedł przez dyktaturę i dekolonizację, nie może milczeć wobec odmawiania innym prawa do samostanowienia.

22 września nadszedł moment kulminacyjny. Macron ogłosił, że Francja oficjalnie uznaje Palestynę – i nie skończył na prostym geście. Przedstawił szczegółowy plan bezpieczeństwa, przygotowywany od miesięcy wspólnie z Arabią Saudyjską i uzgodniony z szeroką koalicją państw. Zakłada on: w pierwszej kolejności zawieszenie broni i uwolnienie 48 zakładników, następnie rozbrojenie i demontaż struktur Hamasu, a także obowiązek Izraela, by dopuścić nieograniczoną pomoc humanitarną do Strefy Gazy. Kolejnym krokiem ma być międzynarodowa misja stabilizacyjna pod auspicjami ONZ, w której Francja zadeklarowała gotowość do udziału. Macron podkreślił, że dopiero po spełnieniu tych warunków powstanie ambasada francuska w Ramallah lub Jerozolimie Wschodniej. Ten plan miał być alternatywą wobec pustych „procesów pokojowych” firmowanych od dekad przez USA – procesów, które nie przyniosły nic poza kolejnymi falami przemocy i ekspansją izraelskich osiedli.

Tego samego dnia decyzje ogłosiły Belgia, Luksemburg, Malta, Andora, Monako i San Marino. Premier Belgii Bart De Wever stwierdził, że słowa Netanjahu o tym, iż państwo palestyńskie nigdy nie powstanie, to wystarczający powód, by właśnie teraz je uznać. Premier Hiszpanii Pedro Sanchez wezwał do przyjęcia Palestyny w poczet pełnych członków ONZ: „To dopiero początek”.

Sekretarz generalny António Guterres przypomniał, że państwowość palestyńska jest „prawem, a nie nagrodą”. „Nic nie usprawiedliwia terrorystycznych ataków Hamasu. Ale nic nie usprawiedliwia także zbiorowego karania narodu palestyńskiego” – dodał. Według danych ONZ liczba zabitych Palestyńczyków przekroczyła 65 tysięcy, setki tysięcy rannych pozostaje bez pomocy, szpitale są w gruzach, a ludzie umierają z głodu.

Na tym tle jeszcze wymowniejszy był los Mahmouda Abbasa. Prezydent Autonomii Palestyńskiej miał przemawiać w Nowym Jorku, ale Stany Zjednoczone odmówiły mu i całej palestyńskiej delegacji wjazdu, łamiąc zasady ONZ, które nakazują państwu gospodarzowi zapewnić dostęp wszystkim delegacjom. Abbas wystąpił zdalnie, potępiając zarówno Hamas, jak i izraelską okupację. „Pochwalamy państwa, które już uznały Palestynę. Dziękujemy” – mówił.

Waszyngton po raz kolejny pokazał, że w świecie są równi i równiejsi. ONZ miała być miejscem, gdzie każde państwo ma prawo głosu. Zamiast tego Ameryka traktuje ją jak własną salę konferencyjną, do której wpuszcza wyłącznie wygodnych mówców.

Tel-Awiw i Waszyngton jednym głosem

Premier Izraela Benjamin Netanjahu zareagował złością na falę uznań Palestyny przez państwa zachodnie i na plan przedstawiony przez Emmanuela Macrona. Powtarzał, że „państwo palestyńskie nigdy nie powstanie” i nazwał decyzje europejskich stolic podobnie jak Trump „nagrodą dla terroryzmu”. Jego otoczenie sugeruje możliwe kroki odwetowe wobec Francji i innych stolic europejskich – od ograniczenia współpracy bilateralnej po symboliczne akty dyplomatycznego sabotażu. Retoryka izraelskiego premiera pokazała jasno: dla jego rządu uznanie Palestyny jest nie tyle wyzwaniem dyplomatycznym, co egzystencjalnym zagrożeniem dla polityki „wiecznej okupacji”. Pojawiły się też spekulacje, że Netanjahu mógłby pójść jeszcze dalej i spróbować aneksji części Zachodniego Brzegu, co oznaczałoby otwarte złamanie prawa międzynarodowego.

Natomiast Donald Trump wykorzystał mównicę ONZ, by obrócić sytuację przeciwko Palestyńczykom i swoim europejskim sojusznikom. W swoim chaotycznym przemówieniu najpierw wychwalał „złoty wiek Ameryki”, potem atakował imigrację, ONZ i zieloną energię, by w końcu stwierdzić, że uznanie Palestyny to „nagroda dla terrorystów Hamasu”. Nie wspomniał ani słowem o katastrofie humanitarnej w Gazie. Co więcej, według przecieków, Trump rozważa uznanie izraelskiej kontroli nad nielegalnymi osiedlami na Zachodnim Brzegu w geście zemsty wobec decyzji Wielkiej Brytanii i Francji.

Europa zareagowała chłodno na wystąpienie Trumpa. Belgia, Malta i Luksemburg potwierdziły swoje poparcie dla uznania Palestyny, Niemcy i Włochy pozostały powściągliwe. Brytyjska minister Yvette Cooper ostrzegła Izrael przed aneksją Zachodniego Brzegu, a Zjednoczone Emiraty przypomniały, że taki krok złamałby porozumienia abrahamowe (2020), które otworzyły drogę do normalizacji relacji Izraela ze światem arabskim. W zamian za uznanie i współpracę Izrael miał powstrzymać ekspansję osadnictwa i nie blokować rozwiązania dwupaństwowego. Trump, gotów wyrzucić ten fundament do kosza, pokazuje jak amerykańska polityka podporządkowana jest doraźnym interesom, uległości i lojalności wobec Netanjahu. W imię tej lojalności gotów jest zburzyć kruchy kompromis, który miał być punktem zwrotnym w historii regionu.

Ponad 80 proc. państw ONZ uznaje Palestynę

Polska uznała Palestynę już w 1988 roku i dziś coraz więcej państw podejmuje tę samą decyzję. Palestyna staje się państwem uznawanym przez większość świata, a jej istnienie przestaje być tylko postulatem – staje się faktem politycznym. Do tej pory aż 157 ze 193 państw członkowskich ONZ formalnie uznaje Palestynę, czyli ponad 80% społeczności międzynarodowej. Z pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa, czterech już uznało Palestynę – wyjątkiem pozostają Stany Zjednoczone.

Jedyną realną przeszkodą pozostaje prawo weta USA w Radzie Bezpieczeństwa. To instrument, który miał chronić stabilność świata po II wojnie, a w praktyce stał się tarczą dla sojusznika – Izraela. Waszyngton raz za razem używa go, by zablokować wszelkie próby ukrócenia okupacji i masowych zbrodni na Palestyńczykach. W istocie amerykańska dyplomacja nie jest tu mediatorem, ale wspólnikiem – bo to USA dostarcza Izraelowi miliardy dolarów wsparcia wojskowego, finansując bomby spadające na Gazę i karabiny skierowane w cywilów.

Tak wygląda rzeczywistość: państwo, które nazywa się „liderem wolnego świata”, od dekad finansuje i politycznie osłania brutalną okupację. To nie jest sojusz, to współudział. I dlatego każde kolejne uznanie Palestyny jest nie tylko gestem solidarności, ale i aktem sprzeciwu wobec amerykańskiego monopolu na decydowanie o losach Bliskiego Wschodu.

Niech żyje Palestyna!

Redakcja

Poprzedni

UE i Indonezja podpisały przełomową umowę handlową

Następny

Radio gada