O co chodzi w konflikcie wokół Corbyna?

Główna ikona lewicowego zwrotu w Partii Pracy, uwielbiany przez młode pokolenie weteran brytyjskiej lewicy, Jeremy Corbyn, został zawieszony jako członek partii, w której spędził całe polityczne życie i do której wstąpił w wieku 16 lat. Jest to kulminacja trwającego kilka lat konfliktu pomiędzy zwolennikami lewicowego zwrotu w brytyjskiej polityce a brytyjską prawicą w nieformalnym sojuszu z wewnętrzną, partyjną prawicą labourzystów.

W ostatnich dniach października, Komisja Równości i Praw Człowieka (Equality and Human Rights Commision – EHRC) opublikowała raport na temat nieprawidłowości jakich dopuściło się kierownictwo Partii Pracy w kwestii rozwiązywania skarg i zażaleń na incydenty antysemickie w partii. Wyjaśnijmy tu, że to nie Jeremy Corbyn był oskarżany o antysemityzm lecz zarzuca się mu i jego współpracownikom, niewystarczające działania na rzecz wyjaśnienia skarg na incydenty antysemickie wewnątrz partii.
Bezprawne akty partyjne
Raport EHRC głosi, że Partia Pracy winna była dwóch przypadków „bezprawnych aktów zastraszania i dyskryminacji”. Raport głosi też, że procedury dotyczące rozwiązywania kwestii zażaleń nie działają w partii prawidłowo i łamią ustawę o równości. Ten zarzut jest podobny do tych jakie w różnych sprawach kierowane są pod adresem firm, na przykład sieci supermarketów, zalecając im dostosowanie wewnętrznych procedur do wymogów ustawy równościowej. Ale w tym przypadku raport Komisji sugeruje też, że w partii istnieje „kultura” tolerowania antysemityzmu. I ten zarzut jest poważny.
Głosy sugerujące, że Partia Pracy tolerowała antysemityzm, płyną w głównej mierze ze strony krajowej prawicy, szczególnie prawicowej prasy, na przykład dziennika Daily Mail, który – o ironio – w latach 30-tych zasłynął chwaleniem brytyjskich faszystów Oswalda Mosleya. Ówczesny właściciel tej gazety był przyjacielem Mussoliniego i Hitlera. Ten sam dziennik w ostatnich latach notorycznie atakował na swoich łamach imigrantów, szczególną uwagę poświęcając oczernianiu Polaków. Ataki z użyciem oskarżeń o antysemityzm płyną też ze strony Partii Konserwatywnej. W tym wypadku oskarżenia mają oczywisty cel – walkę z politycznym rywalem. Biorąc pod uwagę fakt, że Konserwatystom udowodniono problemy z instytucjonalnym rasizmem we własnych szeregach, ten głos krytyki nie jest zbyt wiarygodny.
Ale inną, ważną grupą ludzi oskarżających Corbyna o bezczynność w walce z antysemickimi incydentami są potężne organizacje brytyjskich Żydów. Szczególnie warto tu wspomnieć o działającej od ponad stu lat w szeregach Partii Pracy organizacji Jewish Labour Movement – JLM, znanej do 2004 roku jako Poale Zion Great Britain, sekcji międzynarodowej organizacji znanej w Polsce pod nazwą Poalej Syjon.
Propalestyńczyk
Działacze JLM w 2014 roku powołali do życia swoją organizację do monitorowania antysemityzmu o nazwie Kampania Przeciwko Antysemityzmowi. Była to reakcja na serię marszów i protestów w obronie Palestyny w czasie izraelskiej agresji na Strefę Gazy. Zdaniem Jewish Labour Movement, w trakcie protestów przekraczano tolerowalny poziom krytyki Izraela a narracja wkraczała na pole antysemityzmu. Już wtedy podnoszono ten problem w Partii Pracy, zanim jeszcze Jeremy Corbyn został szefem partii a znany był już od dekad jako działacz pro-palestyński. To właśnie kontrolowana przez JLM Kampania Przeciwko Antysemityzmowi skierowała w 2018 roku skargę na Partię Pracy do Komisji Równości i Praw Człowieka.
Jewish Labour Movement w swoim oświadczeniu po publikacji raportu EHRC pisze wprost, że „Antysemityzm w Partii Pracy miał poważne konsekwencje dla wielu ludzi, powodując poważny ból emocjonalny i rozpacz u tych, którzy oddali swoje życie Partii Pracy. Jak zauważa raport EHRC, [antysemityzm] podważa zaufanie do naszej polityki i struktury naszej demokracji”.
Jewish Labour Movement oskarża środowisko Corbyna o to, że nie zajęło się tymi zarzutami a zamiast tego próbowano kontrolować proces skarg. Mało tego, JLM zarzuca kierownictwu partii pracy w czasach Corbyna aktywne działania mające utrudniać proces wyjaśniania zarzutów o antysemityzm.
Wstręty i haniebny
W oświadczeniu na stronie organizacji czytamy: „winę za ten wstrętny, haniebny rozdział w historii Partii Pracy ponoszą w pełni ci, którzy dzierżyli pozycje w kierownictwie – ci, którzy posiadali zarówno władzę jak i wpływy potrzebne by zapobiec wzrostowi anty-żydowskiego rasizmu, ale nie podjęli żadnych kroków. To co pokazuje raport – piszą dalej autorzy oświadczenia JLM – to to, że kierownictwo Partii Pracy aktywnie przeszkadzało w procesach dotyczących antysemityzmu, dla politycznych celów. To zaniechanie kierownictwa przyczyniło się do nielegalnych działań, które ułatwiały normalizację antysemityzmu w Partii Pracy, sytuację, która trwa do dzisiaj, która musi się zakończyć i więcej nie powtórzyć”. Jak widać, największa organizacja żydowska w Partii Pracy nie pozostawia suchej nitki na kierownictwie partii z czasów Corbyna i otwarcie oskarża niektórych działaczy o tolerowanie antysemityzmu. Ale Jewish Labour Movement to nie jedyna organizacja żydowska na lewicy. Inne organizacje żydowskie mają z grubsza odmienny punkt widzenia na tę sprawę.
Wybrany wbrew opinii
Plasująca się na lewym skrzydle partii organizacja Żydowski Głos dla Partii Pracy (Jewish Voice for Labour – JVL) uznaje, że Corbyn i partyjna lewica padli ofiarą nagonki prowadzonej przez prawicę a zawieszenie Corbyna nazywają niesprawiedliwym. W oświadczeniu opublikowanym w internecie, działacze piszą, że Jeremy Corbyn „ma chwalebną listę dokonań w dziedzinie walki z wszelkimi formami rasizmu, w tym antysemityzmu. „Wzywamy członków Partii Pracy do protestowania przeciwko temu niesprawiedliwemu skandalowi w najmocniejszy sposób i poprzez wszelkie kanały nam dostępne” Chodzi tu prawdopodobnie zarówno o możliwość głosowania w swojej organizacji partyjnej, organizacji związkowej afiliowanej przy partii jak i poprzez media społecznościowe.
Dalej czytamy, że jest to „atak nie tylko na Jeremiego, ale na członków partii”. Istotnie, Jeremy Corbyn został wybrany przez członkinie i członków partii wbrew opinii wielu członków parlamentarnej grupy Partii Pracy uważanych za konserwatywnych, ugodowych, uwikłanych w koneksje z milionerami i mało oddanych oddolnej walce jaką prowadzą szeregowi działacze partii. Działacze JVL wzywają do konsolidacji partyjnej lewicy, szeregowych członków i związkowej lewicy w celu „zorganizowania się jak nigdy wcześniej celem obrony partyjnej demokracji i polityki socjalistycznej”.
Warto zauważyć, że Jeremy Corbyn nie kwestionował tez zawartych w raporcie EHRC, nie krytykował go ani nie próbował zaprzeczać, że problem z antysemityzmem faktycznie istnieje w partii. W bezpośredniej reakcji na publikację raportu napisał między innymi:
Nie ma antysemityzmu
„Każdy kto twierdzi, że nie ma antysemityzmu w Partii Pracy jest w błędzie. Oczywiście, że jest, tak samo jak jest w całym społeczeństwie i czasem jest wyrażany przez osoby, które uważają się za lewicę. Żydowscy członkowie naszej partii i szerszej społeczności mieli rację oczekując od nas rozwiązania tego problemu, i jest mi przykro, że zajęło to dłużej niż należało, by doprowadzić do tej zmiany. Jeden antysemita to o jednego za dużo, ale skala problemu była również dramatycznie wyolbrzymiona dla politycznych celów przez naszych oponentów wewnątrz partii i na zewnątrz, jak i przez wiele mediów. (…) Mam szczerą nadzieję, że relacje ze wspólnotami żydowskimi zostaną odbudowane a te obawy pokonane”. I dalej Corbyn dodaje: „Choć nie ze wszystkimi ustaleniami [Komisji] się zgadzam, wierzę, że jej zalecenia będą szybko zastosowane.”
Nie było to wystarczające dla kierownictwa partii. Keir Starmer w odpowiedzi stwierdził, że każdy, kto podważa tezę o tym, że Partia Pracy ma problem z antysemityzmem, „jest częścią problemu” i „nie powinien być nawet nigdzie w pobliżu Partii Pracy”. Zdanie, które nie spodobało się obecnemu kierownictwu partii to to o wyolbrzymianiu problemu. Właśnie ze względu na ten fragment oświadczenia, Corbyna zawieszono.
W tym samym czasie kierownictwo partii przekazało organizacjom terenowym, że brak zgody z treścią raportu jest zabroniony a wcześniej już zakazano członkom sprzeciwu wobec definicji antysemityzmu, według której antysemityzmem jest też nazywanie państwa Izrael państwem rasistowskim. Kilka miesięcy temu reprezentantka partyjnej lewicy, posłanka Rebecca Long-Bailey została usunięta ze stanowiska w gabinecie cieni Starmera za wklejenie na Twitterze linku do artykułu, w którym określano Izrael państwem rasistowskim i krytykowano jego brutalność.
Duża część brytyjskiej lewicy jest zdania, że sprawa z oskarżeniami o antysemityzm jest częścią kampanii prowadzonej przez partyjną prawicę i zorientowanej na pozbycie się wpływów lewicy. Natężenie tej kampanii było wyraźnie odczuwane przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi a fałszywe oskarżenia pod adresem Corbyna o antysemityzm czy sympatyzowanie z terrorystami były codziennością. W tym też czasie, działająca na brytyjskiej lewicy od blisko 50 lat, Żydowska Grupa Socjalistyczna (Jewish Socialist Group – JSG) wydała oświadczenie w obronie Corbyna.
Wzrost nastrojów rasistowskich
W oświadczeniu czytamy, że brytyjski rząd Konserwatysów jest odpowiedzialny za wzrost nastrojów rasistowskich, jednak „rządząca partia zdołała odbić odpowiedzialność za narastający antysemityzm na opozycję – Partię Pracy”.
Dalej w oświadczeniu JSG czytamy, że „Odkąd Jeremy Corbyn został przywódcą Partii Pracy w 2015, pro-torysowskie gazety oraz przywódcy organizacji żydowskich wysuwali względem członków Partii Pracy lub tych, których uznawano za członków Partii Pracy, oskarżenia o antysemityzm. Pomimo swojego długiego dziedzictwa wypowiadania się przeciwko rasizmowi, sam Corbyn został określony jako antysemita, a te oskarżenia przeciwko niemu łączono z jego stanowczym stanowiskiem w kwestii obrony praw Palestyńczyków”. Na koniec JSG informuje też, że nawet „Żydzi, którzy poddają tę narrację w wątpliwość i ci, którzy są krytyczni wobec polityki rządu Izraela, sami byli oskarżani o bycie w zmowie z antysemityzmem”.
Także w opinii tysięcy szeregowych członkiń i członków partii, decyzja o zawieszeniu Corbyna była niesprawiedliwa i krzywdząca. W mediach społecznościowych zaroiło się od aktów solidarności z byłym liderem partii, powstały w tym celu hashtagi #IStandWithJeremyCorbyn, #WeAreCorbyn czy #Jezza (to ostatnie to pieszczotliwe zdrobnienie imienia Jeremy). Rozpoczęto też zbiórkę podpisów wśród członków partii na rzecz przywrócenia Corbyna. W momencie pisania tego artykułu, apel poparło ponad 60 tysięcy członkiń i członków.
Kerry-anne Mendoza, dziennikarka popularnego, lewicowego portalu internetowego The Canary, który nie jest częścią Partii Pracy ale bywa utożsamiany z lewą stroną partii, poproszona na antenie radia BBC4 o komentarz w sprawie zawieszenia Corbyna mówiła, że to co widzimy “to zakończenie politycznego zamachu stanu. To jest i zawsze było polowanie na czarownice. I to jest prawdopodobnie najbardziej obrzydliwa, jadowita, obelżywa kampania oczerniania jakiej doświadczyłam w moim życiu”. Zdaniem dziennikarki za całą akcją stoi “grupa ludzi, którzy podjęli ciemną decyzję o zaprzęgnięciu do walki żydowskiej traumy w celu prowadzenia frakcyjnej walki politycznej”. Na pytanie prowadzącego dziennikarza czy obecny zwrot jest zwrotem w stronę “Wielkiej Brytanii bliżej głównego nurtu”, Mendoza odpowiedziała, że “nic z tych rzeczy nie pochodzi od Wielkiej Brytanii głównego nurtu. Jest to mała grupa nieprzyzwoicie potężnych ludzi, którzy użyli swych stanowisk by dokonać politycznego mordu.”
Skąd zatem różnice w ocenie tego co jest antysemityzmem a co dozwoloną krytyką Izraela? Chodzi o różnice w definiowaniu antysemityzmu. Otóż Jewish Labour Movement, obok innych, prawicowych organizacji żydowskich, uznaje kontrowersyjną definicję antysemityzmu używaną przez Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (International Holocaust Remembrance Alliance – IHRA). IHRA stosuje bardzo szeroką definicję antysemityzmu, zaliczając do przykładów tej postawy krytykę syjonizmu a nawet określanie działań rządu Izraela mianem rasistowskich!
Polityczny dom mniejszości
Z tym stanowiskiem i z taką definicją nie zgadza się wiele organizacji żydowskich. Dla przykładu, wspomniana wyżej Żydowska Grupa Socjalistyczna apelowała już w 2018 roku do władz Partii Pracy o rezygnację z przyjmowania tej definicji do partyjnych dokumentów.
W liście do władz partii w 2018 roku, JSG pisze: “Pewne grupy wewnątrz społeczności żydowskiej w tym kraju, które najmocniej pchały w kierunku przyjęcia przez Partię Pracy tego dokumentu [definicji antysemityzmu według IHRA] ani nie reprezentują ani nie mówią w imieniu większości Żydów. Ich przywódcy są przeważająco konserwatystami i/lub zwolennikami najbardziej prawicowego rządu izraelskiego w jego historii. Brytyjska Partia Pracy nie powinna – i nie potrzebuje – brać wskazówek od swoich politycznych wrogów”. W liście szczegółowo wymienione są krytyczne uwagi odnośnie definicji IHRA. Między innymi zwraca się uwagę, że duża część brytyjskich Żydów a szczególnie członków Partii Pracy uważa się za nie-syjonistów lub anty-syjonistów. Według definicji IHRA, Żydzi ci staliby się dla partii antysemitami. Kierownictwo partii zdecydowało jednak o zaadoptowaniu tej definicji. Od tamtej pory pewną grupę działaczy poddano procedurze dyscyplinarnej a niektórych wydalono, między innymi za określanie działań izraelskich w Palestynie mianem „rasistowskich”.
Jest też inny problem, o którym dość mało się mówi w tym kontekście. Partia Pracy to także polityczny dom dla innych mniejszości narodowych i imigrantów żyjących w Wielkiej Brytanii. Partia zawsze deklarowała się jako obrończyni praw opresjonowanych narodów na świecie i ułatwiała swoim członkom prowadzenie akcji solidarnościowych w ramach partii. To dzięki temu stałe poparcie dla partii płynie między innymi ze strony środowisk muzułmańskich, w tym arabskich i szczególnie Palestyńczyków. Uznawanie definicji antysemityzmu, która jest kontrowersyjna nawet dla wielu Żydów, paraliżuje możliwość prowadzenie działalności pro-palestyńskiej. A w te kampanie zaangażowana jest spora liczba członków i zwolenników partii.
Możliwość krytykowania syjonizmu
Niedawno grupa działaczy palestyńskich wystosowała list otwarty do Partii Pracy z prośbą o porzucenie definicji IHRA. W swoim liście aktywiści argumentują, że powinni mieć możliwość krytykowania syjonizmu, jako „ideologii politycznej i ruchu, który doprowadził do wywłaszczenia nas [z ziemi] i który pozostaje państwem, które nas dyskryminuje i odmawia nam naszych wspólnych praw czy to jako ofiarom zbrojnej okupacji, nierówno traktowanym obywatelom państwa Izraela czy żyjącym na obczyźnie uchodźcom, którym odmawia się prawa powrotu do naszej ojczyzny”.
Coraz więcej wskazuje na to, że nowe kierownictwo Partii Pracy z Keirem Starmerem na czele będzie podejmować kroki w celu pozbycia się lub marginalizacji partyjnej lewicy. Środkiem do tego będzie między innymi oskarżenie o antysemityzm wysuwane pod adresem tych wszystkich, którzy zaangażowani są w działalność na rzecz Palestyny czy praw człowieka na terenach okupowanych w Palestynie.
Różnice w definiowaniu antysemityzmu można by pewnie rozwiązać w ramach wspólnych komisji wewnątrzpartyjnych, gdyby nie to, że najważniejszym problemem jest tu po prostu konflikt między lewicą a prawicą, czyli dwoma zasadniczo różnymi wizjami partii, kraju i stosunków międzynarodowych. Nie należy się zatem spodziewać, że dwie strony znajdą wspólny środek, bo taki kompromis będzie niewystarczający dla żadnej ze stron. Najprawdopodobniej zaostrzy się teraz walka frakcyjna, która w dalszej perspektywie zakończy się albo odejściem, albo wyrzuceniem, albo marginalizacją i uciszeniem jednej ze stron.