Zmiana w tenisowej hierarchii

W poniedziałek doszło do zmiany na pozycji lidera w hierarchii polskich tenisistek i tenisistów. Według najnowszych notowań rankingów WTA i ATP najwyżej obecnie sklasyfikowany na światowych listach jest Hubert Hurkacz, który awansował na 10. miejsce. Poprzednia liderka, Iga Świątek, zjechała z czwartej lokaty na 11.

Poniedziałek był wyjątkowym dniem w karierze Huberta Hurkacza, bowiem tego dnia zadebiutował w Top 10 rankingu ATP. 24-letni wrocławianin awansował z 12. na 10. pozycję, wypychając z czołowej dziesiątki światowej listy legendę męskiego tenisa 40-letniego już Szwajcara Rogera Federera. Hurkacz jest dopiero drugim polskim tenisistą, któremu udało się wspiąć w tenisowej hierarchii tak wysoko. Pierwszym był 44 lata temu Wojciech Fibak – zwycięzca 15 turniejów rangi ATP oraz finalista kończącego sezon turnieju Masters w światowym rankingu najwyżej notowany był na 10. miejscu. „To kolejny krok w mojej karierze, który potwierdza, że moja gra jest coraz lepsza, coraz stabilniejsza, pozwalająca na osiąganie dobrych wyników. Ale oczywiście ambicje mam dużo większe i cały czas chcę iść do przodu. Wierzę, że w czołowej dziesiątce rankingu zagoszczę na dłużej” – powiedział Hurkacz w wypowiedzi dla strony internetowej Polskiego Związku Tenisowego. Już teraz jednak wiadomo, że już za tydzień wyprzedzi Fibaka i zostanie najwyżej sklasyfikowanym polskim tenisistą w singlu w historii rankingu ATP. W kolejnym notowaniu 500 punktów za tytuł wywalczony dwa lata temu w Wiedniu straci Austriak Dominic Thiem, a to pozwoli Hurkaczowi przesunąć się w rankingu na 9. pozycję. Oprócz niego i Fibaka do Top 100 światowej listy przebili sie jeszcze tylko Jerzy Janowicz (najwyżej w rankingu, na 14. miejscu, znalazł się 12 sierpnia 2013 roku), Łukasz Kubot (12 kwietnia 2010 roku był na 41. pozycji), Michał Przysiężny (27 stycznia 2014 roku zajmował 57. lokatę) i Kamil Majchrzak (23 września 2019 roku był 83. w rankingu, obecnie zajmuje 119. lokatę).
Hurkacz zamierza w tym roku powalczyć także o kwalifikację do tegorocznego ATP Finals. Aktualnie w rankingu ATP Race kwalifikującym do występu w turnieju mistrzów w Turynie, jest dziewiąty, ale to miejsce daje już prawo do gry w turnieju z udziałem ośmiu najlepszych graczy sezonu, który zaplanowano w dniach 14-21 listopada, bowiem ósmy w zestawieniu Hiszpan Rafael Nadal zakończył sezon z powodu kontuzji.
Hurkacz zamierza szukać cennych punktów rankingowych w trzech turniejach. Najpierw zagra w halowych zawodach ATP 500 w Wiedniu (25-31 października), następnie w turnieju ATP Masters 1000 w Paryżu (1-7 listopada), a jeśli zajdzie taka potrzeba, wystąpi jeszcze w turnieju ATP 250 w Sztokholmie
(7-13 listopada).
Spadek Polki był pewny nawet w przypadku wygranej w turnieju Indian Wells. Świątek mogła tylko osłabić skutki utraty 1470 punktów za zeszłoroczne zwycięstwo w przeniesionym z powodu pandemii na jesień wielkoszlemowego French Open (w Paryżu zdobyła 2000, a w Indian Wells odrobiła 530 punktów). W najlepszym przypadku, czyli wygrywając imprezę w Kalifornii, nasza najlepsza obecnie tenisistka mogła zjechać w dół światowej listy o dwie pozycje, ale ponieważ odpadła już w 1/8 finału po porażce z Łotyszką Jeleną Ostapenko, ostatecznie wypadła z Top 10 zatrzymując się jak na razie na 11. pozycji z dorobkiem 3306 punktów. W najnowszym rankingu czołową dziesiątkę tworzą obecnie: Australijka Ashleigh Barty (9077 pkt), Białorusinka Aryna Sabalenka (7115), Czeszki Karolina Pliskova (5320) i Barbora Krejcikova (4748), Hiszpanka Garbine Muguruza (4425), Ukrainka Elina Switolina (4096), Greczynka Maria Sakkari (4005), Tunezyjka Ons Jabbeur (3500), Szwajcarka Belinda Bencić (3365) i Japonka Naomi Osaka (3326).
Na 52. pozycji plasuje się Magda Linette (1147 pkt), a miłą wiadomością jest pierwszy w karierze awans do czołowej setki Magdaleny Fręch. Tym samym została 11. polską tenisistką w historii rankingu WTA w Top 100. Przed nią w najlepszej setce zestawienia meldowały się Agnieszka Radwańska, Iga Świątek, Urszula Radwańska, Magdalena Grzybowska, Magda Linette, Marta Domachowska, Katarzyna Nowak, Iwona Kuczyńska, Aleksandra Olsza, Katarzyna Piter. Fręch zgromadziła 773 pkt i zajmuje 99. pozycję, ale jej przewaga nad zawodniczkami zaczynającymi drugą setkę jest niewielka i 23-letnia łodzianka będzie teraz musiała mocno powalczyć o kolejne punkty rankingowe.
Co do Igi Świątek, to dla niej w tej chwili priorytetem jest utrzymanie się w czołówce rankingu Race to Guadalajara, kwalifikującego do kończącego sezon turnieju mistrzyń – WTA Finals 2021, wyjątkowo w tym roku z powodu pandemii przeniesiony z chińskiego Shenzen do Meksyku. W tym zestawieniu sytuacja Polki jest niezła, bo zajmuje aktualnie piąte miejsce mając na koncie 3226 wywalczonych w tym roku punktów. Przed nią są cztery zawodniczki już zakwalifikowane do turnieju mistrzyń – Barty, Sabalenka, Pliskova i Krejcikova, a za nią Sakkari (3157 pkt), Muguruza (3150), Badosa (3112) i Jabeur (3020). Do rywalizacji w Guadalajarze przystąpi osiem najlepszych zawodniczek sezonu, choć niemal pewne jest już, że ze startu w meksykańskim turnieju zrezygnuje liderka rankingu Barty. Ale i bez tego Świątek może być w zasadzie pewna udziału w piątym pod względem prestiżu i wielkości puli nagród turnieju w sezonie. Jeśli ostatecznie awansuje do WTA Finals, będzie drugą po Agnieszce Radwańskiej polską tenisistką, która dokona tej sztuki. Ale warto przypomnieć, że Radwańska w 2015 roku wygrała WTA Finals, a rok później doszła do półfinału.

Świątek spadnie w rankingu

Do turnieju w Indian Wells Iga Świątek przystępowała jako czwarta zawodniczka w kobiecym rankingu, ale już wiedziała, że bez względu na wynik jaki osiągnie w Kalifornii, w najnowszym notowaniu światowej listy nie utrzyma tej wysokiej lokaty. Nawet gdyby wygrała turniej, w najlepszym przypadku byłaby na szóstym miejscu. Ale już wiadomo, że nie wygra, bo w 1/8 uległa Jelenie Ostapenko.

W kalifornijskim turnieju, który ma najwyższą rangę WTA 1000 i ponad osiem milionów dolarów amerykańskich w puli nagród, Świątek została rozstawiona z numerem 2., za Czeszką Karoliną Pliskową (WTA 3), albowiem liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty wycofała się z udziału w imprezie, a wiceliderka rankingu Białorusinka Aryna Sabalenka zakaziła się koronawirusem. Dzięki rozstawieniu najlepsza aktualnie polska tenisistka dostała w pierwszej rundzie wolny los. W 1/32 finału trafiła na Chorwatkę Petrę Martić, którą pokonała łatwo 6:1, 6:3, a w niedzielę w 1/16 finału jeszcze bardziej przekonująco zwyciężyła w pojedynku z Rosjanką Weroniką Kudiermietową 6:1, 6:0. W IV rundzie o ćwierćfinał 20-letnia warszawianka zmierzyła się z 24-letnia Łotyszką ukraińskiego pochodzenia Jeleną Ostapenko, także triumfatorką French Open, tyle że w 2017 roku. Obie tenisistki wygrały wielkoszlemowy turniej na kortach Rolanda Garrosa w Paryżu jako nastolatki, ale na tym jak na razie kończy się podobieństwo ich tenisowych biografii. Ostapenko w rankingu WTA plasuje się aktualnie pod koniec trzeciej dziesiątki, ale wciąż potrafi jeszcze postawić się zawodniczkom z czołówki. Rozstawiona w Indian Wells z numerem 24. także miała wolny los w I rundzie, a w dwóch kolejnych wyeliminowała kolejno Tajwankę Hsieh Su-wei 6:3, 6:0 i reprezentantkę Kazachstanu Julię Putincewą 6:3, 2:6, 6:3. Pojedynek Świątek z Ostapenko odbył się we wtorek w nocy polskiego czasu i niestety zakończył porażką Polki 4:6, 3:6.

Naszą tenisistkę dotknęły twarde reguły ustalania rankingu przez WTA. Świątek zostanie odjętych 2000 punktów wywalczonych rok temu w Paryżu, przez co zleci w zestawieniu z czwartego na 10. miejsce. I nawet jeśliby wygrała turniej WTA 1000 w Indian Wells, to i tak nie zdoła wyprzedzić pięciu tenisistek – Ashleigh Barty, Aryny Sabalenki, Karoliny Pliskovej, Barbory Krejcikovej i Hiszpanki Garbiny Muguruzy. W najlepszym wypadku Polka może zająć w najnowszym notowaniu szóstą lokatę, lecz po porażce z Ostapenko, spadnie na 10. miejsce, a może nawet wypaść z Top 10 światowej listy. To będzie już jednak zależało od tego, jak będą sobie radzić w Kalifornii rywalki znajdujące się za nią w klasyfikacji.

A na twardych kortach tenisowego kompleksu w Indian Wells nawet zawodniczki o wielkich nazwiskach nie mają łatwego życia. W III rundzie z imprezą pożegnała się rozstawiona z numerem 1 Czeszka Karolina Pliskova, która w 1/32 finału wyeliminowała Polkę Magdalenę Fręch. Turniejową „jedynkę” za burtę turnieju wyrzuciła sklasyfikowana na 115. miejscu 25-letnia Brazylijka Beatriz Haddad Maiam, obdarzona nie gorszymi warunkami fizycznymi (185 cm wzrostu) niż czeska tenisistka (186 cm). Los Pliskovej podzieliła broniąca zdobytego w 2019 roku w Indian Wells tytułu (w 2020 impreza się nie odbyła) Kanadyjka Bianka Andreescu (WTA 21), która przegrała 6:7(5), 3:6 z Estonką Anett Kontaveit (WTA 20). Pogromczynie Pliskovej i Andreescu w IV rundzie powalczą o awans do ćwierćfinału.
Oprócz Świątek, Ostapenko, Kontaveit i Haddad Mai, do 1/8 finału dotarły jeszcze: Białorusinki Wiktoria Azarenka i Aleksandra Sanowicz, Tunezyjka Ons Jabeur, Rosjanka Anna Kalinskaja, Czeszka Barbora Krejcikova, Hiszpanka Paula Badosa, Niemla Angelique Kerber, Australijka Ajla Tomljanović, Amerykanka Jesica Pegula, Ukrainka Jelina Switolina, Amerykanka Shelby Rogers i Kanadyjka Leylah Fernandez.
Świątek jest bliska zakwalifikowania się do WTA Finals 2021. Tegoroczny turniej mistrzyń odbędzie się na koniec sezonu w meksykańskiej Guadalajarze. Polska w rankingu obejmującym wyniki tylko z tego sezonu jest w tej chwili siódma z dorobkiem 3106 punktów, a pewny awans do ósemki najlepszych zawodniczek sezonu zapewnia 3526 punktów. Pewne udziału w turnieju mistrzyń są już Ashleigh Barty, Aryna Sabalenka, Barbora Krejcikova i Karolina Pliskova, a o pozostałe cztery lokaty rywalizują, oprócz Świątek, także Hiszpanka Garbine Muguruza, Greczynka Maria Sakkari, Japonka Naomi Osaka, Tunezyjka Ons Jabeur i Belgijka Elise Mertens.
W męskiej części turnieju w Indian Wells dobrze spisuje się nasz najlepszy tenisista Hubert Hurkacz. Wrocławianin także został rozstawiony i w pierwszej rundzie miał wolny los. W drugiej pokonał Australijczyka Alexa Popyrina 6:1, 7:5, a w trzeciej Amerykanina Francesa Tiafoe 6:3, 6:2, zaś w IV rundzie o awans do ćwierćfinału powalczy w środę z Rosjaninem Asłanem Karaczewem, który w 1/16 finału wyeliminował Kanadyjczyka Denisa Shapovalova.

Świątek i Hurkacz walczą o miejsca w elicie sezonu

Trzy dni po podwójnym zwycięstwie w turnieju WTA 250 w Metz (Francja) Hubert Hurkacz wystartował w kolejnych zawodach, tym razem w USA w kalifornijskim San Diego. Ale jego głównym celem jest turnieju w Indian Wells, w którym o rankingowe punkty powalczy też Iga Świątek. Stawką jest udział w kończących sezon WTA Finals i ATP Finals.

W niedzielę Hurkacz był jeszcze w Metz, w poniedziałek wyleciał z Paryża do USA, a w San Diego był wieczorem w poniedziałek lokalnego czasu. We wtorek odbył trening, a w środę wyszedł na kort stoczyć pierwszy pojedynek w turnieju rangi WTA 250 z Aleksem Boltem. Organizatorzy poszli Polakowi na rękę i ten pojedynek wyznaczyli na środę. Ale i tak wrocławianina miał trudne zadanie, bo z Australijczykiem zmierzył się bez pełnej aklimatyzacji, a San Diego od Metz dzieli 5,5 tysiąca kilometrów. Hurkacz sam jednak zaplanował sobie ten turniejowy serial, którego zwieńczeniem będzie udział w rozpoczynającej się 7 października imprezie ATP Masters 1000 w Indian Wells. Nie przewidział rzecz jasna, że w Metz wygra zarówno finał gry pojedynczej, jak i podwójnej, ale pierwotnego planu nie zmienił i aklimatyzację po zmianie stref czasowych postanowił przejść „w walce”, rywalizując w San Diego, skąd ma tylko trzy godziny jazdy samochodem do ośrodka tenisowego w Indian Wells.
W San Diego wrocławianin został rozstawiony z numerem 5., a jego pierwszy przeciwnik, Alex Bolt, zajmuje w rankingu ATP dopiero 144. miejsce, a najwyżej w karierze był na 125. pozycji. Australijczyk nie osiągnął jak dotąd większych sukcesów, wygrał jedynie trzy challengery. W jednym z nich, w 2018 roku w Zhuhai, pokonał Hurkacza 5:7, 7:6 (4), 6:2, ale w cyklu imprez pod egidą ATP zmierzyli się po raz pierwszy. Polak tym razem wygrał 7:6(2), 6:1. W pierwszym i trzecim gemie Hurkacz miał łącznie pięć break pointów. Bolt wszystkie obronił, większość świetnymi serwisami. W spotkaniu nie było wielu długich wymian. Agresywnie grający Australijczyk dążył do jak najszybszego kończenia wymian, ale w miarę upływu czasu popełniał coraz więcej błędów. Po wygraniu pierwszej partii w tie-breaku, w drugiej nasz tenisista panował już niepodzielnie. Dobrze zmieniał kierunki i nie dawał rywalowi żadnych szans na wejście w uderzenie. Bolt próbował skrótów i ataków przy siatce, ale popełniał mnóstwo błędów. Hurkacz w trwającym 81 minut pojedynku zaserwował siedem asów (jego rywal tylko dwa), zdobył 28 z 31 punktów przy swoim pierwszym podaniu. Nie musiał bronić żadnych break pointów, a sam wykorzystał dwie z ośmiu szans na przełamanie. W drugiej rundzie singla Hurkacza czekało znacznie trudniejsze wyzwanie, bowiem jego rywalem był 28-letni Rosjanin Asłan Karacew, półfinalista tegorocznego Australian Open. Ich mecz odbył się w nocy z czwartku na piątek polskiego czasu. Hurkacz w San Diego wystartował też w grze podwójnej, a jego partnerem był Brazylijczyk Marcelo Melo, który przez wiele lat tworzył deblowy duet z Łukaszem Kubotem. Razem wygrali Wimbledon w 2017 roku i wspięli się na szczyt rankingu deblistów, w ostatnim czasie ich drogi się rozeszły. Wrócili do współpracy na krótko w tym sezonie, lecz po US Open Melo zapowiedział, że będzie teraz grał w parze z Ivanem Dodigiem. Ale w turnieju w San Diego na partnera wybrał Hurkacza. Niestety, w losowaniu polsko-brazylijski debel trafił na mocnych rywali, rozstawionych w imprezie z numerem 3. australijsko-słowacki duet John Peers – Filip Polasek, z którym przegrał 6:7(12), 6:4, 11:13.
Dla Hurkacza ważniejsze są jednak w tej chwili występy w singlu, bowiem walczy o zakwalifikowanie się do tegorocznego turnieju mistrzów, czyli ATP Finals 2021 w Turynie, imprezy z udziałem ośmiu najlepszych tenisistów w tym sezonie. Start we Włoszech gwarantuje także dziewiąte miejsce w rankingu, bo wiadomo już, że w Turynie nie wystąpi Rafael Nadal. W ostatnim notowaniu ATP Race to Turin 24-letni wrocławianin zajmował ósme miejsce z dorobkiem 2755 punktów. Dziewiąty w klasyfikacji jest Norweg Casper Ruud (2675 pkt), 10. Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime (2320 pkt), 11. Włoch Jannik Sinner 2255 pkt), a 12. z dużą stratą rywal Hurkacza z San Diego Asłan Karacew (1895 pkt). Ruud, Aliassime i Karacew startują w San Diego, Sinner wybrał Sofię, która ma tę samą rangę co turniej w Kalifornii, ale najwięcej punktów można zdobyć w Indian Wells, więc prawdopodobnie w tym turnieju rozstrzygnie się, który z tej grupy tenisistów znajdzie się w ósemce uczestników ATP Finals 2021.
Udział w turnieju mistrzów w Turynie byłby dla Hurkacza ukoronowaniem najlepszego sezonu w karierze. W tym roku tylko czterech tenisistów osiągnęło więcej od niego. Nasz najlepszy gracz wygrał trzy turnieje singlowe ATP, a więcej od niego wygrali tylko Novak Djoković, Daniił Miedwiediew, Alexander Zverev i Casper Ruud, którzy wywalczyli po cztery turniejowe triumfy. Hurkacz wyprzedził m.in. słynnego Rafaela Nadala, który w 2021 roku wygrał dwa turnieje. Hurkacz w dorobku ma także dwa tytuły w deblu.
Iga Świątek ma trochę większe szanse na występ w tegorocznym turnieju mistrzyń, który wyjątkowo odbędzie się w meksykańskiej Guadalajarze. Musi jednak dobrze wypaść w rozpoczynającym się w poniedziałek 4 października turnieju w Indian Wells. Warszawianka w tej chwili zajmuje w klasyfikacji tegorocznego sezonu szósta lokatę z dorobkiem 3106 punktów. Przed nią są: Australijka Ashleigh Barty (6411 pkt), Białorusinka Aryna Sabalenka (4669), Czeszki Barbora Krejcikova (4398) i Karolina Pliskova (3972) oraz Greczynka Maria Sakkari (3147), a za Świątek plasują się Japonka Naomi Osaka (2771), Hiszpanka Garbine Muguruza (2671), Tunezyjka Ons Jabeur (2435), Rosjanka Anastasja Pawluczenkowa (2384), Belgijka Elise Mertens (2384), Amerykanka Cori Gauff (2325), Ukrainka Jelena Switolina (2283), Brytyjka Emma Raducanu (2282), Amerykanka Jessica Pegula (2232), Estonka Anett Kontaveit (2198), Niemka Angelique Kerber (2172), Hiszpanka Paula Badosa (2112). Za zwycięstwo w Indian Wells dostaje się 1000 punktów rankingowych.
W ogólnym rankingu Świątek ma na koncie 4756 pkt i zajmuje najwyższą w karierze 4. lokatę, za Barty, Sabalenką i Pliskovą. Na początku tego tygodnia oficjalny serwis internetowy WTA opublikował listę najlepiej zarabiających tenisistek w 2021 roku. Zarobki Świątek wyliczono na kwotę 1 595 401 dolarów amerykańskich (ok. 6 mln złotych). Polskiej tenisistce, która w 2021 roku wygrała turnieje w Adelajdzie i Rzymie oraz dotarła co najmniej do czwartej rundy każdego z Wielkich Szlemów, daje to dopiero 11. pozycję na liście najlepiej zarabiających w tym sezonie zawodniczek. Liderką zestawienia tenisowych krezusek jest Ashleigh Barty z zarobkiem 3 945 182 dolarów. Z polskich zawodniczek w Top 100 zestawienia plasuje się jeszcze tylko Magda Linette, która zainkasowała 579 010 dolarów (ok. 2,3 mln złotych).

Podwójny finał Huberta Hurkacza

Hubert Hurkacz zaszalał w turnieju ATP 250 Moselle Open w Metz. Polak, rozstawiony w imprezie z numerem 1, w drodze do finału pokonał m.in. słynnego brytyjskiego gracza Andy’ego Murray’a, a w półfinale Niemca Petera Gojowczyka, zaś w finale zwyciężył Hiszpana Pablo Carreno Bustę, brązowego medalistę igrzysk w Tokio w grze pojedynczej. A na deser wraz z Janem Zielińskim wygrał jeszcze finał debla.

Miesiąc temu Hubert Hurkacz (ATP 13) i Andy Murray (ATP 113) spotkali się ze sobą w II rundzie zawodów ATP Masters 1000 w Cincinnati. Na amerykańskich twardych kortach polski tenisista okazał się lepszy od brytyjskiej gwiazdy i zwyciężył 7:6(4), 6:3. W miniony piątek 24-letni Hurkacz i 31-letni Murray zmierzyli się ponownie, tym razem w hali, ale wynik konfrontacji był taki sam – wrocławianin ponownie wygrał 7:6(4), 6:3. O losach pierwszego seta musiał przesądzić tie break, w którym nasz tenisista postarał się o dwa przełamania. Pozwoliło mu to zbudować bezpieczną przewagę i wyjść na 6-2. Były lider rankingu ATP rozpoczął spóźnioną pogoń i obronił dwa setbole, lecz przy trzecim był już bezradny, bo piłka, która po zagraniu Hurkacza uderzyła z taśmę siatki, zmyliła brytyjskiego gracza.
W drugiej partii Murray, trzykrotny mistrz turniejów Wielkiego Szlema, chyba stracił wiarę, że tego dnia będzie w stanie pokonać grającego na wysokim poziomie polskiego tenisistę. Hurkacz był bezbłędny przy swoim podaniu i czekał cierpliwie na okazje do przełamania rywala. Doczekał się jej w czwartym gemie, w którym wypracował dwa break pointy. Przy pierwszym Brytyjczyk posłał asa, ale przy drugim wrocławianin minął go bekhendem po linii. Od tego momentu nasz tenisista kontrolował sytuację na korcie. W dziewiątym gemie wykorzystał trzeciego meczbola i zwyciężył po 110 minutach walki.
Półfinałowy rywal okazał się dla Hurkacza nie mniej wymagający, chociaż podobnie jak Murray w rankingu znajduje się poza czołową setką. Niemiecki tenisista Peter Gojowczyk (ATP 101) w 2017 roku wygrał turniej w Metz jako zawodnik z kwalifikacji i w tym roku także musiał przebijać się do głównej drabinki przez eliminacje. Najwyraźniej jednak nawierzchnia kortów w Metz mu odpowiada, skoro zdołał dotrzeć do 1/2 finału. Hurkacz nie dał jednak niemieckiemu tenisiście szans na powtórkę wyczynu sprzed czterech lat i zakończył półfinałowy pojedynek z nim w dwóch setach 6:4, 7:6(4).
Tym samym wrocławianin zapewnił sobie dużo pracy w niedzielę, bo oprócz awansu do finału singla, awansował też wraz z Janem Zielińskim do finału debla. Nasi tenisiści po drodze nie stracili nawet seta, chociaż w półfinale zmierzyli się z rozstawionymi w Metz w grze podwójnej z numerem 1 Henrim Kontinenem i Benem McLachlanem 6:4, 6:4. Dzięki temu Hurkacz powalczy o drugi deblowy tytuł w głównym cyklu. Z pierwszego cieszył się w zeszłym roku w Paryżu, gdy wspólnie z Felixem Augero-Aliassime triumfował w imprezie rangi ATP Masters 1000. Dla Zielińskiego będzie to także drugi występ finale gry podwójnej. W lipcu tego roku wraz z Szymonem Walkowem dotarł tak wysoko w turnieju na kortach ziemnych w szwajcarskim Gstaad.
Dla Hurkacza priorytetem był rzecz jasna pojedynek singlowy z Pablo Carreno Bustą. Z Hiszpanem wrocławianin wcześniej potykał się dwukrotnie i oba pojedynki przegrał. Pierwszy w challengerze w Szczecinie, a po raz drugi w tym sezonie, w rozegranym w połowie sierpnia prestiżowym turnieju ATP rangi Masters 1000 w Cincinnati. Hiszpan ponownie okazał się lepszy, ale w Metz Hurkacz chciał sprawdzić czy to prawda, co mówi popularne powiedzonko, że „do trzech razy sztuka”.
Pablo Carreno Busta w 1/2 finału poradził sobie w dwóch setach z Gaelem Monfilsem, choć walka była dość wyrównana. Największym dotychczasowym osiągnięciem Hiszpana jest brązowy medal olimpijski, który niedawno wywalczył w Tokio. W meczu o trzecie miejsce pokonał samego Novaka Djokovicia. 30-letni hiszpański tenisista w tym sezonie prezentuje wysoką formę, a jego najlepszym wynikiem w singlu jest półfinał US Open. W starciu z Hurkaczem nie miał jednak wiele do powiedzenia.

Wrocławianin wygrał finałowe starcie 7:6(2), 6:3, a po regulaminowej przerwie wyszedł ponownie na kort z Janem Zielińskim, by zagrać też o zwycięstwo w grze podwójnej. Polska para okazała się lepsza od Monakijczyka Hugona Nysa i Francuza Arthura Rinderknecha, triumfując 7:5, 6:3. To drugi triumf Hurkacza w grze podwójnej w karierze. Poprzedni również przypadł na Francję, a dokładnie Paryż, i również halę, a było to w listopadzie poprzedniego roku. Tylko wtedy partnerem wrocławianina był Kanadyjczyk Felix Auger-Aliassime.
Dzięki triumfowi wrocławianin awansuje na 12. miejsce w światowym rankingu i na 8. pozycję w klasyfikacji ATP Race, która wyłoni uczestników kończącego sezon turnieju ATP Finals.

Trudne walki Polaków w US Open

Magda Linette i Kamil Majchrzak odpadli z US Open już w I rundzie, do dalszych gier awansowali natomiast Iga Świątek, która pokonała Amerykankę Jamie Loeb oraz Hubert Hurkacz po wygranej z Białorusinem Jegorem Gerasimowem. Warszawianka w II rundzie zagrała z Francuzką Fioną Ferro, zaś wrocławianin z Włochem Adreasem Seppim.

Nasza wielkoszlemowa mistrzyni startuje w US Open po raz trzeci. W 2019 roku odpadła w drugiej rundzie po porażce z Łotyszką Anastasią Sevastovą 6:1, 1:6, 3:6, a w 2020 dotarła do trzeciej rundy, w której przegrała z Białorusinką Wiktorią Azerenką 4:6, 2:6. W swoim trzecim występie na nowojorskich kortach Flushing Meadows Świątek została rozstawiona z numerem 8. Zaczęła rywalizację od zwycięstwa nad Amerykanką Jamie Loeb (WTA 194) 6:3, 6:4, a jej kolejną rywalką została Fiona Ferro (WTA 74). Francuzka w I rundzie wyeliminowała Japonkę Nao Hibino (WTA 72) pokonując ją 6:1, 6:4. Dla 24-letniej Ferro to już 14. wielkoszlemowy występ, ale dopiero drugi w US Open. W 2019 roku w Nowym Jorku doszła do III rundy, a jej najlepszym wynikiem w imprezach Wielkiego Szlema jest 1/8 finału French Open w 2020 roku (Świątek wtedy ten turniej jak pamiętamy wygrała). Francuzka w swoim dorobku ma dwa singlowe tytuły w głównym cyklu (Lozanna 2019 i Palermo 2020). Ferro w marcu tego roku zajmowała 39. miejscu w rankingu, ale później jednak zanotowała obniżkę formy i wypadła z Top 50 światowej listy tenisistek. Świątek grała już wcześniej przeciwko Francuzce, pokonując ją w III rundzie tegorocznego Australian Open 6:4, 6:3. Ich czwartkowy pojedynek był zdecydowanie bardziej dla Polki dramatyczny. Pierwszego seta przegrała 3:6, a w drugim była już bliska porażki, lecz ostatecznie wygrała w tie-breaku 7:6(3). Trzecia partia była już popisem grającej na wysokim poziomie Świątek, która zwyciężyła 6:0 i w całym, meczu 2:1. W O miejsce w 1/8 finału Świątek w sobotę zagra z Estonką Anett Kontaveit, która w poprzednim tygodniu wygrała turniej WTA 250 w Cleveland, a w Nowym Jorku jeszcze nie straciła jeszcze seta.
Hubert Hurkacz, rozstawiony w tegorocznym US Open z numerem 10., udanie rozpoczął udział w turnieju pokonując na inaugurację Białorusina Jegora Gerasimowa (ATP 83) 6:3, 6:4, 6:3. Ale w drugiej rundzie zmagań 24-letni wrocławianin zmierzył się z 37-letnim włoskim weteranem kortów Andreasem Seppim (ATP 89), który wcześniej pokonał Węgra Martona Fucsovicsa po trwającym ponad cztery godziny pojedynku 2:6, 7:5, 6:4, 2:6, 7:6(13). Hurkacz po raz pierwszy zmierzył się z włoskim tenisistą i nie będzie tego pojedynku wspominał najlepiej. Polak zaczął dobrze wygrywając pierwszą partię 6:2, lecz potem do głosu doszedł rutynowany rywal i wygrał dwa kolejne sety po 6:4, zaś w czwartej partii wytrzymał wojnę nerwów w tie-breaku zwyciężając 7:6(6) i całe spotkanie 3:1. Tak więc w grze pojedynczej na placu boju w US Open została nam już tylko Iga Świątek.

Radwańska z Linette w US Open

Magda Linette, której trenerem jest od niedawna Dawid Celt, odpadła już w I rundzie US Open po porażce z 17-letnią Amerykanką Cori Gauff. Z trybun porażkę tenisistki z Poznania obserwowała Agnieszka Radwańska.

Linette pod wodzą szkoleniowca polskiej reprezentacji tenisistek przed US Open prezentowała obiecującą formę. W turnieju WTA 250 w Cleveland (stan Ohio) w ubiegłym tygodniu dotarła do półfinału. W losowaniu nowojorskiej imprezy Wielkiego Szlema nie miała jednak szczęścia, bo trafiła na nadzieję amerykańskiego kobiecego tenisa Cori Gauff. Młodsza od Polki o 12 lat rywalka ma wyższy od niej ranking i w turnieju na kortach Flushing Meadows została rozstawiona z numerem 21. Ale jak zwykła mawiać Agnieszka Radwańska, gdy jeszcze sama rywalizowała na światowych kortach, „rankingi nie grają”. I zapewne nie omieszkała o tym osobiście przypomnieć Magdzie Linette, bo przecież kamery telewizyjne pokazały ją siedzącą w zawodniczym boksie poznanianki. Po meczu dziennikarze nie omieszkali rzecz jasna zapytać Linette o relacje z Radwańską. „Bardzo się cieszę, że tak wybitna tenisistka przyjęła zaproszenie do mojego boksu. Już sama jej obecność dodała mi pewności siebie. Naprawdę wiele to dla mnie znaczyło” – zapewniała Linette, plasująca się obecnie na 48. miejscu w rankingu WTA.
Wsparcie Agnieszki Radwańskiej, na co dzień żony Dawida Celta, trenera polskiej kadry tenisowej, a od kilku miesięcy także osobistego szkoleniowca 29-letniej poznańskiej tenisistki, nie pomogło jej niestety w zwycięstwie nad Cori Gauff, z którą wygrała wprawdzie pierwszego seta 7:5, lecz dwa następne przegrał 3:6 i 4:6.
Nasza tenisistka poskarżyła się, że organizatorzy nie najlepiej traktowali zawodniczki z niższym rankingiem w dostępie do kortów treningowych. Linette w rankingu WTA na 48. miejscu Polka. Po US Open tego miejsca raczej nie utrzyma, bo przed rokiem na Flushing Meadows doszła do trzeciej rundy, więc straci sporo punktów rankingowych.

W pierwszej rundzie z turniejem w Nowym Jorku pożegnał się też Kamil Majchrzak, który do głównej drabinki przebił się przez trzystopniowe kwalifikacje. Niestety, wyżej sklasyfikowany Fin Fin Emil Ruusuvuori pokonał naszego tenisistę 6:4, 6:2, 3:6, 6:1.

Znacznie lepiej spisali się Iga Świątek i Hubert Hurkacz. Oboje wygrali swoje mecze w I rundzie i awansowali do kolejnej fazy nowojorskiego turnieju. Świątek pokonała Amerykankę Amerykankę Jamie Loeb 6:3, 6:4 i II rundzie zmierzy się z Fioną Ferro (WTA 74). Francuzka w I rundzie wygrała 6:1, 6:4 z Japonką Nao Hibino (WTA 72). Natomiast Hurkacz w pierwszej rundzie lepszy od Białorusina Jegora Gerasimowa, którego pokonał 6:3, 6:4, 6:3. Wrocławianin w II rundzie zagra albo z Węgrem Martonem Fucsovicsem (ATP 41), albo Włochem Andreasem Seppim (ATP 89). Ich pojedynek odbędzie się jednak dopiero w czwartek. Hurkacz jeszcze nigdy nie przeszedł drugiej fazy nowojorskiego turnieju.

Pora pograć w US Open

W poniedziałek na kortach Flushing Meadows w Nowym Jorku rozpocznie się wielkoszlemowy US Open. Tytułu mistrzowskiego w singlu pań broni Japonka Naomi Osaka, zrezygnował z tego Austriak Dominic Thiem. W US Open 2021 w singlu wystartuje czterech reprezentantów Polski: Iga Świątek, Magda Linette, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak.

W piątek zakończono trzystopniowe eliminacje, w których startowała piątka naszych reprezentantów – Katarzyna Kawa, Magdalena Dręch, Urszula Radwańska, Kamil Majchrzak i Kacper Żuk. Do głównej drabinki turniejowej z tego grona przebił się jedynie Majchrzak. Losowanie par w turnieju głównym odbyło się jednak już w czwartek i pewne było, że Świątek trafi na którąś z kwalifikantek lub „szczęśliwą przegraną” z eliminacji. Gdy skompletowano pełną listę startową okazało się, że pierwszą rywalką naszej najlepszej obecnie tenisistki będzie Amerykanka Jamie Loeb, sklasyfikowana aktualnie na 194. miejscu rankingu WTA, która w eliminacjach pokonała kolejno Hinduskę Ankitę Rainę, Niemkę Annę-Lenę Friedsam i Rumunkę Mihaelę Buzarnescu. Świątek zmierzy się z Loeb po raz pierwszy w karierze, a ich pojedynek wyznaczono na wtorek 31 sierpnia.
Jeśli pokona tę przeszkodę, a w przypadku wielkoszlemowej mistrzyni i ósmej zawodniczki na światowej liście wydaje się obowiązkiem, w drugiej rundzie Świątek trafi na Francuzką Fioną Ferro lub Japonką Nao Hibino. Tę pierwszą pokonała w tym roku w Australian Open, nad drugą ma przewagę siły i jakości uderzeń, tak więc nie powinna mieć problemów z przejściem do trzeciej rundy. A w niej może trafić na rutynowaną Estonkę Anett Kontaveit. Nie będzie to łatwa przeprawa, bo z tą zawodniczką Świątek w poprzednim sezonie przegrała na twardych kortach w Melbourne i z trudem pokonała ją w Frech Open. Warszawianka została w tegorocznym UE Open rozstawiona z numerem 7., natomiast Kontaveit z 28. Ale estońską tenisistkę czeka po drodze starcie z Jil Teichmann, która ostatnio błysnęła formą w Cincinnati, więc nie można wykluczyć, że w 3. rundzie Świątek będzie musiała potykać się ze Szwajcarką. W IV rundzie, oczywiście w optymistycznym scenariuszu, nasza reprezentantka może trafić na inną ze szwajcarskich tenisistek – Belindę Bencic, złotą medalistkę olimpijską z Tokio w grze pojedynczej, albo Amerykankę Jessicę Pegulę.
Ewentualny awans do 1/4 finału oznaczałby dla Świątek konieczność stoczenia walki z liderką rankingu WTA Ashleigh Barty. Australijka wygrała ostatnio turniej WTA 1000 w Ohio i wydaje się, że odzyskała formę po niepowodzeniu na igrzyskach w Tokio. Ale w jej części drabinki są też między innymi Jennifer Brady i Karolina Muchova.
Znacznie mniej szczęścia w losowaniu miała druga z naszych tenisistek, Magda Linette, której w pierwszej rundzie przyjdzie zmierzyć się z wielką nadzieją amerykańskiego tenisa, 17-letnią Cori Gauff. W przypadku ewentualnej wygranej, całkiem możliwej, bo poznanianka ostatnio prezentuje niezłą formę, w kolejnej rundzie oznacza rywalizację z Amerykankami – jedną z finalistek US Open z sezonu 2017 Sloane Stephens lub Madison Keys. Obie są ostatnio bez formy, więc Linette nie byłaby na straconej pozycji. W trzeciej rundzie Polka przeciwniczką może być mieszkająca na co dzień w podpoznańskim Puszczykowie reprezentantka Niemiec Angelique Kerber. Wygrana z nią byłaby dla naszej tenisistki olbrzymim sukcesem, bo w turniejach Wielkiego Szlema jeszcze nigdy nie przeszła trzeciej rundy. Najpierw jednak musi uporać się Cori Gauff.
Hubert Hurkacz zacznie start w US Open od meczu z Jegorem Gierasimowem z Białorusi. Jeżeli wygra, w następnej rundzie zagra ze zwycięzcą z pary Andreas Seppi (Włochy) – Marton Fucsovics (Węgry). I to już są groźni przeciwnicy, ale wciąż teoretycznie słabsi od rozstawionego w US Open z numerem 10. wrocławianina. W trzeciej rundzie nasz najlepszy tenisista może trafić na rozstawionego z numerem 20. Włocha Lorenzo Sonego, zaś w czwartej, czyli w 1/8 finału, na drodze może mu stanąć najmocniejszy z włoskich graczy Matteo Berrettini (w turnieju gra z numerem 6). Gdyby do tego pojedynku doszło, jego zwycięzcę w 1/4 finału czekać będzie potyczka z liderem światowej listy Novakiem Djokoviciem. Jeśli byłby udany (Berrettini w US Open występował już w półfinale), w ćwierćfinale czekałby zapewne główny kandydat do tytułu, walczący o klasycznego Wielkiego Szlema Novak Djoković. Serb będzie jednak występował pod wielką presją i pod jej ciężarem może się osunąć na kolana. Będzie to jego pierwszy występ po potężnym rozczarowaniu, które przeżył w Tokio. Na taki scenariusz trudno jednak liczyć, bo US Open to nie był do tej pory ulubiony turniej Hurkacza, ale w USA zdobył on wszystkie trzy jak na razie turniejowe tytuły (w Winston-Salem, a w tym sezonie w Delray Beach i w Miami), więc gra po amerykańskim niebem mu służy. Może zatem w końcu „odpali” też na kortach Flushing Meadows. Kamil Majchrzak przez kwalifikacje przeszedł bez straty seta, a w pierwszej rundzie trafił na Fina Emila Ruusuvuoriego, 76. aktualnie tenisistę w rankingu ATP. Ich pojedynek wyznaczono już w poniedziałek.

Tenis: Polacy walczą w Cincinnati

W tym tygodniu światowa czołówka rywalizuje w turnieju Western&Southern Open w Cincinnati rangi WTA/ATP 1000. W imprezie wystartowała czwórka Polaków: Hubert Hurkacz, Iga Świątek, Magda Linette i Łukasz Kubot.

Dla Igi Świątek występ w Cincinnati był pierwszym od igrzysk w Tokio. W singlu zaczęła rywalizację od II rundy, ale miała pecha w losowaniu i trafiła na Tunezyjkę Ons Jabeur, z którą w tym roku przegrała w 1/8 finału Wimbledonu. 20-letniej warszawiance nie udał rewanż i po 78 minutach gry ponownie z nią przegrała (3:6, 3:6). Znacznie lepiej poszło jej w deblu, w parze z Amerykanką Bethanie Mattek-Sands. W I rundzie pokonały Petrę Martić (Chorwacja) i Shelby Rogers (USA) 2:6, 7:5, 10:5, a w 1/8 finału Dariję Jurak (Chorwacja) i Andreję Klepac (Słowenia) 4:6, 6:1, 10:3. W ćwierćfinale Świątek i Mattek-Sands w czwartek nad ranem polskiego czasu zmierzyły się z rozstawionymi z numerem 2 Czeszkami Barborą Krejcikovą i Kateriną Siniakovą, z którymi przegrały w finale tegorocznego French Open 4:6, 2:6. Z kolei Magda Linette w I rundzie trafiła na Rumunkę Simonę Halep i przegrała z nią 4:6, 6:3, 1:6. Nie lepiej wypadła w deblu w parze z Amerykanką Bernardą Perą, odpadając także I rundzie po porażce z Australijką Samanthą Stosur i Chinką Shuai Zhang 6:4, 4:6, 4-10.
Hubert Hurkacz w pierwszym meczu pokonał Hiszpana Alejandro Davidovich Fokina 6:1, 6:7(3), 6:1, a w drugiej rundzie wyeliminował Brytyjczyka Andy’ego Murray’a 7:6(4), 6:3. W czwartek wrocławianin zagrał o ćwierćfinał z Hiszpanem Pablo Carreno Bustą. Niestety, chociaż walczył dzielnie, to jednak uległ 6:7(6), 6:7(4). Hurkacz w Cincinnati rywalizuje też w deblu, grając w parze z Włochem Jannikiem Sinnerem. W drugiej rundzie polsko-włoski debel pokonał Brytyjczyków Daniela Evansa i Neala Skupskiego 6:3, 3:6, 10-3, ale w kolejnej fazie turnieju trafił na rozstawionych z numerem 1 Chorwatów Nikolę Mekticia i Mate Pavicia. Kubot natomiast, występujący w parze z Brazylijczykiem Marcelo Melo, odpadł już w I rundzie po porażce z Niemcem Timem Puetzem i Nowozelandczykiem Michaelem Venusem 2:6, 3:6.

IO Tokio 2020/21: Świątek i Hurkacz odpadli z gry

Trudno nie czuć zawodu po występach polskich tenisistów w turnieju olimpijskim w Tokio. Iga Świątek odpadła w II rundzie po porażce z Hiszpanką Paulą Badosą 3:6, 6:7(4), a w III rundzie jej los podzielił też Hubert Hurkacz, którego dużo niżej sklasyfikowany w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Broady pokonał 5:7, 6:3, 3:6.

Mecz z Paulą Badosą kosztował Igę Świątek mnóstwo emocji. Nasza tenisistka, rozstawiona w olimpijskim turnieju z numerem szóstym, była faworytką pojedynku z 23-letnią Hiszpanką (WTA 29), musiała jednak przełknąć gorycz porażki i pożegnać się z marzeniami o zdobyciu olimpijskiego medalu w turnieju indywidualnym. 20-letnia warszawianka przegrała 3:6, 6:7 z fenomenalnie tego dnia usposobioną rywalką. Hiszpanka imponowała potężnym i skutecznym serwisem (83 procent pierwszego podania), ale też w każdym innym elemencie tenisowego rzemiosła jeśli nie przewyższała Polki, to zagrywała je równie dobrze. Nie da się rozegrać tenisowego meczu całkowicie bez błędów, ale Badosa w starciu ze Świątek był bliska takiej perfekcji. Trzeba mieć ogromnego pecha, żeby trafić w turnieju na zawodniczkę znajdującą się akurat, właśnie jak Badosa, w życiowej formie.
Świątek po przegranym pojedynku nie potrafiła ukryć rozczarowania. Przez kilka minut siedziała w swoim boksie z głową zakrytą szczelnie ręcznikiem i wypłakiwała emocje. Opanowała się jednak i wyszła do dziennikarzy w mix-zonie. „JMiałam szanse na skończenie prostych piłek, ale nie każdą potrafiłam wykorzystać, bo miałam ich po prostu niewiele i dlatego były dla mnie zawsze zaskakujące. To było spowodowane tym, że Paula Badosa grała dzisiaj po prostu świetnie i wywierała na mnie bez przerwy presję. Trochę jestem na siebie zła za kilka zepsutych akcji, ale Paula wygrała zasłużenia. Ona generalnie rozgrywa super sezon i myślę, że w Tokio jest w stanie powalczyć o najwyższe laury. Po prostu szacun dla niej” – przyznała mistrzyni French Open 2020. Na hiszpańskiej tenisistce nieskrywana rozpacz Świątek chyba zrobiła wrażeniem, bo po meczu próbowała pokonaną rywalkę pocieszać. „Paula powiedziała mi, że mam przed sobą wspaniałą karierę i to było super w tym momencie. Ona jest bardzo miłą osobą, bardzo ją lubię” – powiedziała z uśmiechem Polka. I dodała” „W trudnych momentach tylko drugi sportowiec może dobrze zrozumieć taką sytuację. Chociaż rywalizujemy ze sobą, to przecież zmagamy się z podobnymi rzeczami i tylko my je możemy zrozumieć. Paula dobrze o tym wiedziała, dlatego jestem jej wdzięczna za miłe słowa”. Badosa w trzeciej rundzie łatwo rozprawiła się z Argentynką Nadią Podoroską 6:2, 6:3. Dla przypomnienia – Podoroska to półfinalistka French Open 2020, a na kortach Rolanda Garrosa przegrała z późniejszą triumfatorką turnieju, czyli… Igą Świątek). W ćwierćfinale Hiszpanka trafiała na Czeszkę Marketę Vondrusovą, która ku rozpaczy gospodarzy igrzysk wyeliminowała ich gwiazdę, Naomi Osakę (6:1, 6:4).
Łzy Igi Świątek i jej autentyczna rozpacz po porażce zrobiły też wrażenie na kibicach, którzy chyba docenili jej zaangażowanie i ogromną chęć osiągnięcia sukcesu w narodowych barwach. Nasza najlepsza obecnie tenisistka jeszcze nie żegna się z igrzyskami, bo wraz z Łukaszem Kubotem zagra w turnieju miksta. Dla polskiej reprezentacji tenisowej to już ostatnia okazja na medalowy sukces. Nie będzie jednak o niego łatwo, bo w pierwszej rundzie Kubot i Świątek trafili na… hiszpański duet Paula Badosa – Pablo Carreno. Idze szybko zatem nadarzyła się okazja do rewanżu, lecz zadanie nie będzie łatwe, bo Carreno to znakomity deblista z czterema wygranymi turniejami na koncie, finalista US Open 2016. Kubot w grze podwójnej jest co prawda bardziej utytułowany, ale będzie musiał wznieść się na wyżyny żeby zrównoważyć lekką przewagę, jaką hiszpańskiej parze daje fenomenalna forma Badosy.
Jeśli jednak Świątek i Kubot wygrają ten pierwszy mecz, co jest przecież mozliwe, w kolejnej rundzie czeka ich jeszcze większe wyzwanie, bo na ich drodze staną albo najwyżej rozstawieni w turnieju miksta Francuzi Kristina Mladenović i Nicolas Mahut, albo rosyjska para Jelena Wiesnina – Asłan Karacew, finaliści tegorocznego French Open w grze mieszanej. Inna sprawa, że do olimpijskiego turnieju miksta zgłosiły się naprawdę mocne pary – doświadczeni i utytułowani debliści, ale też wybitni singliści. Na start ze swoją rodaczką Niną Stojanović zdecydował się nawet lider rankingu ATP Serb Novak Djoković. Zagra także mocna grecka para Maria Sakkari – Stefanos Tsitsipas, która została rozstawiona z drugim numerem.
Zmagania w turnieju miksta rozpoczną się w środę, a Kubot i Świątek będą w nim bronić honoru polskiego tenisa, albowiem w trzeciej rundzie z igrzyskami pożegnał się także rozstawiony w olimpijskim turnieju z numerem siódmym Hubert Hurkacz, którego sensacyjnie ograł sklasyfikowany obecnie na 143. miejscu w rankingu ATP Brytyjczyk Liam Brady.
Wrocławianin zagrał w miarę dobrze tylko w drugim secie, w dwóch przegranych mylił się momentami jak junior, co nie przystoi zawodnikowi zajmującemu 12. miejsce w światowym rankingu.

W Tokio dalej grają tylko Świątek i Hurkacz

Pierwszą rundę olimpijskiego turnieju w tenisie z szóstki reprezentantów Polski przebrnęli jedynie Iga Świątek i Hubaert Hurkacz. Kamil Majchrzak i Magda Linette odpadli w singlu, a Łukasz Kubot z Hurkaczem i Linette z Alicją Rosolską w deblu.

Z biało-czerwonych pierwsza na kort wyszła Iga Świątek. Jej przeciwniczką w I rundzie była Niemka Mona Barthel, sklasyfikowana obecnie na 210. miejscu rankingu WTA, toteż rozstawiona w olimpijskim turnieju z numerem 6. warszawianka była murowaną faworytką tego pojedynku. I nie zawiodła oczekiwań pokonując 31-letnią rywalę 6:2, 6:2 po trwającym 67 minut spotkaniu. W drugiej rundzie (1/16 finału) czeka debiutującą w igrzyskach Polkę pojedynek z Hiszpanką Paulą Badosą, która na otwarcie pokonała Francuzkę serbskiego pochodzenia Kristinę Mladenović 6:7(4), 6:3, 6:0. W ewentualnym ćwierćfinale na drodze Świątek może stanąć rozstawiona z „dwójką” Japonka Naomi Osaka (w pierwszym spotkaniu wygrała z Chinką Saisai Zheng 6:1, 6:4), wyróżniona przez organizatorów igrzysk przywilejem zapalenia znicza olimpijskiego. Z imprezy sensacyjnie już w pierwszej rundzie odpadła natomiast liderka światowej listy Australijka Ashleigh Barty, pokonana przez Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo 4:6, 3:6.
Jej los podzieliła też, niestety, Polka Magda Linette, pokonana łatwo przez czołową aktualnie tenisistkę na świecie Białorusinkę Arynę Sabalenkę 2:6, 1:6. Naszej zawodniczce nie powiodło się także w grze podwójnej. W tej rywalizacji Linette wystąpiła w parze z Alicją Rosolską, lecz Polki nie miały szczęścia w losowanie, albowiem w I rundzie trafiły na mocny amerykański duet Bethanie Mattek-Sands/Jessica Pegula i przegrały mecz 1:6, 3:6.
W grze podwójnej mężczyzn nie powiodło się też Łukaszowi Kubotowi i Hubertowi Hurkaczowi, którzy w I rundzie trafili na niemiecki duet Jan-Lennard Struff/Alexander Zverev. Pierwszego seta Polacy przegrali dość łatwo 2:6, lecz w drugim podjęli walkę i doprowadzili do tie-breaka. Atmosferę tego spotkania pod koniec popsuł arbiter, który w trakcie tie-breaka ukarał Kubota ostrzeżeniem za przekroczenie limitu czasu na wykonanie serwisu. Doszło do ostrej wymiany zdań między naszymi tenisistami a sędzią, do której włączył się też złośliwymi komentarzami pod adresem Kubota Zverev. Ostatecznie protesty na nic się zdały Niemcy wygrali drugą partię 7:6(5), a cały mecz 2:0.
„To oczywiste, że przepisy określają czas na wykonanie podania i należy je stosować. Sędzia wykazał się jednak całkowitym brakiem wyczucia sytuacji, bo zegara po prostu z kortu nie było widać. Może chciał się popisać” – skomentował sytuację wyra nie poirytowany niepowodzeniem Kubot. Nie zmienia to jednak oceny, że w przekroju całego meczu biało-czerwoni byli po prostu słabsi od niemieckiego duetu, który rozegrał znakomite spotkanie.
Wypada zauważyć, że deblowy mecz Hurkacza i Kubota z trybun oglądał prezydent Andrzej Duda, którego wcześniej widziano też na meczu naszych siatkarzy z Iranem. Nasi sportowcy te potyczki przegrali, czyli obecność głowy państwa przynosi w Tokio pecha, a zatem pan prezydent powinien czym prędzej wrócić do kraju. Inaczej nasza ekipa może nie zdobyć na igrzyskach ani jednego medalu.
Hurkacz następnego dnia poprawił sobie humor pokonując w pierwszej rundzie singla Australijczyka Luke’a Saville’a 6:2, 6:4. Ale w tym przypadku także nie obyło się bez nerwów, albowiem naszemu tenisiście organizatorzy turnieju niemal w ostatniej chwili zmienili przeciwnika. Pierwotnie Hurkacz miał walczyć z Węgrem Martonem Fucsovicsem, z którym potykał się wcześniej dwukrotnie i oba spotkania przegrał, ale miało to miejsce trzy lata temu. Sposobności do rewanżu wrocławiani jednak nie miał, bo Węgier nagle wycofał się z turnieju, a w jego miejsce na rywala Hurkacz w pierwszej rundzie wyznaczono Saville’a.
„Dopiero rano dowiedziałem się, że gram drugi w kolejności mecz, a w rozpisce miałem grać w trzecim. Tymczasem po przyjechaniu na korty patrzę, a tu już Pliskova się rozgrzewa, po której ja mam grać swój mecz. Dlatego byłem zdziwiony, a tu jeszcze doszła zmiana rywala, więc tym bardziej jestem zadowolony, że wygrałem ten pojedynek” – przyznał Hurkacz, który pokonał Australijczyka 6:2, 6:4. W II rundzie przeciwnikiem wrocławianina będzie 27-letni Brytyjczyk Liam Broady.
Drugi z naszych singlistów, Kamil Majchrzak, pożegnał się z olimpijskim turniejem już po pierwszym pojedynku, ulegając Serbowi Miomirowi Kecmanoviciowi 4:6, 2:6. Tak więc w drugiej rundzie tenisowych zmagań z liczącej sześć osób polskiej ekipy na placu boju pozostali Hurkacz i Świątek oraz jeszcze Kubot, który z Igą Świątek lub Magdą Linette zagra w turnieju miksta. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w poniedziałek.