Gospodarka 48 godzin

Działania przeciw Banasiowi
Najwyższa Izba Kontroli podtrzymała swoje stanowisko, jakie zostało przedstawione już w czerwcu na łamach „Trybuny”. Przypomnijmy, że NIK wtedy wprawdzie pozytywnie zaopiniowała udzielenie absolutorium rządowi za wykonanie budżetu, ale zwróciła też uwagę na coraz większą skalę finansowania różnych zadań państwa w sposób zaburzający przejrzystość realizacji budżetu, a zwłaszcza na operacje prowadzone poza rachunkami deficytu i wydatków budżetu państwa. To klasyczne, finansowe „zamiatanie wydatków pod dywan”, stosowane na masową skalę przez obecną ekipę. Te manipulacje bynajmniej nie przyczyniły się do ograniczenia długu Skarbu Państwa. W 2020 r. nastąpił rekordowy wzrost tego długu. Wyniósł on w sumie 124,1 mld zł, z czego 30 mld zł było wynikiem operacji prowadzonych poza rachunkami budżetu państwa.
Teraz, pod koniec lipca w Sejmie, NIK ustami prezesa Mariana Banasia przedstawiła zbieżną z czerwcowymi ustaleniami analizę wykonania budżetu państwa i założeń polityki pieniężnej – także z wnioskiem o absolutorium, ale i z surowymi słowami krytyki za nierównowagę finansów publicznych oraz niekontrolowany wzrost długu publicznego, który liczony wg. metodologii Unii Europejskiej wzrósł aż o 290 mld zł. Jak podkreślił prezes Banaś, wcześniejsze zwiększenie długu publicznego, liczonego według tej metodologii, o podobną wartość jaką zaobserwowano w jednym tylko 2020 r., trwało prawie 10 lat. Prezes dodał również, co także było wiadome z „Trybuny”, że duże operacje finansowe dotyczące ważnych zadań publicznych były w ubiegłym roku planowane i dokonywane z pominięciem rachunku wydatków i deficytu budżetu państwa. Prowadzono również operacje, które wykazywały wydatki budżetu w innych okresach, niż były one faktycznie ponoszone. Generalnie, w 2020 r. zastosowano na bardzo dużą skalę mechanizmy obniżające przejrzystość realizacji budżetu. Jak dodał Marian Banaś, wszystko to budzi jego uzasadniony niepokój o stan finansów publicznych państwa. Tym samym szef NIK całkowicie zdezawuował bajeczki o dobrym stanie tych finansów, opowiadane przez członków rządu PiS. Teraz wszyscy już wiedzą, że delikatnie mówiąc, mijają się oni z prawdą.
Tymczasem PiS-owska władza pokazuje, że nie ustąpi w zwalczaniu tych, którzy ją krytykują – zgodnie z komunistyczną zasadą, że każdy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie. Władza nasila działania mające uciszyć prezesa NIK i konsekwentnie uderza w jego rodzinę. Zatrzymano syna Mariana Banasia i postawiono mu zarzuty. Zarzuty usłyszała też synowa szefa NIK. Zbigniew Ziobro wystąpił zaś do marszałek Sejmu o zgodę na uchylenie immunitetu Mariana Banasia, zatrzymanie go i pociągnięcie do odpowiedzialności karnej. Pretekstem mają być nieprawidłowości w jego oświadczeniach majątkowych, o czym prominenci PiS wiedzieli już dawno, ale wtedy im to nie przeszkadzało. Zaczęło przeszkadzać, gdy Banaś pokazał, iż będzie uczciwie kontrolował rozmaite nieprawidłowości państwa PiS. To nie pierwsze działania nękające podjęte wobec rodziny Mariana Banasia. Już wcześniej policja weszła do domu jego syna, a potem odwiedziła i Mariana Banasia, pod pretekstem, że syn zamierza popełnić samobójstwo. Szef NIK ponownie oświadczył, że się nie ugnie, i że działania podejmowane wobec jego bliskich nie sprawią, iż odstąpi od wypełniania swych konstytucyjnych obowiązków jako szefa NIK. Niezależnie od tych słów, Marian Banaś powinien jednak zadbać o bezpieczeństwo swoje i swych bliskich, pamiętając dziwny wypadek samochodowy, w którym w 1991 r. zginął szef NIK Walerian Pańko.

Żeby władza mogła bezkarnie łamać prawo

Ekipa z Prawa i Sprawiedliwości postanowiła zapewnić sobie formalną możliwość całkowitego odrzucenia przepisów unijnych.
W gronie prominentów PiS postanowiono, że trzeba ostatecznie i systemowo zrobić koniec z koniecznością stosowania przepisów unijnych w naszym kraju. Dlatego premier Mateusz Morawiecki skierował wniosek do Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej o zbadanie zgodności przepisów Traktatu o Unii Europejskiej z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.
PiS-owski Trybunał Konstytucyjny wkrótce wypełni partyjne zlecenie i uzna naturalnie, że Traktat o Unii Europejskiej jest niezgodny z naszą Konstytucją. Dzięki temu PiS-owska władza zacznie stosować tylko te przepisy unijne, jakie jej będą pasować. Ponieważ w Unii Europejskiej nie ma procedur uniemożliwiających skuteczne usunięcie z UE państwa łamiącego jej reguły i odrzucającego normy unijne, ta samowola PiS-owskiej władzy może trwać całymi latami.
Oczekiwana decyzja Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej mogłaby być powodem do smutnej refleksji na temat braku kręgosłupa moralnego u części polskich sędziów, gdyby nie to, że funkcjonariusze odkomenderowani przez PiS-owskich prominentów do orzekania w tym „Trybunale” nie są przecież sędziami.
Tylko dla porządku – bo to nie będzie mieć oczywiście żadnego znaczenia dla autorytarnej władzy PiS – warto przypomnieć, że rok po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej prawdziwy Trybunał Konstytucyjny w pełnym składzie potwierdził, że Traktat o przystąpieniu Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej jest zgodny z polską Konstytucją.
Wniosek Prezesa Rady Ministrów z 29 marca 2021 roku o zbadanie przez Trybunał Konstytucyjny zgodności niektórych przepisów Traktatu o Unii Europejskiej z przepisami Konstytucji zmierza do podważenia zasad, do przestrzegania których Polska zobowiązała się przystępując do Unii Europejskiej – stwierdza grupa 16 naukowców tworząca Zespół Ekspertów Prawnych działający przy Fundacji im. Stefana Batorego.
Tak więc, spodziewane wydanie orzeczenia przez PiS-owski przez Trybunał Konstytucyjny, że przepisy Traktatu unijnego naruszają polską Konstytucję będzie stanowiło nie tylko rażące złamanie prawa Unii Europejskiej, ale także i naszej Konstytucji, zgodnie z którą Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.
Premier Morawiecki w swoim wniosku chce, by Trybunał Julii Przyłębskiej uznał, iż niezgodne z Konstytucją są te przepisy Traktatu unijnego, które uprawniają polskie sądy do przeprowadzenia badania niezawisłości sędziów powołanych przez prezydenta RP oraz kontrolowania uchwał Krajowej Rady Sądownictwa kierowanych do prezydenta o powołanie sędziów. W ten sposób PiS-owska ekipa pragnie złamać niezależność sądów i ostatecznie podporządkować je swojemu panowaniu.
To jednak nie wszystko. Jak wskazuje Zespół Ekspertów Prawnych, wśród wskazanych przez premiera przepisów Traktatu o Unii Europejskiej mających naruszać polską Konstytucję są też normy określające fundamentalne zasady prawa unijnego, w tym:

  • zasada lojalnej współpracy, zobowiązująca państwa członkowskie do podejmowania wszelkich środków dla zapewnienia wykonania zobowiązań wynikających z prawa unijnego, a jednocześnie powstrzymywania się od takich działań, które mogłyby zagrażać urzeczywistnieniu celów Unii;
  • zasada państwa prawnego (praworządności);
  • zasada skutecznej ochrony sądowej praw obywateli, wynikająca z tradycji konstytucyjnych wspólnych państwom członkowskim i stanowiąca konkretyzację ww. zasady (wartości) państwa prawnego.
    Zdaniem naukowców, wniosek premiera świadomie opiera się na fałszywych przesłankach i zmierza wprost do zanegowania wykładni tych zasad, ustalonej przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Trzeba więc stale przypominać – trochę na zasadzie głosu wołającego na puszczy – że przystępując do Unii Europejskiej, Polska zobowiązała się do przestrzegania orzecznictwa TSUE.
    Premier Morawiecki (tzn. PiS-owscy prawnicy, którzy mu napisali ten wniosek) wskazuje, że pierwszeństwo stosowania prawa unijnego jest warunkowe, gdyż nie może zmieniać hierarchii źródeł prawa – i jako takie jest podporządkowane normom o randze konstytucyjnej. Tyle, że przeciwstawianie sobie prawa Unii Europejskiej oraz polskiej Konstytucji jest typowym PiS-owskim wywoływaniem sztucznego sporu oraz manipulacją, bo w rzeczywistości nie ma żadnej sprzeczności między tymi porządkami prawnymi, co wynika z orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego wydanego już w 2005 r.
    Chodzi zatem wyłącznie o zamiar wykorzystania upolitycznionego Trybunału Konstytucyjnego do uprawomocnienia demontażu państwa prawa – wskazuje Zespół Ekspertów Prawnych przy Fundacji Batorego. Wprowadzane od kilku lat tzw. „reformy” polskiego wymiaru sprawiedliwości w rzeczywistości niszczą go, naruszając przy tym zarówno Konstytucję, jak i prawo unijne. Tymczasem i nasza Konstytucja i Traktaty założycielskie zbudowane są na tej samej podstawie, jaką stanowią wartości demokratycznego państwa prawnego.
    Trzeba też zauważyć, że wprawdzie organizacja wymiaru sprawiedliwości w państwach członkowskich należy do kompetencji tych państw, ale przy wykonywaniu swych kompetencji państwa członkowskie mają obowiązek dotrzymywać zobowiązań wynikających z prawa Unii Europejskiej. Dlatego właśnie TSUE przesądził, że tryb wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa oraz sposób wykonywania obowiązków przez KRS podlegają ocenie z punktu widzenia prawa Unii Europejskiej.
    Tak więc brak niezależności KRS od władzy ustawodawczej i wykonawczej podważa niezawisłość sędziów i może negatywnie wpływać na ich bezstronność, co jest podstawą do zakwestionowania niezależności sądów, w których orzekają tak powołani sędziowie. Zgodnie z zasadą pierwszeństwa prawa unijnego nad prawem krajowym, stwierdzenie braku niezależności krajowego organu sądowego oznacza zakwestionowanie jego statusu jako sądu w rozumieniu prawa Unii Europejskiej. To zaś z kolei oznacza konieczność pominięcia krajowych przepisów uznających taki organ za sąd.
    Ponadto, w niedawnym wyroku dotyczącym uchwał Krajowej Rady Sądownictwa, Trybunał Sprawiedliwości UE podkreślił, że zasada pierwszeństwa prawa Unii wiąże wszystkie organy państwa członkowskiego, także sądy i trybunały, a więc i PiS-owski Trybunał Konstytucyjny. W rezultacie, zgodnie z prawem Unii Europejskiej, polski Trybunał Konstytucyjny nie jest upoważniony do dokonywania samoistnej oceny konstytucyjności przepisów Traktatu unijnego. Dlatego postępowanie przed TK w sprawie wniosku premiera o zbadanie zgodności przepisów Traktatu o Unii Europejskiej z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, powinno zostać umorzone z uwagi na niedopuszczalność wydania wyroku.
    Naukowcy z Zespołu Ekspertów Prawnych wskazują, że jeśli Trybunał Konstytucyjny orzeknie zgodnie z wnioskiem premiera Morawieckiego, to Polska naruszy dobrowolnie zaciągnięte zobowiązania międzynarodowe. Państwo zostanie wówczas zmuszone (karami finansowymi) przez Unię Europejską do poniesienia odpowiedzialności z tego tytułu.
    Na PiS-owskich prominentach wszelkie sankcje unijne oczywiście spłyną jak woda po kaczce, ale polscy obywatele odczują je boleśnie, bo nastąpi nieuchronna obniżka ich jakości życia. Jednak nie pierwsza i nie ostatnia z winy ekipy Prawa i Sprawiedliwości.

Bezprawie w czasach zarazy

Epidemia stała się w Polsce pretekstem do nadużywania władzy oraz kolejnych ataków na praworządność i swobody obywateli.
Pandemia COVID-19 doprowadziła na całym świecie do poważnego kryzysu zdrowotnego. Wirus okazał się wyzwaniem również z perspektywy praworządności i demokratycznych instytucji. Z jednej strony, została ona wykorzystana przez lokalnych przywódców o autorytarnych skłonnościach, do konsolidacji swojej władzy i usprawiedliwienia naruszeń praw człowieka. Z drugiej strony, pandemia jest testem trwałości demokracji i pojawiają się nadzieje na „demokratyczne odrodzenie”.
Nadużycia władzy widoczne były również w Polsce, gdzie od pięciu lat instytucje gwarantujące rządy prawa i wolności jednostki są atakowane – podkreśla Forum Obywatelskiego Rozwoju w raporcie na temat kryzysu praworządności w Polsce w okresie pandemii COVID-19.
FOR wskazuje, że po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego i Krajowej Rady Sądownictwa, Prawu i Sprawiedliwości udało się dodać Sąd Najwyższy do listy instytucji kontrolowanych przez nominatów PiS.
Pandemia była również związana z gwałtownym przyrostem produkcji nowego prawa, co w połączeniu z osłabieniem przejrzystości procesu legislacyjnego, przyczyniło się do pogłębienia prawnego chaosu. W tym samym czasie upolityczniony Trybunał Konstytucyjny został wykorzystany do przepychania politycznej agendy rządzących i osłabiania ograniczeń władzy rządu.
Podczas gdy nadzwyczajne okoliczności wymagają środków przewidzianych dla stanów nadzwyczajnych, rząd Prawa i Sprawiedliwości nie wykorzystał tych zapisanych w Konstytucji narzędzi. W ich miejsce wprowadzano obostrzenia pozbawione prawidłowej podstawy prawnej – stwierdza FOR. Wiele z nich, z epidemiologicznego punktu widzenia, było uzasadnionych, to brak umocowania w prawie doprowadził do problemów z ich egzekwowaniem, o czym świadczą kolejne wyroki uniewinniające za przypadki braku przestrzegania obostrzeń.
Główną przyczyną pominięcia konstytucyjnych regulacji były bez wątpienia wybory prezydenckie. Zgodnie z Konstytucją wybory nie mogą odbyć się w trakcie stanu nadzwyczajnego i 90 dni po jego zniesieniu. Ostatecznie wybory odbyły się w lipcu 2020 roku, po nieodbyciu się w pierwotnym terminie, a cały okres przedwyborczy był pełen kontrowersji z powodu nielegalnych zmian w prawie wyborczym i prób przepchnięcia głosowania całkowicie korespondencyjnego.
Jak ocenia FOR, druga kadencja Andrzeja Dudy jest zwiastunem kolejnych ataków na rządy prawa i wolność jednostek, jakie obserwujemy od końca 2015 roku.

Dążenie do zapewnienia szczęścia narodowi chińskiemu i rozwoju całej ludzkości

„Komunistyczna Partia Chin (KPCh) – powiedział Sekretarz Generalny Xi Jinping – działa zarówno na rzecz zapewnienia dobrostanu narodowi chińskiemu jak i rozwoju całej ludzkości”.

Obecnie na świecie zachodzą największe od 100 lat zmiany. Pośród szerzącej się na całym świecie się epidemii Covid-19 niektóre państwa uciekają się do unilateralizmu, protekcjonizmu, zastraszania i politycznej kampanii oszczerstw. Na całym świecie słabnie poziom zarządzania, zaufania, pokoju i rozwoju skutkując wzrostem niepewności i czynników destabilizujących. Jednak nie możemy zapomnieć, że hasłem przewodnim naszych czasów pozostaje niezmiennie pokój i rozwój oraz wzajemny szacunek i korzystna współpraca.
KPCh nie tylko dąży w swych działaniach do przewodzenia swemu narodowi w kwestiach dla niego ważnych. Mając na celu utrzymanie pokoju na świecie i dalszy wspólny rozwój dąży do budowania światowej wspólnoty złączonej wspólną przyszłością. KPCh zrywa także z postawą zimnowojenną, sprzeciwia się prowadzeniu polityki siły wnosząc rozwagę i stabilność w tak istotną kwestię pokojowego rozwoju i postępu ludzkości.
Człowiek i życie – wartości nadrzędne dla KPCh
Sekretarz Generalny Xi Jinping podkreśla, że punktem wyjścia i zobowiązaniem Partii jest działanie dla dobra ludzi, bycie blisko nich w kwestiach zarówno tych dobrych jak i trudnych. Komunistyczna Partia Chin przez ponad 70 lat od ustanowienia ChRL, prowadzi Chińczyków ku bezprecedensowemu w skali świata wzrostowi ekonomicznemu i stabilności społecznej, niosąc im stale rosnące poczucie spełnienia, szczęścia i bezpieczeństwa. Bieżący, 2020 rok jest dla Chin historyczną datą – to rok, w którym ostatecznie wyeliminowany zostanie problem skrajnej biedy prześladujący je od kilku tysięcy lat. To moment przełomowy, chwila, w której dzięki silnemu przewodnictwu Komitetu Centralnego KPCh wraz z Sekretarzem Xi Jinpingiem na czele Chiny osiągną poziom społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu. Sukces Chin w eliminacji ubóstwa został przez przywódców partii politycznych całego świata okrzyknięty „cudem historii rozwoju ludzkości”.
Odpowiedź KPCh na zagrożenie wywołane wybuchem epidemii COVID-19 jest znakomitym przykładem tego, co rozumie ona pod hasłem służby ludziom i stawiania ich dobra na pierwszym miejscu. Prawdziwy charakter partii i siły politycznej najłatwiej ujrzeć przyglądając się kwestiom dla niej priorytetowym w czasach kryzysu. W obliczu tej niespodziewanie wybuchłej epidemii, Sekretarz Generalny Xi Jinping osobiście planował działania i nimi kierował, a KPCh – zgodnie z przyświecającą jej ideą widzenia w ludziach i ich życiu wartości nadrzędnej – stawiała na pierwszym miejscu bezpieczeństwo i zdrowie ludzi oraz robiła wszystko, by zapewnić dostęp do leczenia wszystkim chorym. W tym celu zmobilizowane zostały wszelkie możliwe zasoby. Na pierwszej linii działało ponad 39 mln członków partii – 56.1% spośród ponad 40 tys. pracowników medycznych, którzy zostali wysłani do Hubei by pomóc w walce z epidemią, by chronić zdrowie i bezpieczeństwo ludzi, to członkowie partii. Niemal 400 z nich straciło życie. Wielu przywódców partii politycznych z całego świata wyraziło opinię, że działania prowadzone pod przewodnictwem KPCh były pokazem jej głębokiej troski o naród i humanitaryzmu.
Historia niejednokrotnie dowiodła, że KPCh jest blisko swego narodu, dzieli jego trudy życia i dnia codziennego. Najlepiej ocenić ją mogą sami Chińczycy, 95% których – według ostatniego badania opublikowanego przez znaną amerykańską firmę – ufa chińskiemu rządowi, co plasuje Chiny na pierwszym miejscu wśród badanych krajów. KPCh i naród chiński są nierozerwalnie ze sobą związani, a każda próba zdyskredytowania i podżegania jest skazana na niepowodzenie. Stawianie ludzi na pierwszym miejscu i działanie na nich ukierunkowane zawsze było, jest i będzie cechą wyróżniającą KPCh.
KPCh – strażnik długotrwałego pokoju i bezpieczeństwa
Słusznie powiedział Sekretarz Generalny Xi Jinping – my, chińscy komuniści zdajemy sobie sprawę z wartości pokoju i stąd nasza determinacja do jego utrzymania. W DNA chińskiej cywilizacji zapisany jest gen pokoju, z którym narodziła się także KPCh – to on właśnie zadecydował o prowadzeniu narodu chińskiego drogą pokojowego rozwoju wpisanego w Konstytucję Partii i Konstytucję ChRL. KPCh dąży do wspólnego z partiami politycznymi różnych krajów wyjaśniania sporów w drodze dialogu i rozwiązywania różnic w drodze konsultacji, poszukiwania szans na polityczne rozwiązanie pilnych kwestii międzynarodowych i regionalnych oraz reagowania na globalne wyzwania, takie jak terroryzm, zdrowie publiczne czy zmiana klimatu. Wiele partii politycznych i ich przywódców zwraca uwagę na fakt, iż KPCh, która przez ponad 70 lat rządów nigdy nie stanęła w roli agresora, jest ważną siłą dla utrzymania pokoju na świecie.
Świat przechodzi dziś głębokie i złożone zmiany. Wciąż obecne są ekstremizm, terroryzm i separatyzm. W coraz większym stopniu przeplatają się tradycyjne i asymetryczne zagrożenia bezpieczeństwa. Wszystko to rodzi coraz bardziej skomplikowane i coraz poważniejsze wyzwania dla światowego pokoju. KPCh będzie podążać drogą pokojowego rozwoju wytyczając nowy szlak w relacjach międzynarodowych, którym dialog stoi ponad konfrontacją i partnerstwo nad paktem. Nie będzie dążyć do hegemonii, czy rozszerzać agresywnie swojej strefy wpływów. Jednocześnie KPCh będzie zawsze stanowczo broniła niepodległości, suwerenności, bezpieczeństwa i godności swego kraju i nigdy nie ulegnie żadnej zewnętrznej presji.
KPCh dokłada ogromnych starań do wspólnej wraz z partiami politycznymi całego świata pracy na rzecz utrzymania regionalnego i światowego pokoju. Dzięki pogłębieniu wzajemnego zaufania dotyczącego kwestii bezpieczeństwa, nawiązaniu bliskiej komunikacji i współpracy z partiami politycznymi krajów sąsiadujących osiągnęła sukces w ustabilizowaniu sytuacji na Morzu Południowochińskim. Doczekało się to pozytywnych reakcji ze strony środowiska międzynarodowego. Ponad 240 partii i organizacji politycznych oraz 280 znanych think-thanków i organizacji pozarządowych z ponad 120 krajów poparło stanowisko Chin w tej kwestii. Pomimo ponawianych przez państwa trzecie prób wywołania napięć, kraje regionu zachowały jasne spojrzenie na tę sytuację i spokój w działaniu. Wiele partii politycznych regionu i ich przywódcy przekazali Chinom informację, że nie pozwolą, by działania pewnych krajów nastawione na wywołanie napięć na Morzu Południowochińskim ich zmyliły – wiadomo wszak, iż prowokator odejdzie nie narażając się na problemy, które pozostawi państwom regionu i ich narodom i to one właśnie w ostatecznym rozrachunku ucierpią. Komunistyczna Partia Chin będzie, jak zawsze, działać we współpracy z partiami politycznymi krajów sąsiednich, szukać dróg przyjaznego współistnienia i wspólnego rozwoju oraz wspólnie utrzymywać pokój, stabilność, dobrobyt i rozwój w regionie.
KPCh – obrońca uczciwości i sprawiedliwości
„Uczciwość i sprawiedliwość w stosunkach międzynarodowych, to wzniosły cel ludzi z wszystkich krajów świata” – powiedział Sekretarz Generalny Xi Jinping. We współczesnym świecie osiągnięcie tego celu jest jednak jeszcze daleko. Partie polityczne powinny wykazywać się odpowiedzialnością, stać na straży uczciwości, sprawiedliwości i multilateralizmu, budowy otwartej gospodarki światowej, wspólnie kierować porządek międzynarodowy ku sprawiedliwości i rozsądkowi. Podczas gdy pewne kraje zajmowały się zrzucaniem winy na świat zewnętrzny i wymachiwaniem bacikiem sankcji i presji, partie polityczne wielu krajów wysoko oceniły działania KPCh na rzecz międzynarodowej współpracy przeciwko COVID-19 i udzieloną przez Chiny światu pomoc w walce z epidemią. Ponad 240 partii politycznych i organizacji międzynarodowych z ponad 110 krajów wraz z KPCh wyraziło zdecydowany sprzeciw wobec upolityczniania kwestii zdrowia publicznego – to szeroki polityczny konsensus wzmocnienia międzynarodowej współpracy w walce z epidemią i budowania globalnej wspólnoty zdrowia publicznego.
Chińczycy wysoko cenią prawość i cnotę – tak też i KPCh w kontaktach międzynarodowych trzyma się tradycyjnego spojrzenia na opozycję cnoty i zysku. „Prawych nie spaczy władza, nie szukają oni własnego zysku” (Xunzi). Taką wzięliśmy na siebie odpowiedzialność. Poparcie i uznanie zyskały promowane przez naszą partię równość wszystkich krajów – bez względu na ich wielkość, jej przeciwstawianie się wszelkim formom hegemonii i nacisku, obrona multilateralizmu i dążenie do wielobiegunowości. Dzięki swojej szczerości w relacjach międzynarodowych nasza partia zyskała wielu prawdziwych przyjaciół. W szczycie epidemii COVID-19 pomocną dłoń wyciągnęły do Chin partie polityczne i reprezentanci wszystkich kręgów z całego świata. KPCh ze swojej strony – mimo wciąż trudnej sytuacji w kraju – przekazała pomoc ponad 200 partiom politycznym i organizacjom. Był to wspaniały przykład współpracy światowych partii politycznych i wspólnego pokonywania przez nie trudności dzięki współpracy i solidarności. Zobowiązania muszą zostać wypełnione, to zasada, której KPCh pozostaje wierna w relacjach międzynarodowych oraz cecha charakterystyczną dyplomacji „o chińskiej charakterystyce”. Wielu przywódców partii politycznych z krajów rozwijających się wskazuje, iż pomoc obiecana przez niektóre kraje jest czysto deklaratywna, lub obwarowana ciężkimi warunkami politycznymi. KPCh natomiast działa inaczej – poważnie traktuje swoje słowa dotyczące pomocy krajom rozwijającym się.
KPCh – orędownik wzajemnych korzyści i wspólnego rozwoju
Jak podkreślił sekretarz generalny Xi Jinping, dzisiejsze Chiny są dziełem nieustających wysiłków Chińczyków. KPCh zjednoczyła cały naród w tym niezwykłym dziele opierając się na tradycji samodzielności i ciężkiej pracy, odpowiedzialności za swoją pracę, „przekraczania rzeki idąc po kamieniach”. Jednocześnie dzięki koordynacji rozwoju wewnętrznego z otwarciem na świat, nasza partia połączyła rozwój Chin i świata, dobro narodu chińskiego i innych narodów, wnosząc istotny wkład w rozwój światowej gospodarki. Wśród partii politycznych świata zdecydowanie przeważa przekonanie, że KPCh działa nie tylko na rzecz Chińczyków, ale i ludzi na całym świecie. Reformy i otwarcie Chin na świat, które zmieniły ich los, przyspieszyły rozwój regionu, a nawet świata i będą w dalszym ciągu źródłem korzyści dla całej ludzkości.
KPCh, dzięki swojemu zaangażowaniu w strategię współpracy korzystnej dla wszystkich stron, aktywnie działa na rzecz otwartej gospodarki światowej. Mając na uwadze niezrównoważony rozwój, który stanowi największą nierównowagę we współczesnym świecie, KPCh zapoczątkowała Inicjatywę Pas i Szlak (BRI) opartą o szerokie konsultacje, wspólny wkład i wspólne korzyści, zapewniając wszystkim krajom ważną platformę dla do osiągnięcia wzajemnych korzyści i wspólnego rozwoju. Dzięki wspólnemu działaniu wszystkich stron Pas i Szlak staje się drogą współpracy w stawianiu czoła wyzwaniom, drogą wspólnej ochrony zdrowia i bezpieczeństwa ludzi, drogą ku ożywieniu gospodarczemu i drogą potencjału rozwojowego. W wielu krajach zarówno przywódcy polityczni jak i opinia publiczna pozytywinie wyrażają się o BRI. Wszyscy oni podzielają pogląd, że BRI nie jest bynajmniej „strefą wpływów” lub „dyplomacją pułapki zadłużenia”, jak to jest przedstawiane przez niektórych polityków, ale przejrzystą, ważną inicjatywą, która prowadzi wszystkie kraje do dobrobytu i otwiera nowe możliwości dla wspólnego dobra całej ludzkości, zasługując na miano „największej inicjatywy rozwojowej XXI wieku”.
Promując rozwój lepiej jest nauczyć ludzi łowić niż dać im rybę. KPCh przywiązuje wielką wagę do zgłębiania praw rządzących ewolucją ludzkiego społeczeństwa na bazie własnych doświadczeń i dzieli się nimi z innymi krajami. Pragnąc dzielić się doświadczeniami, które zdobyła jako partia rządząca z innymi partiami politycznymi świata, KPCh poczynając od XVIII Zjazdu, zaprosiła dziesiątki tysięcy przedstawicieli zagranicznych partii politycznych do odwiedzenia Chin i przeprowadziła dyskusje i wymiany w różnych formatach ze światowymi partiami politycznymi. Podjęto dyskusję na temat tworzenia partii na poziomie społeczności, przeciwdziałania korupcji, eliminacji ubóstwa, ochrony środowiska, rozwoju gospodarczego i poprawy warunków życia ludzi. Wielu liderów zagranicznych partii politycznych stwierdziło, że KPCh dzieli się ze światem nie tylko przychodami ze wzrostu gospodarczego, ale także swymi pomysłami i koncepcjami, zapewniając krajom, zwłaszcza krajom rozwijającym się, ważne punkty odniesienia podczas poszukiwania ścieżek rozwoju, które odpowiadają ich uwarunkowaniom wewnętrznym.
KPCh – czempion otwartości, inkluzyjności i wzajemnej nauki między kulturami
Sekretarz Generalny Xi Jinping podkreśla, że nie ma dwóch takich samych systemów politycznych i nie można ich oceniać na podstawie abstrakcyjnych terminów bez wzięcia pod uwagę kontekstu społecznego i politycznego, historii i tradycji danego kraju. Nadanie KPCh roli przewodniej i przyjęcie systemu socjalistycznego z chińską specyfiką to wybór historii i ludzi. Nasz partia od swego założenia jasno określa swą naturę polityczną jako marksistowską. Jest to podstawa naukowa i uzasadnienie pełnego zaufania pokładanego w ścieżce, teorii, systemie i kulturze socjalizmu z chińską charakterystyką. Podążamy własną drogą. Bez importowania modeli z innych krajów ani eksportowania własnego, zachęcania innych krajów do kopiowania chińskich praktyk. To nastawienie zyskało powszechne uznawanie i jest wysoko cenione przez partie polityczne z różnych krajów.
Przywódcy partii politycznych z wielu krajów są zgodni, że lepsza przyszłość ludzkości musi być oparta na harmonijnym współistnieniu, wymianie i wzajemnym uczeniu się różnych cywilizacji, kultur i systemów społecznych. Z drugiej strony, usprawiedliwianie sporów między krajami różnicami cywilizacyjnymi i systemowymi i wykorzystywanie ich jako pretekstu do tworzenia paktów jednomyślnych i wykorzystywania swej siły przeciw słabszym przynieść może jedynie rozchwianie obecnego porządku międzynarodowego, a nawet doprowadzić do  alienacji i dywergencji różnych cywilizacji.
KPCh patrzy na inne kultury i ich osiągnięcia z otwartością. To ważne, byśmy przezwyciężyli nieporozumienia kulturowe, konflikty i walki o dominację poprzez wymianę, wzajemne uczenie się i współistnienie. W ostatnich latach KPCh prowadzi aktywne działania na rzecz rozwoju relacji międzypartyjnych opartych o poszukanie wspólnej płaszczyzny, wzajemny szacunek i uczenie się od siebie. Utrzymujemy regularne kontakty z blisko 600 partiami politycznymi i organizacjami w 168 krajach budując wieloformatową i wielopoziomową międzynarodową sieć wymiany i współpracy partii politycznych. Sukces organizowanych przez KPCh konferencji „Dialog KPCh z partiami politycznymi z całego świata” wyraźnie prezentuje jej inkluzyjność polityczną. To istotny wkład KPCh w rozwój światowej cywilizacji politycznej.


Sekretarz Generalny Xi Jinping podkreśla, że „KPCh jest największą partią polityczną świata. Musi działać w sposób odpowiedni do swego statusu”. Jako znacząca partia, która już niedługo będzie obchodzić setną rocznicę swojego powstania, KPCh w swych działaniach będzie podążać w zgodzie z myślą Xi Jinpinga o socjalizmie z chińską charakterystyką nowej ery. W swych działaniach KPCh będzie dążyć do zharmonizowania odrodzenia narodu chińskiego oraz głębokich przemian zachodzących obecnie na świecie, wnosić wkład w pokój na świecie, wspólny rozwój ludzkości oraz wymianę i wzajemne uczenie się cywilizacji. KPCh będzie wspólnie z partiami politycznymi z całego świata działać na rzecz stworzenia światowej społeczności połączonej wspólną przyszłością oraz lepszego jutra.

Poszukiwany narkotyk

Jest taki narkotyk, za którego posiadanie i poszukiwanie policja nie ściga. Przeciwnie – funkcjonariusze zajmujący w policji stanowiska kierownicze sami chętnie sięgają po ten narkotyk i dążą do zdobywania większych jego dawek.

Tym narkotykiem jest władza nad innymi ludźmi. Nie jest to stwierdzenie odkrywcze. Wszyscy (no – powiedzmy – prawie wszyscy) wiedzą, że od czasów wspólnoty pierwotnej w każdej grupie najsilniejsi, a potem najmądrzejsi zostawali przywódcami i otaczali się zaufanymi pomocnikami. Przywódca miał władzę i częściowo przekazywał ją pomocnikom. Do dzisiaj na większości ekonomicznych kierunków studiów wymienia się „delegowanie uprawnień”, jako jeden z ważnych instrumentów zarządzania.

Posiadanie władzy działa rzeczywiście jak narkotyk. Daje poczucie znaczenia, niezbędności i pewności siebie. Lokuje posiadacza na wyższej półce w społecznej hierarchii. Człowiek, który przez dłuższy czas pełni funkcje dające władzę, może tego nie pokazywać, ale czuje się nieszczęśliwym, jeśli zostaje jej pozbawiony. Siła tego narkotyku w różnych społecznościach nie jest jednakowa i zależy od tradycji, stopnia wykształcenia i struktury społecznej danego narodu i państwa, a także od indywidualnych skłonności obywateli. Są nieliczne jednostki, odporne na ten narkotyk, którym nie zależy na władzy, a nawet unikają możliwości jej uzyskania.

Są tacy, którym wystarcza władza, jaką mają w swojej rodzinie albo w kilku czy kilkunastoosobowym przedsiębiorstwie. Są wreszcie tacy, którzy – świadomie lub podświadomie – dążą do zdobycia władzy, pozwalającej na kształtowanie lub przynajmniej wyraźny udział w kształtowaniu życia całej społeczności, której są członkami. To oni, jeśli są dostatecznie inteligentni i energiczni, są powoływani lub wybierani na te stanowiska, które są częścią systemu zarządzania „ich” państwem.

Bałagan

Walka o władzę w tym szerokim rozumieniu była w Polsce zawsze, podobnie zresztą jak w większości krajów Europy i reszty świata. Jej natężenie było jednak zmienne i w dużym stopniu zależało od istnienia i siły oddziaływania naturalnego, lub wymuszonego, autorytetu określonej osoby i grupy jej zwolenników. Na wielu etapach współczesnego rozwoju naszej państwowości, te wiodące autorytety i ich grupy potrafiły utrzymywać względny spokój w życiu politycznym, sprzyjający rozwojowi ekonomicznemu i rozwojowi kultury.

Istotna zmiana nastąpiła w 2015 roku, po objęciu władzy przez PIS. Specyficzny, wewnętrzny układ tej grupy, a zarazem partu politycznej, opiera się na niekwestionowanej władzy wiodącego autorytetu. Ale tenże autorytet ma jednak znacznie słabszą pozycję poza grupą. Formalnie nie piastuje państwowego stanowiska związanego z posiadaniem władzy i przyczynił się do wytworzenia absurdalnego braku wyraźnej odpowiedzialności za decyzje sterujące państwem.

Ta nietypowa sytuacja wywołała również nietypowe zmiany w dysponowaniu określonymi odcinkami władzy. Zmieniły się faktyczne kompetencje, zależności nieformalne są często ważniejsze niż formalne. Nie spowodowało to jednak osłabienia wyścigu do władzy i wzrostu liczby stanowisk opatrzonych tytułami, świadczącymi o uczestniczeniu w procesach zarządzania państwem, lub wielkimi organizacjami gospodarczymi.

Siedząc na przyzbie chałupy i pijąc piwo z sąsiadem zastanawialiśmy się, jakie są obecnie motywacje indywidualnej walki o władzę. Znaleźliśmy ich kilka, pozornie o różnym ciężarze gatunkowym. Zgodziliśmy się jednak, że ten ciężar jest związany z charakterem i predyspozycjami określonej osoby dążącej do zdobycia „kawałka” władzy. Zależy także od jego apetytu, odwagi i samooceny.

Motywacja patriotyczna

W Polsce niemal każdy obywatel dążący do uzyskania władzy lub już piastujący jej „kawałek” tłumaczy otoczeniu i sobie, że motywem jego starań jest patriotyzm. Jak już zdobędzie tą władzę, to pokaże, że można inaczej, że kierując się dobrem kraju i narodu można naprawić błędy popełnione przez poprzedników, że można osiągnąć stan pełnego zadowolenia obywateli. On to będzie robił z pełnym zaangażowaniem, nie bacząc na zagrożenie zdrowia i nie dbając o dobra materialne.

W rzeczywistości ta motywacja wprawdzie istnieje, ale rzadko jest traktowana jako decydująca. Skutecznie ją uzupełnia albo wypiera właśnie motyw materialny – ile na danym stanowisku można zarobić, czy są legalne możliwości zwiększania tych zarobków. Jeśli ktoś jest bardzo zachłanny, to może wewnętrznie rozważać możliwości uzyskania także dodatkowych dochodów nielegalnych.

Istotną motywacją jest także prawdziwy lub udawany wzrost szacunku otoczenia, usuwanie przeszkód życiowych, załatwianie spraw poza kolejnością i bez specjalnych starań. Wiąże się to z otrzymywaniem zaproszeń na oficjalne i prywatne imprezy. Wzięcie w nich udziału przez posiadacza władzy traktowane jest jako zaszczyt, utrwalający lub podnoszący pozycję społeczną zapraszających. W końcu wzrost powodzenia u płci przeciwnej. Posiadanie władzy zawsze było i jest rodzajem afrodyzjaku.

Blask władzy

Doszliśmy z sąsiadem do wniosku, że jest jeszcze jeden pakiet motywacyjny, dla niektórych ludzi mający ogromne znaczenie. Można go nazwać blichtrem albo blaskiem władzy. Dobre, dyspozycyjne samochody, zdyscyplinowani i zaufani kierowcy, sekretarki i doradcy usuwający nawet drobne pyłki z dróg wykorzystywanych przez posiadacza narkotyku, możliwość „załatwienia” lepszego mieszkania lub „rezydencji”. Na niektórych stanowiskach nieodłączna ochrona i nieodpłatna możliwość wypoczynku w luksusowych warunkach w kraju i zagranicą. Blichtr, który kiedyś towarzyszył arystokracji, a dzisiaj jest domeną właśnie posiadaczy władzy, zwłaszcza wyższego i najwyższego szczebla. Jest też udziałem prawdziwych milionerów, ale oni często starają się tonować obraz swoich finansowych i towarzyskich możliwości.

Nie chcę, aby mnie posądzono o nadmierny krytycyzm. Doszliśmy z sąsiadem do wniosku, że jest jeszcze jedna pozytywna motywacja, chociaż nie dla wszystkich dostępna. Jeśli posiadacz władzy stara się wykonywać jak najlepiej związane z nią zadania, ma dobre pomysły i udaje mu się je realizować – to najczęściej czuje satysfakcję. A satysfakcja połączona z autentycznym uznaniem środowiska jest dla wielu ludzi bardzo silną motywacją.

Realia

Pijąc resztki piwa zabawiliśmy się z sąsiadem w analizę przypuszczalnych motywacji kurczowego utrzymywania władzy, przez czołowe postacie naszej sceny politycznej. Nie wyszła najlepiej. W obecnie rządzącej ekipie jest zbyt wielu ludzi, którzy wyraźnie nie znają się na tym, czego powierzona im władza od nich wymaga. Motywacja większości z nich oscyluje między wymuszonym uznaniem i szacunkiem otoczenia, a korzyściami materialnymi. Taka mieszanka nie jest jeszcze najgorsza i niekiedy bywa skuteczna.

Ale w naszych, polskich warunkach dochodzi do tego jeszcze jeden czynnik, którego nie zaliczyliśmy do typowych motywacji, ponieważ w innych krajach występuje obecnie niezwykle rzadko. Tym czynnikiem jest posłuszeństwo wobec kogoś, kogo uznaje się za przywódcę i bezkrytycznie przyjmuje i powtarza publicznie jego poglądy – niekiedy absurdalne, nawet na pierwszy rzut oka. I na tym kończą się żarty.

Regres

Historia dowodzi, że to jest groźne dla demokracji, rodzi autokrację i cofa nas intelektualnie o kilkadziesiąt lat. Sąsiad uważa, że przyczyną jest słabość charakteru dzierżawców kolejnych szczebli władzy, wiara w nadzwyczajne zdolności przywódcy i strach przed utratą zdobytych pozycji. Ostatnie manewry sejmowe przez chwilę dawały nadzieję, że to się zmieni. Że kilkanaście osób da dowody samodzielności i spowoduje rozpoczęcie procesu przywracania normalności i przestrzegania prawa. Ale tak się nie stało.

Zamiast tego możemy sobie namalować satyryczny obrazek, na którym dwóch posłów, niepełniących aktualnie żadnych funkcji państwowych, pijąc kawę zastępuje konstytucję i decyduje czy, kiedy i jak mamy wybierać prezydenta.

O co gra Zbigniew Ziobro?

Wyobraźmy sobie Polskę jeszcze bardziej katolicką i zamordystyczną. Kraj, w którym kościół otrzymuje od władzy nieruchomości i terytoria, a kluczowe decyzję polityczne podejmowane są w konsultacji z przedstawicielami duchowieństwa.  Oświata jest opanowana przez fanatyków, nauczyciele przekazujący postępowe wartości – dyscyplinarnie zwalniani i sekowani przez organy ścigania. Sędziowie są nominatami rządu, więc orzekają zgodnie z polityczną wolą władzy. Opozycję osaczono prokuratorskimi śledztwami, z których „wycieki” regularnie pojawiają się w prorządowych mediach. Organizacje pozarządowe – niszczone przez strumień fake newsów i poddawane inwigilacji.

Nawet teraz, gdy Polską trzęsie ekipa z Nowogrodzkiej, a część z tych procederów staje się częścią naszej rzeczywistości, istnieją siły, które są w stanie wyhamować radykalizm władzy. Tak było chociażby w przypadku planów zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Jeśli jesteście przekonani, że za Kaczyńskiego demokratyczne i równościowe wartości są deptane, to oczywiście macie rację, jednak powinniście wiedzieć, że Zbigniew Ziobro chciałby Wam zaaplikować jeszcze gorszy wycisk. Wczoraj minister sprawiedliwości, panujący również jako prokurator generalny wraz ze swoimi podwładnymi z Solidarnej Polski zaprezentowali się na efektownej konwencji. W ustach Patryka Jakiego, Sebastiana Kalety czy samego Ziobry Komisja Europejska została przedstawiona jako wróg, który zagraża polskiej suwerenności, a sędziowie jako główny czynnik niszczący nie tylko sądownictwo, ale również całą demokrację. Wisienką na torcie była otwarta szydera z orientacji seksualnej Biedronia w wykonaniu Beaty Kempy, na co sala zareagowała aplauzem. Na salę nie został wpuszczony dziennikarz Oko.press, mimo, że dzień wcześniej otrzymał akredytację. „Proszę wyjść, stwarza pan zagrożenie” – usłyszał.

Ziobro napina muskuły i wysyła sygnał, że nie ma zamiaru ustąpić. Ale kto jest adresatem tej manifestacji? Nie wydaje mi się, by pajacował przed Komisją Europejską, która uważa polskiego ministra za uciążliwego dzikusa, który nie rozumie podstawowych politycznych reguł. Jeśli Ziobro ma w głowie choć trochę rozumu, to wie, że na Brukseli jego słowa nie zrobią żadnego wrażenia. Nie sądzę też, by przekaz był kierowany do wyborców Zjednoczonej Prawicy, którzy działania ministra raczej popierają, choć nie mają też przekonania, że doprowadzą one do uzdrowienia polskiego sądownictwa. W mojej ocenie wczorajsza konwencja Solidarnej Polski była pokazem nie tyle siły, co politycznej samodzielności Zbigniewa Ziobry. Zwołał swoją świtę na sabat i pokazał, że jest bardziej zdecydowany, nieustępliwy, ale też brutalny niż Kaczyński czy Morawiecki i to w momencie, gdy znajduje się pod największym ostrzałem. Ziobro wysłał wiadomość do swojego środowiska i na Nowogrodzką – nie jestem przystawką, jestem rozgrywającym i poważnym pretendentem do objęcia przywództwa na prawicy.

Dla Zbigniewa Ziobry reforma sądownictwa nie jest tylko sposobem na osiągnięcie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Realizuje coś więcej niż przyjemność z łamania oporu tych, wobec których kiedyś był bezradny. Jego ambicję sięgają znacznie wyżej i wiele wskazuje na to, że na drodze do ich realizacji jest w stanie posunąć się o wiele dalej niż Kaczyński. Podczas walki z sędziami to właśnie on jest najbardziej eksponowaną postacią polskiej polityki. Elektorat to widzi i zapamiętuje. Prezes sprawia wrażenie człowieka nakarmionego poczuciem politycznej deklasacji swoich przeciwników i przynajmniej częściowego spełnienia politycznej wizji. Ziobro jest wciąż głodny dominacji i pełny wiary, że jego czas dopiero nadejdzie.

Oczywiście, Ziobro wciąż jest ministrem w rządzie Mateusza Morawieckiego, z którym łączą go delikatnie mówiąc chłodne stosunki. Jest też dla PiS problemem, bo w ostatnich latach największe protesty przeciwko polityce „dobrej zmiany” miały miejsce właśnie w związku z działaniami ministra sprawiedliwości. Szef Solidarnej Polski umiejętnie buduje jednak swoją pozycję. Jego ludzie mają ogromny udział w podziale łupów na gruncie spółek skarbu państwa. Interesy robią także w zarządzanych przez siebie resortach, podczas kontroli NIK okazało się, że w ramach programu „Praca dla Więźniów” pieniądze publiczne były transmitowane do prywatnych spółek. Ziobro ostro pogrywa sobie również z prywatnymi mediami, o czym świadczy podporządkowanie sobie redakcji największego polskiego portalu informacyjnego – Wirtualnej Polski. Wzorowe stosunki łączą go z ojcem Rydzykiem – regularnie gości w mediach redemptorysty, a ministerstwo sprawiedliwości jest prezentuje duchownemu najhojniejsze podarunki. W kierowanym przez niego ministerstwie działała grupa zlecająca hejterom dyskredytowanie pracowników wymiaru sprawiedliwości. Na usługach resortu była prawdziwa armia trolli.

Ziobro zdaje sobie sprawę, że kiedy stary żoliborzanin dołączy do swojego brata, w obozie Zjednoczonej Prawicy rozpęta się batalia o sukcesję. Jego pozycja jest teoretycznie trudniejsza, bo nie jest członkiem Prawa i Sprawiedliwości. Nie jest jednak powiedziane, że po odejściu Kaczyńskiego główną siłą na prawicy ma być ciągle PiS. Podczas ostatnich wyborów Solidarna Polska zwiększyła swój stan posiadania w parlamencie – z 8 do 20 mandatów. Pierwsze skrzypce w walce z sędziami i Komisją Europejską grają Jacek Ozdoba, Sebastian Kaleta i Jan Kanthak – młode wilki od Ziobry. Michał Woś, świeżo mianowany minister środowiska, swoje urzędowanie rozpoczął od podarowania kościołowi fragmentu parku narodowego. Sojuszników trzeba dopieszczać. Ziobro buduje wokół siebie sieć stosunków zależności – personalnych i instytucjonalnych. Wreszcie, prezes SP wygląda na człowieka, który gromadzi haki nie tylko na swoich przeciwników politycznych. W decydującym starciu o przywództwo może się to okazać kluczową przewagą.

Zazdrość

Skręcam się wewnętrznie ze wstydu. Nigdy dotychczas nikomu nic nie zazdrościłem – nawet zainteresowania
przedstawicielek płci odmiennej, które budziły we mnie samcze instynkty.

A ostatnio stwierdziłem z przerażeniem, że ogarnia mnie to brzydkie uczucie i nie jestem w stanie go zahamować. To straszne i – niestety – niebezpieczne. Bo zamiast zazdrościć memu sąsiadowi nowego samochodu lub nowej dziewczyny, bezsensowna i antypatriotyczna zawiść ogarnia mnie na myśl o kilku najwyżej postawionych osobach.

Jak dobrze być premierem

Chyba najbardziej zazdroszczę naszemu Premierowi. Nie chodzi mi o prestiżowe stanowisko, narkotyzujące poczucie władzy, liczną ochronę, limuzyny i samoloty. Nie zazdroszczę nawet pieniędzy, chociaż pewnie by się przydały. Zazdroszczę tego, że wie dokładnie, jak to było w Polsce także przed wzniosłym momentem jego narodzenia i w czasach jego dzieciństwa, wie, kto wtedy poszedł złą drogą, a kto dobrą, kto był i jest patriotą, a kto bruździ – oczywiście wyłącznie dla osiągania własnych korzyści.
Zazdroszczę mu też zadowolenia z wszelkich decyzji, jakie podejmował w swoim bogatym życiu. Wyraźnie jest z nich dumny. Imał się (uwielbiam staropolszczyznę!) różnych zawodów, wszystkie mu się podobały, w każdym się sprawdzał.
Przeprowadziłem autoanalizę i stwierdziłem, że moja zazdrość ma swe źródło głównie w tym, że ja nie jestem zadowolony ze swego życiorysu. Nie podoba mi się. Wprawdzie żyłem już w czasach, które Pan Premier zna tylko z wyselekcjonowanych podręczników, ale nie potrafię się dopasować do lansowanych przez nie wzorców patriotyzmu. Samokrytycznie stwierdzam, że podejmowałem niemądre i zachowawcze decyzje, które dzisiaj nie przynoszą mi ani moralnych, ani materialnych profitów.
Doszedłem do wniosku, że fundamenty mego fatalnego życiorysu powstały jeszcze w zamierzchłych, końcowych latach przedwojennych. Byłem wtedy „zuchem, takim młodszym harcerzykiem. Wśród kolegów z okolicznych podwórek budziłem uśmiech politowania. Oni palili papierosy, dorywali się do alkoholu, grali w karty i w cymbergaja, już podszczypywali dziewczyny. Harcerze uchodzili za maminsynków, śpiewających idiotyczne piosenki, epatujących się zdobywaniem niepotrzebnych w życiu „sprawności”.
To harcerskie wychowanie wypaczyło mi życie. W czasie niemieckiej okupacji dałem się natychmiast wciągnąć w jakąś – także harcerską – konspirację, potem robić „cos tam” w Powstaniu i wylądować, jako jeniec wojenny w Westfalii.
Bezpośrednio po wojnie los się do mnie uśmiechnął. Z Westfalii mogłem pojechać do Anglii, skończyć tam szkoły średnie i wyższe, po latach wrócić do kraju i zostać idolem prawicy. Ale znowu zrobiłem inaczej – wróciłem po kilku miesiącach, narażając się na wielokrotne wezwania przez wiadome służby, na naukę w fatalnych warunkach i na utrzymanie z nędznej płacy. Potem szło mi nieco lepiej, po 1956 roku nie czułem „zniewalającego uścisku komunizmu”. Ale nie zostałem politykiem ani prezesem banku i nie udało mi się zaliczyć do elity finansowej.
Wiem oczywiście, że to wszystko jest winą mego braku inteligencji i zaradności. Co innego Pan Premier. On studiował na kilku prestiżowych uczelniach. Zaszczycał swoją obecnością uniwersytety nie tylko we Wrocławiu, ale także w Niemczech i Szwajcarii a nawet w USA. W ogóle bywał często zagranicą – zaraz po tym, kiedy przestano nas „bezwstydnie uciskać”. Już w dzieciństwie wiedział lub przeczuwał, że trzeba uczyć się angielskiego, a nie rosyjskiego. Nic więc dziwnego, że jest tym, kim jest. I nic dziwnego, że przenikliwie potrafi dzisiaj odróżnić „dobrych” od „złych”.
Pan Premier ma ponadto talent, budzący moją szczególną zawiść. Ma nadzwyczajną zdolność przekonywującego opisywania planów jego rządu i ugrupowania w taki sposób, jakby ich realizacja była całkiem pewna i zależała tylko od ich dobrej woli. Mówiąc – przykładowo – o budowie promów pasażerskich stwarzał wrażenie, że na symbolicznej stępce natychmiast wyrosną potężne statki. Ale ich nie ma. Nieśmiało doradzam większą ostrożność. Chyba lepiej było by powiedzieć: „Zamierzamy budować promy pasażerskie. To trudne zadanie, ale może się udać, bo mamy doskonałych inżynierów i sprawne załogi stoczni”. Czyli dać nadzieję i pogłaskać.

Wymarzony prezydent

Wstrętne uczucie zazdrości ogarnia mnie także, gdy zdalnie obserwuję naszego Prezydenta. Jeszcze młody, przystojny, niemal zawsze stosownie ubrany. Ale nie to powoduje moją zawiść, w tym zakresie nazywaną „zazdrością pokoleń”. Zazdroszczę łatwości nawiązywania kontaktów. Uśmiechów zadowolenia i skrywających niezadowolenie, znajdywania i opowiadania zawsze odpowiednich do okoliczności anegdot, fascynowania się każdym rodzajem sportu, umiejętności bezproblemowego udziału w tańcach i śpiewach na dowolną melodię.
Te wszystkie zalety Pana Prezydenta nie są jednak jądrem mojej zazdrości. Jądrem jest możliwość niezależnego od nikogo działania i podejmowania decyzji. Pan _Premier – to co innego. Jest desygnowany przez rządzącą partię, może mieć własne zdanie, – ale nie może podejmować decyzji innych, niż takie, jakie się jego partii podobają lub jakie mu wręcz zaleca. A Prezydent może, – jeśli chce. Pewnie, że musi trochę lawirować między prądami unoszącymi go na powierzchni politycznego życia kraju, Europy i Świata, ale w wielu sytuacjach może zachować się w taki sposób, jaki uważa za słuszny. I to nawet wtedy, gdy jakaś część wybierającego go Suwerena może tego nie pochwalać. Albo nie może tego zrozumieć.
Czasem mam wrażenie, że skleroza powoduje, iż należę już do tej ostatniej grupy. Wyraźnie nie nadążam. Jeśli – przykładowo – ktoś z nas, maluczkich wyrobników, pobiegnie szybciej niż inni, albo dalej rzuci kulą czy młotem, Pan Prezydent natychmiast zaprasza go na godziwy poczęstunek, gratuluje, często dekoruje, w świetle reflektorów i kamer wyraża swój zachwyt. Ale jak ktoś dostaje nagrodę Nobla, to Pan Prezydent długo myśli, czy warto zafundować mu obiad albo kolację. Bo rzutu kulą nikt nie krytykuje, a nagroda Nobla w jakiejś dziedzinie może budzić kontrowersje. I Pan Prezydent woli wtedy zachować wstrzemięźliwość. Nawet jeśli to nadrobi, to opóźnienie takiej decyzji pozostanie w mojej – i nie tylko mojej – pamięci.
W ramach tej niezależności Pan Prezydent prosi niekiedy Trybunał Konstytucyjny o pomoc, w podejmowaniu decyzji kłopotliwych dla obozu rządzącego. To skutecznie opóźnia sprawę i Suweren może czasem o nich zapominać. Ale trzeba też pamiętać, że Suweren jest nieprzyzwoicie ciekawski. I jestem pewien, że nie zapomni np. o braku oświadczeń majątkowych członków rządu i ich rodzin. Nie zapomni też o wstrzemięźliwości Pana Prezydenta w wyjaśnianiu sprawy publikacji list poparcia dla kandydatów na członków KRS. To problem Sejmu, – ale Pan Prezydent mógł i chyba powinien, wyrazić swoje zaniepokojenie sposobami jej komplikowania. Okres kampanii prezydenckiej będzie obfitował w przypomnienia o tych – i nie tylko o tych – sprawach.

Inne „podmioty” mojej zazdrości

Bądźmy szczerzy. Nie mogę twierdzić, że tyko Prezydent i Premier budzą moją zawiść. Zazdroszczę także tym, którzy podłapali stanowiska, z których przez kilka lat nikt nie może ich odwołać. Mają nawet lepiej – nie są ciągle obserwowani, pracują ukryci w swoich obszernych fortecach, nikomu nie wolno podważać ich decyzji merytorycznych i personalnych.
Nie ukrywam, że zazdroszczę także władcy telewizji państwowej, zwanej publiczną, i jego niektórym współpracownikom. Jakaż to musi być frajda, jeśli się świadomie fryzuje niemal każdą informację w taki sposób, aby wzmacniała pozycję i budowała prestiż „władzy”. Jak to – zapewne – jest przyjemnie „wieszać psy” na obywatelach drugiej kategorii, w sposób bliski wzorcom wypracowanym przez hejterów, działających pod parasolem ochronnym jednego z ministerstw.
Ostatnio zaczynam zazdrościć policjantom. Zarobki pewnie gorsze, ale poczucie bezkarności i możliwość władczego traktowania obywateli musi sprawiać wiele satysfakcji. Każdego można przecież postawić na baczność, poprosić o dokumencik. Nawet sędziego na sali sądowej w czasie trwania rozprawy. Jakieś immunitety, to burżuazyjne pomysły, podchwycone teraz przez liberałów. Nie musimy się nimi tak bardzo przejmować. W końcu ciągle śpiewamy, że „Bonaparte dał nam przykład jak zwyciężać mamy”. A on prawa wprawdzie tworzył, ale z ich przestrzeganiem też miał problemy. No i nie zwyciężył pod Waterloo. Mam takich znajomych, którzy niemal codziennie studiują mapę Polski, szukając miejscowości, która może u nas spełnić tą rolę.

 

Polityka ponad prawem

Ludzie w togach z czerwonymi żabotami muszą się przyzwyczaić, że przestają być strażnikami praworządności, zaś stają się strażnikami interesów ekipy rządzącej w naszym kraju.

Istnieją dwa główne zagrożenia dla właściwego funkcjonowania prokuratury w Polsce. Związane są one z nadużywaniem mechanizmów dyscyplinarnych w prokuraturze, na co pozwala obecne prawo, obowiązujące od 2016 r.
Po pierwsze, chodzi o przekazanie władzy nad prokuraturą w ręce jednej osoby – Prokuratora Generalnego, również aktywnie działającego polityka Ministra Sprawiedliwości. To powoduje, że w pełni może on uzależnić od swoich decyzji los zawodowy poszczególnych prokuratorów.
Drugim z zagrożeń jest nadużywanie obowiązujących przepisów o odpowiedzialności dyscyplinarnej i wykorzystywanie ich do karania prokuratorów nieposłusznych władzy.
Działania, które mają wywoływać pełne posłuszeństwo podwładnych, prowadzą zaś do słusznych obaw o rzetelność i niezależność postępowań prowadzonych wobec obywateli.

W jednym ręku

Ustawa z dnia 28 stycznia 2016 r. Prawo o prokuraturze, uchwalona głosami PiS przekazała władzę w prokuraturze w ręce jednej osoby – Prokuratora Generalnego i zarazem Ministra Sprawiedliwości.
Jak wskazuje w swoim raporcie Forum Obywatelskiego Rozwoju, te zmiany stworzyły dodatkowe narzędzia do wywierania nacisku na podwładnych prokuratorów.
Szeroka ingerencja Prokuratora Generalnego w toczące się postępowania przedsądowe, w tym wzmocnienie władzy szefa prokuratury do przenoszenia spraw, daje też możliwość ścigania niewygodnych dla władzy osób oraz umarzania postępowań wobec tych, którzy są władzy potrzebni lub jej sprzyjają.
Prokurator Generalny zyskał możliwość przenoszenia toczących się już postępowań, pomiędzy prokuratorami. Nie wymaga to szczególnego uzasadnienia, jak było to w poprzednio obowiązującym porządku prawnym. Wystarczy pisemna decyzja prokuratora przełożonego. Oznacza to, że Prokurator Generalny może dokonać tego rodzaju ingerencji w każdej sprawie prowadzonej przez każdego prokuratora.
Na przykład, przeniesione zostało postępowanie przeciwko prezesowi Zarządu Orlen S.A. Danielowi Obajtkowi za spowodowanie szkody w zarządzanej spółce i osiągnięcie korzyści majątkowej oraz o przyjęcie łapówki. Postępowanie wszczął w 2016 r. prokurator Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim, po czym sprawa została przekazana krakowskiemu wydziałowi zamiejscowemu Prokuratury Krajowej, gdzie została umorzona przez prokuratora Tomasza Dudka.
Sprawa przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego Marka Chrzanowskiego, który zażądał od biznesmena Leszka Czarneckiego łapówki trafiła do katowickiego wydziału Prokuratury Krajowej. Nie trafiła do warszawskiej prokuratury, chociaż miejscem zdarzenia oraz przebywania świadków jest właśnie Warszawa.

Kijem i marchewką

Na mocy obecnie obowiązującej ustawy prokurator przełożony, w tym zwłaszcza Prokurator Generalny może ingerować w decyzje podejmowane przez prokuratora w określonej sprawie karnej, ale także w sprawie cywilnej oraz administracyjnej, jeżeli prokurator zgłosi w nich swój udział.
Mowa tu na przykład o poleceniu wszczęcia postępowania wyjaśniającego, skierowaniu wniosku o zastosowanie aresztu tymczasowego wobec podejrzanego lub też skierowaniu aktu oskarżenia do sądu, podczas gdy prokurator w wyniku śledztwa nie widzi do tego przesłanek.
Poprzednio obowiązująca ustawa dopuszczała taką ingerencję wyłącznie ze strony bezpośrednich przełożonych. W przypadku prokuratorów niższych szczebli nie mógł to być Prokurator Generalny.
Obecny mechanizm stanowi narzędzie do naciskania prokuratorów, aby podejmowali działania zgodne z wolą i oczekiwaniem władz prokuratury, zwłaszcza Prokuratora Generalnego.
Ponadto, w związku z połączeniem urzędów Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego można też dziś mówić o związanych z tym nadużyciach i wykorzystywaniu pozycji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego do realizacji zarówno celów prywatnych, jak i partyjnych.
Widać to zwłaszcza w kontekście karania prokuratorów i sędziów za decyzje podjęte wbrew woli lub oczekiwaniom przełożonych i partii rządzącej.
Jednym z przykładów może być osoba prokuratora Mariusza Krasonia, który 8 lipca br został oddelegowany z Prokuratury Regionalnej w Krakowie do odległej o prawie 300 km i niższej o dwa szczeble w hierarchii Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu. Jako przyczynę przeniesienia Komitet Obrony Sprawiedliwości KOS wskazuje zainicjowanie przez prokuratora Krasonia w maju 2019 r. uchwały Zgromadzenia Prokuratury Regionalnej w Krakowie. Uchwała ta sygnalizowała m.in. ograniczanie niezależności prokuratorów.
Ustawa wprowadzająca zmienione Prawo o prokuraturze z 2016 r. umożliwiła degradację z najwyższych stanowisk prokuratorskich wykwalifikowanych prokuratorów z dużym doświadczeniem zawodowym. Na ich miejsca, do prokuratur pod zmienionymi nazwami, awansowano prokuratorów często z najniższego szczebla. Tym sposobem zdegradowano blisko jedną trzecią prokuratorów byłej Prokuratury Generalnej oraz byłych prokuratur apelacyjnych.
Mechanizm nagradzania i awansów, to kolejne narzędzie do wywierania presji przez władze prokuratury na podległych im prokuratorach. Obecnie możliwe jest awansowanie prokuratora z najniższego szczebla prokuratury do nawet najwyższego. Tym bardziej, że od 4 marca 2016 r., tj. od wejścia w życie ustawy Prawo o prokuraturze Prokurator Generalny ustala rodzaje wyróżnień i nagród oraz tryb ich przyznawania.
Przed nowelizacją nie było podobnej regulacji. Tą zmianą zniesiono również kadencyjność na stanowiskach kierowniczych w prokuraturze. Pomijane są też konkursy na stanowisko prokuratora rejonowego, a rola samorządu prokuratorskiego w tym zakresie uległa osłabieniu.
Ustawa dopuszcza pominięcie konkursu „w szczególnie uzasadnionych przypadkach”, wówczas na stanowisko powołuje się kandydata wskazanego we wniosku Prokuratora Krajowego. W ten sposób Prokurator Generalny może dowolnie sterować polityką kadrową w prokuraturze.
Prokurator Generalny, na wniosek Prokuratora Krajowego, powołuje i odwołuje szefów prokuratur regionalnych, okręgowych i rejonowych.
Przykładem choćby prokurator Katarzyna Fedeńczuk (powołana na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Lublinie po 41 dniach od powołania jej na stanowisko prokuratora Prokuratury Okręgowej w Lublinie), prok. Paweł Wilkoszewski (był prokuratorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie oraz asystentem Zbigniewa Ziobry. Po niespełna 13 miesiącach został powołany na stanowisko prokuratora Prokuratury Regionalnej w Warszawie i oddelegowany do Prokuratury Krajowej), czy prok. Agata Gałuszka-Górska (do Prokuratury Krajowej awansowała z pominięciem bezpośrednio niższego stanowiska prokuratora prokuratury regionalnej. Obecnie jest zastępcą Prokuratora Krajowego).

Macie robić to co się wam każe

Oprócz wymienionych zmian, narzędziem odgórnej presji są postępowania dyscyplinarne, na które ma wpływ Minister Sprawiedliwości jako Prokurator Generalny. Powołuje on przewodniczącego i zastępcę przewodniczącego Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym oraz rzeczników dyscyplinarnych, którzy są oskarżycielami w postępowaniach dyscyplinarnych prokuratorów. Prokurator Generalny może też zażądać wszczęcia postępowania wyjaśniającego wobec konkretnego prokuratora.
To zwiększenie władzy wykorzystywane jest do karania nieposłusznych władzy prokuratorów i wpływania na ich decyzje. Może to więc budzić obawy o prawidłowy przebieg postępowań przedsądowych i sądowych.
Na dodatek, krytycznie należy ocenić ostatni z etapów postępowania dyscyplinarnego prokuratorów, jakim jest postępowanie przed Izbą Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. Składa się ona obecnie wyłącznie z nowo powołanych osób, których zaopiniowała nowa Krajowa Rada Sądownictwa, zdominowana przez nominatów partii rządzącej, a powołał prezydent Andrzej Duda. Zatem trudno mówić o jej niezależności.
Najbardziej powszechną działalnością w zakresie edukacji, którą prowadzą osoby wykonujące zawody prawnicze są lekcje o Konstytucji. Ich celem jest przybliżanie tego najważniejszego w Polsce aktu prawnego obywatelom w różnym wieku, aby mogli świadomie korzystać z przepisów tam zawartych. Jednak taka działalność, zarówno w przypadku prokuratorów, jak i sędziów traktowana jest przez obecne władze państwowe (czyli PiS) jako działalność naruszająca zasady godności i etyki zawodów prawniczych.
Kolejna szkodliwa zmiana, jaką wprowadziła ustawa Prawo o prokuraturze z 2016 roku, polega na wyłączeniu odpowiedzialności w przypadku działania prokuratora „wyłącznie w interesie społecznym”. Tak niejasne sformułowanie daje możliwość nadużyć w tym zakresie i „podciągnięcia” wszystkich działań na korzyść władzy jako te realizowane w interesie społecznym. Faktyczny interes społeczny może nie mieć znaczenia. Sprawa prokuratora, który dopuścił się takiego nadużycia może w ogóle nie trafić do sądu dyscyplinarnego.
Nowa ustawa nie rozwiązała, a wręcz pogłębiła problem odpowiedzialności prokuratorów za działanie na szkodę prokuratury i społeczeństwa. Wszystkie błędne decyzje, zwłaszcza te podjęte pod naciskiem przełożonych negatywnie wpływają na życie niesłusznie oskarżonych oraz ofiar sprawców, którzy nigdy nie zostaną postawieni w stan oskarżenia. Nie niosą natomiast konsekwencji dla prokuratorów podejmujących błędne decyzje.
W kontekście wszystkich wymienionych powyżej zmian należy dopatrywać się chęci wpływania na zachowania i działania prokuratorów. Silny wpływ władzy na ich decyzje może prowadzić do ściągania niewinnych osób – lub nieścigania winnych.

Czy nadajesz się na premiera?

Sprawdź się! Mateusz Morawiecki miałby 100 proc. trafień. Ale na pewno możesz być lepszy!

1. Twój minister kontestuje w mediach ustalenia władz partii, która cię desygnowała na premiera. Co robisz?
a) dymisjonujesz w trybie natychmiastowym
b) udajesz, że nic się nie stało
c) wymieniasz po paru miesiącach, znajdując mu robotę z trzykrotnie wyższym uposażeniem
d) zgłaszasz go do prokuratora pod byle pretekstem

2. Jesteś pewien, że absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego i studiów podyplomowych z zakresu religioznawstwa, który studiował również filozofię na Papieskiej Akademii Teologicznej, najbardziej nadaje się do kierowania:
a) Ministerstwem Edukacji Narodowej
b) Ministerstwem Infrastruktury
c) Ministerstwem Finansów
d) Ministerstwem Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

3. Trzeba powołać Narodowy Instytut Kultury i Dziedzictwa Wsi. Który resort powinien się tym zająć?
a) Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego
b) Ministerstwo Środowiska
c) Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi
d) Ministerstwo Infrastruktury

4. Musisz zrealizować skierowany do odbiorcy zagranicznego i realizowany poza granicami Polski, projekt promujący polską kulturę o nazwie „Kultura inspirująca”. Do wydania na to jest 6 300 tys zł. Komu powierzysz prowadzenie akcji?
a) Ministerstwu Spraw Zagranicznych
b) Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego
c) Ministerstwu Inwestycji i Rozwoju
d) Ministerstwu Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

5. Partia decyduje, że matematyk z wykształcenia musi być ministrem. Stawiasz go na czele:
a) Ministerstwa Środowiska
b) Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego
c) Ministerstwa Edukacji Narodowej
d) Ministerstwa Cyfryzacji

6. Na zainaugurowanie serwisu szukajwarchiwach.gov.pl, który publikuje w internecie opisy oraz zdigitalizowane skany ponad 40 mln archiwaliów przechowywanych w Polsce i na świecie wysyłasz:
a) Ministra Cyfryzacji
b) Ministra Przedsiębiorczości i Technologii
c) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
d) Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego

7. Chcesz w świetle fleszy zwiedzić wystawę, poświęconą Annie Walentynowicz. Wiesz, że są na niej eksponaty pochodzące z archiwów IPN, Komisji Krajowej NSZZ Solidarność, zbiorów państwowych, Kancelarii Prezydenta RP, muzeów, bibliotek, a także zbiorów prywatnych oraz pamiątek rodziny bohaterki ekspozycji. Informujesz media, że udajesz się do:
a) Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego
b) Europejskiego Centrum Solidarności
c) Ministerstwa Sprawiedliwości
d) siedziby IPN

8. W Londynie ma się odbyć spotkanie przedstawicieli biznesu z Europy Centralnej i Wielkiej Brytanii.
a) lecisz na nie sam,
b) wysyłasz ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego
c) wysyłasz ministra Inwestycji i Rozwoju
d) wysyłasz minister Przedsiębiorczości i Technologii

9. Uważasz, że najlepszą osobą do bycia Ministrem Przedsiębiorczości i Technologii jest absolwent:
a) Wydziału Teologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego
b) Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego
c) Instytutu Nauk Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego
d) Wydziału Informatyki, Elektroniki i Telekomunikacji Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

10. Na zainaugurowanie w Nadarzynie, największych w Europie targów poświęconych globalnej pomocy humanitarnej oraz rozwojowej i związanemu z tym biznesowi, które reklamują się zdaniem „Weź udział i zdobądź kontrakty o wartości setek milionów Euro”, a noszą nazwę Warsaw Humanitarian Expo 2019 – wysyłasz:
a) Szefa dyplomacji Jacka Czaputowicza
b) Szefową resortu przedsiębiorczości i technologii Jadwigę Emilewicz
c) Zajmującego się po Beacie Kempie kwestiami humanitarnymi ministrowi Michałowi Wosiowi
d) Szefa resortu zdrowia Łukasza Szumowskiego

11. Szykujesz tzw. pakiet prosumencki, mający ułatwić funkcjonowanie producentom energii ze źródeł odnawialnych. Pakiet przewiduje łatwiejsze rozliczenia z dystrybutorami energii, magazynowanie nadwyżek w sieci elektroenergetycznej operatorów energetycznych i definicję, że prosument będzie mógł wytwarzać energię elektryczną w mikroinstalacji o mocy do 50kW. Przygotowanie wszystkich regulacji prawnych zlecasz:
a) Ministerstwu Infrastruktury
b) Ministerstwu Energii
c) Ministerstwu Środowiska
d) Ministerstwu Przedsiębiorczości i Technologii

12. Rząd zatwierdza 15 mln zł na pomoc dla dzieci z terenów objętych klęską żywiołową. Pieniędzy tych każesz szukać w budżecie:
a) Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji
b) Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej
c) Ministerstwa Sportu i Turystyki
d) Ministerstwa Edukacji Narodowej

13. Na podłączenie wszystkich Gminnych Ośrodków Kultury do szybkiego Internetu masz 100 mln zł. Na program wspierania uczniów i studentów o szczególnych zdolnościach w zakresie algorytmiki, programowania oraz projektowania gier zapanowałeś wydać 82 mln. A do tego dziesiątki milionów złotych na budowę Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, czyli dostępu dla wszystkich szkół bezpłatnego dostępu do szybkiego Internetu. Wydaniem tych pieniędzy obarczysz:
a) Ministra Edukacji Narodowej
b) Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego
c) Ministra Infrastruktury
d) Ministra Cyfryzacji

14. Twoim zdaniem najlepsze kwalifikacje na stanowisko ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji ma osoba, która ukończyła:
a) Uniwersytet Wrocławski na Wydziale Filozoficzno-Historycznym i studia podyplomowe w zakresie wiedzy o Unii Europejskiej w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego
b) Wydział prawa i administracji UW oraz studia podyplomowe retoryki na Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu
c) Instytut Pedagogiki i Psychologii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach oraz studia podyplomowe z zarządzania administracją publiczną w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania im. L. Koźmińskiego w Warszawie.
d) Administrację na Uniwersytecie Warszawskim i podyplomowe Studia Bezpieczeństwa Wewnętrznego na tej samej uczelni

15. Napisanie ustawy zapobiegającej zatorom płatniczym, które negatywnie wpływają na płynność finansową firm i ich rozwój,czyli skrócenie terminów zapłaty; uprawnienie prezesa UOKiK do ścigania dużych przedsiębiorstw generujących największe zatory; ulga na złe długi w PIT i CIT powierzasz:
a) Ministerstwu Sprawiedliwości
b) Ministerstwu Finansów
c) Ministerstwu Przedsiębiorczości i Technologii
d) Ministerstwu Inwestycji i Rozwoju

16. Do Jasionki pod Rzeszowem, na Forum Miast i Regionów, przyjeżdżają ministrowie i eksperci reprezentujący kilkanaście krajów, Komisję Europejską, Komitet Regionów, Europejski Bank Inwestycyjny. Razem kilkuset gości. Do reprezentowania rządu na tym międzynarodowym spędzie wyznaczasz:
a) Ministra Przedsiębiorczości i Technologii
b) Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji
c) Ministra Inwestycji i Rozwoju
d) Ministra Spraw Zagranicznych

17. Rząd wesprze samorządy borykające się z plagą komarów po majowych podtopieniach. O dofinansowanie mogą ubiegać się gminy, które uzyskają pozytywne opinie Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Środowiska, Wojewódzkich Inspektoratów Ochrony Roślin i Nasiennictwa oraz Wojewódzkich Stacje Sanitarno-Epidemiologiczne. Kogo zobligujesz do przekazania gminom pieniędzy?
a) Ministerstwo Zdrowia
b) Ministerstwo Środowiska
c) Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi
d) Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji

18. W szpitalu na Szaserów ma być oddana do użytku zmodernizowana Klinika Pediatrii, Nefrologii i Alergologii Dziecięcej. Powstały komfortowe, klimatyzowane sale chorych wyposażone w łazienki, a pracownie wyposażono w nowoczesny sprzęt diagnostyczno-leczniczy oraz informatyczny i audiowizualny. Kogo powinieneś desygnować do przecięcia wstęgi?
a) Ministra Zdrowia
b) Ministra Edukacji Narodowej
c) Ministra Innowacji i Rozwoju
d) Ministra Obrony Narodowej

19. Najbezpieczniej czujesz się, gdy komendantem Służby Ochrony Państwa jest oficer, który jednostkach zapewniających bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie służy od:
a) 25 lat
b) 10 lat
c) 5 lat
d) 1,5 roku

20.Twój Minister Energii jest nazwany przez Komisję Zakładową NSZZ Solidarność KWK „Pniówek” „Pijaną małpą z brzytwą”. W związku z tym każesz mu:
a) złożyć stosowne zawiadomienie do prokuratury
b) oddać się do dyspozycji premiera
c) złożyć dymisję ze względu na stan zdrowia
d) napisać im list kończący się słowami: „Drodzy Górnicy, przypisywanie mi złej woli napawa mnie smutkiem”.

Odpowiedzi
1 – c
2 – c
3 – c
4 – b
5 – a
6 – c
7 – c
8 – d
9 – c
10 – a
11 – d
12 – d
13 – d
14 – a
15 – c
16 – c
17 – d
18 – d
19 – d
20 – d

Jeśli uzyskałeś 0 – 5 punktów, to nie masz szans na zostanie premierem. Jesteś na to za inteligentny, a na dodatek znasz prawo i kierujesz się w życiu logiką. Te cechy uniemożliwiają bycie Prezesem Rady Ministrów w jakimkolwiek kraju demokratycznym.

Jeśli masz wynik pomiędzy 5 a 15, to bycie szefem ministrów stoi przed tobą otworem. Nie przejmujesz się sensem działań. Nie interesuje cię, co myślą wyborcy. Ważne, żeby popierali cię właściwi ludzie. Skądinąd tacy sami oportuniści jak ty.

Gdy jednak masz od 16 do 20 poprawnych odpowiedzi, to oczywiście na premiera się nie nadajesz, ale w try miga poszukaj kogoś, kto zna Jarosława Kaczyńskiego. Dla niego osoba mająca gdzieś rozsądek, szacunek do wiedzy i kompetencji, ale za to umiejąca robić dobre wrażenie, jest idealna do rządzenia krajem.

Dno i dwa metry mułu

Początkowo wydawało się, że PiS mocno trzyma w rękach cugle kampanii wyborczej. „Piątka” za „piątką” spadały na publiczność niczym złoty deszcz.

Miliardy złotych – do tej pory nawet trudne do wyobrażenia – nagle znalazły się w zasięgu ręki „prostego człowieka”. Każdy we własnym portfelu poczuł dobroć pana prezesa i pana premiera. Reszta nie była ważna.
Pani Szydło mogła posługiwać się jedynie monosylabami wydobywanym spoza zaciśniętych warg, a i tak, co by nie powiedziała, to istne objawienie.
Pana premiera nie imały się nawet krzyczące nagłówki o jakichś „mieszkaniach na słupy”, jakiejś „odprawie, która czeka”, a seryjnie udowadniane mu kłamstwa grzęzły bez szkody niczym kule w kamizelce kuloodpornej.
Nad wszystkim czuwał zaś pan prezes, który rozsiewał „swoje” prawdy i wskazywał na „kłamstwa totalnej opozycji”.
Pośród nich najgorsze, najpodlejsze – kłamstwa oznaczające wojnę z kościołem w Polsce. A rola kościoła w Polsce jest niepodważalna i „każdy, kto podnosi rękę na kościół, podnosi rękę na Polskę”…
No i wypowiedział w złą godzinę! Znaleźli się bowiem śmiałkowie, którzy „podnieśli”. Zamiast nic nie mówić nikomu, żeby było jak dotąd, odwrócili pomnik tyłem do przodu i okazało się, że za fasadą ze spiżu jest pustka, jeśli nie liczyć zbutwiałych frazesów i robactwa zjadającego resztki zasad. Porażenie, oburzenie, wstyd, kompromitacja, przerażenie, zażenowanie – istne tsunami spadło na instytucję tak długo nietykalną. Nagle nie tylko przed rządem, przed PiS-em, ale też i przed wszystkimi jego wyborcami i zwolennikami, stanęło pytanie: kim oni właściwie są, czym jest ich wiara, jakiego kościoła są fundamentem?
No i, co teraz myśleć o tych ministrach, prezesach, urzędnikach wysokiej rangi, którzy trzymając za ręce biskupów, księży, i inne „sługi boże”, kolebiąc się na boki niczym górnicy na Barbórkę w „karczmie piwnej”, wyśpiewują pod niebiosa swą radość z bycia „wspólnotą”. Zaiste piękna to wspólnota…
I nagle, z dnia na dzień, „przestało żreć”! Film braci Sekielskich obejrzała cała Polska. Ciągle jeszcze niesie się przez kraj ten szlagwort: „kto podnosi rękę na kościół, podnosi rękę na Polskę”, tylko, że te same słowa znaczą coś zupełnie innego. Groźbę: kto zagląda do księżych sypialni, kto publicznie daje wyraz oburzeniu i niezgodzie na maltretowanie i deprawowanie dzieci, łamanie im życia u zarania, ten godzi w tysiącletnią tradycję pod karą niepolskości…
Geniusz pana prezesa legł w gruzach, a on sam zapewne, gdyby mógł, połknąłby własny język.
Niestety liczni dziennikarze i dziennikarscy halabardnicy, którzy porobili kariery dzięki dobrej zmianie, nie mogą języka połykać, bo z gadania żyją. Tylko, co mówić w takiej sytuacji? Jak bronić przegranej sprawy? Jakoś trzeba, bo żyć przecież z czegoś trzeba…
Jesteśmy więc świadkami kuriozalnych wypowiedzi, wygibasów słownych, gotowości do wypowiedzenia każdego idiotyzmu w służbie partii-karmicielki. Najwyżej mierzą oczywiście najbardziej znani, najgłośniejsi, wyniesieni na kominy. Taka praca – od nich przecież oczekuje się najwięcej, zwłaszcza w godzinie próby.
Rekord świata w kategorii „włazidupstwo ekstremalne” pobił bezapelacyjnie pan redaktor Piotr Semka, który na Twitterze napisał: „Zarzucacie kościołowi pedofilię, a jego biskupi cierpieli za komuny głód. Ja wiem, że to pozornie nie ma związku z filmem Sekielskiego, ale chciałbym to w tej chwili przypomnieć…”
Jasne! Pamiętam jak dziś – generał Jaruzelski osobiście zakluczył prymasa Glempa w ciemnicy i trzymał go tam o chlebie i wodzie. Do Klarysewa na rozmowy przywozili prymasa karetką i pod kroplówką, żeby nie zemdlał przed generałem z głodu. Biskup Orszulik natomiast tylko dlatego trzymał się prosto podczas obrad „okrągłego Stołu” i nie spadał pod stół w Magdalence, że go bezpieka, jak Birkuta przed biciem rekordu w układaniu cegieł, dokarmiała specjalną szynką zza „żółtych firanek”…
Za największymi podążają dziarsko kurs-galopkiem liczne zastępy redaktorów Semko-podobnych, pomniejszych, lokalnych. I oni robią wszystko, żeby zaznaczyć swoją obecność we wspólnym froncie obrony Polski przed ręką podniesioną na kościół i „dobrą zmianę” przy okazji też.
Miałem okazję wysłuchać jednej z tysięcy rozmów, które na finiszu kampanii wyborczej odbywają się w setkach rozgłośni. Ta akurat odbywała się w rozgłośni państwowej, w publicznym radiu szczecińskim. Audycję prowadził sam szef, niejaki Przemysław Szymańczyk. Chyba neofita pisizmu, gdyż nastał w roku 2016, a wcześniej pracował w TVN. Gościem był prof. Bogusław Liberadzki, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, lider listy KE w okręgu zachodniopomorskim i lubuskim, polityk SLD. Jest profesorem SGH, jego specjalnością jest transport i ekonomika transportu. Była więc na przykład okazja, żeby porozmawiać o zapowiedzianej przez rząd reaktywacji publicznego transportu – skąd na to pieniądze, czy zaplanowane przez rząd wystarczą, czy jest szansa na fundusze europejskie na ten cel, co profesor by zrobił, żeby je skierować do Polski, gdyby ponownie został europarlamentarzystą?… Furda tam!
Redaktor zaczął od cytatu z Manueli Gretkowskiej: „Katolicy są godni współczucia i ubolewania”.
Manuela Gretkowska reprezentuje Kongres Kobiet, który wchodzi w skład Koalicji Europejskiej.
Pan redaktor Szymańczyk nie mówi, dlaczego ona to powiedziała, w jakich okolicznościach, tylko wali na odlew: – Czy uważa pan, że ja, jako katolik, jestem godny współczucia i ubolewania?…
– Patrzę panu prosto w oczy, dodał, co znaczyło, że oczekuje absolutnej szczerości.
Co sobie profesor pomyślał, to jego, co odpowiedział, to drugie – znany jest przecież z tolerancji, skłonności koncyliacyjnych, gotowości do rozmowy i niechęci do kłótni. Poza tym był w gościach.
Redaktor jednak był jak zaprogramowany – rozmowa toczyła się, gdy film Sekielskich obejrzały już miliony:
– Skąd ten wątek antyreligijny u wielu polityków związanych z Koalicją Europejską lub podmiotami, które stanowią KE?
– Czym innym jest kościół hierarchiczny, czy innym kościół powszechny, a czym innym jeszcze religia jako taka, odpowiada grzecznie profesor, dodając, że on w filmie wątków antyreligijnych nie widzi. A hierarchowie… no cóż. Trzeba zrobić wszystko, żeby to się nie powtórzyło.
Redaktor jednak, jakby trzymając w ręku jakąś książeczkę ze złotymi myślami prezesa, nie ustępuje:
– Toczy się gra o korzenie. Mamy do czynienia z ofensywą antyreligijną…
Na dowód przytacza wypowiedź Tuska sprzed kilku lat, że nie będzie klękać przed biskupami, dodaje tęczę wokół Maryi…
– I tak w całej Europie!
Pada przykład Fryburga, gdzie katolicką procesję otaczały wrzeszczące lesbijki i geje, którzy dopuściliby się rękoczynów, gdyby nie policja…
– Czy tak ma wyglądać współczesny model tolerancji europejskiej, czy pan jako przedstawiciel frakcji socjalistycznej podziela tego rodzaju model? Za chwilę zgodnie z doktryną marksizmu-leninizmu będziemy musieli wyznawać wiarę wyłącznie w domu, krzyże i kościoły będą musiały być zamknięte, bądź zniknąć z przestrzeni publicznej, zresztą tak się dzieje w Francji i częściowo w Niemczech, kościoły są zamykane, zamieniane w magazyny… Słowo daję, tak ten Szymańczyk, redaktor, nadawał przez radio… Profesor długo wychodził ze zdumienia, choć nie ustawał w dobrotliwości, pytając uprzejmie na przykład: – a co wspólnego ma film Sekielskich z marksizmem-leninizmem?…
Redaktor się zreflektował i przeszedł do nawozów sztucznych osobliwie fosforanowych.
– Pani pośle, zaczął znienacka, 24 października 2017 roku głosowano w europarlamencie nad limitami kadmu w nawozach fosforanowych… Pan nie głosował, bo był w Emiratach Arabskich…
Jakby się kto pytał, te nawozy, to złoty interes Rosjan, w podtekście pytania czai się więc kolejna PiS-owska fobia o „nabijaniu kabzy Putinowi”…
Na końcu okazało się, że to nie było jedno głosowanie, tylko trzy, że PE osiągnął kompromis i że…
Redaktor skończył jednak audycję, bo już „wystarczająco nad panem posłem się pastwiłem”…
A nad słuchaczami? Słuchacze, to pies? Nic dziwnego, że publiczne radio szura antenami po dnie słuchalności, grzęznąc co chwilę w mule z bełkotu.