Uwaga, kryptoantysemityzm!

Krzysztof Lubczyński
Uwaga, kryptoantysemityzm!

Publikacji poświęconych „udziałowi” literatury w filmie powstało już tak wiele, że można by z nich ułożyć sporą biblioteczkę. Ot można choćby przywołać Aleksandra Jackiewicza, krytyka, którego „niebezpieczne związki literatury i filmu” szczególnie pasjonowały, podobnie jak Zygmunta Kałużyńskiego, Jerzego Płażewskiego, Andrzeja Kołodyńskiego i innych krytyków niezapomnianej „polskiej szkoły krytyki filmowej”.

Anna Ślósarz, literaturoznawczyni i medioznawczyni, odwróciła tę relację. Zbadała „udział” filmu w literaturze, choć ograniczyła się do XXI wieku.
Ograniczenie to było jednak uzasadnione, bo dopiero w kinie dwóch pierwszych dekad XXI obecność kina i innych środków audiowizualnych w materii prozy (i poezji) zaznaczyła się ze szczególną częstotliwością i intensywnością. Autorka, we wstępnym rozdziale („Literatura barometrem stanu kultury”) zwraca uwagę na fakt, że przewaga diagnostyczna barometru literatury nad barometrem jakim jest film polega na tym, że literatura, z uwagi na swój znacznie mniejszy zasięg społeczny niż zasięg i powszechność dostępności filmu, w znacznie mniejszym stopniu podlega zakusom i rygorom cenzury niż kino. To literatura najgłębiej opowiada o „esencji społeczeństwa”. I także dlatego dzieła literackie są w większym niż film stopniu „antropologicznymi dokumentami”, a nawet w stopniu większym niż nauka, ograniczona rygorami metodologii.
Poza tym obraz świata w kinie jest bliższy temu, jaki sobie ludzie wyobrażają. W literaturze, tej bardziej ambitnej, przeciwnie, obraz ten jest bardziej adekwatny do rzeczywistości. Jednak połączenie w jednym antropologii dzieła literackiego i antropologii kina daje szczególny efekt synergii, wzajemnego wzmocnienia przekazu. Jak wynika z informacji autorki, stan badań nad filmem w literaturze jest poza Polską bardzo zaawansowany i obfituje w liczne owoce w postaci edycji książkowych i artykułów.
Autorka pochyliła się w pierwszym rzędzie nad poezją, biorąc pod badawczą lupę m.in. poezję Seamusa Heaneya, Jacka Kaczmarskiego, Oksany Zabużko. Następnie zajęła się trylogią powieściową Stephena Kinga o Billu Hodgesie, powieścią Jakuba Żulczyka „Wzgórze Psów”, prozą Jerzego Pilcha, literaturą non-fiction (m.in. reportażem), n.p. „Nowym alfabetem mafii” Ewy Ornackiej i Piotra Pytlakowskiego, jak również współczesną dramaturgią polską i obcojęzyczną. Obecność kina i nowych mediów elektronicznych (telewizja to medium „stare”), w tym także gier komputerowych czy form przekazu takich, jak reality show, jest w literaturze XXI wieku odzwierciedlona różnorako.
Nie tylko w postaci „biernej”, jak „bierna” obecność tytułów filmowych i popularnych bohaterów w masowej masowej literaturze a także instrumentarium z zasobu nowych technologii, lecz także „czynna”, poprzez obraz oddziaływania na publiczność kina i popularnych bohaterów oraz nowych mediów (postacie typu Batman czy Superman, agenci służb specjalnych typu Jamesa Bonda, policjantów, gangsterów, postaci z nowych mitologii rodem z „gwiezdnych wojen” typu R2D2 czy prozy „tolkienonaśladowczej”. Autorka podjęła właściwie chyba wszystkie kluczowe zagadnienia związane z obecnością i oddziaływaniem kina i nowych mediów (w tym zakresie w jakim są obecne w jej przestrzeni) na literaturę. Praca Anny Ślósarz została bardzo dobrze zaplanowana metodologicznie.
Gdyby bowiem autorka ograniczyła się do obszernych, ale wybiórczych studiów z zakresu tematu (samej tylko trylogii Kinga poświęciła sto stron, a powieści Żulczyka stron ponad pięćdziesiąt), jej praca nie miałaby waloru rozległej syntezy, jako że przy całej potędze globalnego fenomenu pisarstwa Stephena Kinga, czy znaczeniu prozy Jakuba Żulczyka w krajowym rankingu, nie mają one jednak waloru pars pro toto. Dlatego znakomitym pomysłem było sporządzenie obfitego liczebnie katalogu tytułów filmów i nazwisk reżyserów oraz aktorów wszystkich kinematografii (choć najczęściej reprezentowana jest amerykańska). Katalog opatrzony jest krótkimi, ale esencjonalnymi opisami tematyki filmów obecnych w przestrzeni literatury.
Praca ta, opatrzona bogatą bibliografią, indeksami nazwisk, tytułów, postaci, stacji telewizyjnych, kanałów, korporacji i portali filmowych jest bezcennym przewodnikiem dla każdego kto w tej czy innej formule zajmuje się pisaniem o współczesnej kulturze. „Powstało mnóstwo książek o filmowych adaptacjach, ale niewiele dotyczących wykorzystania w literaturze filmowych praktyk i technologii. Tymczasem poeci, pisarze i dramaturdzy wnikliwie przedstawiają rolę filmu – filmów fabularnych, dokumentalnych, audycji telewizyjnych, spotów reklamowych, wizualizacji w grach. Obrazowo, wręcz multimedialnie ilustrują i diagnozują zachowania ludzi, zjawiska społeczne oraz fundamentalne trendy kultury. Radość z rozpoznawania motywów i konwencji popularnego kina wyzwala zaś czytelniczą satysfakcję” – napisała autorka studium.
I satysfakcja ta byłaby pełna, gdyby nie drobne niby, ale irytujące, a przy tym dwuznaczne w swojej wymowie kiksy jakie znalazły się w pracy Anny Ślósarz. Na stronie 281, w ramach listy krótkich biogramów (m.in. Gary Cooper, Charles Bronson, Stanisław Bareja, Monica Bellucci) znalazły się też nazwiska Aleksandra Forda i Piotra Fronczewskiego, w tym przypadku jako popularnego Pana Kleksa z filmu Krzysztofa Gradowskiego według Jana Brzechwy.
Choć jednak ani we wcześniejszej, ani w dalszej części książki autorka nie zastosowała takich dopisków (choć mamy do czynienia z międzynarodową i często bardzo kosmopolityczną zbiorowością o rozmaitych korzeniach) jak następujący. Otóż w przypadku Forda, jego nazwisko opatrzone jest dopiskiem „właśc. Mosze Lifszyc” i wzmianką, że był „członkiem PZPR”, tak jakby było to istotne dla sylwetki filmowej reżysera. Ten sam zabieg zastosowała autorka do osoby Piotra Fronczewskiego („właśc. Piotr Finkelsztejn”). Podobnie, na stronie 282 Roman Polański określony został jako „reżyser żydowskiego pochodzenia” (zabrakło wiedzy o jego „właśc.” nazwisku?).
W innym miejscu „żydowskie pochodzenie” jest „wytknięte” Agnieszce Holland, wraz z potraktowanym krytycznie cytatem z jednej z jej wypowiedzi. Niestety, ale tego typu nazewnictwo charakterystyczne jest dla piśmiennictwa antysemickiego i szkoda, że te kiksy nie zostały wychwycone przez naukowych recenzentów pracy Anny Ślósarz.
Z kolei nazwisko Witolda Pileckiego, w tym przypadku przywołanego jako bohater fabularyzowanego dokumentu „Pilecki” Mirosława Krzyszkowskiego, 2005), opatrzone jest jego najważniejszymi stopniami i rolami, łącznie ze wzmianką o okolicznościach jego śmierci („stracony przez komunistyczną władzę”), choć jako żywo nie jest on bohaterem zbiorowej, popularnej wyobraźni nawet w Polsce.
Jednocześnie wielki reżyser Andrzej Wajda opatrzony został notką oschłą, maksymalnie lakoniczną. Nadto w rozdziale poświęconym Wojciechowi Tomczykowi, firmowemu dramaturgowi „dobrej zmiany” i obecnej władzy, znalazł się obszerny, kilkustronicowy fragment, w którym w tkankę analizy tematu „agenci służb specjalnych jako medialni sternicy poglądów i zdarzeń”, wpleciony został nie pasujący do naukowej formuły studium, wartościujący, ocenny passus jawnie publicystyczny.
Skierowany jest on przeciw PRL, krytykuje brak lustracji, w trybie aprobatywnym odnosi się się do lustracji ideologicznej dziennikarzy krytycznych wobec prawicy (m.in. wymienione z nazwisk, w „poetyce” donosicielskiej („córka działacza PZPR”, jakby to miało jakieś znaczenie, czy „syn Niny Terentiew”, jakby nie można być „synem Niny Terentiew”, tzw. „resortowe dzieci”), a w trybie negatywnym w stosunku do telewizji okresu transformacji, kiedy to jakoby „atakowano prawicę, wspierano aborcję, podsycano antylustracyjną histerię, stronniczo relacjonowano politykę pierwszego niekomunistycznego rządu Jana Olszewskiego”.
Tu nastąpił cytat z wypowiedzi Olszewskiego. Autorka ma niepodważalne prawo do swoich poglądów, ale te antysemickie „szpileczki” „ni pricziom” i obszerne passusy publicystyczne o jednostronnej wymowie politycznej nie licują z marką intelektualną tego typu pracy o charakterze naukowym. No coż, jedni palą „kukłę Żyda” lub tekst statutu kaliskiego, a inni prawie metodą półjawnej insynuacji przemycają antysemityzm w pracach naukowych.
Niezależnie od tych kiksów, lekturę tej cennej ze wszechmiar pracy dr hab. Anny Ślósarz zdecydowanie rekomenduję.

Anna Ślósarz – „Film w literaturze XXI wieku”, „Universitas”, Kraków 2021, str, 517, ISBN 978-83-242-3720-3

Poprzedni

Myśl zimna w gorączce tropików

Następny

Kluczowa sesja KC KPCh inspiruje świat i dostarcza wskazówek, jak mają rozwijać się Chiny