Konfiarze i konfetki. Wolnorynkowa utopia dla słabych umysłów

14 lut 2026

Państwo dla wszystkich i dla każdego ogranicza wolność w jednej dziedzinie, żeby poszerzyć ją w innych. Lewica powinna to tłumaczyć – ale nie umie. Ta nieumiejętność może przynieść opłakane skutki. Nam wszystkim.

Podczas kryzysu wolnorynkowego kapitalizmu lat 30. rozczarowani jego niewydolnością wybrali autorytarną prawicę. Współczesny kapitalizm taniej pracy i szczątkowego państwa socjalnego zrodził podobny fenomen. W USA, w Europie, w Ameryce Południowej rozczarowane wyczynowym kapitalizmem klasy pracownicze zasilają prawicę. W Polsce przechodzą na stronę całej tej narodowo-ksenofobicznej menażerii: od pseudoludowego PiS do ultraliberalnej Konfederacji.

Rej wodzi teraz tiktokowy Sławomir. To Janusz biznesu, zręczny marketingowo kuglarz, talib wolnego rynku i mentzennik regulacji. Jego recepta to więcej kapitalizmu w kapitalizmie. Co gorsza, wiedzie młodych na pokuszenie biznesowej kariery w polskim peryferyjnym kapitalizmie. Ale drogą przedsiębiorcy do bogactwa i władzy może dojść dwóch, trzech na stu powołanych. Co z resztą i co dalej z państwem jako organizatorem usług publicznych w dobrze funkcjonującej wspólnocie życia i pracy?

Darwinowską koncepcję walki o byt najsilniejszych zainspirował angielski filozof i socjolog Herbert Spencer. Był zajadłym zwolennikiem wolnej, nieskrępowanej żadnymi normami przedsiębiorczości. Jego bajkę o wolnym rynku przekształciła w popularną doktrynę austriacka szkoła ekonomii (L. von Mises, F. A. von Hayek). I to ona inspiruje konfiarzy i konfetki-szczebiotki. Potrafią recytować z pamięci całą ich księgę mądrości.

Tu nie ma społeczeństwa. Są produkujące i konsumujące jednostki. Mają one zdolność podejmowania autonomicznych wyborów, co i jak produkować oraz co i kiedy konsumować. Człowiek dążący do sukcesu działa w warunkach konkurencji z innymi. Konkurencja ta rodzi niepewność i nieprzewidywalność skutków. Rodzi tym samym ryzyko, ale też i nowe szanse zysku. Radzenie sobie z nim to istota przedsiębiorczości. Za błędne decyzje płaci się bankructwem.

W przeciwieństwie do odważnych przedsiębiorców i inwestorów, firmy publiczne nie bankrutują, mają też miękkie ograniczenia budżetowe. Dlatego działają mniej efektywnie, wręcz szkodzą pozostałym uczestnikom rynku. Szkodzi zwłaszcza państwo. Może ono tylko zaburzać spontaniczny ład. Ten zaś tworzy równowagę między zasobami, a potrzebami jednostek. I tylko te warunki zapewniają efektywną alokację społecznych zasobów, tym samym dobrobyt dla ubogich duchem. W dziełach Spencera nie ma taniej pracy, tanich surowców, taniej ziemi ludów kolonizowanych. Pomińmy więc imperializm, szubienice dla niepokornych żeglarzy i niewolników, eksploatację peryferii i przyrody…

Jeśli spojrzymy na przeszłość gospodarki kapitalistycznej, to granice wolnej przedsiębiorczości się kurczyły, choć biznes zawsze stawiał zaciekły opór. Najpierw długo bronił „swobody zawierania umów” z pracownikami. Swobodę tę ograniczyło w 1819 r. państwo angielskie, zabroniło bowiem zatrudniania dzieci poniżej 9 lat.

Trochę starszym ograniczało pracę do 12 godzin dziennie.

Później obrońców wolności oburzał zakaz handlu ludźmi, bronią, narkotykami, nawet ludzkimi organami. Za to nie oburzało angielskich pionierów wolnego rynku zmuszanie społeczeństwa chińskiego do „konsumpcji” opium. W inny sposób nie potrafili zrównoważyć bilansu handlu herbatą – tak wówczas popularną używką, zwłaszcza o piątej po południu.

Do dziś oburzają ich licencje konieczne do tego, by wykonywać zawody zaufania społecznego: lekarzy, prawników, bankowców. Do histerii doprowadza ich płaca minimalna, przepisy zawierania i rozwiązywania umowy o pracę.

Wolną przedsiębiorczość ubezpieczają finansowane przez nich pseudonaukowe think tanki, jak Cato Institute czy Fraser Institute. W Polsce różne „obywatelskie” centra myśli wolnej od społecznych realiów: Warsaw Enterprise Institute, Centrum im. Adama Smitha, i dziesiątki podobnych wydmuszek. Składają one donosy na państwo, które utrudnia doing business.

Państwa robią to w imię ochrony pracy, jakości życia, homeostazy planety. Ale kiedy nałożą one nawet skromne ograniczenia na wolną przedsiębiorczość, stają się „socjalistyczne”. W języku fundamentalistów rynkowych to etykieta wroga nr 1.

Jak stwierdza demaskator wolnorynkowej mitologii, koreańsko-angielski ekonomista Ha-Joon Chang, „historia kapitalizmu to w istocie ciągła walka o granice rynku”. Dlatego nauka ekonomii to w 95 procentach tzw. zdrowy rozsądek, podpowiadający, jak osiągać zysk. Nie przypadkiem bankierzy szwedzcy przyozdobili ją dla niepoznaki tzw. ekonomicznym Noblem.

Problem realny – zdaniem Mentzena i jego wyznawców – występuje pod nazwą paternalizmu.

Czy państwo ogranicza wolność?

Kiedy monopolizuje edukację dzieci i młodzieży – czy nie ogranicza to wolności zamożnych rodziców, którzy nie mogą posyłać przyszłych Rafałów biznesu do prywatnej, lepszej szkoły?

Owszem – powinna odpowiedzieć lewica – ale w ten sposób poszerza wolność wszystkich innych rodziców.

W społeczeństwie, gdzie poziom edukacji jest najwyższy na świecie, tj. w Finlandii, nie ma prywatnych szkół. Dlaczego? Bo tam, gdzie władze lokalne współfinansują edukację, mogą pojawić się szkoły lepsze i gorsze – są bowiem gminy uboższe i bogatsze. Wówczas rodzice, którzy nie mogą posłać dziecka do lepszej prywatnej szkoły, będą zabiegać o to, żeby podnieść poziom nauczania w publicznej. Dzięki temu w systemie publicznym pozostają i zdolne dzieci, i rodzice troszczący się o jakość ich nauczania. Jaka jest alternatywa? Jak pisze krytyk balcerowiczowskiej transformacji Ursusa w Factory, ekonomista keynesowski Tadeusz Kowalik: „większy zakres wyboru dla dzieci (i ich rodziców) stwarzany przez szkoły prywatne, został okupiony przez zubożenie szkół państwowych (publicznych), wraz z tym i wolności wyboru ich uczniów”.

Inny przykład: dlaczego ci przedsiębiorczy mają być przymuszani do oszczędzania na przyszłość w ZUSie, a nie w prywatnych funduszach emerytalnych?

Ale co z tymi, którzy nie przewidzieli, że kiedyś dochody płacowe ustaną? Siądą z kapeluszem na rogu ulicy przed biurem podatkowym Mentzena? Może lepiej zmusić ich, żeby część dochodów z pracy przeznaczali systematycznie na zabezpieczenie starości? Czyli – mogłaby tłumaczyć lewica – państwo ogranicza ich wolność dysponowana swoimi zarobkami teraz, żeby mieli swobodę ich wydawania, kiedy już nie będą zdolni do codziennego zapierdolu.

Według Mentzena progresywne i wysokie podatki ograniczają możliwość życia w podmiejskiej rezydencji z widokiem na błękitną wodę basenu. Co gorsza, ludzie z „genami lenistwa” popadają w – jak wyraził się skądinąd błyskotliwy krytyk próżniaczej elity Thorstein Veblen – „wyuczoną bezradność”. Stają się tak piętnowanymi przez warszawkę „roszczeniowcami”. Tylko przesłaniają widok morskich bałwanów swoimi napęczniałymi od piwa brzuchami.

Ale co począć z chorymi fizycznie, z mającymi problemy z psychiką, z wypaleniem zawodowym po opuszczeniu obozu pracy, który tworzą koledzy Mentzena?

Sprawne państwo jest potrzebne każdej wspólnocie życia i pracy. Dlatego kres liberalnej utopii przewiduje nawet przewodnik wszystkich ekonomicznych fundamentalistów, „The Economist”. Tylko do Mentzena nie dotarła jego prognoza, że „świat wkracza w nową erę, w erę interwencjonizmu”. Dlatego hałaśliwie kroczy on pod prąd. Dołącza do swoich przodków: warcholskiego szlachcica czy samowładnego magnata I RP. A krajowi potrzeba takich reformatorów jak Franciszek K. Drucki-Lubecki, Eugeniusz Kwiatkowski czy, w Polsce Ludowej, Hilary Minc. Tacy przewodnicy są szczególnie potrzebni wspólnocie, która zawierza opiekę nad swoją przyszłością nie tylko przywódcy upadającego mocarstwa, ale też zdalnemu kierownictwu Hetmanki Narodu – Jasnogórskiej Królowej Polski.


Tekst pierwotnie ukazał się w Tygodniku NIE, nr 7/2026.

Najnowsze

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

Dlaczego Bogaci mogą płacić mniej podatków niż Biedni?

System podatkowy w Polsce to jawna niesprawiedliwość. Zwykli pracownicy płacą ciężkie daniny, podczas gdy milionerzy korzystają z luk prawnych. Ministerstwo Finansów przyznaje, że bogatsi płacą mniej, co rodzi pytanie: dlaczego osoby zarabiające minimalną krajową powinny ponosić większe obciążenia niż ci na szczycie? Czas na sprawiedliwe reformy!

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

46,7 proc. Polaków popiera wykorzystywanie AI jako wsparcia dla lekarzy

Blisko połowa Polaków popiera wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI) jako wsparcia dla lekarzy, wskazując na potrzebę efektywniejszej organizacji pracy w systemie ochrony zdrowia. W badaniach 46,7% dorosłych Polaków akceptuje AI w medycynie, a 30,6% się jej sprzeciwia, obawiając się sposobu wykorzystania technologii. Eksperci podkreślają, że AI ma wspierać lekarzy, a nie ich zastępować, co budzi nadzieję na lepszy dostęp do świadczeń. Wysoki odsetek osób niezdecydowanych może świadczyć o potrzebie wzrostu wiedzy na temat praktycznych zastosowań AI w medycynie.

Wielkie granie w innej siedzibie

Wielkie granie w innej siedzibie

Szalone Dni Muzyki zyskały nowy dom w siedzibie Sinfonii Varsovia na Grochowskiej, po rewitalizacji Instytutu Weterynarii. Festiwal trwał sześć dni i przyciągnął tłumy, w tym koncerty kameralne, orkiestrowe oraz występy dla dzieci. Na programie znalazły się dzieła klasyków takich jak Mozart, Chopin i Bach, a także młodzi wykonawcy z polskich szkół muzycznych pokazali swoje umiejętności. Wystąpiły znane zespoły oraz artyści solowi, pokazując potencjał muzyczny w Polsce. Wkrótce festiwal wejdzie w nową erę, mając nadzieję na dalszy rozwój.

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Pokolenie wychowane przez algorytmy. Jak media społecznościowe zmieniają psychikę i życie młodych ludzi?

Media społecznościowe zdominowały życie dzieci, przyćmiewając wpływ rodziców i szkół. Algorytmy TikToka, Instagrama i YouTube’a stały się nowymi wychowawcami, prowadząc do długich godzin spędzanych online, gdzie przemoc, idealizowane ciała oraz presja społeczna są na porządku dziennym. Zjawisko to nie pozostaje bez wpływu na zdrowie psychiczne młodzieży, z rosnącym odsetkiem problematycznego korzystania z sieci. Polski rząd próbuje ograniczyć dostęp do tych platform, ale sama granica wiekowa to za mało. Społeczeństwo musi zająć się odpowiedzialnością korporacji, które zyskują kosztem dobrostanu młodych ludzi.

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska gospodarka zachwyca na G20. Ale czy Polacy odczuwają ten sukces?

Polska to gospodarczy fenomen, bijący na głowę Niemców, Francuzów i Włochów w tempie wzrostu PKB. Jednak za imponującymi statystykami kryje się smutna prawda: większość obywateli wciąż żyje poniżej unijnej średniej zamożności, a deficyt finansów publicznych hukowo rośnie. Sukces gospodarczy to coś więcej niż tylko liczby.

Sprawdź również

Europa Środkowa, korzyści z integracji

Europa Środkowa, korzyści z integracji

Integracja Europy Środkowej przynosi regionowi wymierne korzyści w zakresie bezpieczeństwa, rozwoju gospodarczego oraz umożliwia skuteczną prezentację wspólnych interesów w Unii Europejskiej. Do najciekawszych przykładów integracji regionu należą: 1. Utworzony w 1991...