Lekcje nieodrobione

Dawno, dawno temu, jeszcze w Polsce Ludowej, podczas opozycyjnych demonstracji organizowanych przez NSZZ „Solidarność”, noszono transparenty z napisem: „Państwo jest wtedy policyjne, kiedy policjant zarabia więcej niż nauczyciel. Włodzimierz Lenin”.
Młodszym czytelnikom muszę wytłumaczyć, że był to bardzo celny i złośliwy strzał w kierunku rządzących wtedy elit. Nie tylko przypominał o zaległej lekcji do odrobienia, czyli podwyżce płac dla nauczycieli i innych pracowników resortu oświaty. Wypominał też władzy wyższe od nauczycieli zarobki przyznane nielubianej przez obywateli Milicji Obywatelskiej, czyli ówczesnej policji. I na dodatek czynił to posługując się cytatem z Włodzimierza Lenina, wtedy postaci funkcjonującej na prawach obecnego papieża Jana Pawła II-go.
Lata minęły. Polska Ludowa przetransformowała się w III Rzeczpospolitą. Tej niedawno rządzące elity nałożyły nowe, autorytarne i narodowo-katolickie szaty IV RP. Ale, pomimo tych zmian, nauczyciele dalej zarabiają kiepsko jak zarabiali. Nawet katecheci uczący jedynej słusznej religii katolickiej.
I nawet informacje, że policjanci też kiepsko zarabiają, nie polepszają nauczycielskiej doli.
Zarabiają kiepsko, bo w III RP żadna z formacji politycznych, nawet SLD, nie traktowała solidnego uregulowania systemu płac nauczycielskich jako priorytetu programowego.
Przyjęło się w Polsce, że polski nauczyciel to taka Siłaczka z noweli Żeromskiego, wieloletniej lektury szkolnej zresztą, czyli osoba wielce ideowo przekonana do krzewienia oświaty. I dlatego nauczyciel nie musi, wręcz nie powinien, dużo zarabiać.
Dodatkowo, wpływowa NSZZ „Solidarność”, dzisiaj wspierająca rządzący PiS, porzuciła leninowskie krytyki „policyjnego państwa”. Dziś dla bieżących celów politycznych NSZZ „Solidarność” tłumi pro strajkowe nastoje środowisk nauczycielskich. Wyprzedaje swój etos za ochłapy rzucane jej z rządowego żłobu.
Rząd PiS znalazł w deficytowym budżecie państwa polskiego ponad 40 miliardów aby za pieniądze wyborców kupić ich głosy. Nie starcza mu już, aby wreszcie systemowo uregulować płace w resorcie oświaty.
Narzekającym na biedę nauczycielom proponuje się produkcje dzieci aby więcej mogli skorzystać z programu 500+.
Pewnie niebawem rodzicom narzekającym na spadek poziomu oświaty PiS władza zaproponuje aby wysyłali swe dzieci na korepetycje. Bo przecież rodzice dostają po pięćset złotych na każde już dziecko. Zatem mogą je indywidualnie douczać.
Jest jeszcze inne rozwiązanie pozwalające zniwelować skutki odchodzenia najlepszych nauczycieli z pracy. Skoro nie ma pieniędzy w deficytowym budżecie państwa na podwyżki dla nauczycieli, to może rząd zapełni grożący nam deficyt polskich nauczycieli ukraińskimi, hinduskimi i nepalskimi emigrantami?
Oni lekcje za rząd odrobią.
A dla deficytowego budżetu taniej to też wypadnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *