O Władysławie Gomułce z nieprzemijającą pamięcią Polskiego Października i o częściowej prawdzie z książki prof. Andrzeja Nowaka.

Zygmunt Tasjer
O Władysławie Gomułce z nieprzemijającą pamięcią Polskiego Października i o częściowej prawdzie z książki prof. Andrzeja Nowaka.

Zentralbild Gahlbeck 19.4.1967 th-ki. VII. Parteitag der SED – 19.4.1967. Beifall für die Diskussionsrede am 3. Sitzungstag – V.l.n.r.: Willi Stoph, Mitglied des Politbüros des ZK der SED, Wladyslaw Gomulka, Erster Sekretär des ZK der PVAP, Friedrich Ebert, Mitglied des Politbüros des ZK der SED.

Przyzwyczailiśmy się niestety do tzw. polityki historycznej uprawianej głównie przez IPN, będącej kontynuacją trwającej od 1989 roku kampanii antykomunistycznej ze wszystkimi cechami propagandy z okresu polskiego stalinizmu. Jednak niezgłębioną tajemnicę niosą sytuacje, w których bardzo poważne postacie polskiej nauki historycznej prezentują opinie na temat wydarzeń czy też osób z okresu Polski Ludowej, odbiegające od złożoności tamtego czasu, nadto niepełne, pomijające kluczowe treści i fakty lub istotne uwarunkowania.

Przecież wiedzą o tym wszystko doskonale bo są powszechnie znane i wielokrotnie podnoszone.

Ukazał się ostatnio

nakładem Wydawnictwa Literackiego w Krakowie, interesujący tom pt. „Żywoty równoległe. Wyjątkowi Polacy. Tragiczne wybory. Heroiczne postawy”. Stanowi zapis wcześniej emitowanego cyklu rozmów prof. A. Nowaka z red. Dorotą Truszczak na antenie Radia Kraków. Edytor informuje: „Nobliści i wodzowie, koniunkturaliści i święci –
ikony polskiej kultury i polityki. Zestawione w intrygujące duety Wyszyński – Gierek, Czartoryski – Mickiewicz, Walentynowicz – Kuroń, Miłosz – Jan Paweł II, Piłsudski – Dmowski”. Takich równoległych życiorysów jest w książce dwadzieścia jeden obejmujących ponad dwa wieki naszej historii, a trzy reprezentują postacie ze sfery polityki odwołujące się do okresu Polski Ludowej. Te właśnie treści książki, z wielu względów, warto omówić.

Profesor nie obdarza życzliwością

wszystkie cztery komunistyczne postacie, choć najmniej tu o nią chodzi.
Opisane żywoty Wyszyńskiego i Gierka stanowią dyskusyjnie dobraną równoległość, bo fundamentalne znaczenie kardynała miało miejsce we wcześniejszych okresach politycznych, o których w dużej mierze są tu właśnie rozważania. „Prymas rzeczywiście czuł się interrexem. Uważał, że współdźwiga ciężar odpowiedzialności za Polskę w sytuacji, kiedy nie ma w pełni legalnej władzy świeckiej, gdy ta władza…znów odeszła od wspólnoty emocji, rozumienia tego co dobre dla Polski, od społeczeństwa, od narodu.” Natomiast „ Gierek patronował dekadzie, w której zaczęły się owe długi, towarzyszące konsumpcji, zapewne przez wielu z nas dobrze wspominanej — przecież pamiętamy ten zwrot po 1970 roku, pojawienie się coca coli czy pepsi na sklepowych półkach… Niezależnie jednak od tego…trzeba przypomnieć, że to nie tylko czasy kontrolowanego otwarcia na Zachód, lecz także ponownego zwiększenia zależności Polski od Moskwy”. Abstrahując od sporu o legalność władzy, sprowadzanie tamtej dekady do symbolicznej coca coli jest poważnym nadużyciem w stosunku choćby do dokonanego, poważnego postępu w dziedzinach technologii i mieszkalnictwa. Przywołane przez autora obdarzenie Breżniewa Orderem Virtuti Militari czy zmiany w konstytucji na rzecz „wiecznej przyjaźni z ZSRR” były powszechnie traktowane jako konieczny, nie największy jednak, serwitut, aby nie przeszkadzali w tym naszym „otwarciu na Zachód.”
Kolejna para Anders – Świerczewski stanowi klasyczny zestaw biało-czarnych postaci i gdy pierwsza jest wzorem wszelkich cnót i zasług, druga na pocieszenie została utrwalona pod pseudonimem „generał Gomez”, na łamach światowego bestseleru Ernesta Hemingwaya „Komu bije dzwon”.
Antybohaterem jest Bolesław Bierut, „a może również Władysław Gomułka”.

Kwestia dążenia do zdobycia władzy

stanowi powtarzający się motyw w prezentacji tych postaci w okresie lat 1943 – 1947, tak jakby jej posiadanie przez komunistów miało tylko i jedynie na celu zadowolić oczekiwania Kominternu i żądania Stalina. Istniały oczywiście wspólnota ideologii oraz powojenny, ustalony przez zwycięskie mocarstwa, podział stref wpływów, ale daleko nie wyczerpuje to złożoności problemu w tamtych czasach.
Krytyka, nie tylko ze strony sfer lewicowych i ludowych, stosunków politycznych i społecznych w II RP, także klęski wrześniowej i jej okrutnych konsekwencji, budowała przekonanie, że w powojennej, bardziej sprawiedliwej Polsce dokonać należy szeregu zasadniczych przeobrażeń. Dotyczyły reformy rolnej jako aktu likwidującego wręcz feudalne stosunki na wsi, nacjonalizacji przemysłu i bankowości, powszechnego, bezpłatnego dostępu do wszystkich szczebli oświaty, także do upowszechnienia odbioru kultury i jej państwowego wsparcia. Na bazie takich właśnie, społecznie oczekiwanych, zmian toczyła się walkę o władzę. Jeśli dodać jeszcze ocenę prof. Andrzeja Romanowskiego, że jedynie polscy komuniści w zaistniałych okolicznościach, byli władni utrzymać co prawda ograniczone, ale jednak, suwerenne państwo polskie, to mamy dopiero rzeczywisty obraz opisywanego w książce okresu.

Sprzeczność

przedstawionych opisów i ocen dotyczących działalności Władysława Gomułki polega na tym, że z jednej strony Profesor przywołuje fakty i wyraża opinie, często mało znane, rozbijające funkcjonujące (przynajmniej w niektórych kręgach) stereotypy czy też zasadnicze uproszczenia dotyczące postępowania Gomułki, z drugiej jednak pomija, bądź nie docenia, jego licznych i ważnych dokonań. I tak przeplatają się one przez karty książki.
• Gomułka „w 1939 roku, wyszedłszy z więzienia na mocy amnestii jako działacz komunistyczny, jednak zgłasza się z chęcią, z wolą przystąpienia do walki.”
To „jednak” oznacza wyjątkowość postawy, bo obrona ojczyzny nie mieściła się, wg. autora, w politycznych wyborach Gomułki. Formułuje także pojęcie „polskie rozumienie patriotyzmu”, które w rzeczywistości wyraża ocenę tylko wybranej grupy dając dowolne możliwości stygmatyzowania innych, co zresztą po dziś dzień u nas w najlepsze funkcjonuje.
• „Gomułka z tych szkoleń [w ZSRR – Z. T.} wyniósł przekonanie, że Związek Sowiecki to jednak nie ideał, że wiele elementów „raju komunistycznego” bynajmniej raju nie przypomina. I Gomułka wcale nie udawał, że jest inaczej. Raziło go także, ilekroć sowieccy gospodarze wyraźnie podkreślali swoją rolę starszych braci nadzorców, kierowników, a nawet można powiedzieć wprost — dyktatorów tego, co ma robić partia komunistyczna w Polsce…. głęboko przeżył pakt Ribbentrop-Mołotow, jakim szokiem było dla niego to, że Związek Sowiecki może się porozumieć z Niemcami, nawet hitlerowskimi, żeby zlikwidować Polskę.”
• „Trzeba podkreślić, że współdecydował o wyrokach śmierci na bohaterów polskiego podziemia niepodległościowego, choć formalnie najważniejsze decyzje w tej sprawie podejmował Bierut.” Są jeszcze „zbrodnie samego Gomułki”. Ale Gomułce… jednocześnie przypisywano zasługi w organizacji tak zwanych Ziem Odzyskanych, zachodnich terenów Polski — bo przecież był ministrem do spraw tychże ziem w rządzie Osóbki-Morawskiego.”
Przywołując fakt, że ten rząd uzyskał aprobatę także mocarstw zachodnich to warto przypomnieć, że drugi, poza Gomułką, wicepremier w tym rządzie Stanisław Mikołajczyk już w listopadzie 1945 potępił bratobójcze mordy dokonywane przez Narodowe Siły Zbrojne. Profesor używa określeń „współdecydował” i nadto obarcza zbrodniami Gomułkę nie podając żadnych dowodów, nie wyjaśniając na czym konkretnie te działania polegały, obarczając go odpowiedzialnością. Tą samą metodą, poprzez określenie „przypisywano mu”, umniejsza jego działalność jako ministra Ziem Odzyskanych. To już co najmniej czysta IPN-owska propaganda.
• Gomułka „pojechał do Moskwy, [ w 1956 r. – Z. T.] ale nie po to, by prosić, korzyć się, tylko żeby poprawić warunki skrajnie niekorzystnych dla Polski układów handlowych ze Związkiem Sowieckim. Wiadomość o tym, że…jedzie do Moskwy, a następnie z niej wraca z sukcesem — w postaci zmiany owych kolonialnych w istocie układów handlowych — to tylko przyczyniło się do ogromnego wzrostu jego ówczesnej popularności. Choć trudno nam sobie to dzisiaj wyobrazić, za Gomułkę dosłownie zanoszono modły w tysiącach polskich domów. Wierzono, że on jeden może poprawić pozycję Polski w stosunkach ze Związkiem Sowieckim, zwiększyć zakres polskiej niezależności. I tak też było, choć jednocześnie Gomułka jako satrapa chciał jak najszybciej przywrócić pełnię władzy partii komunistycznej nad społeczeństwem, bo wiedział, że teraz to będzie jego osobista władza.”
Jak bywa w prezentacji tego żywota, w beczce miodu musi znaleźć się łyżka dziegciu. Nie zaprzeczając oczywiście szczególnym osobistym cechom i kontrowersyjnym nawet zachowaniom Gomułki, o których zresztą szerzej pisze autor, jednak to ostatnie, cytowane zdanie dowodzi, że historia tylko władców – cesarzy, królów czy I sekretarzy – nie wypełnia, a więc i nie wyjaśnia opisanego okresu dziejów. Gomułce nie chodziło o „osobistą władzę” nad społeczeństwem, a o sprawczą możliwość realizacji określonych idei i wynikających z nich zadań. A to zasadnicza różnica, uwzględniając jeszcze ascetyczny, pozbawiony chęci posiadania, jego tryb życia.
• „Uważał, że tylko on jeden może uratować Polskę przed błędami. Jednym z nich miał być otwarty antysowietyzm, uważał bowiem Gomułka, że Polska pozbawiona oparcia w Związku Sowieckim padnie łupem rewizjonizmu niemieckiego. Nie można dzisiaj zbyć tego stanowiska wzruszeniem ramion, bo — pamiętajmy — w 1956 roku polskie granice zachodnie nie były uznane na Zachodzie, w szczególności przez Republikę Federalną Niemiec. I to Gomułka uczyni głównym celem swojego działania politycznego — by tę geopolityczną niepewność polskiej sytuacji zmniejszyć. Pod tym względem, trzeba powiedzieć, odniesie niezwykle ważny sukces, dobry dla Polski. Nie dla niego, nie dla PRL-u, ale dla Polski właśnie. Było nim doprowadzenie do podpisania, niezależnie od Moskwy, układu I z RFN w grudniu 1970 roku…”
Zachwyca autor niektórymi sformułowaniami. Oczywiście, że w zaistniałej sytuacji, będąc I sekretarzem KC PZPR i posiadając nie tylko władzę, ale i olbrzymie w tym czasie zaufanie społeczeństwa polskiego, był j e d y n y m, który mógł aktywnie wyprowadzić Polskę z okresu stalinizmu przy zachowaniu obecnego ustroju, także uchronić kraj przed powtórką krwawej, jatki węgierskiej. Również, wbrew dąsom radzieckim, podpisać układ z NRF. Jeśli się mylę, to kto inny ?
Władysław Gomułka, jak dowodzi zresztą prof. Nowak był komunistą, ale i patriotą, stąd sukces podpisanego układu był tak samo ważny dla niego, dla państwa polskiego, które nazywało się wtedy PRL, jak i dla Polski.
• „Nie rozumiał społeczeństwa polskiego lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, nie pojmował, że ono się zmienia. Skoro skromna jest nasza produkcja, to i żyć musimy skromnie, nic na wyrost, żadnych pożyczek — tego rodzaju nastawienie rozmijało się z rozbudzonymi aspiracjami Polaków, by zbliżyć się do standardów bogatszych społeczeństw zachodnich, także tych konsumpcyjnych.”
Stan gospodarki opartej na przemyśle ciężkim i możliwości eksportowe głównie węgla, siarki i miedzi dawały rzeczywiście ograniczone możliwości. Trudną sytuacje pogłębiały jeszcze – o czym się tak łatwo dziś zapomina – ciągle trwająca powojenna odbudowa kraju, nowe konieczne inwestycje jak zapora w Solinie, zapewnienie miejsc pracy i mieszkań rosnącemu wyżowi demograficznemu i realizacja wielkiego, historycznego programu oświatowego – 1000 szkół. Nie wspominając o pozostałych licznych. Nie tłumaczy to oczywiście faktu, iż niewykorzystane zostały w tamtym czasie inne, aktywne, ekonomiczne i organizacyjne rozwiązania. Wzrost społecznych aspiracji był naturalny po zaspokojeniu podstawowych życiowych kwestii, przykład bogatych krajów zachodnich miał liczący się wpływ , ale Gomułka rzeczywiście, jak ognia, bał się zadłużenia kraju, co zresztą potwierdziło się w swoich skutkach dekadę później.
• „Ascetyczny, zawsze przekonany o swojej absolutnej racji Gomułka rozmijał się coraz bardziej z nastrojami dużej części elit społecznych. I stąd także jego konfrontacja, w końcu bezpośrednia, z owym elitami. „List trzydziestu czterech” uznał za fanaberię intelektualistów polskich, którzy chcą jakiejś dziwnej wolności słowa, a tu wystarczy taka wolność, jaką zgodnie ze swoją najwyższą mądrością będzie dozował towarzysz pierwszy sekretarz. To jest geneza czarnej legendy Gomułki jako ciemniaka, twórcy „dyktatury ciemniaków”. Powiedziałem: legendy, bo w istocie nie jest ona całkiem sprawiedliwa dla Gomułki, nie było tak, że nie rozumiał kultury w ogóle, niemniej traktował ją instrumentalnie, uważał, że powinna być podporządkowana polityce, jego polityce.”
To „jego”, jako leitmotiv w wypowiedziach autora, sprowadza się do polityki państwa, które rzeczywiście kulturę hołubiło i na nią łożyło, i z racji tego uważało, że twórcy co najmniej nie powinni go krytykować.
• Podporzadkowanie polityce to „także powód zasadniczego konfliktu z prymasem Wyszyńskim. Gomułka zwarł się w tej walce, bezwzględnej walce przeciwko Kościołowi katolickiemu, z prymasem Wyszyńskim nie dlatego, że chciał zwalczać religię jako taką, ale ponieważ uważał, że prymas próbuje realizować polską rację stanu inaczej niż on, Gomułka, to rozumie. To budziło w nim furię i chęć złamania Kościoła, czego symbolem stała się konfrontacja w 1966 roku, w ramach obchodów Millenium.”
Awantura z Kościołem rozpoczęła się 18 listopada 1965 roku po opublikowaniu listu-orędzia biskupów polskich do biskupów niemieckich ze słowami „przebaczamy i prosimy o wybaczenie”. W ówczesnych, napiętych stosunkach PRL – RFN stanowiło to wydarzenie wyjątkowe w swym odbiorze i skutkach. Władze państwowe, w pełni tym aktem zaskoczone, uznały, że polscy hierarchowie przekroczyli uprawnienia, które należą do państwa; polscy wierni – znam to z autopsji słuchając wtedy licznych, oburzonych głosów nawet bardzo oddanych Kościołowi osób – nie akceptowali tego „przepraszam” w stosunku do Niemców mając w pamięci tak niedawną wojnę; w odpowiedzi niemieccy biskupi unikali jednak jasnego określenia stanowiska w kluczowej kwestii granicy na Odrze i Nysie. Jeżeli nawet zrozumieć można chrześcijańskie przesłanie inicjatorów listu, to niewątpliwie stanowiło ono także ważny fakt polityczny. Ciągiem dalszym konfrontacji państwo – kościół stały się obchody 1000-lecia Państwa Polskiego z wyraźnymi, antyniemieckimi akcentami, a nadto uciążliwo-represyjne działania administracyjne wobec Kościoła wg starego, acz zmienionego porzekadła „Jak Bóg Kubie tak Kuba Bogu”. Spór między państwem polskim a Kościołem katolickim obfituje w liczne przykłady, aktualnie te instytucje znajdując się w symbiozie nawzajem siebie kontrolują.
• „Jestem przekonany, że sam Gomułka nie chciałby odejść, zachowując twarz, wolał ją stracić i osiągnąć to, co osiągnął siódmego grudnia 1970 roku, czyli wspomniany układ z Niemcami.”
Związek opisanych zachowań Gomułki miał inną kolejność – wpierw osiągnął sukces, a później stracił twarz, w wyniku czego musiał odejść.
• „wydarzenia ostatnich dwóch lat rządów najmocniej obciążają jego konto. Pod wieloma względami słusznie, ale jest to również stereotyp, czy raczej swoista opowieść zaczynająca się od marca 1968, w której Gomułka został obsadzony konsekwentnie w roli czarnego charakteru. A przecież marzec nie został zorganizowany przez niego, tylko przeciw niemu. Była to prowokacja obliczona na zmianę władzy, na obalenie towarzysza „Wiesława”. Współtworzyli ją, chyba niezależnie od siebie, Mieczysław Moczar, ważny funkcjonariusz UB, w latach sześćdziesiątych zwierzchnik aparatu bezpieczeństwa, oraz „pan na Śląsku”, Edward Gierek, także dążący do władzy. Obaj chcieli wykorzystać agitację antysemicką do odsunięcia pierwszego sekretarza. Gomułka był żonaty z działaczką komunistyczną pochodzenia żydowskiego i osobiście na pewno nigdy antysemickiego nastawienia nie przejawiał. Jego pozycja po marcu 1968 roku bardzo osłabła, bo nie umiał do końca spacyfikować tej akcji; zdołał tylko chwilowo uratować swoją funkcję sekretarza.”
• „Zapominamy także o tym, że Grudzień 1970 roku był nie tylko słusznym odruchem protestu społecznego, ale również polityczną prowokacją na szczytach władzy, zorganizowaną z wykorzystaniem robotników na Wybrzeżu jako swego rodzaju mięsa armatniego — jakkolwiek to strasznie brutalnie brzmi. ..Gomułka…rzeczywiście wydał w grudniu 1970 roku zgodę na użycie broni przeciwko protestującym robotnikom, ale sformułował jasno regulamin, który wykluczał tego rodzaju masakrę, do jakiej doszło na stacji kolejki trójmiejskiej w Gdyni. Ta masakra została świadomie zorganizowana poprzez zablokowanie przepływu informacji między Gomułką a oficerami dowodzącymi wojskami na Wybrzeżu…Kiedyś, paradoksalnie, dość szczerze o tym powiedział w programie nagrywanym dla Telewizji Polskiej generał Czesław Kiszczak, opisując kulisy operacji usunięcia Gomułki… była oczywiście uzgodniona z Moskwą, z Breżniewem, który miał już trochę dosyć nazbyt niezależnego, upartego pierwszego sekretarza z Warszawy.”
Co prawda znane są inne wersje wydarzeń, które doprowadziły do robotniczej masakry, ale ich praprzyczyny zaistniały kilka lat wcześniej.
Pozostaniemy z autorem zapewne przy swoich ocenach. Dla Profesora, osoby o konserwatywnych poglądach, „może również antybohaterem jest Władysław Gomułka”, dla mnie wybitną postacią nie tylko okresu Polski Ludowej. I piszę to abstrahując od moich ideologicznych wyborów, wystarczają mi fakty przytoczone w tym tekście.

 

Poprzedni

Aktor niemożliwy, ale istniejący

Następny

W wiernej służbie dobrej zmiany!