Pierwszomajowo i historycznie

Wspomnienia i współczesne odniesienia do historii obchodów 1 maja. Oraz trochę doznań osobistych i refleksji.

Obchody majowe, zwłaszcza w Europie, ale nie tylko, były przed laty potężnymi manifestacjami o większe prawa, poprawę życia i warunków pracy milionów robotników, świata pracy. Domagano się zmiany oblicza kapitalizmu, jego bardziej ludzkiej twarzy. A w przestrzeni publicznej funkcjonował pogląd podziału ówczesnego świata na dwa obozy – obóz imperializmu i wojny oraz obóz socjalizmu i pokoju. Kapitalizm był stopniowo zmuszany do zmiany swojej dotychczasowej istoty i charakteru z drapieżnego, wilczego na bardziej sprawiedliwy, do dzielenia się zyskami z tymi, którzy je tworzyli. Stopniowo zmieniał swój system ekonomiczno-społeczny. Pracujący domagali się opiekuńczej funkcji państwa.
Kapitał był więc zmuszany do większej wrażliwości na potrzeby pracowników będąc pod wielkim naciskiem, w tym manifestacji i protestów. Walnie przyczyniła się do tego ogromna popularność światowego socjalizmu. Przecież dziś w wielu państwach władzę sprawują lub współtworzą rządy koalicyjne, socjaliści.
Od „chleba i pracy”…
A teraz trochę o historii manifestacji majowych na świecie, ale szczególnie w Polsce, w II RP oraz po wojnie, w Polsce Ludowej i współczesnym ich charakterze.
W moim dość długim życiu było sporo obchodów pierwszomajowych, w których uczestniczyłem jako uczeń, a później jako dorosły, na różnych stanowiskach służbowych. Byłem jednym z maszerujących w kolumnie pochodów, ale też stałem na trybunie jako jeden z wielu pozdrawiających idących w pochodach przedstawicieli wszystkich niemal środowisk naszego społeczeństwa. Przez te dziesiątki lat miały one różny charakter, hasła polityczne i oprawę propagandową. Warunkowane to było sytuacją społeczno-polityczną w kraju oraz tym, jaka partia czy partie były włodarzami Polski.
Jakże różniły się one w czasach Polski Ludowej od tych organizowanych w II RP. Manifestanci wówczas żądali chleba i pracy. To były główne hasła i oczekiwania znacznej części bezrobotnych, robotników i inteligencji. Były też w naszej historii obchody majowe, w których strzelała policja granatowa i rozpędzała tłumy manifestantów kolbami karabinów. Ówczesny minister spraw wewnętrznych nawet podpisał regulamin, jak policjanci mają kolbami atakować robotników, by nie uszkodzić karabinów. Tego wstydliwego faktu historycznego w ogóle się nie wspomina. Bo poprawność polityczna tego wymaga. Wśród uczestników obchodów pierwszomajowych byli nie tylko ranni, lecz także ofiary śmiertelne. Jako dziewięciolatek pamiętam rozmowy w rodzinie i wśród sąsiadów z ulicy Lipowej Sokołowa Podlaskiego. Wiodła ona od Węgrowskiej aż do dworca kolejowego, a mieszkali tam prawie sami robotnicy i kilku rolników, m.in. rodziny Ukasiewiczów i Ławeckich oraz parę rodzin pracujących w różnych urzędach miasta. Ja uczestniczyłem w obchodach majowych w czasach, w których praca i chleb już były, lecz nie zawsze pod dostatkiem, więc czasami kiszki marsza grały. Oj, grały za lepszym chlebem i różnymi jadalnymi dodatkami. Nie zawsze i nie we wszystkich latach mojego życia on dobrze smakował. Na szczęście jest to już daleka przeszłość.
…po „oficjałki”
Były to czasy i okresy różne, obfitujące w ważne narodowe wydarzenia, które się kładły niekiedy cieniem, a nawet dramatem na ówczesnej rzeczywistości. Miały one przecież przeróżne barwy naszego systemu ustrojowego. Przeżywaliśmy od 1956 roku stalinizm. Później przyszła odwilż oraz czas zrywania, odrzucania jego ideologii i zaklęć programowych.
Był też jakże ważny etap Władysława Gomułki. To w naszej historii okres wybijania się na samodzielność, etap polskiej drogi rozwoju i istotnej zmiany naszego życia. Zmiany w relacjach ze Związkiem Radzieckim. Polacy dokonali wówczas ważnych przeobrażeń demokratycznych, eksponując bardziej interesy narodowe we wspólnocie socjalistycznej. Wielu polityków zostało wówczas postawionych przed sądami za ich zbrodnicze czyny i działalność represyjną. Byli sądzeni w procesach politycznych i karani za czyny, których nie popełnili. Po Gomułce była dekada Edwarda Gierka. Do dziś toczy się spór o jej ocenę. Wielu Polaków pozytywnie ocenia okres sprawowania władzy przez tego polityka z rodowodem robotnika i inżyniera. Był to bardzo znaczący okres naszego rozwoju gospodarczego oraz zbliżania się do zachodniej cywilizacji. Powstał nowoczesny przemysł. Polska otworzyła się szeroko na świat zachodni. Pojawiły się nie tylko korzystne relacje z państwami zachodniej Europy, lecz i świata. Nastąpił znaczny rozwój współpracy z krajami kapitalistycznymi, a nie tylko członkami RWPG.
Dekada Gierka i jego osobiste kontakty z wieloma politykami świata znacząco przyczyniły się do wzrostu gospodarczego naszego kraju. Także życia oraz warunków bytowych naszych obywateli.
Ale mieliśmy również stan wojenny, który podzielił nas na dwie części. Na tych, którzy bronili Polski Ludowej i tych, którzy dążyli do jej zburzenia, do zmiany istniejącego ustroju.
Wówczas to nasze społeczeństwo zostało po prostu przeorane. Groziła nam wojna polsko-polska oraz strumienie krwi Polaków. Mimo upływu lat znaczny procent nas, Polaków, uważa, że odważna decyzja Wojciecha Jaruzelskiego uchroniła rodaków od samozagłady i niepotrzebnego przelewu znów polskiej krwi. Rzeczywistej wojny Polaków z Polakami, przy zbrojnym udziale sąsiadów, ich interwencji w nasze narodowe sprawy. Są przecież historyczne dowody i fakty, które potwierdzają, że mogłoby zaistnieć to najgorsze, gdyby nie wola męża stanu generała Wojciecha Jaruzelskiego.
To, co wyżej napisałem, jest moim wstępem do rozważań na temat pierwszomajowego święta. Przecież nie można na powyższy temat pisać w oderwaniu od ówczesnej sytuacji, która warunkowała charakter przebiegu tego święta. Chcę opowiedzieć nie o historii obchodów 1 Maja w ogóle, nie o historii manifestacji ludzi pracy, lecz o tych obchodach, w których uczestniczyłem.
Bez robotników
W moim rodzinnym mieście w czasach II RP takich obchodów nie organizowano. Nie pamiętam większych zgromadzeń. Dlaczego? W tym mieście, w którym się urodziłem i mieszkałem do dwudziestego roku życia, nie było większych zakładów pracy. Była jedna cukrownia i tartak oraz dworzec kolejowy (teraz go nie ma) i rozlewnia octu. I to wszystko. Były rodzinne warsztaty rzemieślników, ale nie zatrudniano w nich pracowników, a w niektórych zatrudniano jedną osobę, ucząc zawodu, za co rodzice musieli płacić. Takie były czasy jeszcze po II wojnie światowej. Kilka lat po wojnie nowa władza zakazała pobierania opłat za naukę zawodu. Komunistów w tym czternastotysięcznym mieście było pięciu. Wszystkich znałem, pamiętam nazwiska. Był to zamiatacz ulic, szewc, piekarz, pracownik cukrowni i pracownik miejskiego samorządu. Nie wykazywali oni większej aktywności społecznej. Toteż nie było komu organizować pochodów pierwszomajowych.
Rok trudny
Pierwsze obchody pierwszomajowe, w których uczestniczyłem zorganizowano w moim mieście w 1949 roku. Był to trudny rok. Walki z niezłomnymi, którzy atakowali z zaskoczenia, ukrywając się w lasach lub melinach wiejskich. Był to dla niektórych czas dramatyczny. Ginęli Polacy, którzy odbudowywali swoje miejsca pracy, chłopi zajmujący ziemię obszarników. Jednego dnia pochowano 17 spośród tych, którzy bronili władzy ludowej. Było to na rynku przy pomniku księdza Brzóski, powstańca z 1864 roku powieszonego przez zaborców carskich. Nieco później kilkunastu poległo pod Borowem. Zamach na sekretarza KP PPR. I jeszcze inne dramatyczne wydarzenia, które nas, sokołowiaków, podzieliły, zwaśniły. Ginęli ci z lasu.
Władze powiatowe na terror odpowiadały tym samym. Walczono o kształt przyszłej Polski, o to, jaka ona miała być. Tak samo było w gminach naszego powiatu, w Kosowie Lackim, Sterdyniu i innych miasteczkach i wsiach powiatu. I w takiej scenerii walk bratobójczych odbył się pierwszy pochód pierwszomajowy. Trybuna była wybudowana na ulicy Węgrowskiej obok budynku, który był siedzibą KP PPR. Jak na miasto powiatowe, to było trochę uczestników tej manifestacji. Byli to przeważnie pracownicy różnych urzędów administracji miejskiej i kolejarze oraz młodzież szkół.
Po upływie czterech lat od wojny powstały bowiem szkoły średnie i zawodowa, handlowe liceum oraz zasadnicza szkoła metalowa. Z naszym uczestnictwem w tych obchodach było trochę kłopotów i sporo krytyki władz miasta. Większość naszych uczniów i uczennic to mieszkańcy pobliskich wsi, dzieci małorolnych chłopów. Dlatego w niedziele i inne święta młodzież ta wyjeżdżała do rodzin. Musiała przecież zaopatrzyć się w czystą bieliznę i żywność. Czasem przywozili nawet smaczny chleb wypiekany przez ich rodziny we własnych domowych piecach. Jadłem taki chleb wypiekany przez ojca mojego kolegi szkolnego Zbyszka Getnera, mieszkającego w tym samym domu co ja. Jego ojciec miał wiatrak, który mielił rolnikom zboże na mąkę.
W tych obchodach święta majowego nie uczestniczyłem w kolumnie szkolnej, ale szliśmy w pochodzie z moim kolegą szkolnym Jankiem Aniołkiem, który był wiceprzewodniczącym zarządu szkolnego ZMP, a ja przewodniczącym. No i oczywiście, posypały się gromy z inspektoratu szkolnego KP PPR na pana profesora chemii i fizyki, wspaniałego wychowawcy i przyjaciela młodzieży, wielce szanowanego przez uczniów dyrektora szkoły.
Już się pieśń na usta rwie
Zarząd szkolny ZMP jak mógł, tak bronił dyrektora, który rozumiał potrzeby młodzieży, tak skrzywdzonej przez lata okrutnej niemieckiej okupacji. Na nasze wnioski załatwiał fundusze na zapomogi dla uczniów najbardziej potrzebujących pomocy materialnej. Mnie jako przewodniczącemu Zarządu Szkolnego ZMP też trochę się dostało. Przewodniczący powiatowy ZMP powiedział wówczas, że jaki dyrektor, taki i przewodniczący ZMP. Odburknąłem koledze przewodniczącemu, mówiąc, że może mnie wymieni na innego, skoro się nie podobam.
– Kiedy chcecie przeprowadzić wybory nowego przewodniczącego? – pytałem. – No, kolego Zdzisławie, nie tak prędko, coście w gorącej wodzie kąpani – odpowiadał. – Jak źle pracuję, mogę zrezygnować z tej społecznej funkcji. Ja nie jestem na etacie, jak wy – odparłem. Spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem i powiedział: No dobrze, koniec z tym problemem, na drugi rok będzie lepiej. Nie wiem, co będzie w przyszłym roku. To moje postawienie się wpłynęło na poprawę moich relacji z powiatową władzą młodzieżowej organizacji.
W godzinach popołudniowych odbył się festyn na miejskim stadionie przy ulicy Lipowej, parę domów za domem, w którym mieszkałem. Grała orkiestra strażacka, ja grałem też na dość dużym instrumencie, czyli basie. Były ciepłe kiełbaski, a nawet coś mocniejszego. Bawiono się wesoło, ale pijanych osób nie widziałem, chociaż w wielu domach w tym czasie produkowano bimber z mąki żytniej. Nie znałem jego smaku, bo nigdy w czasach młodości nie sięgałem po kieliszek trunku. Był wtedy modny kwas chlebowy, który robiono z suszonego chleba.
Kolejny mój udział w pochodzie pierwszomajowym miał miejsce w 1953 roku. Przydzielono nas do różnych zakładów pracy jako symbol jedności wojska z ludem i klasą robotniczą. Organizatorzy wręczali nam szturmówki i transparenty, na których były m.in. hasła: „WP z ludem”, „Partia z narodem, naród z partią”. Był las szturmówek i transparentów.
Po zakończeniu pochodu składaliśmy je w jedno miejsce. Była to góra płótna i drzewa. Czy je wykorzystywano wielokrotnie, nie wiem. Ten mój udział w majowej manifestacji trwał cztery godziny. Później usprawniono organizację pochodów. Kolumny poszczególnych dzielnic przychodziły na różne godziny. Za kończącą pochód daną dzielnicą wkraczała kolejna.
Już nie męczono ludzi godzinami oczekiwań na swoją kolej przemarszu przed trybuną. Pamiętam jednak, że prowadziliśmy rozmowy między wieloma osobami różnych zawodów. Zawiązywały się nawet przyjaźnie. Wiele kontrowersji wzbudzała wówczas tzw. nomenklatura przy wyznaczaniu na różne stanowiska w zakładach pracy.
Centralizacja i jej skutki
Na ogół decydowała Egzekutywa KW PZPR, a nie dyrektor instytucji lub przedsiębiorstwa, który najlepiej znał kompetencje swoich pracowników. Mówiłem im, że w wojsku decyzje personalne podejmują przełożeni. Np. dowódcą pułku nie mógł być oficer, który nie miał odpowiedniego stażu na stanowisku dowódcy batalionu. Rozmawialiśmy więc o różnych tematach. Manifestacje były wielotysięczne, całe sztaby pracowały nad ich przygotowaniem.
Przez kilka lat uczestniczyłem w obchodach centralnych w Warszawie, pracując w stolicy. Pamiętam ich przebieg i masowy, bardzo liczny udział mieszkańców. To były tłumy, jakże liczne kolumny maszerujące przed trybuną. W czołówce pochodu szedł m.in. gen. Wojciech Jaruzelski w otoczeniu znanych osób, w tym m.in. prof. Zbigniewa Religi, późniejszego ministra zdrowia. Kilku członków PAN oraz twórców kultury. Pamiętam szczególnie te pochody, które były organizowane w końcówce lat Polski Ludowej, kiedy I sekretarzem KC PZPR był Stanisław Kania. Maszerowałem w kolumnie pracowników jednej z instytucji centralnych. Nastroje manifestantów były już inne. Pojawiały się obawy, rozterki i widmo zagrożeń społecznych. Było mniej uśmiechów i radości. Myślano o najgorszym, o sporach i jakże głębokich podziałach społeczeństwa. Już była wielka „Solidarność”.
Agresywne wypowiedzi i zachowania jej przywódców oraz politycznych doradców. Ujawniły się roszczeniowe postawy, żądania ekonomiczne, które rujnowały naszą gospodarkę. Ciągłe strajki i spadek produkcji. To skutkowało brakiem wielu podstawowych produktów, a szczególnie żywności i środków czystości. W sklepach były puste półki, kolejki z kartkami na mięso i inne produkty żywnościowe.
Wracałem z kolegami z pochodu w 1981 roku w kierunku ulicy Królewskiej, gdy z placu Zamkowego wyszła już kolumna, za nią następne. Skandowano nazwisko: Wałęsa, Wałęsa. Był to już inny pochód zdominowany przez przeciwników istniejącej władzy. Szliśmy chodnikiem w mundurach WP. Nie zwrócono na nas uwagi. Tłum był bardzo krzykliwy, ich słowa przerażały nas.
W pewnym momencie trzy młode osoby wyszły z kolumny i zapraszały nas, byśmy do nich dołączyli. Powiedzieliśmy, że czekają na nas rodziny z obiadem. Wypowiedziały do nas parę nagannych słów. Pamiętam je do dzisiaj, ale nie będę ich przytaczał. Przechodziliśmy blisko Uniwersytetu Warszawskiego, do bramy zbliżała się grupa studentów. Powiedzieli kilka przykrych słów: Co, już zabrali wam samochody, teraz będziecie pieszo chodzić, a nie jeździć wołgami. Nie odpowiedzieliśmy na te zaczepki. Było nam oczywiście smutno. Idąc, rozmawialiśmy o sytuacji w kraju, o szaleństwie opozycji solidarnościowej…
Powiedziałem kilka słów, że na siłę nie można żądać, by akceptowali nasze zaklęcia ideologiczne, których skuteczności nie potwierdziła praktyka społeczna. Powiedziałem to ot, tak sobie, bez większego przemyślenia. No i moje słowa zostały przekazane do strażników naszej poprawności politycznej.
Były tego skutki za parę miesięcy, nie otrzymałem akceptacji dopuszczenia do tajemnicy przygotowań stanu wojennego. Moi koledzy, a nawet ci, którzy w określonym zakresie podlegali mi służbowo, informowali, że idą na jakąś naradę, nie mówiąc nic o jej tematyce i celu. Nie pytałem ich, bo się domyślałem, że w krytycznej sytuacji, kiedy nie dogadamy się z „Solidarnością” i zechcą wyprowadzić miliony ludzi na ulice, może być podjęta decyzja o stanie wojennym, by uniknąć najgorszego, czyli walk ulicznych, które spowodują obcą zbrojną interwencję.
Byliśmy pewni, że władze radzieckie nie zostawią, jak to mówiono, w biedzie bratniej Polski. A było przecież i hasło wypowiadane przez osoby o skrajnych poglądach, że socjalizmu będziemy bronić jak niepodległości. Mówiły to osoby antyreformatorskie, które nie godziły się na radykalne reformy ustrojowe. Pamiętam ich wypowiedzi na kilku spotkaniach środowiskowych, w moim środowisku także.
Znowu w kapitalizmie
Po przemianach ustrojowych, już w III RP, lewica zmieniła dotychczasową formułę obchodów 1 Maja. Uległa zmianie ich organizacja, a także hasła, program żądań. Już nie ma hasła: „Żądamy chleba i pracy”. Jest praca i jest chleb, nawet w niektórych rodzinach w nadmiarze, co widać w naszych śmietnikach przed domami. Takie żądania były w II RP, a manifestantów gromiła polska policja. Organizujemy teraz wiece i festyny.
Organizuje je lewica, OPZZ i ZNP (w tym roku ich nie będzie). Gromadzą sporo ludzi, i nie tylko tych o zdecydowanych przekonaniach lewicowych, lecz także tych, którzy deklarują się jako niezależni od żadnej ideologii czy partii politycznych. Są ani lewicowi, ani prawicowi.
A przecież takie przekonania wyraża znaczna część naszego społeczeństwa. Potwierdza to znaczny procent tych, którzy nie biorą udziału w żadnych wyborach. Gdy jeszcze miałem sprawne nogi, chętnie uczestniczyłem w tych już innych obchodach pierwszomajowych, organizowanych m.in. we Wrocławiu w parku przed Halą Stulecia. Gromadziły one ludzi nie tylko lewicy, lecz i innych.
Chyba już wystarczy tych wspomnień o obchodach 1 Maja. Ograniczyłem celowo warstwę faktograficzną na rzecz osobistych doznań i refleksji w podjętym temacie. Jest ona bardzo ważna, lecz chyba istotne są także nasze osobiste spojrzenia na tak istotny problem o dużym znaczeniu społecznym, już bardzo historycznym.
Nie wszyscy mają świadomość, że system kapitalizmu ulegał pozytywnym przemianom. Zdobycze socjalne to wynik zdecydowanej walki klasy robotniczej. Wiele rządów realizuje opiekuńczą funkcję państwa. Wszystkie niemal zdobycze ludzi pracy wprowadzono pod ogromną presją protestów milionów ludzi. Kapitalizm to nie dobry wujek. Te pozytywne zmiany wprowadzono pod presją wystąpień nie tylko podczas manifestacji majowych.

Fakt istnienia tzw. światowego obozu socjalizmu, jak głoszono (takie pojęcie było w obiegu światowym), był jakże istotnym czynnikiem zmuszającym kapitalizm do respektowania praw pracowniczych milionów zatrudnionych, zmieniając relacje między pracodawcami i pracownikami. Stopniowo torował sobie drogę do sprawiedliwości społecznej i uczłowieczenia. Dziś tego nie zauważają nie tylko rządzący i politycy, lecz również ci, którzy utrzymują się z pracy rąk i umysłu; ci, którzy nie prowadzą własnych firm czy warsztatów pracy. To przecież system socjalistyczny, jego moralna presja, szerokie uprawnienia robotników miały tę moc, dlatego też stwarzał zagrożenie dla systemów kapitału i władzy.
Redefinicja ról
Wprowadzając zmiany, rozszerzając uprawnienia świata pracy, miano na uwadze zmniejszenie atrakcyjności socjalizmu akceptowanego przez miliony na całym świecie. Opiekuńcza funkcja państwa nad słabszymi stała się realnym programem wielu rządów, zwłaszcza w Europie, i nie tylko w Europie. Tak jest też w Polsce. Partia konserwatywna, dążąc do sprawowania władzy przez kilka kadencji, sięga do kasy narodowej i rozdaje tym, którzy mniej zarabiają i są w gorszych warunkach. Jest to niemal powszechne. Zacierają się też różnice programowe i cele działalności między lewicą a prawicą.
To widać bardzo wyraziście, jest to gra polityczna prowadzona przy użyciu wszystkich podatników. Kiedyś takie działania nazywano wyborczą kiełbasą. Rozbudowano system opieki socjalnej, wdrożono szeroką osłonę najsłabszych, mniej zarabiających, jak nigdy w naszych dziejach. Ogłasza się tzw. piątkę Kaczyńskiego jako jego osobiste dobrodziejstwo, jak gdyby był on właścicielem potężnego banku i rozdawał swoje pieniądze biednym. A on każe rozdawać pieniądze nie swoje, tylko należące do wszystkich Polaków, nie pytając ich, czy się na to zgadzają. A 500 plus i inne nagłaśnia się jako dobrodziejstwo partii rządzącej. Jakie dobrodziejstwo, skoro zabiera się jednym, a rozdaje innym.
Ale w ten sposób upowszechnia się legendy o rzekomych darowiznach Kaczyńskiego oraz jego trosce o najuboższe warstwy społeczne. Tworzy się mit wspaniałego człowieka, który troszczy się o tych, którzy żyją w trudnych warunkach. Trzeba więc dać im te trzynastki. Jakie to trzynastki? Ale kiedy lewica mówi o minimalnej płacy i likwidacji podatku od emerytur, to ich propozycje trafiają do tzw. zamrażarki sejmowej. Nie zawsze ci, którzy te rzekome dobrodziejstwa otrzymują, zdają sobie sprawę z ich celu i istoty. Większość z tych dobrodziejstw wprowadza się przed kolejnymi wyborami.
Bez człowieczej pokory
Władze robią to nie z troski humanitarnej o tych, którzy żyją biednie i mniej zarabiają, lecz tylko z uwagi na cele polityczne, by wciąż rządzić. Inni tego nie robili, bo byli leniwi, tylko teraz partia Kaczyńskiego to wszystko robi, bo umie to robić. Ani trochę człowieczej pokory. Jakie to antymoralne mącenie w głowach milionów Polaków. Poprzednicy nie dawali, a my dajemy ludziom, bo wiemy, jak te pieniądze przekładać z jednej kieszeni do drugiej.
Nie mówią o galopujących podwyżkach cen i opłat w różnych urzędach. A jak się manipuluje cenami, podnosząc je w trudnej sytuacji epidemii. Płyn do higieny rąk kosztował 4,50 zł, a teraz już 15,00 złotych. A ceny niektórych gatunków mięsa podskoczyły nawet z 17 do 30 złotych (w Warszawie). To dobrze, że władze zagroziły ostatnio, iż ci nieuczciwi sprzedawcy będą ukarani finansowo. To są te nasze cienie nadziei, które się pojawiają w trudnych sytuacjach.
Jest to właśnie spuścizna po tym drapieżnym kapitalizmie. Jest to zjawisko nieludzkie. Tak, to prawda, że ten dawniejszy kapitalizm ulegał systematycznie korzystnym zmianom i ten proces wciąż trwa. Nie z własnej jednak nieprzymuszonej woli. Są tego określone przyczyny, to wynik potężnego, światowego ruchu robotniczego. Unia Europejska dość mocno określiła zasady prawa i demokracji, tworząc system dużych kar finansowych dla rządów, które podejmują decyzje niezgodne z prawem unijnym. Grożono i Polsce, że mogą być zmniejszone dotacje na realizację niektórych planowych inwestycji współfinansowanych przez UE.
Nasz rząd musiał już wielokrotnie tłumaczyć się przed komisarzami unijnymi za decyzje podejmowane z naruszeniem prawa. W tych wszystkich zmianach oblicza kapitalizmu, w jego częściowym uczłowieczeniu i większej wrażliwości społecznej ma swój udział system socjalistyczny. Ale nade wszystko potężny ruch klasy pracującej, masowe protesty ogromnych rzesz ludzi pracy.
Głos milionów
Tych, którzy wychodzili na ulice i manifestowali 1 maja, czyli w święto ludzi pracy. Rozlegał się potężny głos milionów żądających poprawy warunków życia oraz sprawiedliwego podziału tego, co tworzyły ich ręce i umysły.
Musieli walczyć przez lata i wydzierać bogaczom część wypracowanych zysków. Są jeszcze i inne aspekty tego problemu, które warto i należy przypomnieć dzisiejszym pokoleniom ludzi pracy, ale nade wszystko działaczom lewicy, jakże innej, nowej klasie liderów i działaczy. Wciąż nie ma jedności lewicy, jest ona rozbita, a jej liderzy często kierują się swoimi osobistymi celami, nie godząc się na połączenie sił. Hasła: „Silni jednością”, „Lewica razem” są wciąż aktualne. Nie ma jedności całej polskiej lewicy, a szkoda.
To ma negatywne skutki i silne oddziaływanie na świadomość społeczną i jej notowania, o czym świadczy liczba jej posłów w obecnym sejmie i brak w sejmie poprzedniej kadencji. Lewica to sama sobie zafundowała. A przecież w ubiegłych kadencjach miała w organach ustawodawczych większość, co jej dawało legitymację prawną do sprawowania władzy.
I jeszcze inne refleksje zrodziły się w mojej głowie. Pokolenie, które się kurczy i odchodzi ze świata żywych, pamięta i przekazuje swoje doświadczenia współczesnym, młodym pokoleniom. Czy robi to skutecznie, nie mnie to oceniać. Osąd tego, co piszę, wydadzą inni.
Świadomość swojego miejsca
Warto chyba w tych ogólnych rozmyślaniach przypomnieć, że historia majowych obchodów w Polsce jest bardzo bogata i w niektórych latach naszej państwowości zabarwiona była także dramatyzmem. Pierwszym i kolejnym obchodom orędowała przede wszystkim PPS, komuniści także brali udział, a już po wojnie PPR i PZPR. Socjaliści natomiast wyprowadzali na ulice tysiące robotników.
Mieli popularnych działaczy, liderów, jak np. Ignacy Daszyński i wielu innych. To oni w latach II RP przewodzili lewicy, walcząc z dyktaturą i sanacyjnym obozem. To oni walnie przyczynili się do dużej popularności święta 1 Maja w walce z kapitalizmem o prawa robotników, o poprawę życia rodzin robotniczych. Te obchody miały znaczący wpływ na aktywność i zachowania tych, którzy żyli z pracy rąk. Kształtowały ich świadomość swojego miejsca w systemie pracy. W obchodach uczestniczyły miliony robotników na całym niemal świecie rozwiniętego kapitalizmu. Na ulice wychodziły często całe ich rodziny, idąc ulicami dużych miast z czerwonymi sztandarami.
Moja wnuczka, mająca dziś czterdzieści lat, miała dwa lata, gdy pierwszy raz była na pochodzie pierwszomajowym niesiona przez matkę. W rodzinnych zbiorach zachowało się zdjęcie z pierwszej strony „Gazety Robotniczej” (taką miał nazwę ówczesny organ prasowy wojewódzkiej PZPR). Otrzymała bukiet kwiatów od jednego z panów stojących na trybunie, przed którą przechodził pochód. 1 Maja to znacząca tradycja naszej historii. Do dziś wspomina się go jako szczególne i wielkie święto pracujących Polaków. Roześmiane twarze, nieraz także spory. Stojąc, czekali aż ruszy dana dzielnica. We Wrocławiu rozmawiano wtedy o różnych sprawach. Prezentowano zróżnicowane poglądy o naszej ówczesnej rzeczywistości społeczno-politycznej. Byliśmy jednak bardzo życzliwi wobec siebie.
W tych naszych pochodach prezentowaliśmy nasze postawy i zachowania prospołeczne. Były one dobrą okazją do zaprezentowania, co się produkuje tu we Wrocławiu. Tak było w pochodach niemal w całej Polsce. Prezentowały się nowoczesne duże zakłady wybudowane w Polsce Ludowej: Polar, Elwro, Fadroma, Hutmen.
Dziesiątki innych nowoczesnych zakładów znanych na rynkach niemal całego świata. Już ich nie ma, już nie są polskie. Ekipa pseudoekonomistów na czele z Balcerowiczem sprzedała je niemal za grosze.
Ruiny i zarośla
Dokonano po prostu niebywałego mordu na polskiej gospodarce wykupionej przez obcy kapitał, by nie zawadzała swoją konkurencją na rynkach zagranicznych. Przecież wrocławskie komputery sprzedawano już w wielu krajach Zachodu, a nawet świata.
Dziś po tych zakładach zostały ruiny i zarośla. Może Polacy doczekają się, że pan Balcerowicz i jego doradcy staną przed Trybunałem Stanu i poniosą chociaż moralną odpowiedzialność za swoją działalność, jakże szkodliwą dla Polski. Skutki jego decyzji do dzisiaj są odczuwalne w naszym dalszym rozwoju gospodarczym. Np. Polifarb produkuje różne farby i rozsyła na rynki świata, ale właścicielami są Amerykanie, a nie Polacy.
No cóż, mieli przyzwolenie na taką antypolską politykę ze strony ówczesnej „Solidarności”. Dziś to bardzo wstydliwy temat dla wielu działaczy tego związku zawodowego. Ale trzeba nadmienić, że i obecnie „Solidarność” wspiera tzw. dobrą zmianę. W zlikwidowanych zakładach Elwro i Hutmenie pracowali przez wiele lat moi bliscy kuzyni, inżynier elektronik i inżynier hutnik. Na różnych spotkaniach wielokrotnie mówili o tym mordzie na ich zakładach. Gdy słuchałem ich relacji, to czułem, że w kieszeni otwiera mi się ostre narzędzie.
Bo przecież tego rozboju na polskiej gospodarce, już nowoczesnej, mającej maszyny najnowszej generacji do produkcji, dokonał ekonomista, który karierę naukową zaczął w Instytucie Marksizmu-Leninizmu. Takich to Polska miała ideologów, którzy działali na jej szkodę. Byli to ludzie bez wrażliwości wobec świata pracy.
Likwidując np. PGR-y, nie interesowali się losem 500 tysięcy robotników, tak jak to zrobili nasi sąsiedzi Czesi. W miejsce państwowych gospodarstw rolnych utworzyli spółki pracownicze. Nikt nie został bez pracy. A my Polacy? No właśnie. Teraz niektórzy z tych, którzy też wspierali te zbójeckie reformy, ronią łzy z powodu zniszczenia polskiego przemysłu.
Z autopsji wiem i pamiętam, że wielu, bardzo wielu z tych, którzy 1 Maja maszerowali w tych pochodach, czynili to z własnej i nieprzymuszonej woli. To działacze „Solidarności” pracujący w zakładach wrocławskich. Kilku rozpoznałem na zdjęciach. Mam je w moich zbiorach. Nie będę ich wymieniał z nazwisk, mimo że je znam.
Dzisiaj zachowują się bardzo poprawnie politycznie. Masowy i powszechny był udział w pochodach twórców kultury. Po przemianach ustrojowych w 1989 roku wielu z nich zmieniło się, krytykując niemal wszystko. Nie tylko świętowanie majowe, lecz i politykę kulturalną w Polsce Ludowej. A przecież wielu z nich korzystało całą garścią z kasy państwowej. Byli wyróżniani różnymi nagrodami. Mam też zdjęcia ze spotkań generała Jaruzelskiego z twórcami i działaczami kultury, w tym na poligonach wojskowych. Nawet znane mi są fakty, że pominięci w zaproszeniach na spotkanie z nim dzwonili do organizatorów, pytając, dlaczego o nich zapomniano.
Majowa księga pamięci
Powiadomiony generał polecił ich zaprosić. Władza i rzeczywistość społeczno-polityczna spowodowała zmianę postaw i zachowań. No cóż, człowiecza natura może się zmieniać, doskonalić się zgodnie z powiedzeniem, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Można i tak. Ale czy warto aż do bólu burzyć swój honor, godność i człowieczeństwo?
Obchody święta pierwszomajowego to ważna karta, powiedziałbym nawet księga pamięci naszej historii. Walki klasy robotniczej o swoje prawa i godne życie. Walki o sprawiedliwość społeczną. By ci, którzy żyli w warunkach dobrobytu, dzielili się z milionami ludzi wegetującymi w skrajnej nędzy, głodzie i bezrobociu. W czasach zaborów, niewoli i upokorzenia prowadzili też nierówną walkę o niepodległość Polski.
To właśnie ludzie pracy walnie przyczynili się do odzyskania po 126 latach niepodległości, do odrodzenia państwa polskiego, które zaborcy wykreślili z mapy Europy. Wybiliśmy się na niepodległość między innymi dzięki tym, którzy żyli w skrajnych warunkach, prześladowani i zsyłani na Sybir, skazywani na lata więzienia w carskich kazamatach. A we wrześniu 1939 roku polscy robotnicy, chłopi i inteligenci stanęli do walki przeciwko niemieckim agresorom.
Bronili też Polski przed zalewem bolszewickim. Takim symbolem postawy patriotycznej w 1939 roku były bataliony robotnicze obrony Warszawy. I właśnie wówczas ponownie mocno zabiły serca robotników w obronie zagrożonej ojczyzny.
Działacze, którzy odbywali długoletnie kary więzienia, wychodząc nie wracali do rodzin, lecz zgłaszali się do oddziałów Wojska Polskiego, wyrażając gotowość podjęcia walki z niemieckimi napastnikami. Wielu z nich poległo, mimo że mogli się ukrywać przed wkraczającym wrogiem. Tak traktowali swój patriotyczny obowiązek, choć nie smakował im polski chleb, bo go po prostu nie było. Nasz narodowy poeta Władysław Broniewski w wierszu „Bagnet na broń” jakże pięknie ukazał ducha walki narodu polskiego, dla którego nie było pracy i chleba w ojczyźnie.
Ówczesna Polska nie troszczyła się o miliony głodnych obywateli, oni jednak bronili tej Polski, czasami oddając za nią życie. Rządy sanacji brutalnie zwalczały wystąpienia robotników żądających pracy i chleba. Dziś niewielu historyków, pisarzy i poetów podejmuje te piękne karty polskiego patriotyzmu w swojej twórczości i publicystyce. A jest to przecież historia milionów ludzi pracy, robotników. Napisali oni swoimi czynami wielką księgę pamięci narodowej.
Nowa rzeczywistość
Chcę jeszcze dodać, że te spotkania majowe zbliżały do siebie ludzi, powodowały powstawanie trwałych relacji międzyludzkich, rodziły się przyjaźnie na długie lata. Pamięć o tych majowych dniach chyba nie zginie, bo tak nas ukształtowała natura rodu człowieczego.
Pierwszy Maja w wymiarze krajowym i światowym był potężnym ruchem społecznym, który przecież wywarł ogromny moralny wpływ na doskonalenie systemów rządzenia ludźmi. Wielkie systemy społeczne, polityczne, wojskowe, obozy, w tym imperializmu i wojny, musiały odejść, ulec likwidacji. Powstała nowa rzeczywistość z bardziej ludzką twarzą.
Współczesna Polska i cały niemal świat zmieniły swoje oblicza. Powstały systemy społeczno-polityczne służące ludziom o jakże odmiennych barwach, w których prawa robotnicze są wpisane w istotę ich funkcjonowania. Musiało jednak minąć wiele dekad, by się to stało, by nasza rzeczywistość była przejrzysta i by było w niej godne miejsce dla wszystkich.
Daleko nam jeszcze do doskonałości, ale jest lepiej. Stało się to za sprawą woli narodów, w tym naszego narodu.