
Coraz więcej ekspertów prawa międzynarodowego alarmuje, że amerykańskie ataki na infrastrukturę cywilną w Iranie mogą naruszać prawo wojenne. Chodzi nie tylko o same uderzenia, ale też o publiczne groźby Donalda Trumpa, który zapowiadał niszczenie obiektów niezbędnych do normalnego życia milionów ludzi.
W środowym orędziu prezydent USA stwierdził, że jeśli Iran nie zgodzi się na bliżej nieokreślony układ, amerykańskie siły uderzą we „wszystkie elektrownie” i cofną ten kraj do „epoki kamienia”. Dzień później Trump opublikował zdjęcia skutków ataku na niedokończony most B1 pod Teheranem, dodając, że to dopiero początek.
Te wypowiedzi i ten dobór celów wywołały ostrą reakcję organizacji praw człowieka oraz prawników zajmujących się międzynarodowym prawem humanitarnym. Erika Guevara Rosas z Amnesty International przypomniała, że celowe atakowanie infrastruktury cywilnej, takiej jak elektrownie, co do zasady jest zakazane. Nawet jeśli taki obiekt w wyjątkowych okolicznościach mógłby zostać uznany za cel wojskowy, nadal obowiązuje zasada proporcjonalności. Jeśli skutki dla ludności cywilnej są nadmierne, atak może zostać uznany za bezprawny i stanowić zbrodnię wojenną.
W praktyce chodzi o rzecz podstawową. Elektrownie, sieci wodne, szpitale czy szkoły nie są zwykłymi budynkami. To infrastruktura niezbędna do funkcjonowania społeczeństwa. Jej zniszczenie nie uderza przede wszystkim w wojsko, lecz w cywilów – pacjentów, dzieci, osoby starsze i mieszkańców pozbawionych prądu, wody oraz opieki zdrowotnej.
Na ten problem zwróciło uwagę także ponad stu amerykańskich ekspertów prawa międzynarodowego z uczelni takich jak Harvard, Yale, Stanford czy University of California. W opublikowanym oświadczeniu napisali, że działania sił USA i wypowiedzi wysokich urzędników budzą poważne obawy o naruszenia prawa humanitarnego i praw człowieka, w tym o możliwe zbrodnie wojenne.
Autorzy listu wskazali nie tylko na wypowiedzi Trumpa, ale też na słowa sekretarza obrony Pete’a Hegsetha, który mówił dziennikarzom, że USA nie walczą według „głupich reguł”. Ich szczególny niepokój budzą uderzenia wymierzone w szkoły, placówki medyczne i domy. Wśród przywoływanych przypadków znalazł się atak na szkołę w Teheranie w pierwszym dniu wojny, w którym zginęło ponad 165 dzieci.
Sedno sporu jest proste. Prawo wojenne opiera się na kilku podstawowych zasadach: rozróżnienia, proporcjonalności i ostrożności. Strona prowadząca działania zbrojne musi odróżniać cele wojskowe od cywilnych. Nie wolno jej atakować obiektów cywilnych, chyba że w danym momencie rzeczywiście zostały one wykorzystane do celów wojskowych. Nawet wtedy trzeba ocenić, czy korzyść militarna nie jest niewspółmierna do szkód poniesionych przez cywilów.
Zasady te wynikają zarówno z konwencji genewskich i ich dodatkowych protokołów, jak i z utrwalonych norm zwyczajowego prawa wojennego. Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego wprost uznaje za zbrodnię wojenną umyślne atakowanie obiektów cywilnych, które nie są celami wojskowymi.
Eksperci podkreślają, że wypowiedzi Trumpa są szczególnie obciążające, bo wskazują na logikę inną niż wojskowa konieczność. Jeśli celem staje się „cofnięcie społeczeństwa do epoki kamienia”, to nie chodzi o neutralizację konkretnego zagrożenia militarnego, lecz o sparaliżowanie funkcjonowania całego państwa i jego ludności cywilnej. To stoi w sprzeczności z podstawowymi regułami prawa wojennego.
Tom Dannenbaum ze Stanford Law School zaznaczył, że takie słowa sugerują atakowanie obiektów dlatego, że umożliwiają normalne funkcjonowanie nowoczesnego społeczeństwa, a nie dlatego, że służą konkretnym działaniom wojskowym. Z punktu widzenia prawa to zasadnicza różnica. Infrastruktura nie staje się legalnym celem tylko dlatego, że jest ważna dla państwa jako takiego.
Podobnie ostrzega Human Rights Watch. Sarah Yager z waszyngtońskiego biura organizacji oceniła, że zniszczenie irańskich elektrowni byłoby katastrofą dla ludności cywilnej, bo odcięłoby szpitale, systemy wodne i inne podstawowe usługi. Jej zdaniem szczególnie niebezpieczne jest to, że słowa prezydenta mogą sugerować, iż istniejące w armii USA mechanizmy ograniczające szkody dla ludności cywilnej są opcjonalne, a nie obowiązkowe.
To nie pierwszy raz, gdy ataki na infrastrukturę energetyczną wracają w kontekście odpowiedzialności karnej. W 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakazy aresztowania wobec byłego rosyjskiego ministra obrony Siergieja Szojgu i generała Walerija Gierasimowa między innymi za kierowanie atakami na ukraińską infrastrukturę energetyczną, które miały powodować nadmierne szkody dla cywilów. Ten precedens wzmacnia argument, że podobne działania mogą być traktowane jako zbrodnie wojenne.
Głos zabrał również Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. Jego przewodnicząca Mirjana Spoljaric ostrzegła, że wojna prowadzona przeciwko infrastrukturze niezbędnej do życia jest w istocie wojną przeciwko cywilom. Jak zaznaczyła, celowe ataki na podstawowe usługi i infrastrukturę cywilną mogą stanowić zbrodnie wojenne.
Im dłużej trwa ta wojna, tym trudniej bronić tezy, że niszczenie infrastruktury cywilnej mieści się w granicach prawa. Nie wszystko, co osłabia przeciwnika, jest legalnym celem. Nie wolno niszczyć tkanki cywilnej tylko dlatego, że ułatwia funkcjonowanie państwa będącego stroną konfliktu.









