Stawka większa niż…

…czyli o wolność waszą i naszą

Taki jak ja, stary i doświadczony czytelnik rzadko czyta z tzw. „wypiekami” na twarzy. A jednak gdy czytałem „Stawkę większą niż gaz. Ukrytą wojnę o niepodległość Polski” Piotra Maciążka, robiło mi się w miarę lektury, gorąco, choć z punktu widzenia czystej tematyki nie mieści się ona w obszarze moich najważniejszych zainteresowań. A jednak. Temperaturę lektury uzasadniają także dwa ostatnie zdania autora tej książki: „Książkę tę skończyłem pisać 17 października 2018 roku. Niewielkie poprawki wprowadziłem jeszcze w październiku”.
Z ostatnich zdań przeskoczmy teraz do przedmowy wydawcy. Marcin Celiński ukazuje w niej jaskrawy, szokujący, przerażający kontrast między inflacją obchodów rocznicowych w Polsce, inwazję polityki historycznej oraz kompletnie nieudane, rytualne, pełne sztywnej, anachronicznej celebry i pozbawione jakiejkolwiek ważnej dla współczesności treści obchody 100-lecia Odzyskania Niepodległości, a rzeczywistymi zagrożeniami dla dzisiejszej polskiej niepodległości. Ich źródłem jest usytuowanie Polski nie tylko w sferze wpływów gospodarczych, ale wręcz w zależności od rosyjskich dostaw gazu, ropy oraz uzależnienia od rosyjskiego systemu energetycznego.
Poszczególne rozdziały książki Piotra Maciążka, analityka i eksperta sektorów energetycznego i paliwowego („Zbrojąc wroga”, „Gaz zamiast czołgów”, „Związek sowiecki w gniazdkach”, „Chemiczny poker” (rosyjska strefa wpływów dotyczy na dokładkę branży chemicznej), „Energetyczna gra wywiadów”, „Operacja dezinformacja”) brzmią jak metafory-okrzyki ostrzegawcze. Analityk przestrzega, że jeśli Polska nie podejmie szybkich i zdecydowanych działań stawiających czoła tym wyzwaniom, to szybciej niż nam się wydaje może być z nami krucho.
W powyższym enumeratywnym wyliczeniu rozdziałów „Stawki większej niż gaz” świadomie pominąłem (na chwilę) rozdział „Rosyjski węgiel „ustawia” polskie wybory”. „Jak wykazują dane, krajobraz bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej w stulecie niepodległości rysuje się zatem w czarnych barwach – pisze Piotr Maciążek – Jesteśmy bardzo uzależnieni od Rosji, mimo że stanowimy w sensie formalnym jej strefy wpływów. Kupując od niej surowce, finansujemy sporą część jej zbrojeń. Biorąc pod uwagę naszą historię, to zachowanie dość schizofreniczne. Pod pewnymi względami nasz kraj staje się nawet mniej bezpieczny aniżeli w okresie PRL-u. Mam na myśli szczególnie węgiel, który przez dekady stanowił filar naszej niezależności, a dziś przestaje pełnić taką funkcję”. Dzieje się tak z powodu niekonkurencyjności polskiego węgla pod względem kosztów wydobycia i jakości w stosunku do węgla rosyjskiego.
Jednak w tym na pozór szarym, a raczej czarnym od węgla rozdziale pojawia się nagle postać z pierwszych stron gazet w ostatnich dniach – Marek Falenta, człowiek związany z rosyjskim biznesem węglowym. Wielu obserwatorów śledzących bieżące wydarzenia zastanawia się, jak to możliwe, że polskie organy ścigania, tak sprawne w ściganiu osób zakładających pomnikom koszulki z napisem „konstytucja” i uczestników pokojowych demonstracji, nie może odnaleźć i odstawić do więzienia skazanego prawomocnym wyrokiem Marka Falenty. Powinni oni sięgnąć do książki Piotra Maciążka i przeczytać taki oto passus: „Kluczowy dla uzmysłowienia sobie polityczności rosyjskiego węgla napływającego do Polski jest wątek Falenty. Według ustaleń Grzegorza Rzeczkowskiego z tygodnika „Polityka”: „biznesmen pod wpływem długów zaciągniętych w KTK (rosyjska Kuzbaska Kompania Paliwowa – przyp. KL) został zmuszony do przekazania rosyjskim służbom nielegalnie zdobytych nagrań ze spotkań najważniejszych przedstawicieli polskiego rządu i biznesu, a w efekcie doprowadził do tego, że wschodni sąsiad umocnił swoje wpływy nad Wisłą”. Faktycznie, tzw. afera taśmowa w dużym stopniu przyczyniła się do zmiany rządu w Warszawie. Rosyjski węgiel w pewnym sensie wywrócił więc rządy Platformy Obywatelskiej, mocno ingerując w demokratyczne procesy wyborcze. Ponieważ w ostatnim czasie (październik 2018) ujawniane są kolejne nagrania zarejestrowane prawdopodobnie na zlecenie Falenty, których bohaterem jest tym razem premier Mateusz Morawiecki (PiS), nie można wykluczyć, że sprawa będzie miała ciąg dalszy. Co jest celem tej akcji? Moim zdaniem destabilizacja sytuacji politycznej w kraju, a docelowo wymiana znacznej części elit politycznych. Doprowadzi to także do wyłonienia nowej, zdecydowanie prorosyjskiej siły politycznej w Polsce, która będzie aspirować do wpływania na kierunek, w jakim podążać będzie nasze państwo”.
Tyle Piotr Maciążek. Wystarczy na podniesienie ciśnienia krwi? Moim zdaniem wystarczy. Bowiem po lekturze jego „Stawki” (ukończonej przecież na kilka miesięcy przecież przed kłopotami ze znalezieniem Falenty) inaczej widzę i tę „nieuchwytność” i inaczej postrzegam podejrzaną aktywność podejrzanych „narodowców” spod znaku Roberta Winnickiego, Grzegorza Brauna, Janusza Korwina-Mikke, akces do nich antyaborcyjnej awanturniczki Kai Godek, a także dziwną i niespodziewaną dla opinii publicznej nominację ministerialną Adama Andruszkiewicza, jak również delikatne, acz nieskrywane sprzyjanie przez „Gazetę Polską” Tomasza Sakiewicza aktywności tych bądź co bądź krytyków i wyborczych przeciwników i rywali PiS.
Na tylnej stronie okładki edytor pomieścił poświęcone książce Maciążka opinie kilku publicystów i polityka (Paweł Kowal), mimo takich czy innych filiacji szczegółowych, bliskich prawej stronie sceny politycznej, w tym publicysty prorządowego tygodnika „Do rzeczy”, Łukasza Warzechy. Napisał on: „Marzy mi się, żeby jego ważną książkę w stulecie niepodległości przeczytali i przemyśleli ci wszyscy politycy, którzy deklarują, że suwerenność Polski jest dla nich wartością”. Czytając to zdanie w kontekście treści tej książki, a zwłaszcza niektórych jej fragmentów, warto postawić co najmniej kilka arcyważnych pytań i skierować je do najważniejszych stron politycznego konfliktu. I choć co prawda w dwóch ostatnich rozdziałach swojej książki („Za wolność waszą i naszą”, „Dodatkowe szanse”) Piotr Maciążek wskazuje na szanse wyjścia Polski z tej matni, to bieg naszej historii uczy nas niestety, że wspaniałe plany rzadko się nam spełniały, a najgorsze przepowiednie wcielały się w rzeczywistość ze straszliwą łatwością.

Piotr Maciążek – „Stawka większa niż gaz. Ukryta wojna o niepodległość Polski”, Wydawnictwo Arbitror, Warszawa 2019, str. 215, ISBN 978-83-66095-07-6.

Jak PiS „unowocześnia” branżę węglową

Fot. W kopalni Wieczorek do 2015 r. prowadzono podziemne zgazowanie węgla. Projekt upadł, a w bieżącym roku zdecydowano o likwidacji kopalni.

 

 

Nieumiejętność kontynuowania tego co już zrobiono, składanie obietnic bez pokrycia i przedstawianie dokonań poprzedników jako własnych – tak wygląda wdrażanie innowacyjności w gospodarce.

 

We wtorek 3 grudnia na szczycie klimatycznym w Katowicach premier Mateusz Morawiecki mówił o tym, że Polska stawia na innowacyjność i wdraża nowatorskie technologie energetyczne.
Takie zapowiedzi to stały punkt obietnic rządu PiS. Wcześniej Beata Szydło głosiła, iż polski węgiel będzie w przyszłości synonimem nowoczesności, a minister energii Krzysztof Tchórzewski oświadczał, że będziemy pierwsi w Europie jeśli chodzi o czyste technologie węglowe, zaś rząd potrafi „zmienić czarne złoto w sukces”, stosując nowoczesne technologie węglowe.
Akurat! Jest dokładnie odwrotnie! Nowoczesne technologie węglowe to Polska rozwijała w latach 70-tych, ale na pewno nie teraz. Jeszcze w czasach rządów PO-PSL faktycznie szukano możliwości wdrożenia innowacyjnych metod przerobu węgla. To się jednak skończyło, gdy rządy objęła ekipa z Prawa i Sprawiedliwości.

 

Piekło brukowane dobrymi intencjami

Dziś na czasie są obietnice – ale nie ma chęci do pracy, wiedzy ani umiejętności organizacyjnych, koniecznych do modernizowania naszej gospodarki. Skutki tej indolencji bardzo dobrze widać właśnie w naszym sektorze węglowym.
Rząd PiS oczywiście nie chwalił się tym, że już dawno wygasł list intencyjny, podpisany w kwietniu ubiegłego roku przez dwie państwowe firmy: chemiczną Azoty i energetyczną Tauron, dotyczący budowy naziemnej instalacji zgazowania węgla w elektrowni Kędzierzyn.
Inaczej było w 2017 r., gdy ów list podpisywano. Rządowi dosyć łatwo jest nakłonić państwowe firmy do zawarcia umów nośnych propagandowo. Głoszono więc wówczas, że jest to widoczny wyraz wdrażania innowacyjnych technologii w naszym sektorze węglowym. Okazało się, że z tego wdrażania węglowej nowoczesności nic nie wyszło.
Warto tu dodać, że na świecie naziemne instalacje zgazowania węgla (czyli przerabiania go na wysoce energetyczny metan) nie są czymś niezwykłym. Od kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonują w krajach ze sporymi złożami węgla kamiennego, takimi jak RPA, Chiny czy USA. Tam się udało – u nas, pod rządami PiS jakoś nie wyszło.
Dziś PiS-owscy prominenci milczą na temat inwestycji w Kędzierzynie. Ale szefowie obu tych państwowych firm coś muszą odpowiadać na pytania dziennikarzy. Mówią więc, jak prezes Taurona, że list intencyjny wprawdzie wygasł, ale projektu bynajmniej nie zarzucono, jest kontynuowany – lecz jego liderem są Azoty i od nich zależy realizacja inwestycji w Kędzierzynie.
Natomiast wiceprezes Azotów opowiada, że trwają rozmowy z Tauronem dotyczące podpisania umowy, na mocy której temuż Tauronowi zostaną przekazane materiały na temat projektu instalacji zgazowania węgla w Kędzierzynie. I dodaje, że w przyszłości obie firmy zdecydują, czy kontynuować przedsięwzięcie.
Z tych wywodów wynika – czego dowiodło też wygaśnięcie listu intencyjnego – że obie firmy nie mają intencji realizowania tej inwestycji, że nie są w stanie sobie z nią poradzić i że powstanie instalacji zgazowania węgla w Kędzierzynie zostaje odłożone na święty nigdy. Nie zostało to wprawdzie wyraźnie sformułowane, ale sens obu wypowiedzi jest oczywisty.
I tak właśnie wygląda wdrażanie nowoczesnych technologii węglowych w wydaniu PiS. W innych krajach funkcjonują instalacje naziemnego zgazowania węgla – u nas rząd nie umie doprowadzić do ich zbudowania.

 

Likwidowanie idzie sprawnie

Jeszcze większą klapą obecnej ekipy stał się projekt podziemnego zgazowania węgla. To kolejny krok w nowoczesność, polegający na tym, że przetworzenia węgla na gaz dokonuje się nie na powierzchni (jak miało to być robione w Kędzierzynie) lecz pod ziemią, przy pokładach węgla, co pozwala na ograniczenie niemal do zera emisji szkodliwych oparów.
Tę, rzeczywiście innowacyjną technologię postanowił wdrożyć rząd Platformy Obywatelskiej. W katowickiej kopalni Wieczorek (warto, by uczestnicy szczytu klimatycznego się tam wybrali, mają przecież niedaleko) rozpoczęto unikalną próbę podziemnego zgazowana węgla, pierwszą w Polsce, odbywającą się w czynnej kopalni.
Podziemne zgazowanie w Wieczorku było realizowane w ramach programu badawczo-rozwojowego „Zaawansowane technologie pozyskiwania energii”, sfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Należy o tym przypominać, aby pokazać, że gdy rząd PiS mówi o nowatorskich technologiach, to powołuje się głównie na to, co już zrobili jego poprzednicy.
Próba w kopalni Wieczorek trwała do 2015 r. przerobiono 250 ton węgla na prawie milion metrów sześciennych metanu. Wynik uznano za obiecujący, choć podziemny gaz okazał się mniej kaloryczny niż oczekiwano.
Mówiono o kontynuacji eksperymentu ale już na większą skalę, by ocenić, jak nowa technologia sprawdzi się w warunkach zbliżonych do przemysłowych. Planowano opracowanie kompletnego projektu technologicznego i wstępnego studium wykonalności.
Przyszły jednak wybory, zwyciężyło PiS – i skończyły się zamiary budowy instalacji podziemnego zgazowania węgla w kopalni Wieczorek. Obecna ekipa nie była w stanie kontynuować działań poprzedników.
Wkrótce Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że wdrożenie technologii podziemnego zgazowania węgla na większą skalę będzie w Polsce niemożliwe przed 2030 r. – a niewykluczone, że okaże się niemożliwe i później.
Nasi prominentni naukowcy sugerują zaś, że przy procesie zgazowania węgla warto skorzystać z zagranicznych licencji. Szkoda, że sami nie umieją stworzyć licencji, którą inne kraje mogłyby od nas kupować.
Natomiast wiosną tego roku postanowiono, że KWK Wieczorek zostaje zlikwidowana. I, w przeciwieństwie do PiS-owskich obietnic zbudowania czegokolwiek, likwidacja tej kopalni postępuje sprawnie.

 

My sami to wszystko wymyślamy

Nie znaczy to jednak, że o koncepcji podziemnego zgazowania węgla w Polsce już się nie mówi.
Przeciwnie, w lipcu bieżącego roku ogłoszono – przedstawiając to już jako własny PiS-owski projekt – że naukowcy z Polski, Czech, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii wspólnie zbadają potencjał pozyskiwania metanu z pokładów węgla, z zamiarem późniejszego podziemnego zgazowania tego surowca w złożu.
Tak więc, wkrótce z „publicznych” rządowych mediów zapewne się dowiemy, że za sprawą rozwijania innowacyjnych technologii przez rząd PiS, w Polsce rozpoczną się próby podziemnego zgazowania węgla – i że nasz kraj, dzięki obecnemu światłemu kierownictwu, staje na czele technologicznych przemian w europejskiej energetyce.
O tym, że koncepcję podziemnego zgazowania węgla opracowano i przetestowano już za sprawą poprzedników PiS, nie będzie oczywiście ani słowa.