Pracownicy najlepszymi ekonomistami

Nie jestem oczywiście prekursorem tytułowej tezy, lecz praktyka pokazuje, że to stwierdzenie jest prawdziwe.

Pracownicy w sposób instynktowny sprzeciwiają się jakiejkolwiek formie obniżania płacy nominalnej, która wywiera wpływ na podział sumy płac realnych między różne grupy pracowników, a nie na wysokość przeciętnej płacy realnej. Pracownicy zrzeszają się w grupy, organizacje i związki w celu obrony względnej płacy realnej. Instynktowne myślenie pracowników jest dla gospodarki znacznie efektywniejsze od przekładu na praktykę liberalizmu gospodarczego, który ogranicza się w myśleniu do sytuacji idealnej – utopia. Teoria klasyczna nie bierze pod uwagę konsekwencji niedostatecznego popytu efektywnego. Pracownicy sprzeciwiają się redukcjom płac nominalnych, nawet jeżeli ekwiwalent realnych płac przewyższa krańcową przykrość pracy (czyli ujemną użyteczność), natomiast nie sprzeciwiają się obniżkom płac realnych, gdy tylko rośnie zatrudnienie i kiedy nominalna płaca się nie zmienia. Klasycy jednak zarzucają pracownikom i związkom przeciwdziałanie wzrostowi zatrudnienia. Tutaj trzeba podkreślić, że pracownicy nie są mniej wydajni w czasie trwania kryzysu gospodarczego co w czasie ożywienia gospodarczego, więc zrzucanie winy na klasę pracującą jest bezpodstawne.
Zapewne każdy kiedyś słyszał „podaż tworzy swój własny popyt”, ta odważna, lecz niemająca pokrycia rzeczywistości we współczesnej makroekonomii teza klasycznej myśli ekonomicznej Say’a wciąż jest na sztandarach liberałów. Przy założeniu takiej tezy zagregowana cena popytu (przychód) może automatycznie równać się z zagregowaną ceną podaży i ma wartość równowagi przy nieskończonym przedziale wartości… Gdyby tak było, najważniejszym celem przedsiębiorstw byłoby zwiększanie zatrudnienia za wszelką cenę, aż do punktu, w którym podaż przestaje być elastyczna, czyli punktu, gdy wzrostowi produkcji nie odpowiada wzrost popytu. Popyt efektywny jest wyznaczany przez punkt funkcji zagregowanego popytu, w którym popyt staje się efektywny – przy danych warunkach podaży odpowiada on poziomowi zatrudnienia, przy którym zysk przedsiębiorcy osiąga maksimum… To popyt tworzy podaż.
Przedsiębiorstwa osiągają zysk w punkcie popytu efektywnego, czyli złączenia funkcji zagregowanego popytu i podaży. Dostatecznie silny popyt efektywny jest wówczas gwarantem wzrostu zatrudnienia, ponieważ skłonność do konsumpcji i stopa inwestycji łącznie decydują o wielkości zatrudnienia, który także (odwołując się do pierwszego akapitu) wyznacza poziom płac realnych, A NIE ODWROTNIE.

Co należy koniecznie zrozumieć? Społeczeństwa mniej zamożne mają wyższą skłonność do konsumpcji, co w efekcie przekłada się na wzrost konsumpcji spowodowanej większym stosunkowo do zarobków dochodem rozporządzalnym od grup ludzi zamożniejszych. Gwarantem pobudzania zagregowanego popytu, który powoduje wzrost PKB, jest wzrost skłonności do konsumpcji, który rośnie wraz z dochodem rozporządzalnym. Niestety wśród bogatych społeczeństw rozpiętość między produkcją realną a potencjalną jest zabójcza dla efektywności gospodarczej. W przypadku mniej zamożnych społeczeństw skromne inwestycje są w zupełności wystarczalne do osiągnięcia pełnego zatrudnienia. Zamożne społeczeństwo musi szukać większych możliwości inwestycyjnych, aby oszczędności szły w parze z zatrudnieniem biedniejszych. W przypadku słabych możliwości inwestycyjnych bogatego społeczeństwa, działanie zasady popytu efektywnego zmusi gospodarkę do spadku produkcji.

Trzeba jasno podkreślić, że celem polityki rządu dbającego o interes pracownika, powinna być polityka pełnego zatrudnienia, czyli stanu, w którym bezrobocie „niedobrowolne” nie istnieje (pomija kwestię bezrobocia frykcyjnego i dobrowolnego). W jaki sposób można to osiągnąć? W bardzo prosty – należy zrównać płacę realną i krańcową przykrość pracy… oraz wyciągnąć lekcję z PRL-u, który wbrew opinii liberałów miał silną gospodarkę, której trzonem była praca robotników. Ludzie są bezrobotni nie z własnej woli, są bezrobotni przez niesprawne i opieszałe rządy liberałów. Potrzebujemy państwa pracowników, a nie władzy wąskiej grupy bogatych, którzy w razie kryzysu uciekają ze swoim kapitałem do rajów podatkowych.

Apel Komitetu Założycielskiego Socjalistycznej Platformy Programowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej (w organizacji)

Do ludzi polskiej lewicy, do kandydata lewicy na Prezydenta RP Roberta Biedronia, do liderów partii lewicowych, do parlamentarzystów KP Nowa Lewica Razem, w sprawie: Manifestu „Demokratyzujmy. Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy”.

Pandemia i kryzys postpandemiczny – pomimo dramatyzmu, a często i tragizmu okoliczności – unaocznił, w sposób bardziej jaskrawy niż wcześniej, że niektóre neoliberalne mechanizmy leżące u podstaw organizacji życia społecznego, życia gospodarczego oraz bezpieczeństwa socjalnego – nie są skuteczne, ani nie są sprawiedliwe, że nie zabezpieczają podstawowych praw człowieka gwarantowanych Powszechną Deklaracją Praw Człowieka ONZ oraz Kartą Praw Podstawowych UE W wyniku kryzysu wywołanego pandemią pojawia się szansa, aby tak ukierunkować zmiany społeczne, by okazały się one pożyteczne dla ludzkości, a wielkie wyzwania, jeszcze „przedpandemiczne” jak olbrzymie nierówności społeczne i ekonomiczne, klęski ekologiczne oraz ich wielorakie następstwa, których do tej pory nie udało się na większą skalę podjąć – zacząć wreszcie skutecznie rozwiązywać.

Socjalistyczna Platforma Programowa SLD stoi na stanowisku, że działania w tym kierunku powinna podjąć lewica w skali globalnej, lewica europejska i oczywiście lewica polska.

16 maja b.r. w 23 krajach na 5 kontynentach opublikowany został Manifest „Demokratyzujmy, Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy”, podpisany przez ponad 3000 naukowców z całego świata (https://democratizingwork.org/read/#polish ). Uważamy ten dokument za bardzo ważny dla lewicy, godny uwagi, popularyzacji i poważnej dyskusji. Zawarte w nim tezy, choć dla wielu – co naturalne – mogą wydawać się dyskusyjne, są znacznym postępem w zakresie odnoszenia się elit współczesnego świata do rzeczywistości i wyzwań XXI wieku.

Socjalistyczna Platforma Programowa SLD zwraca się do liderów polskich patii lewicowych z apelem o jak najszersze popularyzowania Manifestu.

Do kierownictwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej zwracamy się ponadto z apelem o zajęcie przez największą polską partię lewicową oficjalnego stanowiska na temat tego ważnego dokumentu. Oczekujemy w szczególności stanowiska SLD do następujących tez i postulatów wyrażonych w Manifeście:

– pracownik nie może być traktowany wyłącznie jako „zasób ludzki” w generowaniu zysku dla właścicieli wielkich korporacji i przedsiębiorstw. Ludzie nie są tylko jednym spośród wielu zasobów. Bez nich jako osób inwestujących swoją pracę nie byłoby produkcji, usług, ani nie byłoby żadnych przedsiębiorstw.

– praca nie może być zwykłym towarem, gdyż godzi to w godność pracy i człowieka pracy (pracownika);

– ludzkie zdrowie i opieka nad najsłabszymi nie mogą być zarządzane jedynie przez siły rynkowe gdyż grozi to wykluczeniem milionów ludzi i pozbawieniem ich praw opieki lekarskiej;

– demokratyzacja przedsiębiorstw, włączanie przedstawicieli pracowników w decyzje zarządcze, we wszystkie te decyzje, które dotyczyłyby ich jako pracowników ;

– uspołecznianie pracy, dekomodyfikacja, czyli ochrona pewnych sektorów zatrudnienia przed prawami rynku lub nawet ich wyłączenie spod tych praw oraz propagowanie najszerzej jak to możliwe zasad spółdzielczości, które są immanentnym składnikiem tradycji polskiej lewicy;

– walka o zachowanie środowiska naturalnego oraz zasobów przyrody;

– demokracja powinna być rzeczywistością, a nie fasadą.

Postulujemy podjęcie w powyższych, oraz w wielu innych istotnych kwestiach społeczno-gospodarczych i politycznych, dyskusji z udziałem szerokiego gremium ekspertów, działaczy i członków partii lewicowych oraz różnych organizacji, środowisk społecznych, których efektem będzie wypracowanie strategii polskiej lewicy wobec wyzwań XXI wieku.

Oczekujemy również, że SLD aktywnie włączy się do międzynarodowej dyskusji o zadaniach lewicy wobec nowych wyzwań, szczególnie na forach Unii Europejskiej.

SPP SLD – aprobując tezy Manifestu – wyraża jednocześnie opinię, iż proponowane w nim kierunki działań , wychodząc naprzeciw postulatowi pilnej sanacji panującego systemu, proponują zarys modelu ogólnego i nie zawierają szczegółowych, praktycznych wskazań, w zakresie znaczącej przebudowy w jego ramach stosunków społecznych, własnościowych i gospodarczych. Stają się tym samym inspiracją do głębokiej i jakże potrzebnej dyskusji środowisk lewicowych oraz wypracowania konkretnych rozwiązań programowych.

Komitet Założycielski SPP SLD:
Jacek Uczkiewicz – przewodniczący
Jan Janiszewski – wiceprzewodniczący
Radosław Czarnecki
Tadeusz Kolbuch,
Joanna Makowska

W mieście rewolucji

W Łodzi, mieście, gdzie pamięć o robotnicach i robotnikach, fabrykach oraz rewolucji 1905 r. należy do podstaw lokalnej tożsamości, obchody 1 maja nie mogły się nie odbyć.

W ubiegłym roku w Łodzi swój główny pochód przeprowadziła partia Razem wspólnie z Piotrem Ikonowiczem i jego Ruchem Sprawiedliwości Społecznej. W dobie pandemii uroczystość trzeba było ograniczyć do złożenia kwiatów pod pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. Były na niej obecne posłanki Hanna Gill-Piątek i Anita Sowińska oraz Tomasz Trela, jak również wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka oraz reprezentacja Polskiej Partii Socjalistycznej.

– Historycznie to właśnie lewica wywalczyła ośmiogodzinny dzień pracy, a dziś, we współpracy ze związkami zawodowymi, upominamy się o tych, o których rząd PiS – ale również rządy PO-PSL – nie pamięta. Gdy pomoc w kryzysie jest kierowana do silnych, a do pracowników i bezrobotnych przez kryzys już nie dochodzi – przypomniano podczas uroczystości.

Tarcza do wymiany

Lewicowi politycy wskazali, które zapisy tzw. tarcz antykryzysowych trzeba natychmiast skorygować, co też jest obecnie celem ich aktywności. Chodzi o zapis z drugiej tarczy antykryzysowej, umożliwiający części pracodawców koszarowanie załóg oraz o regulacje pozwalające masowo zwalniać pracowników administracji państwowej. Posłowie zapowiedzieli również walkę o objęcie podstawowymi gwarancjami wszystkich pracowników, niezależnie od typu umowy oraz o to, by podczas zwolnienia chorobowego pracownikowi przysługiwało wynagrodzenie w pełnej wysokości.

Mamy o co walczyć

Forsując kolejne niekorzystne dla pracowników rozwiązania w tarczach antykryzysowych rząd bardzo dobitnie pokazał wszystkim polskim pracownikom, jak niewiele znaczą, gdy uderzył kryzys, a oni są rozproszeni i nie mają silnej reprezentacji.

Zapisy tarczy antykryzysowej nr 3, które miały pozwalać pracodawcom na wyrzucanie z pracy przez e-mail i szybkie pozbywanie się pracowników, którzy mają jeszcze jakieś źródło dochodu, na razie pozostały w sferze medialnych przecieków. Nie znalazły się w katalogu przepisów, które rząd ostatecznie zaakceptował na posiedzeniu i wniósł do Sejmu. Jeszcze nie wracamy do XIX-wieku, jak ostrzegał OPZZ. Ale też i nie robimy żadnych kroków w stronę państwa dobrobytu, które podobno miało pod rządami PiS stać się udziałem Polaków. W czasach kryzysu rząd idzie drogą wydeptaną przez jawnie neoliberalnych poprzedników. Wydłuża i „uelastycznia” czas pracy, otwiera furtki do zwolnień, a osoby zatrudnione w wybranych branżach pozwala przymuszać do ciągłego trwania w gotowości do pracy.
W czasie kryzysu 2008 r. nie siedzieliśmy zamknięci w domach i związki zawodowe były w stanie wyprowadzić na ulice tysiące niezadowolonych. OPZZ i „Solidarność demonstrowały jeszcze wtedy razem. Dziś nie można o tym nawet marzyć. Nie można jednak również siedzieć z założonymi rękami. Już wiemy, że niby-protest w przestrzeni wirtualnej, a nawet przekonujco uargumentowana publicystyka i wideokonferencje nie robią na rządzących wrażenia. Dlatego warto właśnie teraz, w okolicach pierwszomajowego Święta Pracy, wziąć sobie do serca apel związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, wzywającego, by tworzyć na poziomie zakładów, a potem może regionów i branż, społeczne, pracownicze komitety antykryzysowe. Skoro 70 proc. pracowników mimo pandemii nadal pracuje – niech będzie słyszalny ich głos i ich postulaty.

A żądać tego 1 maja możemy:
Wyrzucenia śmieciówek do śmieci

Bo już wiemy, co one w praktyce znaczą. Przed kryzysem część pracowników, zwłaszcza młodych, mogła wzruszać ramionami na brak ubezpieczenia i niestabilność zatrudnienia, ciesząc się z dodatkowej gotówki tu i teraz. W dobie gospodarczego załamania zostali z niczym. Najpierw musieli chodzić do pracy nawet z chorobą, bo urlop nie przysługiwał. Potem zaczęli tę pracę tracić, nadal nie mając ubezpieczenia czy prawa do zasiku. Na koniec minister Emilewicz poradziła, że „trzeba było się ubezpieczać”.

Potrzebujemy stabilnego zatrudnienia i poczucia bezpieczeństwa, a nie eksploatacji bez żadnych gwarancji.

Podwyższenia zasiłku dla bezrobotnych

Na koniec roku bezrobocie może wynieść 10 proc. – do tego rząd już się przyznaje. W praktyce będzie zapewne wyższe. A nie każdy pozbawiony zatrudnienia spełni kryteria, by otrzymać nieco ponad 800 zł zasiłku (w pierwszych miesiącach).

Lewica oczekuje, że zasiłek wyniesie połowę ostatniej pensji i będzie wypłacany dłużej. Państwo stać, by dać ludziom możliwość utrzymania się na powierzchni podczas katastrofy, którą nie oni spowodowali.

Gwarancji bezpiecznej pracy

Nie wszystkie zakłady będą mogły przejść w tryb pracy zdalnej. Ale we wszystkich da się zapewnić podwyższony poziom higieny, przeprowadzać regularną dezynfekcję i wietrzenie, wyposażyć pracujących w stroje ochronne.

Obecnie część pracodawców, gdy o tym słyszy, oznajmia w pierwszej kolejności, że czas na te czynności powinien zostać odjęty od ośmiogodzinnego dnia pracy. Bo przecież to niemożliwe, by ludzie chociaż przez moment pozostawali bezczynni.

Państwo ma obowiązek bronić obywateli, ich zdrowia i życia. Mamy prawo żądać, by zadziałało w tej sprawie, jeśli równocześnie nakłada na nas kolejne ograniczenia w życiu codziennym.

Większych praw dla związków zawodowych

Dziś zorganizowanie w Polsce strajku jest procedurą wyjątkowo skomplikowaną na tle rozwiązań, jakie obowiązują w innych państwach zachodnioeuropejskich. Uproszczenie fazy rokowań i wymogów dotyczących referendum strajkowego nie doprowadzi do chaosu, lecz podniesie pozycję negocjacyjną polskiego pracownika w sporze z szefem. W dobie pandemii i strachu o jutro – bliską zeru.

Wzajemności biznesu za pomoc państwową

Tu wystarczy wprost przytoczyć jeden z punktów apelu Inicjatywy Pracowniczej: „Beneficjenci pomocy państwa z branży produkcyjnej, którzy zanotowali zyski powyżej 50 mln zł w ostatnim roku, powinni przestawić produkcję na pomoc niedofinansowanym systemom opieki medycznej (respiratory i sprzęt ochrony indywidualnej) po kosztach wytworzenia materiału”. Nic dodać, nic ująć!

Niech się święci Pierwszy Maja!

Trzecia tarcza – też nie dla pracowników

Gdy związki zawodowe zobaczyły, co rząd chce wpisać do tarczy antykryzysowej 3.0, uderzyły na alarm. Ostatecznie rząd wycofał się z najstraszniejszych zapisów, ale i w pozostałych nie wspiera ludzi pracy.

Pierwsza wersja projektu, która w poniedziałek nieoficjalnie krążyła w mediach, dawała pracodawcy możliwość obcięcia wynagrodzeń całej załogi o 10 proc., bez żadnych konsultacji z pracownikami czy związkami zawodowymi.

E-praca, e-zwolnienie

Jeszcze bardziej skandalicznie wyglądał zapis umożliwiający szefowi firmy zwolnienia przez e-mail, z czysto teoretyczną możliwością odwołania się (do zamkniętego na czas pandemii sądu pracy). Przesłanką dla mailowego zwolnienia miało być np. posiadanie dodatkowego źródła zarobku. Pierwsi do wyrzucenia tym samym stawali się dorabiający emeryci i renciści, a także osoby zatrudnione w dwóch miejscach na raz. Co więcej, firmy miały dostać wolną rękę, by na tej podstawie zwalniać dowolną liczbę ludzi i nie traktować całej operacji jako zwolnienia grupowego.

Jakby tego było mało, „tarcza” przewidywała również możliwość wysyłania pracowników na przymusowe urlopy w wymiarze połowy dni odpoczynku przewidywanych na rok 2020.Miała do tego zawiesić układy zbiorowe (i tak mało w Polsce rozpowszechnione), programy dobrowolnych odejść i wszystkie inne lokalne regulaminy i porozumienia, w których zapisano rozwiązania korzystniejsze dla pracowników niż w kodeksie pracy.

Prawo dżungli

Związki zawodowe natychmiast zareagowały na taki zestaw antykryzysowych, czytaj: antyspołeczny pomysłów szczerym oburzeniem. Związkowa Alternatywa napisała o wojnie wypowiedzianej ludziom pracy. – Kryzys już teraz pokazał, że polski rynek jest zbyt elastyczny, a prawa pracownicze są w zbyt małym stopniu chronione. Dotyczy to między innymi gigantycznej skali umów cywilno-prawnych, niewypłacania wynagrodzeń na czas czy zwolnień pracowników objętych ochroną związkową. Zamiast respektować istniejące prawo i eliminować patologie, rząd chce dekretem wprowadzić prawo dżungli – komentował przewodniczący organizacji Piotr Szumlewicz.

Równie mocne stanowisko wystosowało Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. – Te skandaliczne propozycje mają charakter skrajnie antypracowniczy i przekreślają dorobek krajowego ustawodawstwa pracy, przenosząc polskie stosunki pracy do XIX wieku. Są w jawnej sprzeczności z fundamentalnymi standardami pracy Międzynarodowej Organizacji Pracy – napisała organizacja, zapowiadając, że jeśli jej głos nie zostanie wzięty pod uwagę, to związki zaczną organizować protesty.

Ułatwienia, zwolnienia, dopłaty

Czy rząd cofnął się, widząc, że ryzykuje utratą społecznego poparcia, które dotąd budował, reklamując się jako „bliski ludziom”? Zapisy, które we wtorek ostatecznie wpłynęły do sejmu, nie mówią już nic o mailowych zwolnieniach. Wprowadzono głównie uproszczenia różnych procedur obowiązujących pracodawców. To oni zostali zwolnieni z obowiązku uzyskiwania zezwoleń na zatrudnianie pracowników sezonowych i to im wydłużono terminy ważności wymaganych prawem certyfikatów bezpieczeństwa. Będą również mogli zmienić warunki pracy zatrudnianych cudzoziemców be konieczności starania się o nowe zezwolenie dla pracę dla takiej osoby. Przedsiębiorcy prowadzący recykling odpadów dostali dodatkowe miesiące na przeprowadzenie jego audytu. Specjalną pomoc przewidziano dla dotkniętych kryzysem przewoźników kolejowych i autobusowych.

Inne nowe przepisy dotyczą rozszerzenia katalogu spraw, które można załatwiać przez internet. Za pomocą platformy ePUAP stanie się możliwe złożenie pisma do sądu, a następnie odbiór korespondencji z sądu (która będzie też mogła być kierowana pocztą elektroniczną). Przedłużone zostaną karty pobytu tych cudzoziemców, którzy są obywatelami państw Unii Europejskiej. W 2020 r. nie będzie również postępowania kwalifikacyjnego dla pracowników służby cywilnej ubiegających się o mianowanie, a okres, gdy nauczyciele nie pracują przy tablicy (bo szkoły są zamknięte) będzie normalnie uwzględniany przy wyliczaniu okresów składkowych do emerytury.

Dochód gwarantowany? Nie tym razem

Rząd pominął natomiast całkowitym milczeniem propozycje lewicowej opozycji, ale również bliskich socjaldemokracji ekonomistów i komentatorów, by podnieść zasiłki dla bezrobotnych lub zagwarantować wszystkim, którzy stracili źródło utrzymania, stałą kwotę minimalnego dochodu. Przypomnijmy, że Lewica sugerowała w ubiegłym tygodniu przyznanie takiego świadczenia, o nazwie „kryzysowe”, zarówno bankrutującym drobnym przedsiębiorcom, jak i wyrzuconym z pracy pracownikom. Sugerowała kwotę 2100 zł, by ludzie ci byli w stanie zapłacić rachunki, a także opłacić pewną pulę towarów i usług. Gdy bowiem całe społeczeństwo dotknie pauperyzacja, nikt nie kupi dóbr wytwarzanych w firmach, które rząd stara się utrzymywać przy życiu.

Walczymy o życie i zdrowie pracowników

Związki zawodowe, które sygnują to stanowisko, oddają cześć heroicznej pracy pracowników, naukowców z opieki zdrowotnej, szpitali, urządzeń sanitarnych i szeregu innych usług, którzy w nawet groźnych dla życia warunkach, wyczerpani, przy niedostatecznych i nieprzygotowanych warunkach walczą o ratowanie życia ludzkiego.

Obecne konsekwencje epidemii nie są wynikiem przypadku ani samych czynników naturalnych. Sytuacja rozszerzania się epidemii koronawirusa pokazuje tragiczne konsekwencje rodzące zagrożenia dla życia ludzi ,które wynikają z polityki, która traktuje opiekę zdrowotną jako kwestię indywidualnej odpowiedzialności i pole do osiągania zysków. Konsekwencje te wynikają z niewystarczającej liczby personelu szpitali publicznych i usług, braku infrastruktury, niedofinansowania, poważnego niedoboru personelu medycznego i pielęgniarskiego. Wytyczne UE, które spowodowały zdemontowanie systemu ubezpieczeń społecznych, ograniczenie finansowania profilaktyki i opieki zdrowotnej, tworzone w interesie dużych korporacji opieki zdrowotnej i ubezpieczeń, są wynikiem wyborów politycznych o tragicznych konsekwencjach i stanowiące zagrożenie dla narodów Europy.

Znamienity jest fakt że szereg międzynarodowych korporacji nie podjął podstawowych środków bezpieczeństwa mających na celu ochronę zdrowia i życia swoich pracowników. Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i medyczne prowadziły też i prowadzą spekulację środkami medycznymi co powoduje ich bogacenie się ale również i niedobór ich dla potrzebujących.

Jako związki zawodowe mamy obowiązek informować pracowników w naszych krajach o najnowszych działaniach i planach skierowanych przeciwko pracownikom, które zostały ostatnio wprowadzone z powodu wirusa koronawirusa. Stanowisko pracodawców i rządów w naszych krajach powoduje szereg wspólnych zagrożeń i problemów dla pracowników, ponieważ w wielu krajach nakłada się lub planuje podobne wymierzone przeciw robotnikom.

Środki, które z jednej strony pociągną za sobą konsekwencje finansowe i koszty związane z koronawirusem które zagrażają bytowi ekonomicznemu pracowników to, np. zwalnianie z pracy, nieodnawianie umów terminowych, zwłaszcza dla pracowników turystyki itp. Z drugiej strony pracodawcy ze wsparciem rządów znajduje okazję do promowania nałożenia i przyjęcia środków i planów godzących w pracowników, takich jak deregulacja dziennego czasu pracy pracowników zgodnie z preferencjami pracodawców, narzucenie pracy dorywczej, za pomocy środków takich jak telepraca nawet mimo wybuchu epidemii.

W szczególności potępiamy rządy, które nawet w takich okolicznościach, zamiast podejmować niezbędne środki w celu ochrony zdrowia ludzi prześladują związki zawodowe i związkowców, którzy bronią zdrowia pracowników, potępiając niedostateczne zapewnienie usług medycznych i innego typu problemy w systemach opieki zdrowotnej.

Życia i zdrowia pracowników nie może być mniej ważne niż zyski prywaciarzy. Pracownicy ponoszą już konsekwencje kryzysu; nie będą teraz płacić za skutki prywatyzacji i zniszczenia publicznych systemów opieki zdrowotnej.

Postulaty
• Zwiększenie liczby personelu szpitali i służb medycznych poprzez zatrudnianie w stałych formach zatrudnienia personelu pielęgniarskiego itp.
• Pełne wyposażenie wszystkich służb publicznych i ludności cywilnej w niezbędne środki do dezynfekcji i materiały ochronne, tak by nie były one obiektami spekulacji,
• Obowiązkiem rządów jest zapewnienie dodatkowych dni urlopu, z pełnym wynagrodzeniem i ubezpieczeniem społecznym:
– Dla tych pracowników, którzy są chorzy na koronawirusa,
– Dla pracowników zmuszonych do powstrzymania się od pracy z powodu nadzwyczajnych środków zapobiegawczych jak kwarantanna,
– Dla osób sprawujących opiekę nad chorym dzieckiem lub starszym członkiem rodziny.
– Dla osób które zostały wezwane do opiekę nad dziećmi w domu, ze względu na zapobiegawcze zamykanie szkół i żłobków.
• Natychmiast zaprzestań działań, takich jak egzekucje komornicze, licytacje mienia i nieruchomości, odcinania dostaw wody i energii z powodu zadłużenia gospodarstw domowych.
• Wprowadzenie opieki nad uchodźcami, imigrantami i ich rodzinami, w celu poprawy warunków życia i pracy. Przyzwoite, higieniczne zakwaterowanie dla uchodźców – nie obozy koncentracyjne. Bezpłatna, pełna opieka zdrowotna. Darmowe i pełnowartościowe jedzenie.
• Całkowity koszt ponoszony powinien być przez przez rządy i koła biznesowe, a nie pracowników sektorów prywatnego i publicznego
Narody Europy już zapłaciły wysoką cenę za ogromne cięcia w publicznych systemach opieki zdrowotnej, komercjalizację opieki zdrowotnej i ubezpieczeń społecznych, narzucenie brutalnych stosunków pracy. Nie akceptujemy żeby pracownicy płacili za konsekwencje polityki unijnych rządów i grup biznesowych.
Jeśli wszystkie powyższe środki nie zostaną podjęte natychmiast, to w przypadku poważnej epidemii lub nagłego poważnego zdarzenia zdrowotnego w dowolnym kraju konsekwencje mogą być jeszcze bardziej groźne niż to co obserwujemy obecnie.

Sygnatariusze:
Francja- Federacja Pracowników Usług i Handlu CGT,
Francja UD CGT departamentu Val de Marne 94
Włochy- USB
Grecja- PAME
Serbia- SLOGA
Hiszpania, Kraj Basków- LAB
Hiszpania, Galicja- CUT
Cypr- PEO
Rosja- Związek Pracowników Przyjezdnych
Polska- WZZ „Walka”

Pracownicza solidarność ponad granicami

Godna podziwu i naśladowania akcja Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, który ujął się za zwolnionymi z naruszeniem podstawowych praw pracownikami ukraińskiego PinchukArtCentre.

PinchukArtCentre jest ośrodkiem sztuki współczesnej w Kijowie. Ma on ambicje, by stać się jednym z wiodących ośrodków tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej, a być może na całym kontynencie. Prezentowano tam dzieła sztuki takich artystów jak Damien Hirst, Takashi Murakami, Marina Abramović, Mauricio Catellan, Ai Weiwei, Luc Tuymans, Olafur Eliasson, Rachel Whiteread, Jan Fabre. Prestiżową pozycję Centrum zapewniają gigantyczne pieniądze, które wkłada fundator – oligarcha Wiktor Pinczuk, od 10 lat w dziesiątce najbogatszych ukraińskich biznesmenów. To również wieloletni stronnik i hojny mecenas obozu byłego prezydenta Janukowycza. Zasilał też sowitymi datkami fundację Aleksandra Kwaśniewskiego. Zdobyta dzięki wystawom renoma i solidny budżet nie przeszkadzają jednak władzom tej instytucji w sposób skandaliczny deptać praw pracowniczych.

Około 30 szeregowych pracowników PinchukArtCentre zwolniono z dnia na dzień. Są przekonani, że to odwet za działalność związkową. Jak piszą, nie mieli prawa do zwolnień lekarskich, przedłużano im niezgodnie z prawem okres próbny, treść zawieranej umowy nie odzwierciedlała rzeczywistych warunków pracy, a niektórzy wręcz byli zmuszani do pracy na czarno.

Zemsta za odwagę

Po założeniu pod koniec 2019 r. związku zawodowego, działacze zmusili dyrekcję do ustępstw: możliwe stało się korzystanie ze zwolnienia lekarskiego oraz płatnego urlopu. Jednak aktywność związkowców wywołała agresywną reakcję szefostwa. Niektórym z aktywistów próbowano zakazać wejścia do budynku, straszono zwolnieniami. W tej sytuacji związkowcy rozpoczęli spór w celu podpisania układu zbiorowego, jednak po dwóch miesiącach uników ze strony dyrekcji czasowe umowy pracowników wygasły i nie zostały przedłużone, co oznacza utratę pracy przez pokaźna grupę pracowników.

PinchukArtCentre wyjaśniło zwolnienia koniecznością sięgnięcia po nowe formy współpracy ze zwiedzającymi, co w praktyce oznacza korzystanie z audioprzewodników. Elektroniczne urządzenia mają zastąpić pracowników, którzy dotąd opiekowali się wystawami i po nich oprowadzali. Zwolnieni związkowcy wezwali do bojkotowania Centrum i jego przedsięwzięć. Wsparli ich niektórzy ukraińscy twórcy.
OZZ Inicjatywa Pracownicza, dając piękny przykład ponadgranicznej solidarności związkowej wspiera swoich ukraińskich kolegów w ich akcji.

Ostatni bój ukraińskich pracowników

Nowy neoliberalny kodeks pracy zrobi z Ukraińców parobków – alarmują związki zawodowe nad Dnieprem.

Pod siedzibą rządu w Kijowie oraz w wielu innych miastach Ukrainy 30 stycznia odbyły się demonstracje związków zawodowych i organizacji lewicowych przeciwko projektowi nowego kodeksu pracy. Prawo wzięte prosto z marzeń neoliberałów i z koszmarów sennych pracowników świadomych swoich interesów to jeden ze sztandarowych projektów rządu Ołeksija Honczaruka. Najprawdopodobniej przejdzie, gdyż rządowa frakcja ma większość w Radzie Najwyższej.

Ponadto frekwencja na proteście pokazywała raczej słabość ukraińskiego ruchu związkowego – przeciwko zmianie kodeksu pracy, która jest wyjątkowo niekorzystna odla pracowników, pod gmach rządu przy ul. Hruszewskiego przyszło protestować kilka tysięcy osób. W porównaniu z tłumami na Majdanie to naprawdę niewiele, a przecież wprowadzane zmiany uderzą w każdego Ukraińca, który nie zdecyduje się na emigrację zarobkową.

Powyżej tysiąca oburzonych udało się zmobilizować także związkowcom z Zaporoża, Charkowa, Czernihowa i Krzywego Rogu. Kilkaset zgromadziło się na protestach w Użhorodzie, Równem, Mikołajowie, Winnicy, Dnieprze oraz we Lwowie. To akurat sukces. W przemysłowym Krzywym Rogu walka pracownicza ma wielkie tradycje, a lokalne związki także w ostatnich latach rzucała z powodzeniem wyzwanie wielkim i bezwzględnym pracodawcom, ale w pozostałych miastach w ostatnich latach ruch pracowniczy był w niemal całkowitej stagnacji.

Praca niebezpieczna i niestabilna

– Pracownik będzie mógł bez większych trudności zostać zwolniony, gdy jest na urlopie, na chorobowym lub na urlopie macierzyńskim. Neoliberalne prawo pracy zrobi z Ukraińców parobków – ten fragment stanowiska przyjętego przez Zjednoczenie Związków Zawodowych Ziemi Lwowskiej zawiera w sobie część zarzutów, jakie pod adresem nowego kodeksu mają obrońcy praw pracowniczych. A to nie wszystko.
Po wejściu w życie nowego ustawodawstwa pracownik nie będzie mógł odmówić wykonywania swoich obowiązków, kiedy zatrudniający nie zapewni mu warunków zgodnych z zasadami BHP, wynagrodzenie za nadgodziny ma wynosić zaledwie 20 proc. zwykłej stawki godzinowej, a okres wypowiedzenia przy zwolnieniu zredukowano do 15 dni. Pod pretekstem „wyrównywania szans mężczyzn i kobiet” z nowego prawa wykreślono również przepisy chroniące matki z dziećmi – nie można było dotąd ich zwolnić, dopóki dziecko nie skończyło 3 lat, zaś samotne matki miały gwarancję zatrudnienia aż do ukończenia przez syna lub córkę lat 14.

Wyrzucić ministra

Do uproszczonej procedury zwalniania pracownika, który za wspomnianym 15-dniowym wypowiedzeniem będzie mógł zostać wyrzucony w zasadzie zawsze, kiedy pracodawca uzna to za stosowne, nawiązali demonstranci podczas wczorajszych zgromadzeń. Na jednym z transparentów zebrani ludzie, jako „pracodawcy rządu”, ogłosili zwolnienie Tymofija Myłowanowa, ministra gospodarki i jednego z głównych architektów antyspołecznej reformy. Na innym napisano: Nawet koronawirus umarłby od takiej pracy!, jeszcze na innym: Precz z niewolnictwem! Co do tego, że kodeks uczyni z pracowników najemnych niewolników, wątpliwości nie ma również Witalij Machynko, przewodniczący związku zawodowego Solidarność Robotnicza.

– W kodeksie znalazło się m.in. pojęcie kontraktu z nienormowanym czasem pracy. To oznacza, że pracownik jest zobowiązany do pracy tyle godzin, ile mu nakaże pracodawca,byle zgadzała się miesięczna pula godzin. W praktyce oznacza to, że jednego dnia, kiedy nie ma materiałów, albo po prostu takiej potrzeby, dzień pracy dla każdego może wynosić 2 – 3 godziny. A kiedy trzeba nadgonić czas i zamówienia, pracodawca może całkowicie bezkarnie zmusić swoich pracowników do pracy np. 16 godzin – alarmuje Machynko.

Być jak Polska

Ukraiński rząd wydaje się jednak bardzo zadowolony z przygotowanej ustawy i raczej nie zanosi się na to, by się z niej wycofał. Minister Myłowanow obiecuje, że jego kraj dzięki deregulacji i uproszczeniu przepisów stanie się „mekką dla inwestorów”, podobne wizje kreśli prezydent Zełenski. W ocenie lewicowych organizacji Myłowanow uprawia w internecie zwyczajną dezinformację, wychwalając zalety nowych przepisów i zapewniając, że wszystkie wady to wymysł związkowców.
Wschodnioeuropejska praktyka pokazuje, że nie da się równocześnie przyciągać za wszelką cenę biznesu i dbać o prawa pracowników. Dowodzi tego choćby przykład polskiej transformacji, którym ukraińskie władze bardzo się zachwycały.

Amazon kiwa całe państwa?

Miniony weekend nie był miły dla Amazona, światowego giganta internetowej dystrybucji we Francji. Ukazały się dwa dokumenty, analizy konsekwencji społecznych rozrastania się koncernu miliardera Jeffa Bezosa. Nie dość, że nie płaci podatków, to przyczynia się do wzrostu bezrobocia i mocno zatruwa powietrze. To nie może być dobry bilans.

Najsilniejsze wrażenie na mediach zrobił 60-stonicowy raport lewicowych organizacji pozarządowych, w tym Attacu, na temat organizacji fiskalnej przedsiębiorstwa. Sztuczki „optymalizacji podatkowej” pozwalają mu zachować prawie cały zysk (11,2 miliardów dolarów w zeszłym roku). Francję Amazon kiwa „na Luksemburg” – europejski raj podatkowy, urządzony przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Francuski Amazon przenosi tam większość swego obrotu, bo podatek od zysku jest symboliczny.
W 2017 r. Amazon miał we Francji prawie cztery miliardy euro obrotu, ale zadeklarował tylko 1,6 miliarda, tj. 57 proc. mniej. Zysk od tego, co zostaje, wypłaca się dyrektorom w formie akcji, co zwalnia od podatków. Oprócz niepłacenia podatków, koncern bierze zasiłek (liczony w milionach) od państwa, w ramach publicznej pomocy przedsiębiorstwom uruchomionej przez Emmanuela Macrona.
Amazon zatrudnia na świecie ok. 650 tys. pracowników, 7, 5 tys. we Francji, gdzie szykuje się do otwierania nowych ośrodków dystrybucji. Ale według badań ekipy b. ministra cyfryzacji Mounira Mahjoubiego, Amazon tworząc jedno miejsce pracy, niszczy średnio 2,2 inne, głównie w okolicznym handlu. Zniknęło w ten sposób ponad 20 tys. etatów.
Tym zjawiskom towarzyszy emisja dwutlenku węgla koncernu: prawie 19 milionów ton w tym roku, tyle co np. cała Boliwia. To głównie z powodu rosnącej flotylli samolotów towarowych Amazona – jest już 50, wkrótce będzie 70. Autorzy raportów nie wzywają do bojkotu firmy, nie chcą budzić poczucia winy u zwykłych ludzi, ale uważają, że państwo powinno interweniować.

Pracownika nie było

W swoim expose Mateusz Morawiecki nie powiedział nic o prawach pracowniczych i ich łamaniu.

Nie wspomniał o niepłaceniu pensji na czas, nic nie było o niestabilności zatrudnienia, o rosnącej skali samozatrudnienia i coraz częstszym omijaniu umowy na etat. Nie było mowy o przepracowaniu i zbyt długim czasie pracy setek tysięcy Polaków i Polek, omijaniu przepisów BHP przez wiele firm i gigantycznej skali wypadków przy pracy. Premier nie wspomniał ani słowem o Państwowej Inspekcji Pracy, nie mówił o sądach pracy, nie przedstawił rozwiązań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa pracy.
W expose nie było nic o biednych pracujących, o niskich płacach, o omijaniu na masową skalę płacy minimalnej, o niskich płacach w sferze budżetowej i samorządowej.
W wystąpieniu szefa rządu nie pojawiło się ani jedno zdanie o patologiach w spółkach skarbu państwa, o kolesiostwie, nepotyzmie, zatrudnianiu na kierowniczych stanowiskach ludzi partii i zwalnianiu wysokiej klasy ekspertów.
Szefa rządu nie zainteresowała rola związków zawodowych, którym nie poświęcił ani jednego zdania. Nie było nic o ich lekceważeniu i zastraszaniu, o mobbingu działaczy związkowych. Znacznie więcej było o prawach i interesach przedsiębiorców, szczególnie tych drobnych, u których nie ma żadnych organizacji związkowych.
Morawiecki nie zainteresował się nierównościami płacowymi w obrębie zakładu pracy, branży i całej gospodarki, a zapowiedzi zmian w systemie podatkowym dotyczyły jedynie kolejnych ulg i zwolnień dla firm. Nie było też nic o potrzebie solidarności w systemie emerytalnym, a jedynie konieczność zabezpieczenia i wzmocnienia jego komercyjnego filaru.
Mateusz Morawiecki nie mówił nic o tworzeniu nowych miejsc pracy, nie przedstawił żadnej strategii rozwoju poszczególnych branż, nie zaproponował wzrostu wydatków na sektory rynku pracy związane z edukacją, opieką zdrowotną czy opieką.
Kluczowym słowem w expose Mateusza Morawieckiego było pojęcie „normalności”. Najwyraźniej „normalność” dla PiS-owskiej władzy nie obejmuje troski o prawa pracownicze.