Apel Komitetu Założycielskiego Socjalistycznej Platformy Programowej Sojuszu Lewicy Demokratycznej (w organizacji)

Do ludzi polskiej lewicy, do kandydata lewicy na Prezydenta RP Roberta Biedronia, do liderów partii lewicowych, do parlamentarzystów KP Nowa Lewica Razem, w sprawie: Manifestu „Demokratyzujmy. Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy”.

Pandemia i kryzys postpandemiczny – pomimo dramatyzmu, a często i tragizmu okoliczności – unaocznił, w sposób bardziej jaskrawy niż wcześniej, że niektóre neoliberalne mechanizmy leżące u podstaw organizacji życia społecznego, życia gospodarczego oraz bezpieczeństwa socjalnego – nie są skuteczne, ani nie są sprawiedliwe, że nie zabezpieczają podstawowych praw człowieka gwarantowanych Powszechną Deklaracją Praw Człowieka ONZ oraz Kartą Praw Podstawowych UE W wyniku kryzysu wywołanego pandemią pojawia się szansa, aby tak ukierunkować zmiany społeczne, by okazały się one pożyteczne dla ludzkości, a wielkie wyzwania, jeszcze „przedpandemiczne” jak olbrzymie nierówności społeczne i ekonomiczne, klęski ekologiczne oraz ich wielorakie następstwa, których do tej pory nie udało się na większą skalę podjąć – zacząć wreszcie skutecznie rozwiązywać.

Socjalistyczna Platforma Programowa SLD stoi na stanowisku, że działania w tym kierunku powinna podjąć lewica w skali globalnej, lewica europejska i oczywiście lewica polska.

16 maja b.r. w 23 krajach na 5 kontynentach opublikowany został Manifest „Demokratyzujmy, Uspołeczniajmy. Uzdrawiajmy”, podpisany przez ponad 3000 naukowców z całego świata (https://democratizingwork.org/read/#polish ). Uważamy ten dokument za bardzo ważny dla lewicy, godny uwagi, popularyzacji i poważnej dyskusji. Zawarte w nim tezy, choć dla wielu – co naturalne – mogą wydawać się dyskusyjne, są znacznym postępem w zakresie odnoszenia się elit współczesnego świata do rzeczywistości i wyzwań XXI wieku.

Socjalistyczna Platforma Programowa SLD zwraca się do liderów polskich patii lewicowych z apelem o jak najszersze popularyzowania Manifestu.

Do kierownictwa Sojuszu Lewicy Demokratycznej zwracamy się ponadto z apelem o zajęcie przez największą polską partię lewicową oficjalnego stanowiska na temat tego ważnego dokumentu. Oczekujemy w szczególności stanowiska SLD do następujących tez i postulatów wyrażonych w Manifeście:

– pracownik nie może być traktowany wyłącznie jako „zasób ludzki” w generowaniu zysku dla właścicieli wielkich korporacji i przedsiębiorstw. Ludzie nie są tylko jednym spośród wielu zasobów. Bez nich jako osób inwestujących swoją pracę nie byłoby produkcji, usług, ani nie byłoby żadnych przedsiębiorstw.

– praca nie może być zwykłym towarem, gdyż godzi to w godność pracy i człowieka pracy (pracownika);

– ludzkie zdrowie i opieka nad najsłabszymi nie mogą być zarządzane jedynie przez siły rynkowe gdyż grozi to wykluczeniem milionów ludzi i pozbawieniem ich praw opieki lekarskiej;

– demokratyzacja przedsiębiorstw, włączanie przedstawicieli pracowników w decyzje zarządcze, we wszystkie te decyzje, które dotyczyłyby ich jako pracowników ;

– uspołecznianie pracy, dekomodyfikacja, czyli ochrona pewnych sektorów zatrudnienia przed prawami rynku lub nawet ich wyłączenie spod tych praw oraz propagowanie najszerzej jak to możliwe zasad spółdzielczości, które są immanentnym składnikiem tradycji polskiej lewicy;

– walka o zachowanie środowiska naturalnego oraz zasobów przyrody;

– demokracja powinna być rzeczywistością, a nie fasadą.

Postulujemy podjęcie w powyższych, oraz w wielu innych istotnych kwestiach społeczno-gospodarczych i politycznych, dyskusji z udziałem szerokiego gremium ekspertów, działaczy i członków partii lewicowych oraz różnych organizacji, środowisk społecznych, których efektem będzie wypracowanie strategii polskiej lewicy wobec wyzwań XXI wieku.

Oczekujemy również, że SLD aktywnie włączy się do międzynarodowej dyskusji o zadaniach lewicy wobec nowych wyzwań, szczególnie na forach Unii Europejskiej.

SPP SLD – aprobując tezy Manifestu – wyraża jednocześnie opinię, iż proponowane w nim kierunki działań , wychodząc naprzeciw postulatowi pilnej sanacji panującego systemu, proponują zarys modelu ogólnego i nie zawierają szczegółowych, praktycznych wskazań, w zakresie znaczącej przebudowy w jego ramach stosunków społecznych, własnościowych i gospodarczych. Stają się tym samym inspiracją do głębokiej i jakże potrzebnej dyskusji środowisk lewicowych oraz wypracowania konkretnych rozwiązań programowych.

Komitet Założycielski SPP SLD:
Jacek Uczkiewicz – przewodniczący
Jan Janiszewski – wiceprzewodniczący
Radosław Czarnecki
Tadeusz Kolbuch,
Joanna Makowska

W mieście rewolucji

W Łodzi, mieście, gdzie pamięć o robotnicach i robotnikach, fabrykach oraz rewolucji 1905 r. należy do podstaw lokalnej tożsamości, obchody 1 maja nie mogły się nie odbyć.

W ubiegłym roku w Łodzi swój główny pochód przeprowadziła partia Razem wspólnie z Piotrem Ikonowiczem i jego Ruchem Sprawiedliwości Społecznej. W dobie pandemii uroczystość trzeba było ograniczyć do złożenia kwiatów pod pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. Były na niej obecne posłanki Hanna Gill-Piątek i Anita Sowińska oraz Tomasz Trela, jak również wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka oraz reprezentacja Polskiej Partii Socjalistycznej.

– Historycznie to właśnie lewica wywalczyła ośmiogodzinny dzień pracy, a dziś, we współpracy ze związkami zawodowymi, upominamy się o tych, o których rząd PiS – ale również rządy PO-PSL – nie pamięta. Gdy pomoc w kryzysie jest kierowana do silnych, a do pracowników i bezrobotnych przez kryzys już nie dochodzi – przypomniano podczas uroczystości.

Tarcza do wymiany

Lewicowi politycy wskazali, które zapisy tzw. tarcz antykryzysowych trzeba natychmiast skorygować, co też jest obecnie celem ich aktywności. Chodzi o zapis z drugiej tarczy antykryzysowej, umożliwiający części pracodawców koszarowanie załóg oraz o regulacje pozwalające masowo zwalniać pracowników administracji państwowej. Posłowie zapowiedzieli również walkę o objęcie podstawowymi gwarancjami wszystkich pracowników, niezależnie od typu umowy oraz o to, by podczas zwolnienia chorobowego pracownikowi przysługiwało wynagrodzenie w pełnej wysokości.

Mamy o co walczyć

Forsując kolejne niekorzystne dla pracowników rozwiązania w tarczach antykryzysowych rząd bardzo dobitnie pokazał wszystkim polskim pracownikom, jak niewiele znaczą, gdy uderzył kryzys, a oni są rozproszeni i nie mają silnej reprezentacji.

Zapisy tarczy antykryzysowej nr 3, które miały pozwalać pracodawcom na wyrzucanie z pracy przez e-mail i szybkie pozbywanie się pracowników, którzy mają jeszcze jakieś źródło dochodu, na razie pozostały w sferze medialnych przecieków. Nie znalazły się w katalogu przepisów, które rząd ostatecznie zaakceptował na posiedzeniu i wniósł do Sejmu. Jeszcze nie wracamy do XIX-wieku, jak ostrzegał OPZZ. Ale też i nie robimy żadnych kroków w stronę państwa dobrobytu, które podobno miało pod rządami PiS stać się udziałem Polaków. W czasach kryzysu rząd idzie drogą wydeptaną przez jawnie neoliberalnych poprzedników. Wydłuża i „uelastycznia” czas pracy, otwiera furtki do zwolnień, a osoby zatrudnione w wybranych branżach pozwala przymuszać do ciągłego trwania w gotowości do pracy.
W czasie kryzysu 2008 r. nie siedzieliśmy zamknięci w domach i związki zawodowe były w stanie wyprowadzić na ulice tysiące niezadowolonych. OPZZ i „Solidarność demonstrowały jeszcze wtedy razem. Dziś nie można o tym nawet marzyć. Nie można jednak również siedzieć z założonymi rękami. Już wiemy, że niby-protest w przestrzeni wirtualnej, a nawet przekonujco uargumentowana publicystyka i wideokonferencje nie robią na rządzących wrażenia. Dlatego warto właśnie teraz, w okolicach pierwszomajowego Święta Pracy, wziąć sobie do serca apel związku zawodowego Inicjatywa Pracownicza, wzywającego, by tworzyć na poziomie zakładów, a potem może regionów i branż, społeczne, pracownicze komitety antykryzysowe. Skoro 70 proc. pracowników mimo pandemii nadal pracuje – niech będzie słyszalny ich głos i ich postulaty.

A żądać tego 1 maja możemy:
Wyrzucenia śmieciówek do śmieci

Bo już wiemy, co one w praktyce znaczą. Przed kryzysem część pracowników, zwłaszcza młodych, mogła wzruszać ramionami na brak ubezpieczenia i niestabilność zatrudnienia, ciesząc się z dodatkowej gotówki tu i teraz. W dobie gospodarczego załamania zostali z niczym. Najpierw musieli chodzić do pracy nawet z chorobą, bo urlop nie przysługiwał. Potem zaczęli tę pracę tracić, nadal nie mając ubezpieczenia czy prawa do zasiku. Na koniec minister Emilewicz poradziła, że „trzeba było się ubezpieczać”.

Potrzebujemy stabilnego zatrudnienia i poczucia bezpieczeństwa, a nie eksploatacji bez żadnych gwarancji.

Podwyższenia zasiłku dla bezrobotnych

Na koniec roku bezrobocie może wynieść 10 proc. – do tego rząd już się przyznaje. W praktyce będzie zapewne wyższe. A nie każdy pozbawiony zatrudnienia spełni kryteria, by otrzymać nieco ponad 800 zł zasiłku (w pierwszych miesiącach).

Lewica oczekuje, że zasiłek wyniesie połowę ostatniej pensji i będzie wypłacany dłużej. Państwo stać, by dać ludziom możliwość utrzymania się na powierzchni podczas katastrofy, którą nie oni spowodowali.

Gwarancji bezpiecznej pracy

Nie wszystkie zakłady będą mogły przejść w tryb pracy zdalnej. Ale we wszystkich da się zapewnić podwyższony poziom higieny, przeprowadzać regularną dezynfekcję i wietrzenie, wyposażyć pracujących w stroje ochronne.

Obecnie część pracodawców, gdy o tym słyszy, oznajmia w pierwszej kolejności, że czas na te czynności powinien zostać odjęty od ośmiogodzinnego dnia pracy. Bo przecież to niemożliwe, by ludzie chociaż przez moment pozostawali bezczynni.

Państwo ma obowiązek bronić obywateli, ich zdrowia i życia. Mamy prawo żądać, by zadziałało w tej sprawie, jeśli równocześnie nakłada na nas kolejne ograniczenia w życiu codziennym.

Większych praw dla związków zawodowych

Dziś zorganizowanie w Polsce strajku jest procedurą wyjątkowo skomplikowaną na tle rozwiązań, jakie obowiązują w innych państwach zachodnioeuropejskich. Uproszczenie fazy rokowań i wymogów dotyczących referendum strajkowego nie doprowadzi do chaosu, lecz podniesie pozycję negocjacyjną polskiego pracownika w sporze z szefem. W dobie pandemii i strachu o jutro – bliską zeru.

Wzajemności biznesu za pomoc państwową

Tu wystarczy wprost przytoczyć jeden z punktów apelu Inicjatywy Pracowniczej: „Beneficjenci pomocy państwa z branży produkcyjnej, którzy zanotowali zyski powyżej 50 mln zł w ostatnim roku, powinni przestawić produkcję na pomoc niedofinansowanym systemom opieki medycznej (respiratory i sprzęt ochrony indywidualnej) po kosztach wytworzenia materiału”. Nic dodać, nic ująć!

Niech się święci Pierwszy Maja!

Trzecia tarcza – też nie dla pracowników

Gdy związki zawodowe zobaczyły, co rząd chce wpisać do tarczy antykryzysowej 3.0, uderzyły na alarm. Ostatecznie rząd wycofał się z najstraszniejszych zapisów, ale i w pozostałych nie wspiera ludzi pracy.

Pierwsza wersja projektu, która w poniedziałek nieoficjalnie krążyła w mediach, dawała pracodawcy możliwość obcięcia wynagrodzeń całej załogi o 10 proc., bez żadnych konsultacji z pracownikami czy związkami zawodowymi.

E-praca, e-zwolnienie

Jeszcze bardziej skandalicznie wyglądał zapis umożliwiający szefowi firmy zwolnienia przez e-mail, z czysto teoretyczną możliwością odwołania się (do zamkniętego na czas pandemii sądu pracy). Przesłanką dla mailowego zwolnienia miało być np. posiadanie dodatkowego źródła zarobku. Pierwsi do wyrzucenia tym samym stawali się dorabiający emeryci i renciści, a także osoby zatrudnione w dwóch miejscach na raz. Co więcej, firmy miały dostać wolną rękę, by na tej podstawie zwalniać dowolną liczbę ludzi i nie traktować całej operacji jako zwolnienia grupowego.

Jakby tego było mało, „tarcza” przewidywała również możliwość wysyłania pracowników na przymusowe urlopy w wymiarze połowy dni odpoczynku przewidywanych na rok 2020.Miała do tego zawiesić układy zbiorowe (i tak mało w Polsce rozpowszechnione), programy dobrowolnych odejść i wszystkie inne lokalne regulaminy i porozumienia, w których zapisano rozwiązania korzystniejsze dla pracowników niż w kodeksie pracy.

Prawo dżungli

Związki zawodowe natychmiast zareagowały na taki zestaw antykryzysowych, czytaj: antyspołeczny pomysłów szczerym oburzeniem. Związkowa Alternatywa napisała o wojnie wypowiedzianej ludziom pracy. – Kryzys już teraz pokazał, że polski rynek jest zbyt elastyczny, a prawa pracownicze są w zbyt małym stopniu chronione. Dotyczy to między innymi gigantycznej skali umów cywilno-prawnych, niewypłacania wynagrodzeń na czas czy zwolnień pracowników objętych ochroną związkową. Zamiast respektować istniejące prawo i eliminować patologie, rząd chce dekretem wprowadzić prawo dżungli – komentował przewodniczący organizacji Piotr Szumlewicz.

Równie mocne stanowisko wystosowało Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. – Te skandaliczne propozycje mają charakter skrajnie antypracowniczy i przekreślają dorobek krajowego ustawodawstwa pracy, przenosząc polskie stosunki pracy do XIX wieku. Są w jawnej sprzeczności z fundamentalnymi standardami pracy Międzynarodowej Organizacji Pracy – napisała organizacja, zapowiadając, że jeśli jej głos nie zostanie wzięty pod uwagę, to związki zaczną organizować protesty.

Ułatwienia, zwolnienia, dopłaty

Czy rząd cofnął się, widząc, że ryzykuje utratą społecznego poparcia, które dotąd budował, reklamując się jako „bliski ludziom”? Zapisy, które we wtorek ostatecznie wpłynęły do sejmu, nie mówią już nic o mailowych zwolnieniach. Wprowadzono głównie uproszczenia różnych procedur obowiązujących pracodawców. To oni zostali zwolnieni z obowiązku uzyskiwania zezwoleń na zatrudnianie pracowników sezonowych i to im wydłużono terminy ważności wymaganych prawem certyfikatów bezpieczeństwa. Będą również mogli zmienić warunki pracy zatrudnianych cudzoziemców be konieczności starania się o nowe zezwolenie dla pracę dla takiej osoby. Przedsiębiorcy prowadzący recykling odpadów dostali dodatkowe miesiące na przeprowadzenie jego audytu. Specjalną pomoc przewidziano dla dotkniętych kryzysem przewoźników kolejowych i autobusowych.

Inne nowe przepisy dotyczą rozszerzenia katalogu spraw, które można załatwiać przez internet. Za pomocą platformy ePUAP stanie się możliwe złożenie pisma do sądu, a następnie odbiór korespondencji z sądu (która będzie też mogła być kierowana pocztą elektroniczną). Przedłużone zostaną karty pobytu tych cudzoziemców, którzy są obywatelami państw Unii Europejskiej. W 2020 r. nie będzie również postępowania kwalifikacyjnego dla pracowników służby cywilnej ubiegających się o mianowanie, a okres, gdy nauczyciele nie pracują przy tablicy (bo szkoły są zamknięte) będzie normalnie uwzględniany przy wyliczaniu okresów składkowych do emerytury.

Dochód gwarantowany? Nie tym razem

Rząd pominął natomiast całkowitym milczeniem propozycje lewicowej opozycji, ale również bliskich socjaldemokracji ekonomistów i komentatorów, by podnieść zasiłki dla bezrobotnych lub zagwarantować wszystkim, którzy stracili źródło utrzymania, stałą kwotę minimalnego dochodu. Przypomnijmy, że Lewica sugerowała w ubiegłym tygodniu przyznanie takiego świadczenia, o nazwie „kryzysowe”, zarówno bankrutującym drobnym przedsiębiorcom, jak i wyrzuconym z pracy pracownikom. Sugerowała kwotę 2100 zł, by ludzie ci byli w stanie zapłacić rachunki, a także opłacić pewną pulę towarów i usług. Gdy bowiem całe społeczeństwo dotknie pauperyzacja, nikt nie kupi dóbr wytwarzanych w firmach, które rząd stara się utrzymywać przy życiu.

Walczymy o życie i zdrowie pracowników

Związki zawodowe, które sygnują to stanowisko, oddają cześć heroicznej pracy pracowników, naukowców z opieki zdrowotnej, szpitali, urządzeń sanitarnych i szeregu innych usług, którzy w nawet groźnych dla życia warunkach, wyczerpani, przy niedostatecznych i nieprzygotowanych warunkach walczą o ratowanie życia ludzkiego.

Obecne konsekwencje epidemii nie są wynikiem przypadku ani samych czynników naturalnych. Sytuacja rozszerzania się epidemii koronawirusa pokazuje tragiczne konsekwencje rodzące zagrożenia dla życia ludzi ,które wynikają z polityki, która traktuje opiekę zdrowotną jako kwestię indywidualnej odpowiedzialności i pole do osiągania zysków. Konsekwencje te wynikają z niewystarczającej liczby personelu szpitali publicznych i usług, braku infrastruktury, niedofinansowania, poważnego niedoboru personelu medycznego i pielęgniarskiego. Wytyczne UE, które spowodowały zdemontowanie systemu ubezpieczeń społecznych, ograniczenie finansowania profilaktyki i opieki zdrowotnej, tworzone w interesie dużych korporacji opieki zdrowotnej i ubezpieczeń, są wynikiem wyborów politycznych o tragicznych konsekwencjach i stanowiące zagrożenie dla narodów Europy.

Znamienity jest fakt że szereg międzynarodowych korporacji nie podjął podstawowych środków bezpieczeństwa mających na celu ochronę zdrowia i życia swoich pracowników. Międzynarodowe koncerny farmaceutyczne i medyczne prowadziły też i prowadzą spekulację środkami medycznymi co powoduje ich bogacenie się ale również i niedobór ich dla potrzebujących.

Jako związki zawodowe mamy obowiązek informować pracowników w naszych krajach o najnowszych działaniach i planach skierowanych przeciwko pracownikom, które zostały ostatnio wprowadzone z powodu wirusa koronawirusa. Stanowisko pracodawców i rządów w naszych krajach powoduje szereg wspólnych zagrożeń i problemów dla pracowników, ponieważ w wielu krajach nakłada się lub planuje podobne wymierzone przeciw robotnikom.

Środki, które z jednej strony pociągną za sobą konsekwencje finansowe i koszty związane z koronawirusem które zagrażają bytowi ekonomicznemu pracowników to, np. zwalnianie z pracy, nieodnawianie umów terminowych, zwłaszcza dla pracowników turystyki itp. Z drugiej strony pracodawcy ze wsparciem rządów znajduje okazję do promowania nałożenia i przyjęcia środków i planów godzących w pracowników, takich jak deregulacja dziennego czasu pracy pracowników zgodnie z preferencjami pracodawców, narzucenie pracy dorywczej, za pomocy środków takich jak telepraca nawet mimo wybuchu epidemii.

W szczególności potępiamy rządy, które nawet w takich okolicznościach, zamiast podejmować niezbędne środki w celu ochrony zdrowia ludzi prześladują związki zawodowe i związkowców, którzy bronią zdrowia pracowników, potępiając niedostateczne zapewnienie usług medycznych i innego typu problemy w systemach opieki zdrowotnej.

Życia i zdrowia pracowników nie może być mniej ważne niż zyski prywaciarzy. Pracownicy ponoszą już konsekwencje kryzysu; nie będą teraz płacić za skutki prywatyzacji i zniszczenia publicznych systemów opieki zdrowotnej.

Postulaty
• Zwiększenie liczby personelu szpitali i służb medycznych poprzez zatrudnianie w stałych formach zatrudnienia personelu pielęgniarskiego itp.
• Pełne wyposażenie wszystkich służb publicznych i ludności cywilnej w niezbędne środki do dezynfekcji i materiały ochronne, tak by nie były one obiektami spekulacji,
• Obowiązkiem rządów jest zapewnienie dodatkowych dni urlopu, z pełnym wynagrodzeniem i ubezpieczeniem społecznym:
– Dla tych pracowników, którzy są chorzy na koronawirusa,
– Dla pracowników zmuszonych do powstrzymania się od pracy z powodu nadzwyczajnych środków zapobiegawczych jak kwarantanna,
– Dla osób sprawujących opiekę nad chorym dzieckiem lub starszym członkiem rodziny.
– Dla osób które zostały wezwane do opiekę nad dziećmi w domu, ze względu na zapobiegawcze zamykanie szkół i żłobków.
• Natychmiast zaprzestań działań, takich jak egzekucje komornicze, licytacje mienia i nieruchomości, odcinania dostaw wody i energii z powodu zadłużenia gospodarstw domowych.
• Wprowadzenie opieki nad uchodźcami, imigrantami i ich rodzinami, w celu poprawy warunków życia i pracy. Przyzwoite, higieniczne zakwaterowanie dla uchodźców – nie obozy koncentracyjne. Bezpłatna, pełna opieka zdrowotna. Darmowe i pełnowartościowe jedzenie.
• Całkowity koszt ponoszony powinien być przez przez rządy i koła biznesowe, a nie pracowników sektorów prywatnego i publicznego
Narody Europy już zapłaciły wysoką cenę za ogromne cięcia w publicznych systemach opieki zdrowotnej, komercjalizację opieki zdrowotnej i ubezpieczeń społecznych, narzucenie brutalnych stosunków pracy. Nie akceptujemy żeby pracownicy płacili za konsekwencje polityki unijnych rządów i grup biznesowych.
Jeśli wszystkie powyższe środki nie zostaną podjęte natychmiast, to w przypadku poważnej epidemii lub nagłego poważnego zdarzenia zdrowotnego w dowolnym kraju konsekwencje mogą być jeszcze bardziej groźne niż to co obserwujemy obecnie.

Sygnatariusze:
Francja- Federacja Pracowników Usług i Handlu CGT,
Francja UD CGT departamentu Val de Marne 94
Włochy- USB
Grecja- PAME
Serbia- SLOGA
Hiszpania, Kraj Basków- LAB
Hiszpania, Galicja- CUT
Cypr- PEO
Rosja- Związek Pracowników Przyjezdnych
Polska- WZZ „Walka”

Pracownicza solidarność ponad granicami

Godna podziwu i naśladowania akcja Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Inicjatywa Pracownicza, który ujął się za zwolnionymi z naruszeniem podstawowych praw pracownikami ukraińskiego PinchukArtCentre.

PinchukArtCentre jest ośrodkiem sztuki współczesnej w Kijowie. Ma on ambicje, by stać się jednym z wiodących ośrodków tego typu w Europie Środkowo-Wschodniej, a być może na całym kontynencie. Prezentowano tam dzieła sztuki takich artystów jak Damien Hirst, Takashi Murakami, Marina Abramović, Mauricio Catellan, Ai Weiwei, Luc Tuymans, Olafur Eliasson, Rachel Whiteread, Jan Fabre. Prestiżową pozycję Centrum zapewniają gigantyczne pieniądze, które wkłada fundator – oligarcha Wiktor Pinczuk, od 10 lat w dziesiątce najbogatszych ukraińskich biznesmenów. To również wieloletni stronnik i hojny mecenas obozu byłego prezydenta Janukowycza. Zasilał też sowitymi datkami fundację Aleksandra Kwaśniewskiego. Zdobyta dzięki wystawom renoma i solidny budżet nie przeszkadzają jednak władzom tej instytucji w sposób skandaliczny deptać praw pracowniczych.

Około 30 szeregowych pracowników PinchukArtCentre zwolniono z dnia na dzień. Są przekonani, że to odwet za działalność związkową. Jak piszą, nie mieli prawa do zwolnień lekarskich, przedłużano im niezgodnie z prawem okres próbny, treść zawieranej umowy nie odzwierciedlała rzeczywistych warunków pracy, a niektórzy wręcz byli zmuszani do pracy na czarno.

Zemsta za odwagę

Po założeniu pod koniec 2019 r. związku zawodowego, działacze zmusili dyrekcję do ustępstw: możliwe stało się korzystanie ze zwolnienia lekarskiego oraz płatnego urlopu. Jednak aktywność związkowców wywołała agresywną reakcję szefostwa. Niektórym z aktywistów próbowano zakazać wejścia do budynku, straszono zwolnieniami. W tej sytuacji związkowcy rozpoczęli spór w celu podpisania układu zbiorowego, jednak po dwóch miesiącach uników ze strony dyrekcji czasowe umowy pracowników wygasły i nie zostały przedłużone, co oznacza utratę pracy przez pokaźna grupę pracowników.

PinchukArtCentre wyjaśniło zwolnienia koniecznością sięgnięcia po nowe formy współpracy ze zwiedzającymi, co w praktyce oznacza korzystanie z audioprzewodników. Elektroniczne urządzenia mają zastąpić pracowników, którzy dotąd opiekowali się wystawami i po nich oprowadzali. Zwolnieni związkowcy wezwali do bojkotowania Centrum i jego przedsięwzięć. Wsparli ich niektórzy ukraińscy twórcy.
OZZ Inicjatywa Pracownicza, dając piękny przykład ponadgranicznej solidarności związkowej wspiera swoich ukraińskich kolegów w ich akcji.

Ostatni bój ukraińskich pracowników

Nowy neoliberalny kodeks pracy zrobi z Ukraińców parobków – alarmują związki zawodowe nad Dnieprem.

Pod siedzibą rządu w Kijowie oraz w wielu innych miastach Ukrainy 30 stycznia odbyły się demonstracje związków zawodowych i organizacji lewicowych przeciwko projektowi nowego kodeksu pracy. Prawo wzięte prosto z marzeń neoliberałów i z koszmarów sennych pracowników świadomych swoich interesów to jeden ze sztandarowych projektów rządu Ołeksija Honczaruka. Najprawdopodobniej przejdzie, gdyż rządowa frakcja ma większość w Radzie Najwyższej.

Ponadto frekwencja na proteście pokazywała raczej słabość ukraińskiego ruchu związkowego – przeciwko zmianie kodeksu pracy, która jest wyjątkowo niekorzystna odla pracowników, pod gmach rządu przy ul. Hruszewskiego przyszło protestować kilka tysięcy osób. W porównaniu z tłumami na Majdanie to naprawdę niewiele, a przecież wprowadzane zmiany uderzą w każdego Ukraińca, który nie zdecyduje się na emigrację zarobkową.

Powyżej tysiąca oburzonych udało się zmobilizować także związkowcom z Zaporoża, Charkowa, Czernihowa i Krzywego Rogu. Kilkaset zgromadziło się na protestach w Użhorodzie, Równem, Mikołajowie, Winnicy, Dnieprze oraz we Lwowie. To akurat sukces. W przemysłowym Krzywym Rogu walka pracownicza ma wielkie tradycje, a lokalne związki także w ostatnich latach rzucała z powodzeniem wyzwanie wielkim i bezwzględnym pracodawcom, ale w pozostałych miastach w ostatnich latach ruch pracowniczy był w niemal całkowitej stagnacji.

Praca niebezpieczna i niestabilna

– Pracownik będzie mógł bez większych trudności zostać zwolniony, gdy jest na urlopie, na chorobowym lub na urlopie macierzyńskim. Neoliberalne prawo pracy zrobi z Ukraińców parobków – ten fragment stanowiska przyjętego przez Zjednoczenie Związków Zawodowych Ziemi Lwowskiej zawiera w sobie część zarzutów, jakie pod adresem nowego kodeksu mają obrońcy praw pracowniczych. A to nie wszystko.
Po wejściu w życie nowego ustawodawstwa pracownik nie będzie mógł odmówić wykonywania swoich obowiązków, kiedy zatrudniający nie zapewni mu warunków zgodnych z zasadami BHP, wynagrodzenie za nadgodziny ma wynosić zaledwie 20 proc. zwykłej stawki godzinowej, a okres wypowiedzenia przy zwolnieniu zredukowano do 15 dni. Pod pretekstem „wyrównywania szans mężczyzn i kobiet” z nowego prawa wykreślono również przepisy chroniące matki z dziećmi – nie można było dotąd ich zwolnić, dopóki dziecko nie skończyło 3 lat, zaś samotne matki miały gwarancję zatrudnienia aż do ukończenia przez syna lub córkę lat 14.

Wyrzucić ministra

Do uproszczonej procedury zwalniania pracownika, który za wspomnianym 15-dniowym wypowiedzeniem będzie mógł zostać wyrzucony w zasadzie zawsze, kiedy pracodawca uzna to za stosowne, nawiązali demonstranci podczas wczorajszych zgromadzeń. Na jednym z transparentów zebrani ludzie, jako „pracodawcy rządu”, ogłosili zwolnienie Tymofija Myłowanowa, ministra gospodarki i jednego z głównych architektów antyspołecznej reformy. Na innym napisano: Nawet koronawirus umarłby od takiej pracy!, jeszcze na innym: Precz z niewolnictwem! Co do tego, że kodeks uczyni z pracowników najemnych niewolników, wątpliwości nie ma również Witalij Machynko, przewodniczący związku zawodowego Solidarność Robotnicza.

– W kodeksie znalazło się m.in. pojęcie kontraktu z nienormowanym czasem pracy. To oznacza, że pracownik jest zobowiązany do pracy tyle godzin, ile mu nakaże pracodawca,byle zgadzała się miesięczna pula godzin. W praktyce oznacza to, że jednego dnia, kiedy nie ma materiałów, albo po prostu takiej potrzeby, dzień pracy dla każdego może wynosić 2 – 3 godziny. A kiedy trzeba nadgonić czas i zamówienia, pracodawca może całkowicie bezkarnie zmusić swoich pracowników do pracy np. 16 godzin – alarmuje Machynko.

Być jak Polska

Ukraiński rząd wydaje się jednak bardzo zadowolony z przygotowanej ustawy i raczej nie zanosi się na to, by się z niej wycofał. Minister Myłowanow obiecuje, że jego kraj dzięki deregulacji i uproszczeniu przepisów stanie się „mekką dla inwestorów”, podobne wizje kreśli prezydent Zełenski. W ocenie lewicowych organizacji Myłowanow uprawia w internecie zwyczajną dezinformację, wychwalając zalety nowych przepisów i zapewniając, że wszystkie wady to wymysł związkowców.
Wschodnioeuropejska praktyka pokazuje, że nie da się równocześnie przyciągać za wszelką cenę biznesu i dbać o prawa pracowników. Dowodzi tego choćby przykład polskiej transformacji, którym ukraińskie władze bardzo się zachwycały.

Amazon kiwa całe państwa?

Miniony weekend nie był miły dla Amazona, światowego giganta internetowej dystrybucji we Francji. Ukazały się dwa dokumenty, analizy konsekwencji społecznych rozrastania się koncernu miliardera Jeffa Bezosa. Nie dość, że nie płaci podatków, to przyczynia się do wzrostu bezrobocia i mocno zatruwa powietrze. To nie może być dobry bilans.

Najsilniejsze wrażenie na mediach zrobił 60-stonicowy raport lewicowych organizacji pozarządowych, w tym Attacu, na temat organizacji fiskalnej przedsiębiorstwa. Sztuczki „optymalizacji podatkowej” pozwalają mu zachować prawie cały zysk (11,2 miliardów dolarów w zeszłym roku). Francję Amazon kiwa „na Luksemburg” – europejski raj podatkowy, urządzony przez szefa Komisji Europejskiej Jean-Claude’a Junckera. Francuski Amazon przenosi tam większość swego obrotu, bo podatek od zysku jest symboliczny.
W 2017 r. Amazon miał we Francji prawie cztery miliardy euro obrotu, ale zadeklarował tylko 1,6 miliarda, tj. 57 proc. mniej. Zysk od tego, co zostaje, wypłaca się dyrektorom w formie akcji, co zwalnia od podatków. Oprócz niepłacenia podatków, koncern bierze zasiłek (liczony w milionach) od państwa, w ramach publicznej pomocy przedsiębiorstwom uruchomionej przez Emmanuela Macrona.
Amazon zatrudnia na świecie ok. 650 tys. pracowników, 7, 5 tys. we Francji, gdzie szykuje się do otwierania nowych ośrodków dystrybucji. Ale według badań ekipy b. ministra cyfryzacji Mounira Mahjoubiego, Amazon tworząc jedno miejsce pracy, niszczy średnio 2,2 inne, głównie w okolicznym handlu. Zniknęło w ten sposób ponad 20 tys. etatów.
Tym zjawiskom towarzyszy emisja dwutlenku węgla koncernu: prawie 19 milionów ton w tym roku, tyle co np. cała Boliwia. To głównie z powodu rosnącej flotylli samolotów towarowych Amazona – jest już 50, wkrótce będzie 70. Autorzy raportów nie wzywają do bojkotu firmy, nie chcą budzić poczucia winy u zwykłych ludzi, ale uważają, że państwo powinno interweniować.

Pracownika nie było

W swoim expose Mateusz Morawiecki nie powiedział nic o prawach pracowniczych i ich łamaniu.

Nie wspomniał o niepłaceniu pensji na czas, nic nie było o niestabilności zatrudnienia, o rosnącej skali samozatrudnienia i coraz częstszym omijaniu umowy na etat. Nie było mowy o przepracowaniu i zbyt długim czasie pracy setek tysięcy Polaków i Polek, omijaniu przepisów BHP przez wiele firm i gigantycznej skali wypadków przy pracy. Premier nie wspomniał ani słowem o Państwowej Inspekcji Pracy, nie mówił o sądach pracy, nie przedstawił rozwiązań na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa pracy.
W expose nie było nic o biednych pracujących, o niskich płacach, o omijaniu na masową skalę płacy minimalnej, o niskich płacach w sferze budżetowej i samorządowej.
W wystąpieniu szefa rządu nie pojawiło się ani jedno zdanie o patologiach w spółkach skarbu państwa, o kolesiostwie, nepotyzmie, zatrudnianiu na kierowniczych stanowiskach ludzi partii i zwalnianiu wysokiej klasy ekspertów.
Szefa rządu nie zainteresowała rola związków zawodowych, którym nie poświęcił ani jednego zdania. Nie było nic o ich lekceważeniu i zastraszaniu, o mobbingu działaczy związkowych. Znacznie więcej było o prawach i interesach przedsiębiorców, szczególnie tych drobnych, u których nie ma żadnych organizacji związkowych.
Morawiecki nie zainteresował się nierównościami płacowymi w obrębie zakładu pracy, branży i całej gospodarki, a zapowiedzi zmian w systemie podatkowym dotyczyły jedynie kolejnych ulg i zwolnień dla firm. Nie było też nic o potrzebie solidarności w systemie emerytalnym, a jedynie konieczność zabezpieczenia i wzmocnienia jego komercyjnego filaru.
Mateusz Morawiecki nie mówił nic o tworzeniu nowych miejsc pracy, nie przedstawił żadnej strategii rozwoju poszczególnych branż, nie zaproponował wzrostu wydatków na sektory rynku pracy związane z edukacją, opieką zdrowotną czy opieką.
Kluczowym słowem w expose Mateusza Morawieckiego było pojęcie „normalności”. Najwyraźniej „normalność” dla PiS-owskiej władzy nie obejmuje troski o prawa pracownicze.

Odcienie lewicowości

Tegoroczne wybory parlamentarne – niezależnie od ich wyniku – przyniosły ważną zmianę w polityce polskiej: utworzenie wspólnej listy niemal całej lewicy.

Będzie to miało, mam nadzieję, istotny w pływ na charakter polskiego życia politycznego. Uzyskanie przez lewicę dobrego, to znaczy kilkunastoprocentowego, wyniku i powstanie silnej reprezentacji lewicy w Sejmie ( a także wejście kilku lewicowych kandydatów do Senatu) zapoczątkuje proces przywracania lewicy tego znaczenia politycznego, które utraciła ona w wyniku klęski wyborczej 2005 roku. Taki rezultat wyborów powinien stać się punktem wyjścia dla dłuższego procesu konsolidacji lewicy w postaci nie tylko wspólnego klubu parlamentarnego, ale także jednej partii.
By proces ten miał autentyczny, a nie koniunkturalny, charakter, konieczna jest poważna praca programowa dotycząca podstaw ideowych, na których opierać się powinna nowoczesna partia polskiej lewicy. Praca ta nie może się powieść bez poważnego ustosunkowania się do istniejących problemów spornych. Nie są one, moim zdaniem, tak dalece sporne, by niemożliwe było wypracowanie akceptowalnego dla całej lewicy stanowiska. Wymaga to jednak poważnego zastanowienia się nad tymi kwestiami, które dotychczas dzieliły, a w jakimś stopniu nadal dzielą lewicę w naszym kraju.
Widzę cztery takie podstawowe obszary do dyskusji.
Pierwszy to polityka społeczno-ekonomiczna. Niezbywalnym elementem myślenia lewicowego jest wrażliwość na krzywdę i niesprawiedliwość społeczną, co powinno dyktować takie podejście do polityki gospodarczej, w którym troska o grupy słabsze zajmuje bardzo istotne miejsce. To stanowi wspólną, niekwestionowaną przez nikogo, cechę myślenia lewicowego. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy trzeba wyważyć proporcje między dążeniem do realizacji zasad sprawiedliwości społecznej a potrzebami zapewnienia wzrostu gospodarczego. Neoliberalizm, który święcił szczególnie wielkie triumfy w ostatnich dwóch dziesięcioleciach poprzedniego wieku, zakładał mylnie, że wzrost gospodarczy automatycznie zapewni poprawę sytuacji wszystkich, w tym także najbiedniejszych. Dziś wiemy, ze tak nie jest. Ostatnie dziesięciolecia przyniosły w skali światowej bardzo znaczny wzrost nierówności a także pogłębianie się ubóstwa w tych krajach, gzie zabrakło świadomej polityki państwa na rzecz realizacji bardziej sprawiedliwego podziału owoców wzrostu gospodarczego. Wystarczy porównać USA ze Szwecją lub Norwegią, by zdać sobie sprawę z tego, jak ważna jest polityka społeczna dla sposobu, w jaki rozkładają się owoce wzrostu gospodarczego. Dlatego dla ludzi lewicy skandynawski model socjaldemokratycznej polityki społeczno-gospodarczej stanowi nieodzowny element myślenia o gospodarce. Problem komplikuje jednak to, ze Polska stała dotychczas i w znacznym stopniu nadal stoi przed koniecznością przezwyciężania wielowiekowego opóźnienia gospodarczego, zaś w niedawnej przeszłości także przed koniecznością wydobycia się z głębokiego kryzysu. Gdy dwukrotnie lewica dochodziła do władzy (w latach 1993 i w 2001), zastawała bardzo trudną sytuację gospodarczą, przy czym w drugim z tych momentów przyczyną kryzysu finansów publicznych była przede wszystkim błędna polityka poprzedniego rządu. Wydobycie Polski z kryzysu, przywrócenie wysokiego wzrostu gospodarczego, zmniejszenie skali bezrobocia i redukcja relacji długu publicznego do dochodu narodowego – to były absolutne priorytety polityki gospodarczej. Sformułowana przez wicepremiera Grzegorza Kołodkę „strategia dla Polski” stanowiła oryginalną, dobrze dostosowaną do warunków polskich koncepcję polityki gospodarczej. Strategia ta była jednak atakowana przez radykałów jako „niedostatecznie lewicowa”. Z drugiej zaś strony niektórym politykom lewicy oczywista konieczność prowadzenia skutecznej polityki wzrostu gospodarczego tak dalece przesłaniała cele socjalne, że nie bez powodu byli oskarżani o sprzyjanie koncepcjom neoliberalnym. Klasycznym przykładem było sugerowanie, by progresywny podatek dochodowy zastąpić podatkiem liniowym. Nie zrobiono tego, ale sam fakt, ze sugestie takie padły z ust bardzo ważnego polityka lewicowego, zaciążył na wizerunku kierowanego przez lewicę rządu.
Dla niektórych polityków lewicowych słuszny sprzeciw wobec ulegania koncepcjom neoliberalnym stał się punktem wyjścia dla udzielenia poparcia prawicowej, ale głoszącej socjalne hasła, partii Prawo i Sprawiedliwość. Przykładem najbardziej znaczącym tego zjawiska było poparcie udzielone PiS-owi przez byłego przywódcę Unii Pracy Ryszarda Bugaja, który z czasem z tego poparcia się wycofał, ale nigdy jasno nie uznał go za poważny błąd polityczny.
Ludzie lewicy powinni więc poważnie podchodzić do sprawy polityki społeczno-gospodarczej tak, by łączyć potrzebę wzrostu gospodarczego z racjami socjalnymi a także co dziś nabiera coraz większego znaczenia, z dążeniem do poważnej redukcji zagrożeń, jakie dla przyszłości naszej planety niesie z sobą powodowany przez dotychczasowy sposób gospodarowania wzrost temperatury. Są to sprawy trudne, wymagające kompromisów między różnymi racjami. Lewica nie może iść w kierunku haseł tak radykalnych, że ż utopijnych, ale powinna mieć odwagę przedstawić śmiałą koncepcję ekonomiczną, inspirowaną wartościami sprawiedliwości społecznej i odpowiedzialności za to, jaką przyszłość zgotujemy następnym pokoleniom.

Drugim obszarem są sprawy światopoglądowe, w tym zwłaszcza obrona świeckiego charakteru państwa oraz praw wszystkich mniejszości, w tym także – obecnie szczególnie atakowanych przez prawicę – mniejszości seksualnych. W odróżnieniu od problematyki ekonomicznej w tych sprawach nie ma na lewicy zasadniczego sporu ideowego. Trudno sobie wyobrazić człowieka lewicy, który byłby zwolennikiem mariażu „tronu z ołtarzem”, przyklaskiwałby homofobicznym wystąpieniom dość licznych polityków prawicy i sprzymierzonych z nimi biskupów, popierałby dyskryminację ludzi należących do którejś z kategorii zbiorczo nazywanych LGBT. Istnieją jednak dwa problemy. Pierwszym jest niejednakowy stopień uznania tych spraw za istotne. Zdarza się słyszeć pogląd, że są to sprawy „marginesowe”, którymi lewica nie powinna zbyt aktywnie się zajmować – także dlatego, że naraża ja to na tak ze strony fundamentalistów katolickich. Uważam takie stanowisko za błędne. Lewica nie ma czego szukać w szeregach „obrońców życia poczętego” czy fanów arcybiskupa Jędraszewskiego, gdyż jedni i drudzy są i będą silnie zakotwiczeni w obozie prawicy. Natomiast odważne stawanie w obronie zagrożonych dyskryminacją mniejszości może jedynie budować dla lewicy szacunek i poparcie wśród tych, dla których tolerancja i prawa wszystkich obywateli są ważnymi wartościami i którzy potrzebują partii odważnie tych wartości broniącej.
Istnieje jednak inny problem, z którym lewica musi się zmierzyć. Jest nim ultraradykalizm części środowisk laickich., wyrażający się w pogardliwym a nawet wrogim stosunku do kościoła katolickiego jako instytucji a nawet do symboli religijnych. Lewicowość nie jest i nie powinna być utożsamiana z ateizmem i z wrogością wobec instytucji wyznaniowych. Będąc człowiekiem niewierzącym i dostrzegając wiele wysoce negatywnych zjawisk w postępowaniu hierarchii kościelnej, byłem i jestem przeciwny łatwym uogólnieniom. Znałem i znam wielu ludzi łączącym głęboką wiarę z autentycznym zaangażowaniem lewicowym. Biski jest mi takie odejście do tych spaw, które reprezentował mój starszy przyjaciel, wybitny działacz socjalistyczny Jan Strzelecki, którego piękną postać przypomniałem niedawno na tych łamach z okazji stulecia jego urodzin. Nowoczesna lewica musi łączyć zdecydowaną obronę świeckości państwa i praw wszystkich grup zagrożonych przez fanatyzm religijny z autentyczną gotowością budowania wspólnoty ludzi wierzących i niewierzących, o której pięknie mówi preambuła do polskiej konstytucji.
Trzeci obszar do dyskusji to sprawy państwa i narodu. Jesteśmy świadkami wznoszącej się fali nacjonalizmu, który zaprzecza całej tradycji Polskim tolerancyjnej. Będącej wspólnym domem wszystkich jej obywateli. Dzisiejszy nacjonalizm nawiązuje do najgorszych wzorów polskiej i nie tylko polskiej przeszłości. Premier Mazowiecki oddając hołd Brygadzie Świętokrzyskiej NSZ in prezydent Duda obejmując protektorat honorowy nad obchodami ku czci tej formacji nie kierowali się ignorancją wobec dobrze znanej historii tej formacji. To były świadome gesty zmierzające do pozyskania poparcia dzisiejszych kontynuatorów tego nurtu politycznego, który w latach międzywojennych i w czasie drugiej wojny światowej czynił z nacjonalizmu i antysemityzmu synonim miłości ojczyzny. Politycy kierujący dziś państwem nie są antysemitami i faszystami, ale dla politycznej korzyści starają się o poparcie środowisk faszyzującej i nacjonalistycznej ekstremy. Przynosi to w efekcie wznoszenie się brunatnej fali w polskim życiu politycznym. Lewica jest od tego wolna, ale nie dla wszystkich ludzi lewicy jest oczywiste, że jest to wielkie, wręcz śmiertelne zagrożenie dla państwa polskiego i jego obywateli. Odpowiedzią na fale nacjonalizmu musi być na nowo odczytany program polskiego patriotyzmu, opartego nie na micie krwi, lecz na identyfikacji z państwem polskim – wspólna ojczyzna wszystkich obywateli.
Czwarty obszar do poważnej dyskusji to ocena niedawnej historii – zwłaszcza okresu Polski Ludowej. Do niedawna była to kwestia tak dalece dzieląca, że wydawać się mogła nieprzezwyciężalną. Wynikało to częściowo z uwarunkowań życiorysowych. W starszym pokoleniu ludzi lewicy są zarówno dawni działacze PZPR (jak miedzy innymi ja) i dawni działacze opozycji demokratycznej. Czy musi to jednak skazywać na wieczny konflikt? Moje własne doświadczenie mówi mi, że tak być nie musi. Miałem dobre, wręcz przyjacielskie stosunki z dwoma wybitnymi przywódcami opozycji demokratycznej: Bronisławem Geremkiem i Jackiem Kuroniem, choć nasze drogi polityczne rozeszły się. Jednym z dowodów, że polityczna przeszłość nie musi stanowić nieprzezwyciężalnej przeszkody dla mądrego dialogu jest oparta na rozmowach Andrzeja Werblana i Karola Modzelewskiego „Polska Ludowa”- najmądrzejsza książka o tym okresie, którą czytałem.
Upływ czasu i wymiana pokoleniowa nie unieważniła sporu o historię. Wręcz przeciwnie! To właśnie część młodego pokolenia lewicy przyjęła bardzo pryncypialną i jednostronną ocenę Polski Ludowej, co jeszcze niedawno wydawało się przeszkodą uniemożliwiającą ich współdziałanie z SLD. Trzeba o tych sprawach rozmawiać poważnie. Tak robiliśmy niemal trzydzieści lat temu w czasach tworzenia Socjaldemokracji RP, gdy bardzo wyraźnie potępiliśmy to co było złe, błędne a nawet zbrodnicze w polityce okresu Polski Ludowej, a zarazem okazując szacunek temu co w niej na taki szacunek zasługuje. Nie powtarzając szczegółowo od dawna rozwijanej argumentacji przypomnę, że w ocenie okresu 1944-1989 trzeba poważnie brać pod uwagę trzy sprawy: (1) konsekwencje narzuconego Polsce podziału Europy i radzieckiej hegemonii, której zasięg zdołaliśmy w znacznej mierze po 1956 roku ograniczyć, ale której nie można było znieść tak długo, jak trwała zimna wojna; (2) zasługi PRL dla odbudowy kraju, regenerację sił biologicznych naszego narodu, skok edukacyjny i awans społeczny wielu milionów; (3) rolę nurtu reformatorskiego, z którego wywodzili się inicjatorzy odbudowy lewicy po 1989 roku i który w znacznej mierze spowodował, że to właśnie w Polsce powstały warunki dla wielkiego kompromisu historycznego, od którego zaczęła się zmiana systemu w Polsce, a potem w naszej części Europy.
Praca nad kształtowaniem racjonalnego stosunku do historii musi uwzględniać różnice doświadczeń – tak własnych, jak i doświadczeń rodziców. Do wspólnej formacji lewicowej idziemy różnymi drogami i z tej różnorodności powinniśmy uczynić cenny kapitał na lata, które są przed nami.