Wielkie żarcie w PRL

10 lip 2022

„Ślepa kuchnia: jedzenie i ideologia w PRL” to monografia autorstwa Moniki Milewskiej. Zwyczaje, fascynacje i natura całej epoki i systemu – wychodząc tez poza tytułowa problematykę.

Oczywiście, nie było to takie „Wielkie żarcie”, jakie sporo widzów pamięta z głośnego w latach siedemdziesiątych filmu Marco Ferreriego (1973), w którym czterech francuskich średnich burżujów: sklepikarz (Ugo Tognazzi), pilot (Marcello Mastroianni), sędzia (Philippe Noiret) i bogaty playboy (Michel Piccoli), czyli granych przez gwiazdorów ówczesnego kina, urządza sobie, w luksusowym odosobnieniu, wyrafinowaną sesję kulinarną (połączoną z seksualną – tu, w roli przedmiotu konsumpcji, też niebywale apetyczna Andrea Ferréol), która kończy się drastyczną niestrawnością połączoną z – nazwijmy to tak – spektakularnym wydalaniem.

Jeśli jednak można dostrzec analogię między gastronomiczno-kulinarną sytuacją w PRL z orgią kulinarną francuskich burżujów w szczycie konsumpcyjnego prosperity na „Zachodzie”, to polega ona na podobieństwie emocjonalnym. Tam, obfitości i dostępności żywności oraz wszelakich pożytków kulinarnych towarzyszyła (zwłaszcza w takich krajach jak Francja czy Italia) konsumpcyjna euforia, tu – niedoborom żywności na półkach sklepowych, brakom towarowym, kolejkom, towarzyszyły podobne emocje koncentrujące się w brzuchu.

Innymi słowy, Francuzi czy Włosi emocjonowali się tym, co jedli, Polacy tym, co jedli znacznie rzadziej i do czego dostęp mieli radykalnie ograniczony. Tam gorączka kulinarna związana była z konsumpcją mięsa jedzonego, tu – z mięsem jako towarem (poza krótkimi okresami) albo nieobecnym, albo takim, po które trzeba było wystawać w kolejkach. No i mięsem jako tematem politycznym. Zachodniacy dobre jedzenie mieli, zasadniczo, bo istniały klasowe zróżnicowania, w zasięgu ręki.

Polacy najczęściej poza zasięgiem ręki (tę rękę trzeba było wyciągać na jej dwie-trzy długości), zatem emocje były przeciwstawne, ale na podobnym poziomie intensywności. Francuz i Włoch (uporczywie wymieniam akurat te nacje, bo w bogatych Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Skandynawii kultura kulinarna była na ogół, i jest nadal, znacznie uboższa) cieszyli się jedzeniem, a Polak był często „głodny, więc zły” i o zjedzeniu marzący. Tam emocje spełnienia, tu frustrujące emocje niespełnionego pragnienia, nie mniej intensywne. I właśnie między innymi tym emocjom żywnościowym polskim w czasach PRL, z ich uwikłaniem w ustrój, a raczej z niego wynikającym, poświęciła swoje potężne objętościowo dzieło „Ślepa kuchnia.
Jedzenie i ideologia w PRL” Monika Milewska, autorka znakomitego studium o terrorze za Wielkiej Rewolucji Francuskiej „Ocet i krew” (2019). W piętnastu rozdziałach „Ślepej kuchni” opowiedziała Milewska o triadzie: jedzenie, żywność-obywatel, konsument-władza i dystrybucja oraz o zachodzących między nimi interakcjach, wyrażających się w modelach spożywania żywności, odzwierciedleniem tematu w propagandzie i przepisach prawnych, w wynikających z tego obyczajach i emocjach itd. Już same tylko tytuły niektórych kolejnych rozdziałów pokazują kluczowe z tym związane zjawiska: „Każdy kłos na wagę złota”, „Plon niesiemy plon, w Sekretarza dom”, „Nieustająca bitwa o handel”, „Kolejki pod specjalnym nadzorem”, „W internacjonalistycznym sosie”, „Imperializm w płynie i w proszku” (chodzi m.in. o coca-colę), „Wszyscy mamy równe żołądki”, „Na komunistycznej diecie”, „Kiełbasa pierwszomajowa”, „Rząd się sam wyżywi” itd. To synteza dotychczasowego stanu badań naukowych, ale wzbogacona o wyniki badań własnych, o przemyślenia, interpretacje własne i pytania Autorki.
Milewska obficie wykorzystała rozliczne źródła z tamtych czasów, archiwa państwowe, prasę, przekazy radiowo-telewizyjne, przekazy o charakterze reklamowym, fotografie, dokumenty oficjalne, indywidualne wypowiedzi wspomnieniowe („oral history”), odzwierciedlenia w kulturze masowej, w humorze oraz ogromną literaturę historyczno-dokumentalną, w tym także ściśle coraz obfitszą literaturę przedmiotu, etc. Można rzec, że studium Milewskiej rozwija się wokół wszystkiego, co ma jakikolwiek, bezpośredni czy pośredni związek z praktyką produkowania, handlowania, dystrybuowania i konsumowania „żywności” w PRL. Jest więc też o spekulantach, „babach z mięsem”, „zakładach zbiorowego żywienia” i innych licznych fenomenach z tym związanych.

Rzecz jasna, biorąc – nomen omen – „na widelec” (i nóż), historię związków między „jedzeniem a ideologią” w całej 45-letniej przestrzeni czasu istnienia PRL, Milewska pokazuje proces zmian, jakie dokonały się w „widełkach” 1944-1989, ewolucję od powojennej biedy i dystrybucji żywności, przez powolne ale zauważalne wzbogacanie się rynku (zawsze jednak z większymi czy mniejszymi zakłóceniami i zawsze z odstawaniem od zachodniej obfitości na półkach sklepowych), przez względną obfitość z początku lat siedemdziesiątych po narastające od połowy tej dekady perturbacje, których apogeum były lata „półek z octem”, 1980-1981. Narracja „Ślepej kuchni” nie jest jednak ściśle linearna, lecz skonstruowana wokół zagadnień ujętych w poszczególnych rozdziałach.

Relacje, o ile tak się można wyrazić, między „sprawą” żywnościową a Bierutem, Gomułką, Gierkiem, Kanią i Jaruzelskim, także z uwzględnieniem ich charakterów psychologicznych i osobowości, nie są więc ukazane chronologicznie, lecz poprzez poszczególne zagadnienia i zjawiska. Zainteresowanych alkoholowym segmentem rynku żywnościowego uspokajam – o tym również w studium Milewskiej jest mowa, włącznie z fenomenem niezapomnianego, obowiązkowego nabywania zakąsek do alkoholu konsumowanego w knajpach, zakąsek, których część z czasem stawała się niejadalnymi, przechodnimi atrapami.
Nie brak też tematu realnych różnic klasowych jakie w zakresie konsumpcji restauracyjnej występowały w PRL w postaci m.in. relatywnie nielicznych co prawda, ale funkcjonujących ekskluzywnych lokali ze specjalnym menu i specjalnymi też cenami. Nie brak też podbudowy antropologiczno-filozoficznej z powołaniem się na Lévi-Straussa, Mary Douglas („wybory żywieniowe jako system symboliczno-semantyczny, który można odkodować, ujawniając znaczenie rytuałów i konwencji przygotowywania jedzenia i dzielenia się nim”). Nie zabrakło również francuskiej perspektywy kulinarnej.

Autorka przywołuje więc wybitnego myśliciela Paula Bourdieu i twórcę francuskiej szkoły kulturowej historii kuchni Jean Louis Flandrina. To ważny kontekst i w tym studium uzasadniony, acz zestawienie francuskiej, wyrafinowanej do przerafinowania, a bywa że do granic mdłości kultury kulinarnej (są – podobno – tylko dwie kuchnie na świecie – chińska i francuska, inne to podróby) z polską, PRL-owską mitręgą gastronomiczno-żywnościową, której na ogół towarzyszył pośpiech tworzy zapewne mimowolny aspekt humorystyczny w tle tej jedzeniowo-ideologicznej, znakomitej panoramy autorstwa Moniki Milewskiej.

Najnowsze

Zakochany Ziemkiewicz

Zakochany Ziemkiewicz

Rafał Ziemkiewicz pokochał Chiny. Naprawdę ! Ten Rafał Aleksander Ziemkiewicz polski publicysta, komentator polityczny...

Sprawdź również

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Loża: Prowadź swój pług przez kości umarłych

Niemal na początku Janina Duszejko znajduje trupa Wielkiej Stopy. To jej sąsiad, nicdobrego, kłusownik i pijak, zadławił się kością. Ale Duszejko wierzy, że to sprawiedliwa zemsta saren, z którymi zmarły toczył nierówną walkę. W powietrzu wisi kryminał, zjawia się...

I po Prałacie

I po Prałacie

Prałata (sztukę w Teatrze Telewizji) dobrze się oglądało. Choć tak naprawdę głównym bohaterem sztuki był „diabeł”. Ale przecież wiemy, że diabłów nie ma, a prałaci, biskupi, kardynałowie, proboszczowie są. Niestety, można by powiedzieć. Jak w starym, podobno,...

Lalka dla kujonów

Lalka dla kujonów

Podczas minionych świąt wyświetlono w telewizji Lalkę Wojciecha Hasa. Cóż to za film – imponujący zmysłowymi obrazami, walczących ze sobą, który kadr bardziej wyrazisty, który silniej oddziałuje na zmysły, bo co drugi jak martwa natura. Przejmujące widoki biedy...

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Ukryte szczątki i kwiaty w ogrodzie

Temat Państwowych Gospodarstw Rolnych od dawna pojawia się zaledwie incydentalnie w debatach. W zasadzie wyłącznie jako jeden z elementów dyskusji o transformacji (co samo w sobie jest niestety kwestią już dość niszową). Bardzo rzadko ktoś zajmuje się PGR-ami jako...

Dalejże, na Krzyżaka

Dalejże, na Krzyżaka

„Krzyżacy” Jana Klaty, spektakl zrealizowany w Olsztynie na jubileusz teatru, ekscytuje: śmieszy i wzrusza, nie pozostawia widza obojętnym. To poważny atut, zwłaszcza że mamy do czynienia z ucukrowaną lekturą, która tym razem wcale na szkolną piłę nie wygląda. Kiedy...

Nie ma już wysp szczęśliwych

Nie ma już wysp szczęśliwych

Dorota Masłowska od lat opisuje rozczarowanie, jakie przyniósł neokapitalizm, jak odcisnął się w życiorysach warszawiaków, daremnie poszukujących szczęścia, błądzących w gorączce za rajem, którego wiąż nie znajdują. Tak jest co najmniej od czasu, gdy powstał jej...

Kościół jest miłością

Kościół jest miłością

To zdanie utkwiło mi w głowie po spektaklu Złe wychowanie Teatru im Jaracza z Olsztyna. Co prawda kanoniczna teza głosi, że to bóg jest miłością, ale różnica między bogiem a kościołem jest taka, że kościół jest… Jest też teatr, nie tylko w Olsztynie, ale ten...