Co z tą demokracją?

Próby szukania przyczyn jej upadku bądź zagrożenia są równie liczne, jak i często nieprzekonujące.

 

Ostatnio podjęli to wyzwanie w „Newsweeku” Agata Bielik-Robson – filozof wykładająca na Uniwersytecie Nottingham i z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN („ Mordowanie ojców”) oraz Cezary Michalski – publicysta („Liberałowie kontra populiści”).

 

Konflikt pokoleń

„Młodzi ludzie…określają się w kontrze do inteligenckiego pokolenia ojców założycieli III RP. To jest jak wojna generacyjna w dysfunkcyjnej rodzinie przeniesiona na poziom całego społeczeństwa… Orężem jest antyliberalizm. To wspólny mianownik młodego pokolenia. W prawicowym wydaniu objawia się skłonnościami do tradycjonalizmu. W lewkowym [brak tego słowa w słowniku języka polskiego, chodzi zapewne o lewaków, a przy okazji pani wykładowca uprawia najzwyklejszą propagandę deprecjonując lewicę – Z.T.] – oskarżaniem inteligencji budującej III RP o bezkrytyczne zachłyśnięcie się kapitalizmem.” Autorka szukając przyczyn takich właśnie postaw stwierdza: „młode pokolenie jest przekonane, że liberalizm się skompromitował i odpowiada za to inteligencja. Budując nowy ustrój, skupiła się na nadbudowie, a zapomniała o bazie, która przecież jest najważniejsza. W globalnym sensie rzeczywiście jest najważniejsza, bo ubożenie klasy średniej, jej prekaryzacja jest przyczyną erozji demokracji, co może doprowadzić do całkowitego unicestwienia tego ustroju. Naturalnym nośnikiem wartości liberalnych jest klasa średnia – gdy ona ma się dobrze, dobrze ma się i demokracja.”
Obserwujemy tu albo pomieszanie pojęć i przyczyn konfliktu, albo jego swoistą interpretację.
Konflikt pokoleń znany jest od tysiącleci – w odnalezionym papirusie datowanym na 4 tys. lat p.n.e. egipski autor żalił się na młodzież i czarno widział przyszłość. Jakoś te setki lat minęły i ludzkość, lepiej lub gorzej, ale przetrwała. Naturalną cechą młodości jest pewien bunt przeciw zastanym ideom i stosunkom, ale na ogół dokonywał się on w niejako ewolucyjny sposób. Przerwana, z przyczyn politycznych, więź pokoleniowa w Polsce po 1989 roku, zaprzeczanie oczywistym faktom i wszelkim byłym wartościom oraz bajkowa narracja o nowym szczęśliwym świecie musiały wywołać takie właśnie zachowania młodych.
Skupienie się na całej inteligencji, jako twórcy dzisiejszego polskiego świata jest niecelne, gdyż tylko jej stosunkowo wąska grupa, wykorzystując robotniczy protest, nie pod ideami, a tylko pod hasłem Solidarności, meblowała ten kraj przez dwadzieścia lat, a nieprzerwanie przez ostatnie trzynaście mamy rządy postsolidarnościowe.
Krytyce młodych nie podlega liberalizm, a neoliberalizm ze skutkami jego ekonomicznej doktryny oraz praktyka łamania zasad demokracji od samego początku powstania III RP. Nastąpiło bowiem zaprzeczenie pięknie brzmiących słów i zobowiązań tzw. ojców założycieli, w imię interesu wybranych grup.
Nie zrozumiale jest stwierdzenie autorki, że w „globalnym sensie baza jest rzeczywiście najważniejsza” – a w nieglobalnym, czyli w jakim, to jest nieważna? Czyżby to zastrzeżenie miało chronić ją przed nazwaniem marksistką?
Nie jest również prawdą, utożsamianie klasy średniej z demokracją, bowiem tą drugą w równej mierze zainteresowane są inne, liczne grupy społeczne.

 

O ubożeniu,

nie tylko klasy średniej najlepiej wypowiadają się młodzi Polacy.
Jak wynika z sondażu przeprowadzonego wśród młodych Europejczyków, przez instytut YouGov, dla Polaków najważniejszą wartością jest bezpieczeństwo, dobrobyt i sukces ekonomiczny oraz stabilność i wiarygodność. Młodzi nie wiążą tych wartości z zagrożeniem zewnętrznym, gdyż w odróżnieniu od rówieśników z innych krajów, pokój znajduje się na dalszym miejscu w ich preferencjach. Oznacza to absolutną dominację problemów ekonomicznych w młodym pokoleniu. Dodać wypada, że spośród siedmiu wartości demokracja znalazła się na ostatnim miejscu, co dowodzi małego jej znaczenia, czyli krytykę, w życiu publicznym, wystawiając negatywną ocenę ekipom postsolidarnościowym rządzącym Polską.
Dopełnia ten obraz wypowiedź Adriana Zandberga: „ To pokolenie, które doświadczyło śmieciówek, prekaryzacji, państwa z tektury. Które ma do wyboru albo wynajmować za ciężkie pieniądze mieszkanie z rynku, albo wziąć kredyt na 40 lat i drżeć całe życie, czy mieszkania nie zabierze bank. To są realne problemy w roku 2018 – bezpieczeństwo mieszkaniowe, jakość pracy, brak wolnego czasu, kiepskie usługi publiczne”
I jeszcze: „Chcemy Polski otwartej, świeckiej…Polski sprawiedliwej społecznie…chcę żyć w państwie demokratycznym, w państwie prawa, które jest otwarte.

 

Dalsze rozważania

pani filozof, o roli inteligencji są dosyć zawiłe – kiedyś była ważna, obecnie nie jest ważna, ale jednak jest ważna jako nowa klasa inteligencka. Sugestia, że PO, jako reprezentant klasy średniej z opozycyjną inteligencją „będzie w stanie przeciwstawić się fali antyliberalnego populizmu, tego z prawa, ale i tego z lewa” po prostu nie przystają do rzeczywistości i nie są żadną receptą na obronę demokracji.
„Prawica i lewica to już trupy.
Witajcie na nowej wojnie, która dzieli cały Zachód” – wieszczy Cezary Michalski. Abstrahując od tej wyroczni, bardziej interesującymi będą opinie autora na temat Polski.
Na samym początku uporządkować jednak wypada pewne pojęcia: różnicę między partyjnymi strukturami, a określonymi ideami i wartościami oraz zwrócić uwagę na konieczne umiarkowanie w szafowaniu pojęciem populizm.
„W naszym kraju po roku 1989…zarówno postkomunistyczna centrolewica, jak i postsolidarnościowa centroprawica zaakceptowały całą agendę transformacji. Nawróceni na liberalizm Aleksander Kwaśniewski i Leszek Miller stali się takimi samymi zwolennikami NATO, Unii Europejskiej, gospodarki wolnorynkowej jak liderzy UW, KLD, AWS czy PO.” Do tego miejsca prawie zgoda, bowiem co innego znaczy liberalizm, a coś zupełnie innego wymienione instytucje międzynarodowe.
Dalej jest gorzej: „Na czele… klienteli politycznej, przez większą część III RP mniejszościowej, Kaczyński czekał na kryzys, który poda mu władzę na tacy. Takiej okazji dostarczyła mu najpierw katastrofa smoleńska, a później afera kelnerskich podsłuchów, kiedy to jednocześnie Unia Europejska i cały Zachód zostały zaatakowane przez rosyjską agenturę wpływu. Uderzenie Putina w Europę – poprzez wypuszczenie z Syrii milionów imigrantów…” Związek sukcesu Kaczyńskiego z tragedią smoleńską jest oczywisty, kelnerska afera miała tu wpływ drugorzędny, a wszystko co dalej, łącznie z rosyjską, jak by nie była, agenturą, to już tylko imaginacja. Podobnie, jak to wypuszczenie z Syrii uchodźców.

 

A co z tym liberalizmem?

I w podsumowaniu: „Liberalna Polska, żeby przeżyć atak populistów, potrzebuje zarówno PO oraz Nowoczesnej, jak i konserwatystów w rodzaju Ujazdowskiego, liberalnej lewicy w rodzaju Biedronia i Nowackiej, a także tej części SLD, która przyznaje się do III RP.”
Jak się okazuje rzeczywistych powodów i przyczyn sukcesu PiS Michalski ani nie dostrzega, ani tym bardziej nie rozumie, gdy w Platformie i konserwatystach – liczących się sprawcach aktualnego stanu rzeczy w Polsce – widzi antidotum na tę naszą współczesną chorobę. Nie wystarczy bowiem posługiwać się antynomią liberalizm-populizm aby zdiagnozować dwie Polski jakie obecnie nastały, gdyż za tymi pojęciami kryje się dużo więcej problemów, uzasadnionych oczekiwań i dążeń niż proste równanie dobry – zły.
A jeżeli idzie o SLD to nigdy nie słyszałem aby jakaś jej część podważać miała obecne podstawy ustrojowe, a lewicowa krytyka jest przez Michalskiego chyba akceptowana.

 

Roi się od alarmistycznych,

słusznych zresztą, wypowiedzi na temat zagrożenia dla polskiej demokracji. Z niedowierzaniem, ale także z nadzieją przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” słowa Marka Beylina: „Dawny system demokracji solidarnościowej przekształcił się w demokrację uprzywilejowującą silnych. Sprzyjało temu biednienie klas średnich, zwariowane polityki podatkowej powodujące wzrost nierówności i kompletny brak wrażliwości elit na kryzys pracy czy wiary w przyszłość wśród młodych.” Pisałem o tym nie raz, acz mocniejszymi słowami.
I jeszcze dalej: „Oznacza to porzucenie fatalnego symetryzmu, zgodnie z którym część nowej lewicy uważa PO, Nowoczesną czy SLD za zło równe PiS – owi, a część liberałów, także w PO, widzi w Razem komunistów nie mniej groźnych niż PiS. Te stygmatyzacje biorą się z partyjnej taktyki zwalczania konkurencji oraz z zacietrzewienia które każe traktować własne poglądy jako jedynie słuszne i zupełne. Czas porzucić i tę marną taktykę, i niszczycielski narcyzm własnych przekonań.”
Zapewne tędy także wiedzie jedna z dróg ku naprawie i odrodzeniu naszej wspólnej III Rzeczpospolitej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *