Uwielbiam, gdy polscy przedsiębiorcy…

… żądają od państwa zerowych podatków plus wiecznego podtrzymywania ich działalności.

To nic innego, jak pozostałość po czasach folwarczno-szlacheckich. Szlachta musiała istnieć, więc muszą istnieć też firmy, które żyją z taniej siły roboczej i istnieją tylko dlatego, że w Polsce władza trzyma je w inkubatorach. W Polsce utarło się myślenie, że firmy-włości są świętością i że jeśli nie są w stanie na siebie zarobić, to należy prędzej zlikwidować podatki, niż stymulować powstawanie firm innego typu.

Przez to w ogromnej mierze to polska drobna własność stała się totalnym hamulcowym polskiego kapitalizmu, rozwoju i ma tutaj podatki na cypryjskim poziomie, które od lat podtrzymują ją w wegetacji… Bo taki mamy klimat i nie możemy przecież narzucić progresji CIT, czy choćby skutecznych kontroli Inspekcji Pracy. Jaśniepaństwa się nie kontroluje… Ale do czasu, bo pandemia okazała się zbyt silna i nawet przy 9 proc. CIT (!!!) nie wszystkie firmy przetrwają. Teraz w wyniku oddolnej rewolty wchodzi kolejne prawo: prawo małych firm do narażania życia i zdrowia ludzi. Stoją ponad państwem, ponad bezpieczeństwem zdrowotnym, ponad wszystkimi.
Robi się z państwa kieszeń bez dna dla firm, do tego państwo jest wręcz ośmieszane przez tych, którzy otwierają się by za wszelką cenę przywrócić swe prywatne zyski. To skandal i rezultat dekad zaniedbań + neoliberalnego osłabiania państwa i stawiania go w roli frajera, którego należy oszukać, by szybko się wzbogacić. Tak wychowano całe pokolenie.
Lewica musi mieć natomiast plan wsparcia dla absolutnie wszystkich ludzi. Ale niekoniecznie wiąże się to z szlachecką samowolką i byciem studnią bez dna dla prywaty, która – powiedzmy to wreszcie głośno – w kryzysie praktycznie w ogóle się nie sprawdza.

Wszystko, co osłabia państwo jest szkodliwe dla wszystkich. I to prywatne jest najmniej stabilne i bezpieczne. A 95 proc. pracujących nie jest winne podtrzymywać biznesy 5 proc..

Odpowiedzialność dotyczy ludzi, nie firm.