
Pedro Sánchez i Luiz Inácio Lula da Silva próbują dziś w Barcelonie skupić międzynarodową lewicę wokół wspólnej odpowiedzi na politykę Donalda Trumpa. Trwająca 17 i 18 kwietnia Globalna Mobilizacja Postępowa ma połączyć polityków, związki zawodowe, think tanki i organizacje społeczne z kilku kontynentów. Stawka jest większa niż sam zjazd – chodzi o próbę wspólnej odpowiedzi na prawicowy zwrot, presję ze strony USA i słabnięcie ładu międzynarodowego.
Za wydarzeniem stoją Międzynarodówka Socjalistyczna, PSOE i Global Progress Foundation. Organizatorzy zapowiadają udział ponad 3 tysięcy osób ze stu organizacji z pięciu kontynentów oraz ponad stu punktów programu. Piątek przeznaczono na wydarzenia towarzyszące, sobotę na oficjalne otwarcie całej inicjatywy.
Na pierwszym planie są dziś Sánchez i Lula. Dzień przed głównym spotkaniem rozmawiali w Barcelonie podczas szczytu hiszpańsko-brazylijskiego, który potwierdził polityczne zbliżenie obu rządów. Brazylia poparła hiszpańskie „nie dla wojny” w Iranie. Obaj przywódcy opowiedzieli się też za ograniczeniem dzieciom dostępu do mediów społecznościowych i mówili o pokoju oraz obronie porządku międzynarodowego opartego na regułach.
Mówili przy tym ostrzej niż większość europejskiego centrum. Sánchez wezwał do „poprawy” systemu multilateralnego i uderzył w tych, którzy uznają go za martwy albo próbują podważać jego fundamenty. Lula poszedł jeszcze dalej. Mówił o potrzebie wzmocnienia demokracji i dodał, że kiedy demokracja się cofa, pojawia się Hitler. Na takim właśnie poziomie obaj ustawiają dziś spotkanie w Barcelonie.
To ma też wymiar krajowy. W Brazylii Lula nadal mierzy się z obozem Bolsonaro, a w Hiszpanii głównym zagrożeniem dla lewicy pozostaje Vox, współrządzący już w części regionów z Partią Ludową. Barcelona jest więc zarazem forum międzynarodowym i elementem szerszej walki politycznej toczonej w obu państwach.
Obok Sáncheza i Luli są tam także Claudia Sheinbaum, Gustavo Petro i Cyril Ramaphosa. Są też między innymi Yamandú Orsi, Jane Naana Opoku-Agyemang, Rahul Gandhi, Maria Ressa i Neera Tanden oraz przedstawiciele lewicy i centrolewicy z różnych części świata. Organizatorzy wyraźnie chcą pokazać, że nie chodzi o europejski zjazd, tylko o szersze międzynarodowe zaplecze.
To jest też próba politycznego zebrania sił, które w ostatnich latach mówiły osobno i działały osobno. Barcelona ma pokazać, że lewica nadal potrafi wyjść poza narodowe podwórka i zbudować wspólny punkt ciężkości.
Znaczenie ma również samo miejsce. Madryt chce pokazać, że po kryzysie wokół katalońskiej secesji i po uchwaleniu ustawy amnestyjnej Barcelona wraca do roli gospodarza dużych wydarzeń międzynarodowych. Stolica Katalonii ma znów kojarzyć się z politycznym ciężarem i zdolnością przyciągania globalnej uwagi.
Barcelona ma być sygnałem. Lewica nie chce już tylko odpowiadać na ruchy prawicy. Chce znowu narzucać własny kierunek.









