Mój Dziennik politycznie niepoprawny

20 listopada 2011
Obejrzałem kolejny odcinek serialu TVP „Czas honoru”. Trzymający w napięciu obraz ukazuje ponury czas hitlerowskiej okupacji poprzez wpisane weń losy grupy akowskiej młodzieży. Wykwit telewizyjnego kina zawiera kilka równoległych, splatających się z sobą wątków. Bohaterowie, uwikłani w charakterystyczne dla tamtego czasu pełne dramaturgii i tragizmu wydarzenia, odmalowują okupacyjną codzienność. Jej niszczący wizerunek był szczególnie dramatyczny i ostry w Warszawie – polskim centrum konspiracji antyhitlerowskiej. Osią całości jest zbrojna aktywność grupki młodych przyjaciół – wyszkolonych w Anglii bojowników akowskiego podziemia.
To interesujące, smutne, niełatwe do oglądania dzieło nosi w sobie pewną, zamierzoną przez twórców rysę, która – mym zdaniem – nadaje mu miejscami cechy agitki. Rażą mnie wpisane czytelnie w film tzw. antykomunistyczne intencje, które, mając nienajgorszą wiedzę, podzielam co najwyżej we fragmentach.
Serial jest swego rodzaju lekcją historii adresowaną głównie do młodzieży: ma nauczać, czym był i powinien być patriotyzm, a także kreować określony schemat historycznej świadomości w odniesieniu do wojennych oraz powojennych losów Polski i Polaków. Jest oczywistym, że ów schemat odbiega zasadniczo od tego, który obowiązywał na lekcjach historii w czasach mej młodości. Dzieło wydaje się być owocem twórczego wysiłku podniesionego w kontrze do politycznego przesłania większości filmowych obrazów wojny, realizowanych w czasach Polski Ludowej. W nurcie „polsko polskim” nie ustrzegł się, niestety, kiepskich wzorców, przynależnych tamtym czasom.
Hitlerowców oraz powiązane z Moskwą mniej liczne podziemie lewicowe – GL, AL. – twórcy filmu konfrontują z Armią Krajową – szerzej, z Polską – właściwie na paralelnym do niemieckich okupantów poziomie wrogości. Film okurza wojenną teorię „dwóch wrogów”: ideę, w oparciu o którą kształtowano myślenie pokolenia Armii Krajowej. W tym celu twórcy obrazu modelują ocierający się o okupacyjne realia świat postaci i wydarzeń. W wątku jak wyżej, serial jest naszkicowany czarno – białym sznytem, bez zawracania sobie głowy jakimikolwiek subtelnościami: młodzi akowcy, bohaterowie filmu, to malowani chłopcy o wysokiej kulturze osobistej i nienagannych manierach, zmotywowani do walki prawdziwi patrioci; ci lewicowi, mniej liczni, to, jakże oczywiste, wrogowie wolnej Polski. Są ukazani jako podstępne, sterowane przez Ruskich – „naszego odwiecznego wroga” – zdolne do każdej nikczemności indywidua. No i ta ich chamska powierzchowność, nie mówiąc kindersztubie. Słowem, nic dodać nic ująć.
Wątek wzmagania Armii Krajowej z lewicowym podziemiem (AL) nie jest wiodącym w całości serialu. W części okupacyjnej pojawia się epizodycznie, jednak trudno powiedzieć, aby był drugorzędnym. Cechuje go nieskrywana, intencyjna ostrość znamionująca zapowiedź wzmożenia tego klimatu w „powojennych” odsłonach filmu.
W łonie walczących ze wspólnym hitlerowskim wrogiem zantagonizowanych politycznie stron wojennego podziemia tlił się konflikt o podłożu fundamentalnym, skutkujący epizodycznie – o czym wiem – w przypadki obopólnie złe, bywało, że i nikczemne. Nie zamierzam tu wdawać się w merytoryczne rozważania na ten temat. To oddzielna sprawa. Mam swoją wiedzę i nie dam się wciągnąć w prostackie, czarno – białe sądy tego wewnątrz-polskiego dramatu, definiowania jego przyczyn oraz źródeł. W warunkach okupacji waśnił obie strony. W sposób dramatyczny i krwawy, niestety, antagonizował w pierwszych latach po wojnie. Film, przyznając całą rację wyłącznie jednej ze stron konfliktu, problem spłyca, obnaża klarowne intencje jego twórców. Jakkolwiek ukazuje niemałą część tamtej rzeczywistości, pozostawia ją wybiórczą i uciążliwie niepełną dla każdego, kogo wiedza o tamtych polskich powikłaniach wychyla się poza prawicowe schematy – dziś jedynie słuszne. Należy oczekiwać, że przyszłe, „powojenne” wątki filmu będą stanowić continuum takiej właśnie narracji: swego rodzaju robotę propagandową, której nie mogę i nie potrafię bezkrytycznie akceptować.
Warto zauważyć, że publiczny dyskurs o wojennej i powojennej historii Polski został współcześnie zdominowany poprzez przekaz przypominający wczesno-powojenną czarnobiałą obróbkę propagandową. Metodologia obliczona na niepogłębioną wiedzę, zwłaszcza ludzi młodych, skutecznie modeluje historyczną świadomość tej generacji, upychając ją w kostium nie zawsze mądrych schematów. Nie wszyscy dają się uwieść presji. Po wojnie rządzący popełniali zbrodnie. Do zbioru niesławnej pamięci niewątpliwie słusznie wpisano liczne nieprawości UB. Jest oczywistym, że okres stalinowski należy zaliczyć do ciemnych stron naszej historii. Nie wolno przy tym zapominać, że okrucieństwo, którym obarcza się wyłącznie aparat ówczesnej władzy, cechowało również wiele działań tzw. zbrojnego podziemia. Te, jakkolwiek pozostają szczegółowo i obficie udokumentowane, podlegają dziś marginalizowaniu, nie mówiąc o notorycznych próbach ich usprawiedliwiania. Chcę wyraźnie podkreślić, iż nie uważam, abym w związku z tym relatywizował, co jest powszechną przyganą przywoływaną w dyskusyjnym ferworze. Zbrodni żadnej ze stron nie usprawiedliwiają nawet najlepsze intencje, w tym motywowane rozbieżnymi poglądami na to, czym jest patriotyzm i jaką powinna być powojenna Polska. Mnogie przypadki nieludzkiego okrucieństwa podziemia podlegają dziś rutynowym przemilczeniom; co najwyżej zdawkowym kwitowaniem, iż wykonywano wyroki na .. „zdrajcach ojczyzny”. Ogromną liczbę zbrodni popełnionych przez „chłopców z lasu”, które dotknęły bogu ducha winnych ludzi spoza kręgu szeroko rozumianego aparatu władzy – cywilów, w tym kobiet i dzieci, usiłuje się przemilczać, względnie usprawiedliwiać patriotyczną okolicznością. Winni zawsze pozostają, a jakże, ”komuniści”. To nieobiektywne i głupie, przy tym zamulające rzeczywisty obraz tamtej odsłony naszej historii. Chcę wyraźnie podkreślić, że każdy prosty, czarno – biały opis i wartościowanie wydarzeń nie odpowiada wyczerpującej prawdzie, pozostaje zasadniczo uproszczeniem, finalnie nadużyciem. Zresztą, czy oddanie tzw. „pełnej prawdy” o naszych wewnątrz-polskich wirażach i zakrętach jest możliwym, a ich sprawiedliwy osąd wykonalny ?!
Sięgnę tutaj do drobnej, jednej z mnogich skąd inąd trafnie niepochlebnych dla powojennej władzy uwag z obszernej monografii o powstaniu warszawskim, piszącego poniekąd pod polskie gusta historyczne Normana Davisa, pt. „Powstanie 44”. Autor, puentując swe rozważania o wydarzeniu, trafnie podkreśla jedną z wielu właściwości rządzących po wojnie Polską, cyt.: „Historia i manipulowanie historią zawsze stanowiły przedmiot żywej troski komunistycznych rządów”. Davis nie zauważa – co w przypadku nie tylko tego autora nie zaskakuje – że owa manipulacja rozwija się i kwitnie nadal, czerpiąc z podobnych mechanizmów, jako swoisty odpad demokracji w odmienionej po 1989 roku Polsce, a więc w czasie, kiedy autor pisze swą skąd inąd dobrą, chociaż niezbyt odkrywczą merytorycznie zdaniem wielu książkę. Mam świadomość różnic pomiędzy tamtą i obecną „polityką historyczną” wdrażaną w jakże odmiennych warunkach historii. Wnikliwy naukowiec winien wszak zauważyć, że obraz Polski Ludowej podlega we współczesnym, oficjalnym (państwowym) przekazie również zmanipulowaniu, czynionym, jak po wojnie, z urzędu. Np. odmawia się powojennej Polsce oraz zaangażowanych w jej istnienie i rozwój ludziom zasług jakichkolwiek: prawa do życiowej satysfakcji, którą zawłaszcza się i rezerwuje po wszech czasy dla różnej maści antykomunistów. Czyni się karkołomne wysiłki, aby ten fragment historii resetować z pamięci Polaków, malując wyłącznie jako wcielenie zła i nieprawości. Mamy więc osobliwą czarną dziurę w dziejach Polski. Nic się dobrego w tym czasie nie wydarzyło ?! Nurtowi wtórują usłużne media, konserwując „inteligencką” manierę politycznej poprawności. Niewielu z medialnych celebrytów próbuje polemizować z tego rodzaju optyką. Na szczęście pozostaje całkiem spory „margines” ludzi rozsądnych – pamiętających inaczej, lub przynajmniej nieco inaczej, dziś odsuniętych od kamer i mikrofonów. Mam nadzieję – oby nie naiwnie – że z czasem, kiedy wystygną nieracjonalne emocje zarządzające wspieranym przez państwo dychotomicznym wartościowaniom naszej najnowszych dziejów, przyjdzie pora na rozwagę i obiektywizm. Ale, czy na pewno przyjdzie ? Póki co, nic na to nie wskazuje.

Bądźmy sobie bliscy. Niech pamięć zachowa dobro i naprawi zło.

25 października 2020 r. odszedł na wieczną wartę wieloletni publicysta Dziennika Trybuna – gen. dr. Zdzisław ROZBICKI

Trwająca pandemia, choć wymusiła przesunięcie w czasie – nie ukoiła w Rodzinie dojmującego bólu i żalu ostatniego pożegnania Generała. Odprowadzenie na miejsce wiecznego spoczynku, nastąpi 9 czerwca 2021 r. o godz. 12.00 na Cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu.

Redakcja Dziennika Trybuna składa Rodzinie, wszystkim osobom, którym Generał był bliski, wyrazy głębokiego współczucia i serdeczne kondolencje.

Redaktor Naczelny Piotr Gadzinowski, Zastępca, Tadeusz Jasiński, Kolegium Redakcyjne z gronem Czytelników Trybuny. Cześć Twojej Pamięci- Generale.

Wspomnienie o gen. Zdzisławie Rozbickim

„Jestem zdecydowanym przeciwnikiem, by wiedza historyczna przekazywana młodemu pokoleniu Polaków, była poddawana odpowiedniej >obróbce dydaktycznej i politycznej<. Deformując historię, oskarża się liczne osoby mojego pokolenia z czasów Polski Ludowej, o niecne czyny, których nie popełnili” gen. Zdzisław Rozbicki

„Czyn żołnierski nie ginie. Trwa w pamięci pokoleń. Jest pomnikiem, testamentem, drogowskazem” gen. Wojciech Jaruzelski

Wiadomość o odejściu na wieczną wartę, 25 października 2020 r. gen. bryg. dr Zdzisława Rozbickiego, wprawiła grono przyjaciół, najbliższych współpracowników i znajomych w stan głębokiej zadumy, smutku i żalu. Serdeczne myśli i wspomnienia, jakie przywołuje pamięć w takim momencie, wciąż są kierowane do Osób Generałowi najbliższych – Córek i Syna z ich Rodzinami, którzy stracili wielkiej dobroci i wrażliwości Kochanego Ojca i Teścia, Dziadka i Pradziadka. Dla wielu środowisk Wrocławia i Dolnego Śląska, rozstanie z Generałem- Osobą dobrze znaną, jest i będzie niepowetowaną stratą. Ceniony i szanowany za inicjatywy społeczne w sferze kształtowania i utrwalania postaw obywatelskich i patriotycznych, pomnażania materialnego i kulturalnego dorobku tego pięknego Miasta i Regionu, pozostanie na zawsze, we wdzięcznej pamięci mieszkańców. Żołnierz z powołania Od 19-go roku życia, żołnierz zawodowy z osobistego wyboru. Społecznik z rodzinnego wychowania w Sokołowie Podlaskim, gdzie ur. się 6 grudnia 1982 r. Humanista z wykształcenia.

Generał Zdzisław Rozbicki przez 40 lat był żołnierzem zawodowym z powołania. Naukę w Oficerskiej Szkole Politycznej, podjął w 1951 r. Wyposażony w podstawy wiedzy historycznej i dydaktyczno- pedagogicznej, będzie je rozwijał jako oficer oświatowo- polityczny. Początkowo szkolił młodych poborowych w opanowaniu podstaw rzemiosła wojskowego. Wielu uczył nawet czytania i pisania, co było wstydliwym spadkiem po latach II RP, szczególnie wśród biednych mieszkańców wsi i małych miasteczek centralnej i wschodniej Polski. Z potrzeby serca, rozumu i wymogów czasu -jak wówczas całe Ludowe Wojsko Polskie – pracował z podwładnymi przy usuwaniu zniszczeń wojennych, zapisując chwalebną kartę Wojska w pamięci Polaków.

Wskazywał im wizję lepszego jutra dla siebie, swoich najbliższych i Ojczyzny – w tej powojennej rzeczywistości. Zaczął też pisać pierwsze teksty o pracy żołnierzy, ich codziennym życiu oraz perspektywach „cywilu”. Sam też nie zmarnował okazji by rozwijać zdobytą wiedzę – podjął studia w Wyższej Szkole Nauk Społecznych w Warszawie. W Śląskim Okręgu… Wyniesione stąd zainteresowanie historią i socjologią, pozwoliło przyszłemu generałowi na obejmowanie kolejnych, coraz wyższych stanowisk w pionie polityczno-wychowawczym Dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego we Wrocławiu. Przez 15 lat służby (1961-1978) na różnych stanowiskach- ten światły i mądry oficer polityczny (może niektórzy chcieliby to zapomnieć), kształtował zaangażowanie młodych żołnierzy w służbie „Ludowej Ojczyźnie”. Uczył ich obywatelskich postaw, szczególnie przez przykłady udziału Wojska- dziś wstydliwie wytykane, albo zmilczane- w pracach na rzecz gospodarki narodowej. Kierując Ośrodkiem Nauk Społecznych i Wojskowych, miał okazję poznania i współkształtowania ruchu młodzieżowego na Dolnym Śląsku, jego udziału w odbudowie ze zniszczeń i scalania z Macierzą tego Regionu. Obserwacje i refleksje stąd płynące – opisał, jako współautor- w książce „Zrodzeni z czynu”. Dla czytelników okazała się na tyle interesującą, że uznali ją „Książką Roku” 1973. A wojewoda wrocławski i prezydent Wrocławia, w 1986 r. wyróżnili doroczną nagrodą Jest laureatem kilku nagród i wyróżnień MON oraz GZP WP. Zachęcał dowództwa jednostek Okręgu do organizowania garnizonowych bibliotek, do krzewienia czytelnictwa książek, nawiązujących do lat walki o wolność i niepodległość Ojczyzny.

Rozwijał zamiłowanie do kultury we wszystkich jej formach, do poznawania piękna ojczystej ziemi. Budował u żołnierzy ich przyszłe, społeczne i regionalne więzi, nie tylko we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku. Zasób wyniesionych doświadczeń, skłonił Generała Zdzisława do podjęcia teoretycznych rozważań, na studiach w Uniwersytecie Wrocławskim, zakończonych doktoratem z dziedziny nauk politycznych w 1975 r. Szef „wojskowej kultury” Umiejętności, zaangażowanie i walory charakteru tego „liniowego oficera politycznego” dostrzegli wyżsi przełożeni. Awansował- jak mówiono – „do Warszawy”, do Głównego Zarządu Politycznego WP. Zwiększony zakres obowiązków i odpowiedzialności, wyzwalał Jego zasoby intelektualne i twórcze. Przez inspirację organizacji garnizonowych dni kultury, wojskowych kół literackich, konkursów czytelniczych i recytatorskich- wzbogacał kształtowanie patriotyczno- obronnych i obywatelskich postaw młodych Polaków w Wojsku. Objęcie stanowiska Szefa Zarządu Kultury i Oświaty GZP WP umożliwiło kontynuację i rozszerzenie zakresu inspiracji cywilnych twórców na gruncie Wojska. Dość wspomnieć dzieła malarki Bronisławy Wilimowskiej, rzeźbiarzy, np. Bronisława Chromego i grafików. Zachęty do pisania piosenek żołnierskich, głównie marszowych, muzyki i scenariuszy dla wojskowych zespołów zawodowych i amatorskich, wyzwoliły wiele talentów twórczych. Dość wspomnieć Adama Wojdaka, Adama Zwierza, brylowanie na koncertach Joanny Rawik i Bernarda Ładysza. Jeden z najbliższych wtedy współpracowników Szefa „wojskowej kultury”, płk Adam Buszko czuwał nad organizacją Festiwali Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu, z udziałem wybitnych piosenkarzy i prezenterów, np. Bogdana Czyżewskiego i Stanisław Mikulskiego. Sam nucił nowe piosenki, gdyż Szef wymagał, by imiennik biblijnego Adama- także głosem upiększał „żołnierski padół”, otwierał koszary cywilnym twórcom w „marszu ku nowemu”, co czyni i dziś. Realizacja Programu Rozwoju Kultury w Siłach Zbrojnych, której Generał Zdzisław był animatorem i promotorem, omawiana na dorocznym spotkaniu, stała się wydarzeniem roku 1990. Zaproszona elita polskiej kultury, wielkie i znane nazwiska, usłyszała od Minister Kultury, Pani Izabeli Cywińskiej, premiera Tadeusza Mazowieckiego i Prezydenta III RP, gen. Wojciecha Jaruzelskiego- nie tylko słowa uznania i poważania, ale i oczekiwania w przeobrażaniu „Kultury Wojska” i Kraju, na progu transformacji ustrojowej, po horyzont XXI wieku. Publicysta Pierwsze obowiązki służbowe, niejako zachęciły młodego porucznika, do pisania krótkich tekstów na łamach wojskowej prasy. Opisywał odczucia, przekonania i wyobrażenia własne i podwładnych. Uczciwe oddawał obraz szorstkości codziennego życia koszarowego. Jako dobrze zapowiadający się uważny obserwator, uczestniczył 2 czerwca 1960 r. w naradzie aktywu autorskiego Żołnierza Wolności w Warszawie. Młody kapitan przeżył tu chwile zaskoczenia i tremy. Wyróżniony miejscem przy stole prezydialnym- rozmawiał pierwszy raz w życiu z gen. Wojciechem Jaruzelskim. Tę i kolejne rozmowy oraz spotkania, ze swadą opisał w „Kronice spotkań z Generałem” (wyd. 2005 r.). Poznał oczekiwania Kierownictwa GZP WP, związane z prasą wojskową, blaski i pisarskie zasadzki tej publicystyki. Zauroczony treścią tej narady, nagrodzony za opublikowane teksty, postanowił nadal próbować sił w tej dziedzinie. Od tego momentu do końca życia, publicystyka stała się dla gen. Zdzisława Rozbickiego szczególnym rodzajem służby – „służby piórem”. Napisał kilkaset publikacji i opracowań, drukowanych w prasie i różnych czasopismach wojskowych i cywilnych. Przez wiele lat Pani Ewa Stawiarska swoim damskim pietyzmem przydawała tekstom wigoru, czasami tylko znakiem wzmacniała żołnierską elegancję myśli, czasami gładziła ekwilibrystykę słów, zawiłości ocen faktów i refleksji nad minionymi laty, nad złożonością ludzkiego losu …

Generał Zdzisław przyjmował je z zadowoleniem i często humorystycznie puentował. Niekiedy pytał, czy w tekście na łamach Trybuny udało mi się dostrzec „dopust, nie boży” ale Pani Ewy. Niech wdzięczność Generała Zdzisława pozostanie na zawsze z Panią i Rodziną… Niech wdzięczność Generała Zdzisława pozostanie na zawsze… Z licznym zespołem redaktorskim, którego długą listę otwiera nazwisko gen. Zdzisława Barszczewskiego, a zamyka reguła alfabetu. Z pracownikami Wydawnictw- PiliFot Wrocław i Jakpol, bez których nie byłoby kilkunastu książek Generała Zdzisława. Dość wspomnieć najciekawsze tytuły:„Generałowie, politycy i twórcy kultury”, „Krzewy życia”, „Dwoje i wojna”, „Niepoprawne rozmyślania i zwierzenia”, „Racje i zachowania nie jedno mają imię”, „Wieś nad rzeką”, „W sierpniowe dni”, „Spotkania z Generałem-wspomnienia i refleksje”, „Stan wojenny”, „>Wór kamieni< Generała”, „Już po wojnie”… Z Redakcjami czasopism, np. literackim „Nike” i gazet, które uhonorowały Generała Zdzisława „złotym piórem” i innymi nagrodami… Z Redakcją Dziennika Trybuna, której łamy były dla Generała Zdzisława zawsze otwarte. Publikacje tu zamieszczane były dla Czytelników duchowym drogowskazem w zapobieganiu deformacji „wiedzy historycznej przekazywanej młodemu pokoleniu Polaków”. Już od kilku miesięcy ich brakuje, Czytelnicy pytają Redakcję dlaczego, co się stało … Wrocławskie spotkania… To szczególna karta w dziejach miasta i jego mieszkańców obrazująca kilka wizyt oraz spotkań gen. Wojciecha Jaruzelskiego, gdy pełnił najwyższe funkcje wojskowe i państwowe, także jako emeryt.

Generał Zdzisław z zespołem autorskim utrwalił je ku pamięci przyszłych pokoleń w kilku wspomnianych książkach i publikacjach prasowych, w tym na łamach „Głosu Weterana i Rezerwisty”. Nikt się nie spodziewał, ani spośród kadry Wojska, ani spośród członków partii, że tuż po przełomie lat 1989-1990, nowa władza III RP, pokaże „drugą twarz”. Że przyjdzie zmierzyć się z haniebnym wyzwaniem- oszczerstwami i kłamstwami, fałszywymi zarzutami. Zaledwie odszedł z urzędu Prezydenta Polski gen. Wojciech Jaruzelski, a wraz z Nim grupa kierowniczej kadry Wojska i członków władz państwowych – wszyscy usłyszeli oskarżenia, odpowiednio o stan wojenny i Wydarzenia Grudnia 1970 r. Stanęli przed Sejmową Komisją Odpowiedzialności Konstytucyjnej i sądami. By wobec społeczeństwa uwiarygodnić „czarną prawdę”, nowa władza z Bogiem i sprawiedliwością na ustach, ogłosiła „swoją politykę historyczną”. Teraz okazywać się miało, że w latach PRL gdzieś było śladowo „coś dobrego”, ale wówczas popełnione zło i różne bezeceństwa- także u nas- od których nie jest wolny żaden kraj na świecie – w III RP wyrosły do monstrualnych rozmiarów. Adam Michnik, jeden z czołowych działaczy ówczesnej opozycji, oceniał krytycznie takie postępowanie władz i przypominał – „W Hiszpanii do dziś są w suficie, w parlamencie, kule po zamachu ppłk Antonina Tejera w lutym 1981 r. W Polsce, dzięki temu, że kompromis był i po drugiej stronie tego kompromisu stali generałowie Jaruzelski i Kiszczak, nic takiego nie miało miejsca. Jestem im za to wdzięczny. I teraz, nagle, po 20 latach, pod jakimiś sztucznie skonstruowanymi zarzutami ahistorycznymi, tych ludzi się nęka, ciąga po sądach, obwinia … Z punktu widzenia interesów Polski, jest to działanie antypolskie, antynarodowe”. Świadomi słabnących sił fizycznych, ale nie braku odwagi- grono generałów, wśród których Zmarły spełniał inspiratorską rolę, żołnierze wszystkich stopni z byłego Dowództwa Śląskiego Okręgu Wojskowego i podległych jednostek, teraz już emeryci- rezerwiści stanęli czynem i słowem w obronie rzetelnej, choć momentami trudnej prawdy, nie godząc się na żadne polityczno-moralne doczernianie przeszłości Polski Ludowej, w tym szczególnie Wojska oraz odpowiedzialnej części Kierownictwa Państwa. Te same motywy – dla „poznańskich lotników” i działaczy Lewicy – były podstawą powołania Stowarzyszenia „Przeciwko bezprawiu”. Wspólne działania obu środowisk koordynował Generał Zdzisław i płk Andrzej Gąszczołowski, uważany „ambasadorem Poznania” we Wrocławiu. Poznaniacy-wojskowi, z Andrzejem Gąszczołowskim – cywilni działacze Lewicy pod przewodnictwem Edwarda Skrzypczaka, działając wspólnie oraz w porozumieniu ze środowiskiem wrocławskim, skierowali kilka otwartych listów i oficjalnych pism do Prokuratora Generalnego RP, Ministra Sprawiedliwości, I Prezesa Sądu Najwyższego, Prezydenta RP, Rzecznika Praw Obywatelskich. Ich wyjaśnienia, apele i argumenty dla osób wymiaru sprawiedliwości okazały się zbędną lekturą. Odzew innych adresatów miał jedynie wymiar moralny, nie zdołał wynieść powagi rozumu ponad miałkość nienawiści i zapiekłości. Żołnierskie pożegnanie Dorobek Twojej oficerskiej służby Ojczyźnie, zasługi w sferze krzewienia uniwersalnych zasad człowieczeństwa – nad otwartą mogiłą wspominać będą przyjaciele, koledzy i towarzysze broni w myślach i w duchu. W słowach, głośno i dobitnie wypowie płk Zdzisław Nowacki. Można być pewnym, że nawet najsilniejszy wiatr, nie rozwieje, nie rozrzuci ich wśród mogił Osobowickiego Cmentarza, nie zniweczy ich mocy. Zapadną głęboko w pamięć i myśli tu obecnych …Będą ziarnem, rodzącym plon z refleksji nad minionymi laty. By historyczna wiedza przekazywana młodemu pokoleniu Polaków była fundamentem prawdy- nawet tej bolesnej, ale szczerej, rzetelnej. Będącej wciąż wyciągniętą ręką z otwartą dłonią ku przyszłości, ku każdemu. Tak Generał Zdzisław, obrazowo opowiadał o spotkaniach gen. Wojciecha Jaruzelskiego na wrocławskim rynku z przypadkowo napotkanymi osobami. Jako ich Świadek, wnioskował, że stan wojenny był po to, by inspiratorów i chętnych do rozmów Polaków ze sobą, tylko poprzez zaciśnięte pięści- obezwładnić i zamienić pięści na otwarte dłonie… Że gen. Wojciech Jaruzelski dla ludzi miał serce na dłoni… Że wielu Jego rozmówców to odczuwało i zachowało w swej pamięci… może przekazało młodemu pokoleniu, może… Drogi Przyjacielu – Zdzisławie Zaszczyciłeś mnie prawem zwracania się Twoim Imieniem, przyjmując do honorowego grona wrocławskiego środowiska publicystów wojskowych. Niech ten tekst będzie dla Ciebie, Drogi Generale Zdzisławie- podziękowaniem za Twoją mądrość oficera politycznego- z otwartą dłonią i sercem. Najgłębszym pokłonem, wzruszeniem… Niech dla Twoich najbliższych będzie jeszcze jednym dowodem, utwierdzającym Ich w przekonaniu, że mieli po ludzku szlachetnego Ojca i Teścia, Dziadka i Pradziadka.

Niech Drogi Przyjacielu-Generale Zdzisławie, wspomnienia spotkań z gen. Wojciechem Jaruzelskim, towarzyszą Ci na wiecznej warcie. Że „Czyn żołnierski nie ginie. Trwa w pamięci pokoleń. Jest pomnikiem, testamentem, drogowskazem”. Do nas, Twoich podwładnych, przyjaciół i współpracowników należy dalsze pisanie karty o żołnierskich czynach, o dorobku pokolenia Polaków z czasów Polski Ludowej – ku nauce i pamięci potomnych …

Tom Hayden i Jane Fonda

Na łamach „Przeglądu” nr 11(1105) ukazał się artykuł Wiesława Kota „Laleczka”, bojowniczka, gimnastyczka. W artykule tym został pominięty – niezmiernie istotny moim zdaniem – rozdział życiorysu Fondy – jej małżeństwo z Tomem Haydenem (1973-1990).

W marcu 1962 roku po sześciogodzinnym locie z zaśnieżonego Minneapolis wylądowałem w słonecznej Atlancie. Na lotnisku odebrał mnie Tom Hayden i zawiózł do swojego mieszkania. Hayden był wówczas znanym w środowisku amerykańskiej lewicy studenckiej inspiratorem i organizatorem działań antyrasistowskich. Minneapolis było wówczas spokojnym miastem, w którym-podobnie jak w całej Minnesocie-problem rasizmu nie istniał. Natomiast w Atlancie-podobnie jak w całej Georgii- panowała prawnie usankcjonowana segregacja rasowa. W czasie mojego kilkudniowego pobytu wielogodzinne wieczorne rozmowy z Haydenem sprawiły, że zrozumiałem dramatyczną specyfikę ówczesnego amerykańskiego Południa. W ciągu dnia uczestniczyłem w spotkaniach i demonstracjach, które Hayden organizował.
Z pewnymi trudnościami w restauracji „Pickrick”udało mi się spotkać z jej właścicielem-Lesterem Maddoxem – przywódcą agresywnych, wojujących rasistów. Byłem w towarzystwie dwojga studentów amerykańskich. Chcieliśmy bliżej poznać mentalność rasisty- klerykała a zwłaszcza jego osobliwą argumentację. Maddox twierdził, że w Biblii nie ma nic, co by przemawiało za równością ras. Odpowiedziałem mu, że król Salomon na pewno nie był rasistą, gdyż nie przeszkadzał mu fakt, iż królowa Saba należała do rasy czarnej. Maddox uznał to za komunistyczną propagandę. Zachowywał się spokojnie, ale jego otaczający nas zwolennicy – nie. Od jednego z nich dowiedziałem się, że jestem paskudnym Jankesem, który wsadza nos w sprawy poczciwych i pobożnych południowców. Ostatecznie naszej trójce udało się wyjść z restauracji zanim butelki znajdujące się w rękach pobożnych południowców zostały rozbite na naszych głowach.
W roku 1966 Maddox został gubernatorem stanu Georgia. Walkę wyborczą przegrał z nim wówczas Jimmy Carter. Jednakże w roku 1971 został został on gubernatorem i zlikwidował segregację rasową w Georgii. Czteroletnia kadencja na tym stanowisku stała się dla Cartera okresem przygotowawczym do sprawowania urzędu prezydenta USA (1977-1981).
Tom Hayden był wybitnym przywódcą i odważnym bojownikiem. Bywał pobity i znieważany. Aresztowano go i stawiano przed sądem. Problemy ogólne takie jak walka z rasizmem i działanie na rzecz pokoju były dla niego sprawami osobistymi. Małżeństwo z Jane Fondą sprawiło,że jego nazwisko stało się rozpoznawalne w skali międzynarodowej. Wzrosło zainteresowanie jego działalnością i poglądami. Kiedy Hayden i Fonda zostali w Hanoi przyjęci przez prezydenta Ho Szi Mina, w podzielonej przez wojnę wietnamską Ameryce stali się bohaterami dla jednych, a zdrajcami dla drugich. Prezydent Richard Nixon uznał ich za”wrogów Ameryki”. Ta „wrogość” oznaczała chęć oszczędzenia wielu amerykańskich żołnierzy a także ogromnej ilości mieszkańców Wietnamu, Kambodży i Laosu. Rozgłos związany z audiencją u Ho Szi Mina przyczynił się do zwiększenia nacisku społecznego na rzecz zakończenia tej okrutnej i niszczycielskiej wojny. Użyte przez Wiesława Kota (pod adresem postawy Fondy) określenie „ideologiczne nabzdyczenie” wydaje mi się – łagodnie mówiąc – dziwne i bardzo niestosowne.
Będąc człowiekiem powszechnie znanym Hayden podjął działalność w głównym. nurcie polityki amerykańskiej. Nawiązał i utrzymywał kontakt z prezydentem Carterem. Na szczeblu stanowym, w Kalifornii przyczynił się do uchwalenia szeregu postępowych aktów prawnych.
Kiedy w roku 2016 przybyłem do Warrensburga, aby wykładać w University of Central Missouri zamierzałem się spotkać z Tomem Haydenem. Władze UCM – a zwłaszcza dziekan prof. Joseph Lewandowski-ułatwiały mi spotkania z ciekawymi ludźmi. Niestety wkrótce po przyjeździe dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojego gościnnego druha z Atlanty. A miałem do niego znów bardzo wiele pytań…

Nad Wisłą mu przyszło

Zmarł nam Tomek Wiater.

Znakomity karykaturzysta. Jego postacie rysowane charakterystyczną, powszechnie znaną kreską, codziennie rodziły się w Internecie i raz na tydzień w tygodniku „Nie”. Były graficznymi twarzami tego tygodnika. Odrażające, pokraczne, złe. A jednocześnie niezwykle dowcipne, bo zwykle autoironiczne.
Najlepiej wychodziły Tomkowi rysunki bezpruderyjnych panienek, biskupów, polityków i panów bogów. Codzienny poczet władców naszej Polski. Najśmieszniej bywało kiedy politycy rechotali z wizerunków panienek i biskupów, panienki podśmiewały się z polityków i biskupów, a biskupi chichotali na taki widok panów bogów. Panom bogom pozostawało kpić z pozostałych, z tego całego Dzieła Bożego, czyli z siebie.
Miały jego postacie wszędzie swych fanów. Zasłużona artystka Krystyna Janda ukochała sobie jego karykaturę „Daj głos”, za co znienawidzili ją PiS-owscy „naziole”. Ci sami „Niziole” powielali na swoich forach internetowych Wiaterowe kpiny z kulturowej lewicy, fanów Krystyny Jandy, czasem nawet gejowatych biskupów. A kulturowa lewica powielała u siebie Wiaterowe kpiny z panów bogów, nazioli, biskupów, no i salonu Krystyny Jandy.
Tak to dla lewicy był Tomek sztandarem ateizmu i anty PiSizmu, dla centrum pogromcą PiS- u i konserwatywnych hierarchów, a dla radykałów PiS celnym prześmiewcą zadufanej Warszawki i „lawendowych” biskupów.
Niewielu jego zapiekłych fanów wiedziało, że ten ostry karykaturzysta był także wielce zdolnym rzeźbiarzem, malarzem, fotografikiem, grafikiem, projektantem logo i sloganów reklamowych.
Pomagał też redaktorowi Piotrowi Gadzinowskiemu w w jego kampaniach wyborczych. I wówczas „jego rysunki zawsze były lepsze od uzyskanych przez kandydata wyników”, co sam Gadzinowski przyznawał.
Bo Tomek Wiater był niesłychanie wrażliwym i inteligentnym człowiekiem. I karykaturalnym fanem polskości.
Gdyby Tomek urodził się w Francji, to na pewno byłby gwiazdą tygodnika „Charlie Hebdo” i celem religijnych radykałów.
Ale mu przyszło w kraju nad Wisłą. Tu dopadł go covid.

Kondolencje

Naszemu Przyjacielowi i Koledze
Czesławowi Kuleszy
sekretarzowi generalnemu stowarzyszenia
Porozumienie Socjalistów

serdeczne wyrazy współczucia

w związku ze śmiercią Ojca

składają członkowie zarządu
Andrzej Ziemski, Kazimierz Treger, Daniel Mieniewski, Jacek Kłopotowski, Marta Kościelecka, Krzysztof Szlubowski i Janusz Ptaszkiewicz

Andrzej Osęka (1932-2021)

Był dziennikarzem, publicystą, który większość swojej zawodowej drogi poświęcił sztuce jako jej krytyk i popularyzator.

Był m.in. współpracownikiem tygodników „Po prostu”, „Przeglądu Kulturalnego”, „Kultury”, „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, a także współzałożycielem pisma „Kultura Niezależna” czy współpracownikiem „Kultury” paryskiej.
Prowadził też redakcję plastyki w legendarnym telewizyjnym magazynie kulturalnym „Pegaz”.
Potrafił o sztuce opowiadać i pisać klarownie, z pasją, ze znawstwem.
Był kompetentnym i wytrwałym obserwatorem oraz komentatorem sztuki współczesnej. Swoim poglądom na nią dał wyraz w swojej pierwszej książce, „Spojrzenie na sztukę” (1964).
Fascynowała go przede wszystkim sztuka współczesna, jako fenomen towarzyszący przemianom światowej cywilizacji („Siedem dróg sztuki współczesnej”, 1985), ale nie odwracał się także od dawnej sztuki i historycznych tradycji artystycznych.
Był więc także autorem popularnych opowieści mających charakter przewodników po sztuce dla amatorów i turystów – „100 najsłynniejszych obrazów” (1971) i „Siedmiu sławnych malarzy” (1978).
Zajmował się tez psychologią i socjologią sztuki i artystów („Mitologie artysty”, 1975). O swoim życiu, działalności dziennikarsko-krytycznej a także poglądach na sztukę opowiedział w podsumowującym wywiadzie-rzece „Strategia pająka” (2011).
W roku 2018 udzielił „Dziennikowi Trybuna” obszernego wywiadu.

Wyrazy głębokiego współczucia

Z przejmującym smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci Bronisława Cieślaka.

Odszedł wspaniały dziennikarz, artysta,

niezapomniany porucznik Borewicz.

Był Posłem na Sejm RP III i IV kadencji z list Sojuszu Lewicy Demokratycznej

oraz rzecznikiem prasowym klubu SLD.

Żegnamy postać nietuzinkową, dobrego człowieka, niezapomnianego kolegę.

Pogrążonej w żałobie Rodzinie, Przyjaciołom

i bliskim składam wyrazy głębokiego współczucia.

Leszek Miller

Wspomnienie

Z wielkim smutkiem żegnamy

Bronisława „Sławka” CIEŚLAKA

Posła na Sejm RP III i IV kadencji. Rzecznika Klubu Parlamentarnego SLD. Działacza małopolskiej lewicy.

Wybitnego dziennikarza, prezentera telewizyjnego, dyrektora krakowskiego oddziału TVP.

Niezapomnianego „ Porucznika Borowicza”.

Kawalera Srebrnego Krzyża Zasługi i Srebrnego Medalu „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Żegnamy wybitnego artystę, parlamentarzystę, patriotę.

Cześć Jego pamięci!

Redakcja Dziennika „Trybuna”
Klub Autorów „Trybuny”
Kluby Przyjaciół Prasy Lewicowej