W rocznicę śmierci prof. Tadeusza Baci

W dniu 26.03.2012 odszedł prof. dr hab. nauk medycznych Tadeusz Bacia.

Urodził się w Zagłębiu, w rodzinie robotniczej. W czasie okupacji pracował jako robotnik budowlany na kopalni „Jowisz” w Wojkowicach. Uczęszczał wtedy na tajne komplety nauczania. Zawsze wspominał ogromny strach towarzyszący powrotom z kompletów w trakcie godziny policyjnej wprowadzonej przez okupanta. Po wyzwoleniu zdał maturę w czerwcu 1945 roku i lipcu tego roku przyjechał do Wrocławiu. Brał udział w organizacji i ochronie powstającego Wydziału Lekarskiego. Był studentem jego pierwszego powojennego rocznika.

Po skończeniu studiów pracował przez krótki czas jako asystent w Klinice Chorób Neurologii we Wrocławiu. Wyjazd do Moskwy w 1951 roku na aspiranturę zakończył wrocławski etap kariery zawodowej. Pracę naukowa prowadził pod opieką słynnego w Akademika A.M. Grinsztejna. Często wspominał aresztowanie profesora Grinsztejna w ramach domniemanego spisku białych fartuchów w czasach stalinowskich. W 1956 rozpoczął prace naukową i dydaktyczną w Klinice Neurologii Akademii Medycznej w Warszawie. Był stypendystą Fundacji Rockefellera w Kanadzie i USA, oraz w Paryżu był stypendystą Ministerstwa Spraw Zagranicznych Francji i Ministerstwa Zdrowia Polski. W 1957 roku stworzył pracownię EEG specjalizująca się w diagnozowaniu i leczeniu padaczki. Jego prace naukowe, szczególnie w zakresie diagnostyki padaczki, stanowią bardzo poważne osiągnięcia naukowe w skali światowej.

Równocześnie współpracował z wieloma ośrodkami medycznymi w Polsce.
Był również nauczycielem akademickim na Wydziale Medycznym
Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie . Wykształcił wielu specjalistów z neurologii i neurofizjologii. Profesor Tadeusz Bacia był laureatem wielu wyróżnień i odznaczeń państwowych i nagród zawodowych.

Przy cały zaangażowaniu w pracę zawodową Profesor znajdował czas dla
przyjaciół i znajomych. Z grupa kolegów z lat studenckich we Wrocławiu
stworzyli w Warszawie nieformalny „Klub Wrocławiaków”. Przez lata
utrzymywali ze sobą stały kontakt. Profesor Tadeusz Bacia był osobą
rodzinną, otwartą i wrażliwą na krzywdę ludzką. Często zabierał głos w
sprawach ważnych społecznie, równocześnie pomagał osobom, które były w potrzebie. Był osobą o lewicowych poglądach społecznych. Do końca był
aktywny zawodowo troszcząc się o zdrowie swoich pacjentów. Zmarł we Wrocławiu, został pochowany na cmentarzu przy ulicy Smętnej we Wrocławiu.

Szczere wyrazy współczucia

Z wielkim żalem i smutkiem przyjąłem wiadomość o śmierci Izabelli Sierakowskiej.

Żegnamy szlachetną i wierną swoim przekonaniom posłankę na Sejm,
wrażliwą na ludzkie potrzeby działaczkę społeczną, związkową i samorządową, bojowniczkę o prawa kobiet i równe szanse dla wszystkich.

Odeszła wielka dama lewicy i polskiej polityki, mądra, dobra, piękna i odważna kobieta.

Na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Pogrążonej w żałobie Rodzinie, Przyjaciołom i bliskim składam szczere wyrazy współczucia.

Leszek Miller

Pożegnanie…

31 marca 2021r po długiej walce z chorobą odeszła bliska naszym sercom

I Z A B E L L A   A N T O N I N A   S I E R A K O W S K A

Posłanka na Sejm przez sześć kadencji, prekursorka walki o prawa kobiet , wrażliwa na nierówności społeczne i krzywdę ludzką. Zapisała się w naszej pamięci jako symbol prawości w działaniu, politycznej odwagi i uczciwości. Wierna do końca swoim poglądom, pozostawiła trwały ślad w historii polskiej lewicy.

Żegnamy Izę, łącząc się w bólu z Jej Mężem , dziećmi i wnukami

Anna Bańkowska, Jolanta Banach i Danuta Waniek

Żivieli, Iza, żiveli

Izę Sierakowską tak naprawdę poznałem w bombardowanym Belgradzie. W maju 1999. Oczywiście wcześniej wiele słyszałem o niej, i ją też. Pierwszy raz podczas X Zjazdu PZPR. Była wtedy niezwykle żywym delegatem umierającej partii. Poznałem Izę osobiście na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy pracowałem w tygodniku „Nie”. Tygodnik był pierwszą jawnie „komuszą” instytucją, która w III RP rosła w siłę i w dostatek. Pielgrzymowali do niego wszyscy liderzy ówczesnej lewicy, aby pokrzepić się jego popularnością i tryskającym tam optymizmem.
Potem spotykaliśmy się w Lublinie i Sejmie RP. Jak redaktor z parlamentarzystką. Zwykle po obradach, zwykle w większym gronie. Wieczorami w restauracji Maliszewskiego lub w poselskich hotelowych pokojach, gdzie prowadziliśmy „długie Polaków rozmowy”.
To Iza zapisała mnie do polsko- jugosłowiańskiej grupy parlamentarnej. Tak wtedy nazywała się ta grupa, bo wówczas Serbia była w federacji z Czarnogórą. A Iza była niekwestionowaną przewodnicząca tej grupy i społecznym bałkańskim ambasadorem w Polsce.
Na posiedzeniach najczęściej zbieraliśmy się w klubie jugosłowiańskim przy Pięknej 5. Smakowaliśmy serbską kulturę, zwłaszcza kulinarną, zapijając wiljamonką od Takovo.
Żiveli Iza!, powtarzaliśmy serbską mantrę.
Było miło aż do 1999 roku. Do Belgradu pojechaliśmy czwórką ówczesnych parlamentarzystów SLD. Izabella Sierakowska, Piotr Ikonowicz, Wit Majewski i ja. Reprezentując naszą grupę parlamentarną. Aby zaprotestować przeciwko „bombowej” polityce NATO przy rozwiązywania konfliktów narodowościowych. I wesprzeć Serbów, którzy zostali okrzyknięci przez zjednoczony front północnoatlantyckiej propagandy sprawcami całego bałkańskiegozła. Pojechaliśmy bez błogosławieństwa kierownictwa SLD, sprzeciwie rządzącej koalicji AWS- UW i krytyce liberalnych mediów. Okrzyknięto nas sługusami prezydenta Slobodana Miloszevicza, choć jego politykę też krytykowaliśmy.
Pewnie dlatego mieliśmy wsparcie opozycyjnych wobec niego elit politycznych. Wbrew prognozom mediów nie spotkaliśmy się z prezydentem Miloszeviczem, bo Iza zdecydowanie sprzeciwiła się temu. Gospodarze zadbali o liczne spotkania z reprezentantami serbskiej opinii publicznej. Hierarchami kościołów prawosławnego i katolickiego, parlamentarzystami wszystkich ugrupowań, politologami, publicystami i miejscowymi Polakami.
Potem Iza z Piotrem Ikonowiczem ruszyli do Północnej Macedonii wspierać albańskich uchodźców, drugą stronę ówczesnego konfliktu. Mnie i Wita Majewskiego wezwały do powrotu sejmowe obowiązki.
W Belgradzie Iza nieraz pokazała swe najlepsze cechy. Umiejętność rozmowy ze wszystkimi, zdolność do kompromisu, ale bez handlu pryncypiami. Wielką odwagę, która budziła tam powszechny respekt. W zbombardowanej panczewskiej rafinerii, rezydencji prymasa Jugosłąwii, w parlamencie, wszędzie.
Pamiętam ją zawsze wyprostowaną, górującą, energicznie kroczącą. Z czupryną kruczych włosów i szerokim uśmiechem.
I tak Cię zapamiętam.
Żiveli, Iza, żiveli !

Pożegnanie

Z wielkim żalem przyjęliśmy wiadomość
o śmierci dr hab. Lucjana Meissnera.

Germanisty, politologa, znawcy stosunków polsko-niemieckich,cenionego wykładowcy i zasłużonego działacza SLD .

Córce Emilii, synowi Juliuszowi oraz najbliższej rodzinie
wyrazy serdecznego współczucia składają

Danuta i Władysław Mańkut

IZA

Znałem ją 35 lat. To połowa mojego życia. To nie tak miało być.

Twarda Baba – zachwycali się Nią przyjaciele i przeciwnicy. Była symbolem uporu i racjonalności. Była nauczycielką. To ważny element jej człowieczeństwa. „Nie ma ludzi głupich, są tylko niedouczeni” – mawiała. Uczyła (nauczała) wszystkich – Jana Łopuszańskiego ze Stefanem Niesiołowskim i Aleksandra Kwaśniewskiego z Leszkiem Millerem. Jak ją wkurzyłem, słyszałem od niej „mądralo”. Ale brzmiało to zgodnie z regułami pedagogiki, z delikatnym wyrzutem, że kwestionuję Jej nauczycielskie kompetencje. Łatwo Ją było zdenerwować. Była wyrazista i pryncypialna, nie lubiła kompromisów, nie uznawała taktyki cofania się. Tak bardzo po polsku.

Kiedy ta szczupła, delikatna brunetka szła korytarzem sejmowym, kłaniali się wszyscy. Jedni z lizusowskim uśmiechem, jak paru marszałków Sejmu. Inni z lękiem – jak kilku premierów i wielu ministrów. Iza chodziła szybko i podobnie działała. Nie umiała kłamać i nie tolerowała oszustów, których w polityce zawsze był nadmiar. Oszukało Ją kilku, po latach wybaczyła im, ale nie zapomniała. Rozmawiałem z Nią przed paroma miesiącami, była zrezygnowana, refleksyjnie nastrojona, ale wzmianka o polityce wyprowadzała Ją z równowagi. Podobnie pewnie sądzą Ania Bańkowska i Danusia Waniek – przyjaciółki politycznej i prywatnej drogi Izy przez życie.
Ja też jakoś się w nią zaplątałem. X Zjazd PZPR i zawołanie „Obudźcie się, towarzysze”. Wtedy pragnąłem Ją poznać, co stało się niewiele później. Potem I Kongres Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. W imieniu Komisji Wyborczej przedstawiałem kandydatów do Rady Naczelnej – zdawkowe oklaski przy każdym nazwisku i owacja przy nazwisku Sierakowska. Potem codzienne boje z prawicą i marcowa noc w 2004 roku, kiedy przyszła powiedzieć, że odchodzi do nowej partii tworzonej przez Marka Borowskiego. Siedzieliśmy w przesławnym pokoju 103, a emocje i dym papierosowy zasłaniał nam wszystko. Czułem wagę tego spotkania, wiedziałem co tracimy i nie umiałem powstrzymać łez Izy i własnych. Wylało się wtedy z Niej chyba wszystko. Zapamiętałem tę rozmowę na całe życie, mimo, że trwała z pięć godzin.

Nigdy już później nie spotkaliśmy się na tak długiej rozmowie. Iza chorowała, opiekowała się pomimo tego swoją Mamą, wierzyła w kolejne terapie. Jak przestała wierzyć, była tym bardziej dzielna. Do końca.

Pożegnanie

Zmarł nasz Towarzysz i Przyjaciel

płk. dr Edmund Szopka

jeden z najstarszych żyjących i do końca aktywnych socjalistów, działaczy Polskiej Partii Socjalistycznej.

Miał wielki wkład w odrodzenie po roku 1990 PPS. Był wzorem ideowego marzyciela, dla którego sprawa niepodległego Państwa Polskiego i sprawiedliwości społecznej, były na pierwszym miejscu.

Wierzymy, że Jego postawa i dorobek stanowić będą wzór dla następnych pokoleń socjalistów.

Cześć Jego Pamięci!

Zdzisław Bombera, Bogusław Gorski, Stanisław Opala, Janusz Ptaszkiewicz,
Andrzej Ziemski