Apoteoza XXX-lecia według Gadomskiego

Na przekór licznym krytycznym opiniom o latach III RP, nie tylko zresztą na lewicy, autor snuje opowieść pełną zaklęć, osobistych wzruszeń i poprawnych politycznie pouczeń.

To wszystko pod tytułem „Tego możecie nam zazdrościć” i dopełnieniem: „Boomer do milenialsów. Młodzi ludzie, którzy weszli w dorosłe życie w III RP, mogą zazdrościć boomersom. Tyle że nie rzekomych korzyści wyniesionych z PRL, lecz czegoś całkiem innego” („Gazeta Wyborcza”, 7.01.2020). Dla wyjaśnienia: wszyscy urodzeni podczas wyżów demograficznych w latach1951-53 to boomersi, milenialsi są z lat 80. lub 90. XX wieku, zaś apoteozą nazywa się patetyczny utwór pochwalny, w którym ukazanie postaci, idei lub wydarzenia ma miejsce w sposób wyidealizowany.

Preludium

stanowi oburzenie Gadomskiego na Jana Śpiewaka, który „oskarżył pokolenie boomersów, że skorzystało na polityce socjalnej PRL, a teraz zarzuca roszczeniowość młodszym, niemającym dostępu do tych przywilejów. Śpiewaka poparł Adrian Zandberg, co świadczy o tym, że jego walory polityczne są mocno przereklamowane. Budowanie poparcia przez wywoływanie sztucznego konfliktu pokoleniowego to marny pomysł na polityczny sukces.” W ten oto niezwykle prosty sposób mający inne zdanie zostali zdyskwalifikowani, ten drugi jeszcze oceniony negatywnie jako, że odmienne widzenie świata jest dla Gadomskiego jedynie polityczną grą.

Akt I – a rebours,

w którym autor na opak próbuje przedstawiać politykę socjalną z czasów Polski Ludowej. Na pierwszy, i jedyny zresztą, ogień poszły kwestie mieszkaniowe, o których Gadomskiemu – ekonomicznemu publicyście – więcej „mówią filmy Barei”. Jednak przyznaje z niechęcią, że „faktycznie wiele osób doczekało się swojego M3”, lecz brak mu odwagi, aby zamienić to „wiele” na miliony, gdyż obecnie około 50 proc. Polaków mieszka w domach zbudowanych w okresie PRL.

Mieszkania nie otrzymywało się za darmo – to dalej Gadomski – „warunkiem wstępnym było gromadzenie przez lata oszczędności na książeczkach mieszkaniowych, na których oprocentowanie było realnie ujemne.”. Nadto były w budynkach z wielkiej płyty, kiepskiej jakości. Ten dziegć – ówczesne wpłaty na książeczki, w porównaniu do dzisiejszych cen mieszkań mają się tak jak prawda do słów Gadomskiego, czas oczekiwania można porównać do obecnej, trwającej dziesięciolecia spłaty kredytów hipotecznych, ówczesną przeciętną powierzchnię około 62 m² do obecnej 58,2 m², a domy z wielkiej płyty stoją i mają się dobrze.

Zapewne nie celowo, a z pośpiechu lub przez roztargnienie, zapomniał autor „rozprawić się” jeszcze z powszechną bezpłatną edukacją, żłobkami, przedszkolami i służbą zdrowia, z tanią książką, otwartym dostępem do dóbr kultury, i szeregiem innych socjalnych dobrodziejstw, których dziś także, poza mieszkaniami, brakuje milenialsom, a w które opływali boomersi. Szkoda zresztą, że przy okazji nie zastanowił się dlaczego wspomniane wyże demograficzne miały miejsce właśnie w czasach PRL, a dziś podobnych jak na lekarstwo.

Konkluzja autora jest prosta: „Młodzi ludzie, którzy weszli w dorosłe życie w III RP, nie mają powodów, by zazdrościć boomersom korzyści, jakie wynieśli z PRL.” Nie i już, taka wielce mądra argumentacja. PRL nie był zapewne wymarzonym czasem dla wielu, ale nie oznacza to, aby kłamać bądź podważać jego niewątpliwie liczne, także fundamentalne, zasługi.

Akt II – Glorious Revolution

Milenialsi „mogą nam natomiast zazdrościć, że byliśmy świadkami, a czasami uczestnikami wspaniałej historii Polski końca XX wieku” czyli chwalebnej rewolucji. „Pierwsza bibuła – książki i pisma drukowane na prymitywnym sprzęcie – smakowała o niebo lepiej niż dziś najlepszy serial na Netfliksie. O takiej rozkoszy milenialsi mogą tylko marzyć. Wreszcie fala strajków sierpniowych i w telewizorze sylwetka wąsatego robotnika z wielkim długopisem którym podpisywał porozumienie otwierające nowe, nieokreślone możliwości. 16 miesięcy karnawału „Solidarności” nie zamieniłbym na 16 lat karnawału w Rio lub w Wenecji. Było jak na wielkiej huśtawce. Każdy dzień przynosił nadzieję lub rozczarowanie…. Wojna z czerwonym była zabawą w porównaniu z prawdziwą wojną czterdzieści lat wcześniej. Modne stało się picie bimbru, jak za okupacji, pseudonimy, zielone kurtki, trochę udające ubiór partyzantów…. ZSRR i komunizm się załamały, co przewidywałem w swoich tekstach pisanych w podziemnym miesięczniku, ale tak naprawdę w to nie wierzyłem.”

Ten obszerny cytat był nieodzowny, gdyż nikt by mi nie uwierzył na słowo, że bardzo już dorosły Witold Gadomski wspomina tę swoją rewolucję godności jak dziecięcą, harcerską przygodę, zabawy w podchody, nocne zbiórki i zdobywanie kolejnych sprawności. I takiego biegania w krótkich spodenkach, z głową pełną romantyczno-historyczno-literackich skojarzeń mają mu zazdrościć następne pokolenia na początku XXI wielu? No cóż, starość jak starość, też ma swoje prawa do wybranych, szczególnych wspomnień.

Akt III – karuzela

wydarzeń 1989 roku zakręciła głową Gadomskiego do tego stopnia, że i dziś nadal w euforii gloryfikuje tamten czas: „Karuzela kręciła się coraz szybciej. Gdy Leszek Balcerowicz przedstawiał w październiku 1989 roku swój plan zreformowania Polski, nie wierzyłem, że się uda… urzędnicy z MFW, którzy prawie nie wyjeżdżali z Polski. Ich asysta była konieczna, by Polska mogła dostać kredyty niezbędne do rozpoczęcia reform…1 stycznia 1990 roku, zloty stał się wymienialny…Dla nas, boomersów, to był cud, który otworzył bramę do innych cudów. Na ulicach pojawiły się stragany, a na nich towary, o których można było wcześniej tylko marzyć. To nic, że często kiepskiej jakości, ale były bez kolejki, bez zapisów.”

A jeszcze wcześniej „i wreszcie mieliśmy Polskę, za którą sami mogliśmy wziąć odpowiedzialność”, i jakoś nie chce Gadomski przyznać, że ta asysta MFW z ideą neoliberalnego konsensusu waszyngtońskiego, a wraz z nią słynne „brygady Marriotta”, wymieniły naszą odpowiedzialność na swoje decyzje, a nadto wspomniany shopping zasłonił mu rzeczywisty obraz transformacji. Na przekór zachwytom Gadomskiego w „Rzeczpospolitej” ukazał się niedawno obszerny tekst Grzegorza Kołodki „Od szoku do skutecznej terapii”, który dowodzi, że spora część poniesionych podczas „szokowej terapii” kosztów społecznych, finansowych i rzeczowych była do uniknięcia.

Epilog,

jak przystało na tego rodzaju patetyczny utwór, kończy się wzniośle przywołaniem wejścia Polski do NATO i Unii Europejskiej i resume: „Polska po czterech wiekach rozejścia się z Europą, po wiekach klęsk powróciła do zachodniej cywilizacji. My, boomersi, byliśmy tego świadkami i uczestnikami.”

Ale to nie wszystko, bo jak na spełnionego, godnie zasłużonego, a nadto nieco zmęczonego kombatanta autor dodaje: „A teraz milenialsi, pokolenie X i Y radźcie sobie sami.” Zapomniał powtórzyć o tej zazdrości.

Rodzi się pytanie

dlaczego powstał ten panegiryk i czy trafi, i to z takimi argumentami, do młodych adresatów? Nie była to przecież jedynie czkawka wytrawnego publicysty z lat młodości, chyba że nie miał innych przekonujących pomysłów.

Rzecz idzie o powszechny, rodzący się w młodych pokoleniach niepokój o swoje obecne położenie i o przyszłość. Z takich rozważań już niedaleko do krytycznego osądu rzeczywistości i do poszukiwania przyczyny tego stanu. Wtedy okazuje się, że elementarne wartości: sprawiedliwość społeczna, prawo i wolność jednostki, które w myśl Konstytucji mają być przez instytucje państwowe przestrzegane, kultywowane i organizowane, już od zarania III Rzeczpospolitej, a nie tylko za poprzednich rządów PO i obecnych PiS, były nieprzestrzegane, łamane, omijane. Krytyczne głosy młodych i coraz śmielsze polityczne poczynania lewicy stają się, i stawać się będą coraz większym problemem dla podobnych apologetów. Wspomnieniowe opowieści nie tylko już nie wzruszają, a raczej wzbudzają zażenowanie i uśmieszek politowania.

Nadto ten zwrot „radźcie sobie sami” z aktualnymi polskimi problemami, bo my boomersi przeżyliśmy i dokonaliśmy rzeczy wielkich, wywołuje najzwyklejsze oburzenie. Pomimo bardzo licznych, niedyskusyjnych osiągnięć po 1989 roku zostawiliście jednak stajnię Augiasza i jeszcze nadto udajecie, że tego gnoju nie ma, przykrywając go swoimi zasługami z dalekiej dla młodych, a dziś niewiele znaczącej przeszłości.

Odpowiada Gadomskiemu

Bartosz Lech w tekście „Wytłumaczę wam, dlaczego jestem ekologistą” („Gazeta Wyborcza”, 8.01.2020) – „Nie neguję znaczenia przełomu 1989 r., ale to nie jest doświadczenie mi współczesne. I odmawiam udziału w sporze, czy 30 lat temu Balcerowicz miał rację. Ta dyskusja nie otwiera przed nami przyszłości.” I dalej m. im. : „Dorastałem w latach 90., na rynek pracy wszedłem w recesji, a ostatnie lata to twarde doświadczenie tego, że czerwcowe wybory 1989 nie „wprowadziły demokracji”, lecz tylko rozpoczęły jej budowę, która okazała się pełna usterek. Brak regulacji rynku finansowego tworzy rzeczywistość typową dla republik bananowych, w których PKB rośnie, a jednocześnie rośnie bieda. Pomimo że Polski wzrost gospodarczy plasuje nasz kraj w rankingach jako 21. państwo świata pod względem bogactwa, aż 14,5 proc. ludzi w naszym kraju żyje w ubóstwie.”

Niedługo przeczytacie więcej w innych wypowiedziach, na transparentach pełnych protestów i żądań, także podczas wyborów, bo przyszłość, jak zawsze, do młodych należy i urządzą ją według swoich oczekiwań, po prostu lepszą.