Latarnicy Europy czy ćwierćprzewodnicy narodu?

FOT. ROMAN MAJEWSKI / X (dawniej Twitter)

W szaleństwie uzbrojonego patriotyzmu jest metoda. To socjotechnika strachu, którą zawsze wykorzystuje prawica, żeby zamaskować kryzys kapitalizmu jaki znamy. Wtedy Jarząbek przeistacza się w Jastrząbka, a Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy zastępują marsze patriotów. Po uroczystości mogą spokojnie wrócić do pracy w strefie specjalnej, w kiepsko opłacanej szkole czy w warsztacie Janusza biznesu. I spokojnie czekać w kolejce do lekarza.

Kiedy sięgamy gwiazd, tracąc grunt pod nogami. Polskimi patriotami była warcholska szlachta, która pod przewodem ówczesnych ćwiećprzewodników – magnaterii, doprowadziła do rozkładu państwa. Polska stała się karczmą zajezdną dla armii sąsiadów. Sąsiedzi nie mieli większych przeszkód, żeby podzielić się truchłem. Najbardziej byli zdziwieni elekcyjni królowie, kiedy dowiadywali się, że mają do dyspozycji fantomowe ciało, co tak błyskotliwie opisał Jan Sowa. Odlecieli od geopolitycznych realiów podchorążowie, kiedy wywołali powstanie zwane listopadowym. Unia personalna z obcym państwem nie przystoi narodowi wybranemu do wielkich czynów. W ówczesnym układzie europejskich mocarstw nie byłoby pozwolenia na taką korektę mapy, by znalazło się miejsce dla nowego państwa. Tragiczną zbrodnią na własne życzenie było wywołanie powstania w wielkim mieście: bez broni, bez ewakuacji ludności cywilnej, bez uzgodnienia z ówczesnymi latarnikami Europy. Takiej zbrodni wojennej wobec własnego narodu nie popełnili ani Francuzi, ani Czesi – dlatego Paryż jest Paryżem, a Praga Pragą.

Obecni latarnicy Europy tylko kontynuują patriotyczny bełkot. Niczym on się nie różni od międzywojennych mistyków narodu – elity sanacyjnej w formie, a endeckiej w treści:

 „Charakterystycznym i dodatnim elementem naszego dzisiejszego życia państwowego jest armia. Dlatego pozytywny program naszego działania oprzeć musimy o hasło nieustannego i coraz większego wzmacniania wojskowego pogotowia Polski. Gdyż wobec niesłychanego wyścigu zbrojeń całego świata i wobec militarnej postawy sąsiada, przygotowani być musimy każdej chwili do skutecznej obrony. Dlatego musimy mieć silną, dobrą armię, kiedy grozi potężny wicher, rozbrzmiewający sygnałami pobudki wojennej. Oto zostały nakreślone zasadnicze szlaki, na których może i musi się dokonać mobilizacja wszystkich twórczych sił Narodu. Oto wyraźnie występują przed nami formy, w których realizować się ma wielkość Polski, gdy w marszu wspólnym, ogromnym marszu Narodu całego kształtować mamy jego historię i codzienny pożytek. Nie jednostka a Naród cały jest podmiotem i Naród musi umieć stać się monolitem, by dorównać innym w marszu, by ich prześcignąć na wszystkich polach w zwycięskiej walce o Wielkość. Już teraz w nowym układzie sił europejskich Polska wysunęła się na miejsce poczesne”.

Teraz jesteśmy latarnią Europy. Wskazujemy dalszą drogę różnym Hansom, Jeanom i Juanom. Ale pod naszym przewodem Europa będzie znów na peryferiach.

W sojuszu z Hetmanką Narodu. „Naród polski związał się duchowo na progu swego cywilizacyjnego rozwoju z katolickim Kościołem. Dlatego program społeczny opieramy na etyce chrześcijańskiej. Ale może być Polak zarówno wyznania katolickiego, mahometańskiego, jak i mojżeszowego. To wynika i z Konstytucji, i z tradycyjnej polskiej tolerancji religijnej. Ale stwierdzeniem polskości w wyjątkowych wypadkach musi być nie tylko przyznawanie się do narodowości, lecz ofiara krwi, dobrowolnie przelewanej, lub inne dowody ofiar składanych na ołtarzu Ojczyzny, i czyny całego życia, świadczące o rzeczywistej przynależności do narodu polskiego. Gospodarzem na ziemi polskiej jest tylko Naród Polski. Największą świętością po Bogu jest Ojczyzna – żadna ofiara dla niej nie jest wielka. Państwo buduje się pracą, a broni krwią. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę.”

Do nieznających Pana będziemy ostatecznie strzelać, jeśli zawiodą straże patriotów na granicy. Nic to, że nie mamy hut, żeby produkować własną broń, ani tym bardziej półprzewodników. Nic to, że wydajemy na prace badawczo-rozwojowe 1 proc. PKB, że chorzy w kolejce do lekarza czekają miesiące, nawet lata. Ofiary muszą być! Zbudujemy zamiast COP 2, bombastyczne CPK – choćby wystarczyło, jak oceniają eksperci, dokończyć modernizację lotniska w stolicy i rozbudować lotnisko w Modlinie. Kolejami dużych prędkości, jak francuskie TGV, wystarczy połączyć wielkie miasta ze stolicą – to przecież ona leży w centrum kraju. Ważniejsza jest odbudowa dawnych lokalnych połączeń na prowincji. Bo jak pisze znawca tematu, „znacznie wyższe niż w Polsce wskaźniki wykorzystania kolei w Niemczech, w Czechach, w Austrii, w Szwajcarii wynikają nie z tego, że w tych krajach ludzie są pasjonatami podróży pociągami, lecz z tego, że pociągi jeżdżą często, regularnie, dzięki czemu stanowią realną i atrakcyjną alternatywę dla samochodu” (K. Trammer, Ostre ciecie. Jak niszczono polską kolej, 2019). Znów szklane domy zamiast tanich domów na wynajem.

Cała Polska naprzód. Nie tylko latarnie, także „semafory wskazują otwartą drogę: nie pora na spory, dyskusje, interpretacje. Trzeba iść, iść karnie, szybko i twardo, z wzrastającym uporem i coraz bardziej zwarcie – na czołową kolumnę czeka historia. Zwlekać nie wolno. Zbiórka! To nasze zaszczytne zadanie: dalsza przebudowa psychiki Narodu, by zjednoczyć go dla urzeczywistnienia wielkiego dzieła budowy wielkości i potęgi Rzeczpospolitej Polskiej. Polska wielka, potężna, sprawiedliwa.”

Ma się od kogo uczyć prezydent Nawrocki: po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy! Ale nawet, premier rządu, chyba potknąwszy się w drodze na trybunę, rzekł był: niedługo naród sięgnie gwiazd. Jeden nawet spróbował. O podróży na Marsa na razie nic nie słychać.

Jak zawsze w politycznym spektaklu historyczne fakty i postacie powtarzają się dwukrotnie. Najpierw jako tragedia, za drugim razem jako farsa. Ideę „Wielkiej Polski” ponieśli w świat, opuszczając walczącą stolicę: Józef Beck i Adam Koc (5 września), gen. Edward Śmigły-Rydz, Bogusław Miedziński, Eugeniusz Kwiatkowski wytrwali w boju dwa dni dłużej, bo do 7 września 1939.

Wielka Polska to obecnie fort Polanda. Jego głównym zadaniem jest odcięcie Europy od rosyjskich surowców, rola amerykańskiego konia trojańskiego i rekonwersja upadających gałęzi europejskiego przemysłu na zbrojeniówkę. Sen o wyimaginowanej potędze kosztuje teraz 5 proc. PKB. Na antyrosyjskim froncie pierwszymi ofiarami będą usługi publiczne. A przecież ich mistrz Monteskiusz uczył, że pokój jest „naturalnym skutkiem handlu ”.

Latarnicy vel lunatycy nie rozumieją paradoksu sukcesu kapitalizmu: to, co podtrzymuje jego historyczny żywot, zarazem go pogrąża. Znów Wielka Ameryka, wciąż Wielka Europa, obiecana Wielka Polska, niedługo Wielkie Chiny. Do tego potrzebujemy kilku planet takich, jak Ziemia. Tanie ekologicznie jest natomiast myślenie. Może by najpierw megapatrioci uzbroili się w odwagę myślenia? I zaostrzyli słuch, bo na świecie Panie dziwy nad dziwami. Np. w brazylijskim Belem, gdzie odbywa się szczyt klimatyczny COP30, prawią o globalnej bezemisyjnej gospodarce, krytykują Stany Zjednoczone za antypolitykę klimatyczną, nie zostawiają suchej nitki na wielkich korporacjach. Według prezydenta Kolumbii Gustavo Petro, prawdziwym wrogiem Europy nie jest Rosja, prawdziwym jej wrogiem, jest „śmierć jej wnuków w wyniku załamania klimatu”. Może to tutaj znajduje się zagubiona latarnia ludzkości, a nie tylko Europy.

Tadeusz Klementewicz

(ur. 1949) – polski politolog, profesor nauk społecznych, wykładowca na Wydziale Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista w zakresie teorii polityki i metodologii nauk społecznych. https://pl.wikipedia.org/wiki/Tadeusz_Klementewicz

Poprzedni

Katastrofa demograficzna według prawicy

Następny

Wojny przegrane przez USA