Bieda powszechna

18 lip 2025

Coraz więcej pojawia się publikacji o ciężkiej doli ludu pod zaborami czy w Międzywojniu. Historia widziana z perspektywy chłopskiej chałupy, a nie pańskiego dworu, wypełnia istotną lukę w naszej wiedzy o świecie. Odkąd władza ludowa podzieliła między chłopów pańską ziemię, skończył się w Polsce głód.

W dzisiejszej Polsce nie ma nędzy. Jest tylko zwykła bieda. O tej biedzie nie pisze się bestsellerów. Bo jest nieefektowna. Bo zawsze można się żachnąć, że dzieci żyjące z dala od jakichkolwiek szans awansu społecznego mają po smartfonie. Bo kiedy dziecko bez tego gadżetu nie ma, jest dotknięte skrajnym wykluczeniem klasowym w klasie, do której chodzi. Jedni kupują je w salonach, inni rodzice w lombardach po obniżonej cenie, bo już używane, bo zabrano je jakiemuś dziecku, którego rodzicom zabrakło na rachunki, na życie.

Dla biednych wszystko było zawsze „za dobre”. Pamiętam te komentarze pań z opieki, które oburzały się, że w mieszkaniach, gdzie brakuje na czynsz, są płaskie telewizory. I to w czasach, gdy innych już na rynku nie było.

Bieda wiąże się z upokorzeniem. Coraz więcej dóbr stało się standardem. W miejscowości, z której nie ma żadnego transportu poza samochodem, każdy musi mieć samochód, żeby dojechać gdzieś, gdzie jest praca. Dlatego nie było nic dziwnego, że za pierwsze 500+ kupowano samochody. Po to, by dziecko nie musiało się wstydzić rodziców, którzy zasuwają na piechotę albo rowerem po kilkanaście kilometrów i więcej. Z tej biedy kpiono, wieszając na wypasionych furach napisy „kupione za 500+”.

Przedmiotem kpin – i to okrutnych – stali się bezdomni czy ludzie mieszkający pod złym adresem. W wielu miejscowościach eksmitowano dłużników czynszowych do miejsc, które z tego powodu cieszyły się złą sławą. W kulturze każdego ludu najokrutniejszą karą było wygnanie. Takie zesłanie pod zły adres, gdzie nikt nie chce trafić, to było takie i jest takie wygnanie. Wyrzucenie poza nawias. Bo ludzie, którzy jakoś sobie radzą, nie mają życzenia widzieć tych, którym się źle powodzi.

Najmarniejsze osiedle spółdzielcze ogradza się drutem, żeby obcy, niepowołani się tam nie wdarli. Odgradzamy się od tych gorszych, którzy nie mają nic na własność, co mogliby ogrodzić murem, płotem, częstokołem.

Bieda dzisiaj to nie brak żywności, a przynajmniej rzadko. To żywność bliska terminu przydatności albo po prostu mniej wartościowa, nie tak smaczna i świeża. Zdrowa dieta to warzywa, owoce, sery, chude mięso i wędliny, ryby. Wszystko to bardzo drogie. Są różne strategie przetrwania. Gotowanie zupy na korpusach kurzych, jedzenie kilku pączków dziennie. Sycą jak trzeba, ale zdrowe to nie jest. Wreszcie chipsy i tym podobne świństwa, które stają się złym nawykiem żywieniowym.

Najbiedniejsi poszukują nie bardzo przeterminowanych produktów, które w sumie są jadalne, ale nie każdy się na nie decyduje.

Nie do końca wiadomo, czy ludzie niezamożni piją więcej alkoholu. Pewne jest, że piją alkohol gorszy. Na pewno jednak więcej palą. Uzależnienie od tytoniu wiąże się z mniejszą dbałością o zdrowy tryb życia. Nigdy nie zapomnę sceny przed sądem, kiedy to starsza pani, którą miałem reprezentować w sprawie o eksmisję, poczęstowała mnie papierosem, a ja odparłem, że już rzuciłem. Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem i pełnym współczucia głosem stwierdziła: „Jak mnie jest pana żal”. Dla tej ubogiej emerytki papieros był jedną z niewielu przyjemności w życiu. Może gdyby mogła regularnie grać w tenisa, wyjeżdżać nad ciepłe morza i korzystać z jacuzzi, łatwiej by jej było rzucić.

Oczywiście ludzie o wielkim poczuciu wyższości oburzają się na palaczy, którzy zamiast zadbać o kupowanie zdrowej żywności wolą wydawać na tytoń.

Ale stres spowodowany niedomykania się budżetu domowego, niezapłaconymi rachunkami nie ułatwia rzucenia. Nie darmo ludzie w obozach oddawali chleb za papierosy. Pomagały walczyć ze strachem. A biedni wciąż się boją. Krzywego spojrzenia szefa, podwyżki czynszu czy prądu. Choroby, bo zwykle nie mają umowy i nie mogą pójść na „chorobowe”.

Do tego dochodzi nieustająca presja windykatorów i komorników. Bo bieda żyje na pożyczkach. Zwykle lichwiarskich. Wyobraźmy sobie, że dzieci zaprosiły kolegów i koleżanki do domu. A w trakcie wizyty wpada windykator od chwilówek i się awanturuje o kolejną cotygodniową ratę spłaty lichwiarskiej pożyczki. Dzieci się wstydzą, nie wiedzą, gdzie oczy podziać.

Wtedy rodzice palą w kuchni albo wychodzą na balkon. Wtedy jednak do akcji wkracza komitet blokowy, który awanturuje się, bo dym z balkonu sąsiada im przeszkadza. Co masz robić? Drzesz się na awanturnych sąsiadów i sprawa o zakłócanie porządku domowego gotowa. Takich co palą i krzyczą na balkonie można już zacząć wyrzucać, eksmitować.

Najwięcej kłótni i krzyku jest o pieniądze. Dzieci domagają się kasy na lepsze ciuchy, bo nie chcą, żeby je wytykano palcami, a ojciec czy matka tłumaczy, że ma ostatnie grosze na czynsz. No, dzieci przestają takich frajerów rodziców szanować. Bieda nie wyposaża w autorytet. Wzorcem zostaje podwórkowy chuligan, który goniąc za lekkim chlebem zostaje bandytą.

A kiedy ich wyeksmitują pod ten adres co to wiadomo, upokorzone dzieci wyładowują swą złość na skrzynce na listy czy klapie od śmietnika. Zamiast wielkich planów nie idą już do lepszej szkoły. Ich szkołą, podobnie jak innych wyeksmitowanych tu sąsiadów, staje się ulica.

Cóż, bieda niestety nie uszlachetnia. Młodzi wychowani w kulcie pieniądza, którego wciąż brakuje, staczają się szybko.

Nie trzeba być głodnym, żeby czuć się nędzarzem, kiedy brakuje ci kasy na to, na co inni mają. Bieda jest względna. Bieda to rozwarstwienie. Tam, gdzie są wielkie różnice, pojawia się bezradność. Trudno bowiem pomarzyć o pięknym, drogim samochodzie, nie mówiąc już o mieszkaniu. Ci co próbowali wiedzą, że ciężka praca nie popłaca. Pozwala co najwyżej przetrwać, nie ma jednak perspektywy awansu, zarabiania kilka razy więcej niż minimalna, wyrwania się z kręgu zadłużeń i zajęć komorniczych. Nowa, „lepsza” praca pozwala się tylko wolniej zadłużać. Można jeszcze spróbować zasuwać w kilku miejscach. Ale to dobre dla młodych. Sąsiad po pięćdziesiątce, który po służbie w ochronie szedł segregować śmieci, dostał zawału i już po sąsiedzie. Biedni żyją krócej. Niekoniecznie z przepicia. Głównie z nerwów i przepracowania.

Rzadko ktoś biednych żałuje. Uważamy zwykle, że zasłużyli na swój los, bo nie dość się starają. Oni sami często podzielają ten pogląd. Bo do głowy im nie przyjdzie, że to wina „niesprawiedliwego podziału dochodu narodowego”. Są raczej skłonni winić siebie, bo tak im od dzieciństwa wmawiają.

I dopiero kiedy uda się dotrzeć do umysłów milionów, że tego względnego ubóstwa, stresu finansowego, upokorzenia doznaje większość społeczeństwa, może zakiełkować myśl o buncie.

Źródło: Facebook – Piotr Ikonowicz

Najnowsze

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam...

Sprawdź również

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Kijów i Berlin mogą ominąć Warszawę

Polska może pomóc Ukrainie wygrać wojnę, a mimo to przegrać walkę o porządek, który powstanie po jej zakończeniu. Po 2022 roku polska polityka wobec Ukrainy została zdominowana przez ideologiczny entuzjazm. Każdą próbę rozmowy o polskim interesie, gospodarce czy...

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Rządy „prawa” czy wielkich korporacji

Lekarstwo Pfizera na poprawę ostrości widzenia Firmy z Zachodu przez stulecia korzystały z taniej pracy, tanich surowców, rynku zbytu kolonii. Ale musiały znaleźć sposób na dalszą ich eksploatację, kiedy te odzyskały niepodległość. Zachodni kolonialiści tracili...

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Współlokator+ nie ocalił koalicyjnej hipokryzji

Prezydent zawetował ustawę o „osobie najbliższej”. Stało się więc to, co było oczywiste, że się stanie. Nawrocki opowiada bajki o „obronie małżeństwa”, ponieważ jak podkreśla bezustannie „nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie”. Krucha jest...

Legionista z Widzewa

Legionista z Widzewa

Zanim został bohaterem narodowym Wietnamu, musiał kilka razy uciekać. Pierwszy raz z fabryki w Westfalii. Był tam polskim, przymusowym robotnikiem. Do Niemiec trafił tam z łódzkiej dzielnicy Widzew. Urodził się w rodzinie tkaczy w 1923 roku. W czasie niemieckiej...

Czarnek na dywaniku

Czarnek na dywaniku

Przemysław Czarnek nie został jeszcze premierem, ale już zapowiedział, co zrobi, gdy nim zostanie. Na antenie TV Republika stwierdził, że „zmusiłby na arenie międzynarodowej Ukrainę do radykalnej zmiany kursu wobec Polski i Polaków, nie tylko jeśli chodzi o kwestie...

Sen jako towar luksusowy. Co nam mówi bezsenność?

Sen jako towar luksusowy. Co nam mówi bezsenność?

Od lat powtarza się nam, że „sen to zdrowie” oraz że wysypianie się odgrywa w życiu wielką rolę. Problem w tym stwierdzeniu nie polega na braku jego słuszności, bo trudno zaprzeczyć, że kiedy jesteśmy wypoczęci, obiektywnie lepiej funkcjonujemy. Przyczyna leży gdzie...

Znowu kolejna nagonka

Znowu kolejna nagonka

Polska neohusaria oczywiście nie zawiodła. Bohatersko atakuje nastolatków i małe dziewczynki. Krzyczą, że coś tam „Pamiętamy”, choć niczego oczywiście nie pamiętają. Chodzi wyłącznie o racjonalizację agresji. Dowiedzieli się z social mediów, że „już można”. Należy...

Legionista z Widzewa

Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość

Czego Polacy powinni się uczyć od Chińczyków? Takie pytanie często słyszę. Zwykle zadają je wyznawcy i entuzjaści polskiej suwerenności, o narodowo-patriotycznych poglądach. I oni jako pierwsi powinni czerpać z chińskich nauk. Chińczycy kochają suwerenność swego...