Proces Jaira Bolsonaro. Z pałacu do pudła?

Były prezydent Brazylii Jair Bolsonaro na rozprawie przed SN [Zdjęcie: Fellipe Sampaio/STF / CC BY 4.0 ]

W Brasílii dobiega końca proces byłego prezydenta Brazylii Jaira Bolsonaro, oskarżonego o przygotowania do zamachu stanu po przegranych wyborach w 2022 r. Prokuratura twierdzi, że polityk i jego współpracownicy planowali przejęcie władzy mimo zwycięstwa Luiza Inácia Luli da Silvy. Obrona odpowiada, że były prezydent nie podjął żadnych faktycznych działań i powinien zostać uniewinniony. Wyrok Federalnego Sądu Najwyższego (STF) ma zapaść 12 września 2025 r.

Bolsonaro od kilku miesięcy przebywa w areszcie domowym i jest objęty dozorem elektronicznym. Nie pojawił się na sali sądowej, a jego pełnomocnik Celso Vilardi tłumaczył nieobecność problemami zdrowotnymi. Mają one być następstwem ataku nożownika z 2018 r., kiedy w trakcie kampanii wyborczej Bolsonaro został ciężko raniony i od tamtej pory cierpi na nawracające dolegliwości gastryczne. Sam były prezydent śledzi przebieg procesu z domu w Brasílii. 2 września wyszedł przed swój dom i stanął przy bramie garażowej, ze skrzyżowanymi rękami i ironicznym uśmiechem, jakby chciał zademonstrować dystans i lekceważenie wobec toczącego się postępowania.

Na ławie oskarżonych zasiadło ośmiu współpracowników polityka. Według śledczych tworzyli oni „centralną komórkę” spisku, obok czterech innych komórek wykonawczych. Prokuratura utrzymuje, że cała struktura została stworzona, aby przygotować przewrót. Oskarżeni nie zaprzeczają, że plany istniały, ale odrzucają własny udział. Kluczowym świadkiem jest były adiutant Bolsonaro, podpułkownik Mauro Cid. Najpierw obciążył swojego przełożonego, a później zmienił zeznania. Jako najbliższy oficer przy boku prezydenta miał wyjątkowo dokładny wgląd w działania ośrodka władzy.

Centralnym dowodem jest projekt dekretu z 7 grudnia 2022 r. przewidujący wprowadzenie tzw. „stanu oblężenia” — trybu nadzwyczajnego, który w brazylijskiej konstytucji oznacza zawieszenie normalnych procedur demokratycznych i ograniczenie działania instytucji państwa. Prokuratura uważa, że Bolsonaro przedłożył dokument dowódcom wojskowym, ale ci odmówili wykonania poleceń. Obrona odpowiada, że prezydent mógł w każdej chwili odwołać nieposłusznych dowódców i zastąpić ich lojalnymi, lecz tego nie zrobił. Prawnik Paulo Amador da Cunha Bueno twierdzi, że to dowód na brak zamiaru obalenia systemu i domaga się uniewinnienia. Ostrzegł przy tym, że skazanie Bolsonaro byłoby „nową sprawą Dreyfusa” — nawiązując tym samym do głośnego procesu kapitana Alfreda Dreyfusa we Francji pod koniec XIX wieku, w którym niesłusznie skazano oficera żydowskiego pochodzenia za zdradę stanu. Sprawa ta stała się symbolem pomyłki wymiaru sprawiedliwości i politycznych nacisków na sądy.

W akcie oskarżenia przypomniano także wydarzenia z 8 stycznia 2023 r., czyli tydzień po zaprzysiężeniu Luli. Tego dnia tysiące zwolenników Bolsonaro wtargnęły do najważniejszych gmachów państwowych w Brasílii — pałacu prezydenckiego Planalto, siedziby Kongresu i Federalnego Sądu Najwyższego. Protestujący zdewastowali wnętrza i symboliczne przestrzenie brazylijskiej demokracji, próbując wymusić interwencję wojska oraz odwrócenie wyniku wyborów. Wydarzenia te wstrząsnęły opinią publiczną w kraju i na świecie i często porównuje się je do szturmu na Kapitol w Waszyngtonie z 6 stycznia 2021 r., kiedy to zwolennicy Donalda Trumpa próbowali zablokować zatwierdzenie zwycięstwa Joe Bidena.

Według zgromadzonych dowodów jedyną osobą z otoczenia Bolsonaro, która otwarcie sprzeciwiała się jego zamiarom, był ówczesny minister obrony gen. Paulo Sérgio Nogueira. Uważa się, że konsekwentnie odwodził prezydenta od ogłoszenia „stanu oblężenia” i wielokrotnie przypominał, że wyniku wyborów nie da się odwrócić. Kiedy obrońca generała stwierdził w sądzie, że jego klient chciał „odwieść prezydenta od działania”, sędzia Cármen Lúcia dopytała: „Odwieść od czego?”. Następnie zauważyła: „Jak dotąd wszyscy twierdzą, że nikt niczego nie planował”. Jej słowa były krytycznym komentarzem do linii obrony, która konsekwentnie zaprzeczała istnieniu przygotowań do zamachu stanu. Sędzia podkreśliła, że dopiero ujawnienie projektu dekretu o „stanie oblężenia” pokazało, iż w rzeczywistości mogły być podejmowane konkretne działania zmierzające do podważenia konstytucyjnego porządku.

Prokurator generalny Paulo Gonet podkreśla, że akt oskarżenia „nie opiera się na domysłach ani wątłych założeniach”. Według niego uczestnicy spisku dokumentowali niemal każdy krok, a próba przewrotu była już „w toku”.

Sędzia sprawozdawca Alexandre de Moraes zapewnia, że STF orzeknie w pełnej niezależności, niezależnie od zewnętrznych nacisków. Była to bezpośrednia odpowiedź na słowa Donalda Trumpa, który nazwał proces Bolsonaro „polityczną egzekucją”.

W innych publicznych wystąpieniach prezydent USA mówił o „polowaniu na czarownice” i twierdził, że Bolsonaro padł ofiarą politycznej zemsty. Zapowiadał, że będzie „uważnie przyglądał się sprawie”, przedstawiając byłego prezydenta Brazylii jako sojusznika w walce z lewicą. W Brazylii i poza nią takie słowa zostały odebrane jako dowód amerykańskiej ingerencji i wsparcia dla działań sprzecznych z zasadami demokracji. Retoryce Trumpa towarzyszą też decyzje polityczne: administracja Trumpa wprowadziła pięćdziesięcioprocentowe cła na brazylijski eksport do USA, objęła de Moraesa sankcjami finansowymi na mocy tzw. ustawy Magnitsky Act i cofnęła wizy części sędziów STF. W Brasílii odbierane jest to jako próba wywarcia presji na wymiar sprawiedliwości i zastraszenia sądu.

Kryzys dyplomatyczny między Brazylią a Stanami Zjednoczonymi nasilił się na początku 2025 r., gdy Waszyngton eskalował działania protekcjonistyczne, a rząd Luli odpowiedział kontrposunięciami dyplomatycznymi i handlowymi. W opinii publicznej utrwaliło to przekonanie, że USA bronią Bolsonaro nie tylko z powodów ideologicznych, lecz także poprzez bezpośrednią ingerencję w procesy polityczne i gospodarcze suwerennego państwa.

Historycy przypominają przy tym, że nie jest to precedens. W 1964 r. Stany Zjednoczone wspierały wojskowy zamach stanu w Brazylii, który obalił demokratycznie wybranego prezydenta João Goularta i zapoczątkował dwie dekady dyktatury wojskowej. Dzisiejsze działania Waszyngtonu wobec Brasílii wielu komentatorów odczytuje jako powrót do dawnych metod wywierania nacisku na kraje Ameryki Łacińskiej.

Byłemu prezydentowi grozi do 43 lat więzienia. Oskarżony jest m.in. o próbę przeprowadzenia zamachu stanu, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i działania zmierzające do obalenia porządku demokratycznego. Oscar Vilhena Vieira, prawnik i politolog, ocenia, że ewentualny wyrok skazujący nie uspokoi nastrojów w Brazylii, a sam fakt procesu wobec byłej głowy państwa — w kraju przyzwyczajonym do ugód i amnestii — stanowi już ogromne wyzwanie dla instytucji demokratycznych.

Redakcja

Poprzedni

Pokój nie sprzedaje się na giełdzie

Następny

Ach jak mury urosły